Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Literatura piękna polska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Literatura piękna polska. Pokaż wszystkie posty

4.10.26

"Inna. Opowieść o Zofii Stryjeńskiej" – Sylwia Winnik

"Inna. Opowieść o Zofii Stryjeńskiej" – Sylwia Winnik
"Każde spojrzenie artysty to nowa historia"


Słowa Feliksa Jasieńskiego brzmiały w głowie Zosi, gdy przemierzała krakowskie ulice i później, gdy w domowym zaciszu pochylała się nad szkicownikiem i tworzyła nie tylko rysunki, ale też opowieści. Sceny z targu, ludowe stroje, kosze owoców, słowiańskie bożki, potrety i autoportrety... Zosia doskonale wiedziała, czego pragnie najbardziej – sztuki i sukcesu. To malowaniem żyła. To o malowaniu śniła i marzyła. Czuła mrowienie w opuszkach palców, gdy chwytała za pędzel. Tyle pomysłów, tyle planów... A gdyby tak studiować tam, gdzie kobiety nie mają wstępu? Była utalentowana i pracowita, ale w Monachium musiała udawać mężczyznę – ukrywać własną tożsamość i walczyć o swoją pasję.

Książka Sylwii Winnik to biograficzna opowieść o Zofii Stryjeńskiej, malarce i ilustratorce nazywanej "księżniczką sztuki polskiej". To historia młodej dziewczyny, która stała się artystką – wbrew przeciwnościom i ograniczeniom epoki – a także kobietą – żoną i matką. To również fascynująca literacka podróż przez dwudziestolecie międzywojenne oraz lata wojny i okupacji – do Krakowa, Monachium, Warszawy, Zakopanego i Paryża. Wraz z Zofią przemierzamy krakowskie ulice i tatrzańskie szlaki, zaglądamy do atelier i paryskich kawiarni, stajemy za sztalugami i pochylamy się nad szkicownikami. Wspólnie przeżywamy chwile radości, dumy i rozpaczy, porywy serca, gorycz rozczarowań i ból straty. Powieść przybliża minione czasy, miejsca i postaci – artystyczną bohemę i środowisko malarskie. Przede wszystkim jednak pozwala zanurzyć się w skomplikowany świat Zofii Stryjeńskiej – kobiety owładniętej twórczą pasją, rozdartej między karierą a macierzyństwem, niepokornej, wciąż w poczuciu niedopasowania i braku spełnienia. Były momenty, gdy Zofia żyła dla malarstwa. I były momenty, gdy tego malarstwa nienawidziła – bo stawało się udręką, wyczerpaniem, niepokojem dla serca i umysłu. Sylwia Winnik wspaniale uchwyciła te rozterki i zmagania, ciężar talentu, który Zofia dźwigała na swoich barkach, jej kłopoty małżeńskie i finansowe oraz nieustanne pragnienie miłości i szczęścia, których nie była w stanie doświadczyć. Zachwyca bogactwo detali, autentyzm uczuć i przeżyć, intymność, złożoność i wrażliwość, z jakimi Sylwia Winnik odmalowuje portret Stryjeńskiej. Przybliża jej nietuzinkową osobowość i twórczość oraz burzliwe życie – blaski i cienie, trudne wybory i ciche dramaty.


Historia utalentowanej malarki i skomplikowanej kobiety – odważnej i pragnącej miłości, a przy tym głęboko nieszczęśliwej, pełnej wewnętrznych rozterek i przygniecionej trudami życia. Opowieść o artystycznej pasji, kobiecości i macierzyństwie, wytrwałości, stracie i poszukiwaniu spełnienia. O tym, że warto walczyć o marzenia – bo są osiągalne – ale też o cenie za podążanie własną ścieżką. Książka, która przenosi w czasie; która wzbudza smutek, uśmiech i gniew; która wzrusza i chwyta za serce; którą czyta się jednym tchem. Polecam!





















• współpraca barterowa • Wydawnictwo Muza •

Data wydania: 7 października 2026
Wydawnictwo: Muza
Oprawa: twarda
Liczba stron: 304
Moja ocena: 5/6

7.7.26

"Nocami krzyczą sarny" – Katarzyna Zyskowska

"Nocami krzyczą sarny" – Katarzyna Zyskowska
Czy warto za wszelką cenę dążyć do odkrycia prawdy? Co wyzwala – pamięć czy zapomnienie? Jakie historie kryją w sobie pożółkłe zdjęcia, stare domy i ludzkie serca? Jakie historie wyszeptują lasy, góry, ziemia i wiatr? W powieści Katarzyny Zyskowskiej splatają się ze sobą losy trzech pokoleń kobiet naznaczonych traumą. Mroczna, bolesna przeszłość spowija gęsto górskie szczyty i doliny i odbija się echem w teraźniejszości – kobiecy głos pradawnej Mokosz miesza się z szumem płonącego ogniska, stukotem kołowrotka i cichym zawodzeniem. To właśnie tam, w niewielkiej wsi w cieniu Gór Sowich, gdzieś na krańcu świata, trzy kobiety pochowały pamięć. Dzieli je wiele lat, ale łączy wspólna tajemnica i trauma. Maria, Mereike i Marianna – wszystkie musiały milczeć, długo, zbyt długo. Ale nadszedł czas, by skonfrontować się z lękiem i demonami przeszłości. By historie, o których nie chce się mówić głośno, ujrzały światło dzienne.


Katarzyna Zyskowska scenerią dla trzech kobiecych życiorysów uczyniła Góry Sowie. Fabuła meandruje między migawkami z lat 40. i 90. ubiegłego wieku oraz współczesnością. Kiedy osiemnastoletnia Maria przyjeżdża na letnie wakacje do babci Maryjki szybko przekonuje się, że "przeklęta ziemia" i poniemieckie domy skrywają wiele przerażających tajemnic, podobnie zresztą jak i jej własna rodzina. Historia zatacza koło – Góry Sowie ponownie stają się miejscem tragedii – traumy, która na zawsze odmienia życie Marii.

"Nocami krzyczą sarny" to książka, która ma zapach lnu, ziemi i przeszłości. Podszyta jest tajemnicą i tragedią – mrocznym vibe'm, symboliką dawnych wierzeń i przyrody. Katarzyna Zyskowska opowiada o kobietach doświadczonych przez los i niespokojne czasy, w których przyszło im żyć. Podejmuje tematykę winy, krzywdy i odkupienia, pokoleniowej traumy, sprawiedliwości. Bohaterki książki wiedzą, czym jest strata – mienia, bliskich i samej siebie. Interesujące są w tej powieści kwestie narodowościowe i tożsamościowe – widzimy świat, w którym nic nie jest czarno-białe, życzliwość i dobro mogą kosztować życie, a konsekwencje wyborów bywają tragiczne. Katarzyna Zyskowska stworzyła przejmujące kobiece portrety, skomplikowane i niejednoznaczne. Oddała głos kobietom, które musiały dźwigać ciężar milczenia i krzywdy – i wykazać się wewnętrzną siłą, by móc dalej żyć. Mocno poruszyły mnie ich historie.


Pięknie napisana, tajemnicza, misternie utkana opowieść o traumie, bolesnych wspomnieniach, rodzinnych sekretach, pamięci i prawdzie. O stracie, miłości, macierzyństwie i wydarzeniach, które na zawsze nas zmieniają. O przeszłości, która wciąż rzuca cień na teraźniejszość i skomplikowanych ludzkich losach splecionych z miejscem – ziemią, domem, lasem. Ta książka ma w sobie wszystko to, co tak cenię w twórczości autorki – liryczną prozę, działającą na wyobraźnię scenerię, dopracowaną fabułę, emocje w przeróżnych odcieniach i wyjątkowy klimat – duszny, niepokojący, jednocześnie piękny i straszny. Niezmiennie moja ulubiona powieść Katarzyny Zyskowskiej – teraz w nowym wydaniu, w twardej oprawie i z barwionymi brzegami.






















• współpraca barterowa • Wydawnictwo Znak •


Data wydania: 15 lipca 2026
Wydawnictwo: Znak Literanova
Oprawa: twarda z barwionymi brzegami 
Moja ocena: 6/6

10.4.26

"Sama. Opowieść o Annie Bilińskiej" – Małgorzata Ziewiecka

"Sama. Opowieść o Annie Bilińskiej" – Małgorzata Ziewiecka
Zdarzało się, że sama godzinami przemierzała ulice Warszawy i Paryża. W dzieciństwie pod skrzydłami Andriollego poznawała nie tylko podstawy rysunku, ale też patrzyła z bliska na twórczą samotność artysty. Wkrótce sama jej doświadczyła – w ciszy pracowni, wśród płócien, sztalug, pędzli i farb. Mówiła, że nie chce męża ani dzieci. Marzyła o karierze – pragnęła być sławną malarką. Ale czasy nie były sprzyjające – w XIX wieku kobieca samodzielność wzbudzała kontrowersje. Kobieta artystką? Kobieta na paryskiej uczelni? Kobieta z własną pracownią, nagradzana, z płótnami na wystawach? Niezamężna? Ale Anna właśnie taka była. Uparta, ambitna, niezależna. Przełamywała schematy, szła własną ścieżką. Sama. A los jej nie oszczędzał. Pasja, talent, marzenia i miłość zderzyły się z bólem straty, chorobą, samotnością, kłopotami finansowymi i przedwczesną śmiercią. Ze słynnego Autoportretu z paletą patrzą na nas duże, smutne oczy. Anna ma 33 lata. Ubrana jest w czarną sukienkę i biały fartuch, w dłoniach trzyma pędzle i paletę. Wydaje się zmęczona – blada cera, włosy w nieładzie. W jej spojrzeniu czai się ból i siła – wzrok ma odważny. "Jeśli chcesz być najlepsza, bądź zawsze sobą". I taką siebie namalowała, szczerze, bez kokieterii i upiększania. Namalowała Annę przy pracy. Kobietę, artystkę, malarkę.


Książka Małgorzaty Ziewieckiej to opowieść o Annie Bilińskiej. Nie biografia, a właśnie opowieść – o jednej z najciekawszych polskich artystek: wspaniałej malarce, ale też ambitnej i niezależnej kobiecie. To również opowieść o minionej epoce – dziewiętnastowiecznej Warszawie, Wiedniu i Paryżu; o sztuce i artystycznym środowisku; o ludziach, którzy pojawili się w życiu Anny – rodzinie, bliskich, znajomych i nieznajomych. Fabularyzowane losy malarki są silnie osadzone w czasie i miejscu. Małgorzata Ziewiecka zabiera czytelników w fascynującą podróż w przeszłość – oraz w głąb kobiecego serca. Wraz z Anną przemierzamy ulice i muzea, pijemy kawę, wdychamy zapach farb, malujemy i zapełniamy strony dziennika. Śmiejemy się, płaczemy, tęsknimy, czujemy radość i rozpacz. Książka pełna jest interesujących detali, osób, miejsc i nawiązań – do historii, sztuki, codziennego życia. Ma w sobie panoramiczność i intymność – uczuć, przeżyć i doświadczeń. Poznajemy Annę-malarkę i Annę-kobietę – jej burzliwą drogę twórczą i życiową, trudne wybory, zmagania ze światem, losem i samą sobą, pasję i determinację. Małgorzata Ziewiecka zdołała uchwycić każdy z tych aspektów, z empatią i uważnością. Zachwyciła mnie piękna, bogata w szczegóły oprawa powieści – ludzie, miejsca, sztuka – oraz przejmujący portret Anny.


Fascynująca, inspirująca i poruszająca książka (uzupełniona zapiskami z dziennika, fragmentami korespondencji i reprodukcjami obrazów). Opowieść o ambitnej i niezależnej kobiecie, która wytrwale podążała za swoim marzeniem, mimo wszystko. O sztuce, która wymaga poświęceń, ale daje poczucie spełnienia i pomaga przetrwać najtrudniejsze momenty. O miłości, przyjaźni, samotności i stracie. Przybliża postać Anny Bilińskiej i jej malarstwo. Warto!























• współpraca barterowa • Wydawnictwo Muza •

Data wydania: 8 kwietnia 2026
Wydawnictwo: Muza
Oprawa: twarda
Liczba stron: 352
Moja ocena: 5/6

24.3.26

"Dina, Dina" – Agata Romaniuk

"Dina, Dina" – Agata Romaniuk
"To one właśnie wiążą nas z życiem, te konkrety, te trywialne drobiazgi, które zapamiętujemy nawet mimochodem"

Sukienka w kwiatki. Ławka pokryta żółtą, łuszczącą się farbą. Miękki pędzelek z sobolowego włosia. Gwar na Piazza Maggiore i cisza opuszczonego mieszkania. Pakowana w pośpiechu walizka. Smak drożdżowych bułek z posypką. Wyszeptane Ti amo per sempre.


Dina chwyta się mocno tych okruchów wspomnień, migawek z dwudziestoletniego życia. Czasami są wyraźne i intensywne jak fotografia, a czasami rozmyte i ulotne jak akwarela. Istnieją w sercu i umyśle, przywołują zapachy, smaki i uczucia. Niektóre są bezpiecznym schronieniem – nie pozwalają utonąć w najtrudniejszych momentach. Inne wywołują ból i głęboko ranią. Agata Romaniuk przedstawia historię młodej kobiety, studentki malarstwa, która porzuca swoje dotychczasowe życie w Bolonii i wraca do rodzinnego Charkowa, by zaopiekować się schorowaną babcią. Powieść rozwija się w retrospekcjach, meandruje między przeszłością i teraźniejszością, zwykłą codziennością i wojennym dramatem, zagłębia w to, co intymne, piękne, bolesne i niewygodne – w zawiłości uczuć, skrywane latami sekrety, słodko-gorzkie wspomnienia. Postać Diny jest mocno zakorzeniona w rodzinnej historii, we włosko-ukraińskiej tożsamości. Agata Romaniuk wspaniale oddała ciężar jej zmagań – nieustanne poczucie bycia pomiędzy, wewnętrzne rozdarcie, skomplikowane relacje z matką i ojcem, próbę zrozumienia kim naprawdę jest i kim pragnie być. Poznajemy Dinę, małą dziewczynkę uwikłaną w konflikty rodziców, oraz Dinę, młodą kobietę, która szuka własnej drogi w niełatwych okolicznościach. Książkę wyróżnia realizm i autentyzm – ogromnie doceniam za wnikliwy research, wątki dotyczące malarstwa i medycyny, włoską i ukraińską scenerię oraz przejmujące opisy ogarniętego wojną Charkowa. Niezmiennie zachwyca proza Agaty Romaniuk, jej literacka świadomość, wrażliwość na detale, niuanse ludzkich losów i przeżyć.


Pięknie napisana, poruszająca i skłaniająca do refleksji książka. Opowieść o miłości, wojnie, stracie i przebaczeniu. O dorastaniu, przynależności, szukaniu własnej drogi i odkrywaniu siebie na nowo. O sile rodzinnych więzi i kruchości ludzkiego życia oraz o tym, że "niszczo ne wiczne (nic nie jest na zawsze)". "Dina, Dina" ma w sobie wiele smutku splecionego z tęsknotą, melancholią, czułością i nadzieją – przypomina wielobarwną mozaikę.

Subtelna, boleśnie aktualna i ważna powieść. I jedna z moich ulubionych polskich autorek. Polecam!




















• współpraca barterowa • Wydawnictwo W.A.B. •

Data wydania: 25 marca 2026
Wydawnictwo: W.A.B.
Oprawa: miękka ze skrzydełkami 
Liczba stron: 256
Moja ocena: 5,5/6

27.11.25

"Mrok jest po naszej stronie" – Katarzyna Zyskowska

"Mrok jest po naszej stronie" – Katarzyna Zyskowska
Wstaje kolejny listopadowy dzień. Mrok cofa się powoli – odsłania tatrzańskie szczyty skąpane we mgle. Wiatr szarpie kosodrzewiną, szumi i podrywa do lotu kosmyki włosów. Gdzieś w oddali kołuje kruk, w skalnych szczelinach zalega śnieg. Kobieta i mężczyzna stoją nad urwiskiem, czas zamiera – i nie ma już dokąd uciekać. Ofiara i kat złączeni miłością, nienawiścią, zemstą i tajemnicą, już na zawsze. To właśnie tutaj, w sercu Tatr, wśród szeptów demonicznej Lilith, dokona się przeznaczenie.


Co determinuje ludzkie losy? Czy jedno spotkanie może zmienić wszystko?

"Mrok jest po naszej stronie" to opowieść o ludziach złapanych w pułapkę miłości i wielkiej historii. Ona – młoda studentka i aspirująca pisarka. On – żydowski prawnik, komunista i idealista. Ich ścieżki przecinają się w przedwojennej Warszawie w dramatycznych okolicznościach. Połączy ich namiętność i wzajemna fascynacja. Rozdzielą burzliwe czasy, zdrada i życiowe wybory. Chana i Arie będą szukać siebie nawzajem przez lata – aż do tragicznego finału na tatrzańskim szczycie. Katarzyna Zyskowska stworzyła historię trudnej, zawiłej miłości splecionej z nienawiścią, zemstą i śmiercią – opowieść gęstą od emocji, niebanalną, wciągającą bez reszty. Mrok wydaje się w tej powieści niemal namacalny – przenika warszawskie zaułki, tatrzańskie szlaki, komunistyczne katownie i ludzkie serca. To mrok, który zamienia kochanków we wrogów, ofiary w katów, idealistów w bestie; który napędza wojnę, podziały i zniszczenie. Historia Chany i Ariego ma wyjątkową oprawę. Katarzyna Zyskowska wspaniale oddaje atmosferę minionych czasów, ożywia miejsca i ludzi. Jest przedwojenna Warszawa – kamienice, kawiarnie, kakofonia dźwięków, ciemne zaułki, stolik w Ziemiance, żytniówka i "Wiadomości literackie". Są Tatry –majestatyczne, piękne i niebezpieczne. Jest Polska w brutalnym, stalinowskim wydaniu – aresztowania i przesłuchania, więzienie, bezwzględność aparatu bezpieczeństwa PRL, terror i inwigilacja. Ogromnie doceniam za research, dbałość o detale, wiernie oddane realia. Solidne osadzenie fabuły w czasie i miejscu nadaje książce szczególny charakter. Mocno poruszyły mnie losy bohaterów – niezłomność Chany, wyrachowanie Ariego, ich tragiczna, burzliwa więź, trudy lat wojennych i powojennych. Książka Katarzyny Zyskowskiej w dojrzały literacko i przenikliwy sposób podejmuje tematy dotyczące miłości, życia i śmierci, moralności, trudnych wyborów, dobra i zła, sprawiedliwości. To opowieść o cieniu przeszłości, ciężarze tajemnic i mroku ludzkich serc. O przypadkowych spotkaniach, które zmieniają bieg życia i przeznaczeniu, którego nie sposób powstrzymać.


Wspaniale napisana, niepokojąca i wciągająca powieść – potrafi zawładnąć wyobraźnią i sercem, poruszyć, skłonić do refleksji. Takie niebanalne książki poleca się z przyjemnością.



















• współpraca barterowa • wydawnictwo Znak •

Data wydania: 26 listopada 2025
Wydawnictwo: Znak Literanova 
Oprawa: miękka ze skrzydełkami 
Liczba stron: 448
Moja ocena: 5,5/6


13.10.25

"Tylko durnie żyją do końca" – Zyta Rudzka

"Tylko durnie żyją do końca" – Zyta Rudzka
"Mam dobre życie, szczodre jak świński cyc". To całkiem niezłe pierwsze zdanie. Hedonizm? A dlaczegóż by nie. W świecie bohaterki nowej książki Zyty Rudzkiej dużo jest bimbru, radości ciała i bliskości przyrody. Jest "idylla, eldorado i pełna ekstaza". Lida wygląda jak Dolly Parton, mieszka na odludziu w starym domu z Ziutem i Rochem w symbiotycznym trójkącie. Ma w sobie sportowego ducha, pływa w jeziorze – i w życiu – stylem swobodnym. Zamiast nurkować we wspomnieniach woli być tu i teraz, na własnych zasadach – wybór dał jej wolność.


Po przeczytaniu kilku pierwszych stron pomyślałam "Nie! To nie dla mnie. Chlanie, trójkąty, gimnastyka i prosiaki. Nie tego szukam w literaturze". Ale odmówić Zycie Rudzkiej? Nigdy! I tak sobie popłynęłam wraz z Lidą przez ten życiowy hedonizm hojnie podlany bimbrem, gdzieś na końcu świata. I wsłuchałam się w głos kobiety, która idzie przez życie po swojemu, z wysoko podniesioną głową, z odrobiną nonszalancji i odwagi. Wydaje się, że to postać nie do zdarcia, nie wchodzi w rolę ofiary, pozostaje rozmiłowana w swojej wolności. I jest w tym coś hipnotyzującego, jakiś rodzaj pogodzenia ze światem – bez niepotrzebnej szarpaniny, taplania się w przeszłości, autorefleksji, poczuciu krzywdy. Lida to outsiderka – nietypowa bohaterka z nietypowym, nieposkromionym spojrzeniem na życie. I styl narracji Zyty Rudzkiej doskonale współgra z jej charakterem. Powieść jest mocno osadzona w języku – Rudzka oddaje głos Lidzie. Rytmiczny, niepokorny monolog zachwyca. Są trafne spostrzeżenia; jest dowcip, groteska, naturalizm, wulgarność i liryzm – proza z pazurem, intymna, skrojona na miarę. Lida opowiada ze swadą, w gruncie rzeczy o niełatwych sprawach. Śmierć, strata i żałoba, miłość, odwaga bycia sobą, starość, cielesność, relacje rodzinne i zawodowe, poczucie winy... Ważne tematy dryfują gdzieś pod powierzchnią i czasami mniej lub bardziej dają o sobie znać w monologu Lidy. Historia, którą stworzyła Zyta Rudzka, nie jest poprawna, bezpieczna i zero-jedynkowa. Nie wpasowuje się w sztywne wzorce obyczajowości, wytrąca z poczucia komfortu. Pisać o hedonizmie w czasach kultury zapie*dolu? A Lida właśnie szuka przyjemności i ją znajduje, odrzuca miasto i żyje tak, jak chce – i dobrze jej z tym.


Ni komedia, ni dramat. Świat taki, jak go odbiera Lida. Afirmacja zwyczajnej miłości i życia w jego prostocie. Niebanalna polska proza.























• współpraca barterowa • Wydawnictwo W.A.B. •

Data wydania: 14 października 2025
Wydawnictwo: W.A.B.
Oprawa: Twarda
Liczba stron: 208
Moja ocena: 4,5/6

27.5.25

"Ludzie wędrowni" – Anna Fryczkowska

"Ludzie wędrowni" – Anna Fryczkowska
"W życiu jest dużo bólu, miej siłę go nieść"


Józka dźwiga na swoich barkach wiele bólu i smutku, ale też miłości i nadziei. Bolało ją serce, gdy traciła dzieci. Bolało, gdy brakowało jedzenia, a ciężka praca zdawała się nie mieć końca. Bolało, gdy młodzieńcze szczęście i zakochanie ustępowały rozczarowaniu i goryczy codzienności; gdy lęk o przyszłość przysłaniał uśmiech. Bolało, gdy jako żona rybaka raz po raz lądowała z rodziną w zrujnowanych chatach; gdy żyła w ciągłej tułaczce. Ale Józka miała – i wciąż ma w sobie siłę, podobnie zresztą jak wiele innych kobiet, które też mierzyły się z życiem w niespokojnych czasach i walczyły o dobro swoich bliskich. Anna Fryczkowska pisze o tytułowych ludziach wędrownych – tych, którzy nieraz musieli porzucić dom, ruszyć w drogę i zbudować dla siebie nowe życie; pisze o rodzinie, która latami szukała swojego miejsca w świecie. Ludka, Józka i Ina – trzy kobiety, trzy pokolenia i trzy różne perspektywy. To właśnie ich oczami poznajemy realia pierwszej połowy XX wieku – czas zaborów, wojen, narodowych zrywów i odzyskania niepodległości, reform rolnych, sławojek, obowiązkowej nauki szkolnej. Anna Fryczkowska, z realizmem i dbałością o detale, odmalowuje obraz kujawskiej wsi. Czuć wyraźnie atmosferę dawnych lat – tradycja, wiara i ludowe wierzenia splatają się z ciężką pracą, naturą i życiem rodzinnym. "Ludzie wędrowni" to zapach ryb, słomy, drewna i dymu, smak świeżego mleka, kaszy i poziomek. To wyszeptane modlitwy, kryte strzechą chaty, sienniki, krochmalone poszewki, nauka czytania i pisania przy świetle świecy. Wiele jest w tej powieści pięknych i bolesnych momentów. Są dramatyczne decyzje, trudy codzienności, osobiste zmagania i historyczne zawirowania. Są pożegnania i powroty, narodziny, śluby i pogrzeby, śmiech, waśnie, łzy szczęścia i rozpaczy, wojenna groza, głód i wysiedlenie. Anna Fryczkowska stworzyła wielowymiarowe postaci – autentyczne, ludzkie i bliskie. Wspaniale było móc towarzyszyć Józce i Inie na przestrzeni lat, przez różne etapy i życiowe role – widzieć, jak zmienia je upływający czas i bieg zdarzeń. Mocno poruszyły mnie ich burzliwe losy, czułam się częścią ich świata, dzieliłam ich uczucia, marzenia, lęki i nadzieje. 


Pięknie napisana, realistyczna i poruszająca opowieść zainspirowana losami przodków – saga rodzinna rozgrywająca się na przestrzeni kilkudziesięciu lat. Opowieść o dzielnych kobietach – matkach, córkach, babkach i żonach. O wędrówce, od której wszystko się zaczęło i o zakorzenieniu – miejscu, które staje się domem, miłości do ziemi i tego, co wspólnym trudem zbudowane. O kobiecej sile i determinacji, walce o przetrwanie, trosce o bliskich i życiu w przeróżnych odcieniach.

Wartościowa literatura, polecam.


















• współpraca barterowa • Wydawnictwo W.A.B. •

Data wydania: 21 maja 2025
Wydawnictwo: W.A.B.
Oprawa: twarda
Liczba stron: 376
Moja ocena: 5/6

26.3.25

"Sploty" – Anna Ciarkowska

"Sploty" – Anna Ciarkowska
"Czy ja się boję śmierci? Bo ja wiem, chyba boję się umierania. Boję się zbliżania się. Boję się fizycznej obecności śmierci"


Anna Ciarkowska, lat dziewięćdziesiąt osiem, nieraz myślała o śmierci. Tak właśnie – o śmierci, ale nie o starzeniu się. Była przygotowana na życie krótkie – tylko tyle, ile trzeba, by naprawdę pożyć. I koniec, nagle, tak po prostu. Bo mimo wszystko śmierć jakoś łatwiej sobie wyobrazić. Ale starość? Ona wydaje się czymś zupełnie niemożliwym, odległym i nierzeczywistym. Ten powolny rozpad, ciągła utrata, której nie sposób zatrzymać... I choć Anna nie była gotowa, stało się to, co nieuniknione – zestarzała się. Ile jeszcze czasu jej zostało? Kilka lat, tygodni, a może dni? Jednak zanim zniknie, odejdzie na zawsze, chce napisać ostatnią książkę – najważniejszą, bo o samej sobie, o swoim życiu od początku do końca, "o babciach, tej pierwszej i tej drugiej, o matce i ojcu, przyjaciółkach i trochę o mężczyznach, o Dozorczyni i Mariance, o pszczołach i kropli krwi, o paznokciach i rękach, o rybich rękach i niciach, które wypruwa się jedną po drugiej". W domu opieki, gdzieś pośród bieli pościeli, smużek porannego światła na ścianie, zapachu detergentu, dźwięku klapek i metalowych kółek, gdzieś między życiem a śmiercią, Anna opowiada wnuczce swoją historię – misternie utkany, niepowtarzalny splot wspomnień, myśli, uczuć i zbiegów okoliczności.


"Sploty" to powieść zawieszona między kiedyś i dziś, mocno intymna, bliska, słodko-gorzka. To wiele różnych życiowych nitek splecionych chaotycznie w jedną, barwną tkaninę – opowieść o kobiecie, która zbliża się do końca swojej ziemskiej wędrówki, ale też po części o każdym z nas. Anna Ciarkowska ze szczerością i wrażliwością zagłębia się w to, co trudne, bolesne, wstydliwe i niewygodne. Pisze o kruchości istnienia, przemijaniu, wykluczeniu, odchodzeniu i zbliżającej się śmierci. O pamięci i tym, co po nas pozostanie. O starości, która zmienia reguły gry – odbiera sprawność, niezależność, wspomnienia, staje się wyzwaniem dla nas i bliskich. W "Splotach" starzenie się i umieranie zakorzenione są głęboko w kontekście pokoleniowym – z perspektywy babki, matki, córki i wnuczki. Historia Anny dryfuje swobodnie między wspomnieniami, uczuciami i refleksjami – zamiast klasycznej fabuły otrzymujemy serię krótkich migawek, dialogów i monologów. "Sploty" mówią o rzeczach ważnych – doświadczeniach intymnych, osobistych, ale jednocześnie uniwersalnych – i robią to naprawdę dobrze. To literacka próba pogodzenia się z tym, co nieuniknione, oswojenia starości i śmierci, rozliczenia się z przeszłością, ale również przenikliwe spojrzenie na pokoleniowe i rodzinne więzi, miłość i pamięć. Powieść, która skłania do refleksji – dla miłośników lirycznej, metaforycznej prozy.























• współpraca barterowa • Wydawnictwo W.A.B. •

Data wydania: 26 marca 2025
Wydawnictwo: W.A.B.
Oprawa: twarda
Liczba stron: 304
Moja ocena: 4,5/6

12.8.24

"Babie lato" – Marta Dzido /przedpremierowo/

"Babie lato" – Marta Dzido /przedpremierowo/
Słodki zapach mirabelek, a pod powiekami powidoki tego, co wydarzyć się nigdy nie powinno. Topiące się w letnim słońcu lody pistacjowe, a w sercu paraliżujący lęk przed przyszłością. Za oknem babie lato, a we włosach pajęcze srebrne nici.


"Srebrna pajęcza nić z moich włosów, którą porwał wiatr i rozwłóczył po łące, skrzy się w jesiennym słońcu. Babie lato, ten krótki moment ostatniego ciepła, pożegnalne muśnięcie"

"Babie lato" to zbiór herstorii – dziewięciu krótkich kobiecych tekstów zakorzenionych głęboko w życiu zewnętrznym (tym zwykłym, codziennym, teatrze radości i dramatów) i wewnętrznym (tym ukrytym, niejawnym, intymnym świecie uczuć, lęków i pragnień). To opowieść o tej, która nie próbuje zatrzymać młodości, lecz odkrywa siebie na nowo. O tej, która otrzymuje niepokojącą diagnozę – i jej bezpieczny świat staje w miejscu. O tej, która próbuje żyć dalej w cieniu traumy z przeszłości. O tej, która krzyczy w feministycznym uniesieniu – bo dość ma milczącego przyzwolenia, bo chce mieć wolność wyboru. O tej, która pragnie miłości, czułości i szczęścia jesienią życia. O tej, która latami tkwi w przemocowym małżeństwie. O tej, która gdzieś po drodze zgubiła samą siebie. W antologii Marty Dzido kobiety, choć na różnych życiowych etapach, połączone są ze sobą niewidzialną nicią – bliskością doświadczeń. Każda z nich z czymś się mierzy, każda ma własną historię, każda próbuje się wyzwolić – z bolesnej przeszłości, toksycznej relacji, lęku, wstydu, społecznych i rodzinnych ograniczeń, stereotypów i opresji. W intymnych monologach ujawniają się przeróżne odcienie kobiecości – momenty bezradności, pragnienie sprawczości, niezgoda i bunt, rosnąca samoświadomość, kruchość i siła. Jest miłość, czułość, przyjaźń, przemijanie, cielesność i duchowość. Są niezagojone rany, dziedziczone traumy, wewnętrzna przemiana, wyzwolenie i odwaga podążania własną ścieżką. "Babie lato" niesie czytelnika swoim kobiecym flow, jednocześnie pięknym i smutnym. Zachwyca trafność spostrzeżeń, przenikliwość i wrażliwość prozy Marty Dzido – z łatwością poczułam emocje, zawiłości kobiecych uczuć, autentyczną mieszankę duszącego lęku, słusznego gniewu, niezależności i siły. To teksty, w których można się przejrzeć; w których można odnaleźć siebie – i ja siebie w nich odnalazłam. Głosy kobiet wybrzmiewają mocno, wzruszają, skłaniają do refleksji, dodają sił.


Piękna to książka. Piękna w swojej zmysłowości, sensualności i czułości. Piękna w prozatorskiej mocy, liryzmie, bliskości doświadczeń, kobiecej kruchości i sile. Piękna, bo wspaniale opowiada o każdej z nas. O tobie i o mnie. O nas, kobietach. Marta Dzido otuliła mnie tytułowym babim latem, wzruszyła, zachwyciła. Polska proza w doskonałym wydaniu, polecam!


* opowiadania "babie lato", "nie daj się, mała", "kto ci uwierzy" i "innych zakończeń nie będzie" – ulubione, zostaną ze mną dłużej.






















• współpraca barterowa • Wydawnictwo Relacja •

Data wydania: 25 września 2024
Wydawnictwo: Relacja
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 176
Moja ocena: 5,5/6


31.7.24

"Hotel ZNP" – Izabela Tadra

"Hotel ZNP" – Izabela Tadra
"Nawet w hotelu nie schronisz się przed sobą, bo piekło to właśnie spotkanie z samym sobą, bez masek, upiększeń i nadziei, że da się cokolwiek naprawić, odkręcić czy wytłumaczyć"


Belcia nie ma w życiu szczęścia. Uwikłana w skomplikowane relacje z matką, mężczyznami i samą sobą miota się i gubi w gąszczu cudzych oczekiwań, własnych pragnień. Kobieta nie znosi gorzkich rozczarowań, ale ciągle szuka, z nadzieją na happy end. W warszawskim hotelu ZNP, relikcie przeszłości i milczącym świadku schadzki, spotyka się z mężczyzną – i próbując przyciągnąć jego uwagę, snuje opowieść o własnym życiu, związkach, rodzinie. Słowa płyną z jej ust wartkim potokiem. W żywym, gęstym monologu, który zdaje się nie mieć końca, słychać echa przeszłości i teraźniejszości, wypowiedzi jej matki, męża i kochanków, kakofonię prawdy i kłamstwa. Nie wiadomo, co łączy bohaterkę z tajemniczym mężczyzną. Trudno stwierdzić też czy i kiedy Belcia fantazjuje i popada w przesadę, a kiedy naprawdę rozlicza się z życiem – przegląda się we własnych słowach jak w lustrze. Opowiada o miłości, bliskości, rodzinie i samoakceptacji, a właściwie o ich braku. O przesuwaniu granic, kobiecości, krytyce i krzywdzących osądach. O więziach, które bywają toksyczne i nietrwałe oraz wyborach, które wciąż dokonuje za nią ktoś inny. Opowiada i może próbuje w końcu usłyszeć siebie. Historia dryfuje swobodnie doprawiona szczodrze ironią, przerysowaniem i groteską. Bywa zabawnie, czasami wulgarnie, pod powierzchnią przenikliwie – i wbrew pozorom całkiem poważnie. Czy miłość musi być na zawsze? Czy to bardzo źle, kiedy rozstanie kończy się nie rozpaczą lecz ulgą? Czy powielamy schematy swoich rodziców? Jak być sobą w tym nieprzyjaznym świecie? I czy człowiek może się naprawdę, autentycznie zmienić?


Nie do końca odnalazłam się w tej historii (wolę bardziej refleksyjne, z większym ciężarem emocji i psychologii) – ale nie mogę odmówić jej uroku. "Hotel ZNP" Izabeli Tadry to znane, aktualne tematy w nieco innym świetle, intrygującej konwencji i prozie.






















• współpraca barterowa • Wydawnictwo Filtry •

Data wydania: 17 kwietnia 2024
Wydawnictwo: Filtry
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 176
Moja ocena: 4/6
 

24.7.24

"Nieśmiertelny" – Bożena Keff

"Nieśmiertelny" – Bożena Keff
"nie przynależała ani tu, ani tam, ani nigdzie"


Tak właśnie czuła się jedna z bohaterek opowiadań Bożeny Keff. Marzanna, żona i matka, Żydówka, ateistka i pisarka, utknęła w swoim stabilnym, nieszczęśliwym życiu. Kobieta dźwiga na barkach ciężar smutku, niezrozumienia, braku przynależności i bolesnej rodzinnej historii – i wie, że coś musi się w końcu zmienić nim całe życie przecieknie jej przez palce. Śmierć czai się i w przeszłości, i w teraźniejszości, zegar tyka nieubłaganie, kruchość istnienia wzbudza lęk, ale też sprzeciw, gniewny protest. Bożena Keff pisze o ludziach rozdartych wewnętrznie, naznaczonych piętnem pokoleniowej traumy, pragnących lepszego życia – nieśmiertelnego tu i teraz, świadkach zmieniających się czasów. Kreśli czułe portrety kobiet mierzących się z odrzuceniem i wyobcowaniem (m.in. z uwagi na pochodzenie i orientację seksualną) oraz ze stratą – bliskiej osoby, ukochanego zwierzęcia. "Nieśmiertelny" to również przejmujący obraz przemijania, egzystencjalnego zagubienia, walki o siebie i tęsknoty za szczęściem w morzu szarości. Książka, która w szczery i autentyczny sposób pokazuje, jak bardzo język kształtuje naszą rzeczywistość; jak mocno potrafią ranić ignorancja, podziały i uprzedzenia. W krótkich tekstach Keff rozbrzmiewają echa Zagłady, antysemityzmu, komunistycznego ustroju, tradycji i katolicyzmu – ot, dawnej Polski, zaskakująco żywej i znajomej. Zwykła codzienność splata się z kulturą, historią, filozofią i ideologią, zderzają się ze sobą różne poglądy, perspektywy, style życia, rodzi się bunt, niezgoda na gorzką rzeczywistość.


"Nieśmiertelny" to dziewięć krótkich tekstów prozatorskich połączonych ze sobą delikatną nicią – o sprawach ważnych, niewygodnych, wciąż aktualnych. Zachwyciła mnie proza Keff – dojrzała, erudycyjna, poetycka, z pogłębionym spojrzeniem. Proza, która skłania do przemyśleń, w której można się zanurzyć, przejrzeć jak w lustrze. Czym jest nieistnienie? Jak radzić sobie ze stratą, poczuciem wyobcowania, samotnością? Dla mnie – wartościowa polska proza. 


























• współpraca barterowa • Wydawnictwo Filtry •

Data wydania: 22 maja 2024
Wydawnictwo: Filtry
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 192
Moja ocena: 5/6

27.5.24

"Góra Tajget" – Anna Dziewit-Meller

"Góra Tajget" – Anna Dziewit-Meller
Czy warto rozdrapywać stare rany, zadawać pytania i szukać odpowiedzi? Grzebać w przeszłości, zanurzać się w traumie, wspominać? Może to tylko droga do uwolnienia własnych lęków? Zresztą tak łatwo przecież odwrócić wzrok, powiedzieć "było minęło". Ale czy naprawdę minęło?


Sebastian ma żonę i dwuletnią córkę. I aptekę, z której codziennie patrzy na szpitalne mury. Nie wie jednak, że to właśnie tam, podczas wojny, wydarzyły się straszne rzeczy. Budynek skrywa mroczną, zapomnianą tajemnicę z przeszłości – coś, co kładzie się cieniem na życiu Sebastiana i jego rodziny.

Powieść Anny Dziewit-Meller utkana jest z lepkiego, duszącego strachu. Boi się Sebastian o swoją nowo narodzoną córkę. Boją się dzieci mordowane w ramach nazistowskiej akcji T4, niewinne ofiary zła i nienawiści. Boją się Ślązacy – gwałtów i przemocy ze strony sowieckich wyzwolicieli. Boi się pozbawiona wyrzutów sumienia niemiecka lekarka – że ktoś przypomni jej o zdarzeniach z dawnych lat, że zniszczy bezpieczną bańkę wyparcia. W tej atmosferze strachu toczy się opowieść na granicy przeszłości i teraźniejszości osadzona na Śląsku. Echa wojennej, zapomnianej i wciąż nierozliczonej zbrodni słychać w szpitalnych murach i w głowie świeżo upieczonego ojca. Anna Dziewit-Meller kreśli portret rodziny uwikłanej w historię, splata ze sobą perspektywę ofiar i oprawców. Powieść czyta się ze ściśniętym gardłem, bo wstrząsa i wywołuje dyskomfort – konfrontuje z tym, co trudne i bolesne, z dziecięcą krzywdą, mrocznym obliczem medycyny, z ludzkim złem, z głęboko skrywanym lękiem. "Góra Tajget" to śląska gwara i "czarna ziemia", wstrzykiwanie luminalu, nocne koszmary, rodzinne sekrety. Sugestywne obrazy i precyzyjna proza Anny Dziewit-Meller ożywiają emocje, pobudzają do refleksji. Autorka podejmuje kwestie tożsamości, dziedziczenia traumy, godności, pamięci, sprawiedliwości, winy i kary. Opowiada o próbie rozliczenia z przeszłością i o milczeniu – bo czasami nie sposób ująć w słowa ludzkiej krzywdy i tragicznych doświadczeń. O lęku, który obezwładnia i odwadze, która potrzebna jest, by żyć.


Nieco inna wojenna perspektywa – bo o mrocznych, ale nadal rzadko poruszanych wątkach historii. "Góra Tajget" wybrzmiewa głosem mocnym, przejmującym. Pokazuje, że przeszłość obecna jest w teraźniejszości. Że obecna jest w nas. Książka, która pozostaje w pamięci.





















• współpraca barterowa • Wydawnictwo Literackie •

Data wydania: 22 maja 2024 (drugie wydanie)
Wydawnictwo: Literackie
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 216
Moja ocena: 5,5/6

20.5.24

"Juno" – Anna Dziewit-Meller

"Juno" – Anna Dziewit-Meller
Aleksandra i Marianna, dwie siostry, pojawiły się na świecie z kredytem, zaciągniętym długiem. Ale co są winne i komu? I kiedy przyjdzie czas zapłaty?


Z pozoru historia, jakich wiele – ot, dwie kobiety na wzburzonych wodach wieku średniego, na rozstaju dróg, zagubione gdzieś pomiędzy teraźniejszością a przeszłością, życiem rodzinnym a karierą, pragnieniami i marzeniami a monotonią codzienności i goryczą rozczarowań. Ale Anna Dziewit-Meller potrafi opowiedzieć o tym, co bliskie i znane z czułością, przenikliwością i przewrotną nutą – złośliwie, zabawnie, idealnie w punkt. Aleksandra i Marianna różnią się tak, jak różnić mogą się tylko siostry – łączy je wspólne dzieciństwo i delikatna siostrzana więź, dzieli niemal wszystko inne: charakter, podejście do życia, aspiracje i wybory. Ale i jedna, i druga nosi w sobie ciężar przeszłości, rodzinne brzemię, poczucie straty i tęsknoty. Choroba ojca uwalnia głęboko skrywane lęki i zmusza do konfrontacji z tym, co smutne i bolesne. Ze śmiercią, żałobą, pragnieniem bycia kimś innym. Z zawiłymi rodzinnymi relacjami i gorzkim smakiem dorosłości. W tej życiowej szarpaninie, wewnętrznym rozdarciu Aleksandry i Marianny czytelnik może odnaleźć się z łatwością. Znajomo wygląda przytłaczająca codzienność, współczesne lęki, obraz ludzi, którzy tylko z pozoru są sobie bliscy, bo tak naprawdę nie potrafią odnaleźć do siebie drogi. Na pierwszy rzut oka lekka historia kipi więc od emocji, trafnych spostrzeżeń i bliskich nam doświadczeń. Zachwyciły mnie niekonwencjonalna forma (z narratorem, który prowadzi przez meandry opowieści) i styl pisania Anny Dziewit-Meller – bystry, dowcipny, dynamiczny. Proza sprawia, że czytanie tej książki to prawdziwa przyjemność.


"Juno" to niespieszna rodzinna historia rozpięta między mazurskim jeziorem, Śląskiem i Warszawą, z kobiecym, siostrzanym punktem widzenia. O narodzinach i śmierci, długu i winie – o tym, że przychodzimy na świat pod kreską, a życie to czas spłaty. O różnych odcieniach macierzyństwa, kobiecości, żałobie, radzeniu sobie z traumą. O kryzysach wieku średniego oraz maskach, które codziennie zakładamy, by spełnić oczekiwania swoje i innych. Powieść, która nie rozchodzi się w szwach, intensywna w emocje, smutna i dowcipna tam, gdzie trzeba, z trafnym (i ciepło-ironicznym) spojrzeniem na życie, człowieka i międzyludzkie relacje – coś, co szczególnie mnie ujęło. Wspaniały prozatorski vibe Anny Dziewit-Meller niósł mnie przez kolejne strony "Juno". Czytajcie, warto.

























• współpraca barterowa • Wydawnictwo Literackie •

Data wydania: 15 maja 2024
Wydawnictwo: Literackie
Oprawa: twarda
Liczba stron: 304
Moja ocena: 5/6

2.5.24

"West Farragut Avenue" – Agnieszka Jelonek

"West Farragut Avenue" – Agnieszka Jelonek
Jak żyć bez Niego?

Przyjechała do Stanów Zjednoczonych pełna młodzieńczej ekscytacji – zakochana dwudziestolatka z Polski w pogoni za amerykańskim snem, tania siła robocza from Eastern Europe u bram raju. I nic nie było w stanie ostudzić jej entuzjazmu. On przeleciał dla niej ocean – porzucił polską szarość na rzecz obietnicy letniej przygody. I tak zaczęło się ich amerykańskie love story – wolność, motyle w brzuchu, niezapomniana podróż życia. Stany Zjednoczone zbliżyły ich do siebie i rozdzieliły już na zawsze. Bo może gdyby wtedy do niej nie przyleciał, wciąż by żył...


"West Farragut Avenue", mikropowieść Agnieszki Jelonek, to intymna, osobista historia miłości i straty, która silnie zakorzeniła się w amerykańskiej ziemi. Już pierwsze strony to haust wielkiego świata – barwne urywki wspomnień z podróży przez USA lat 90. z perspektywy młodych ludzi, którym udało się wyrwać z polskiej szarówki. Ameryka jawi się jako raj, miejsce wielu możliwości, lepszych perspektyw – w oczach bohaterów książki mieni się wszystkimi kolorami, oszałamia i uzależnia. W "West Farragut Avenue" jest więc zakochanie – w sobie nawzajem i w USA. Są młodość, marzenia, adrenalina i niepewność zagłuszana ekscytacją. Jest skomplikowana relacja kobiety i mężczyzny zawieszona między Polską i USA, być może i miłość, choć niekoniecznie, bo nie miała czasu się rozwinąć. Tragedia na tytułowej chicagowskiej West Farragut Avenue podzieliła życie bezimiennej bohaterki na przed i po. Agnieszka Jelonek pisze z perspektywy kobiety, która po dwudziestu dwóch latach próbuje skonfrontować się z przeszłością i znaleźć odpowiedzi na dręczące ją pytania. W młodość, miłość i stratę wkracza więc i pamięć – wspomnienia upchane w pudłach i te czające się w zakamarkach umysłu, przykryte kurzem mijającego czasu. Zaskakujące, jak wiele kryje się w tej powieści pod płaszczem prozatorskiej lekkości. Z pozoru beztroskie amerykańskie love story staje się preludium do intymnej, słodko-gorzkiej podróży przez miłość, żałobę i tęsknotę. Wydaje się, że bohaterka powieści wraz z ukochanym mężczyzną straciła coś znacznie więcej – punkt odniesienia, a może i cel istnienia. Mimo upływu lat rany emocjonalne wciąż są świeże. Dla mnie "West Farragut Avenue" to opowieść o kobiecie, która utknęła w relacji z przeszłości – relacji nagle przerwanej, pozostawionej w niedomówieniach – oraz próbie zamknięcia czegoś, co tylko z pozoru skończyło się dawno temu. O mierzeniu się ze wspomnieniami, pragnieniu cofnięcia czasu, odkrycia prawdy i tęsknocie za tym, co się wydarzyło i co nie wydarzy się już nigdy.


Agnieszka Jelonek podarowała nam niebanalną historię utraconej miłości – krótką, ale intensywną powieść naszpikowaną emocjami, czasami smutną, czasami dowcipną, mocno osobistą. Poczułam "West Farragut Avenue" sercem – beztroskę młodości, ułudę american dream, bezdenną rozpacz i pustkę, która powstaje, gdy ukochana osoba nagle znika – i nie sposób tego zaakceptować. Warto przeczytać!




















* Współpraca barterowa z Wydawnictwem Cyranka.

Data wydania: 29 kwietnia 2024
Wydawnictwo: Cyranka
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 156
Moja ocena: 5/6



4.3.24

"Swobodne wpadanie" – Katarzyna Pochmara-Balcer

"Swobodne wpadanie" – Katarzyna Pochmara-Balcer
Czy można naprawić to, co psuło się latami? Czy można odwiesić na wieszak dawne urazy, tłumiony gniew, niezagojone rany? Czy można znaleźć wspólny język, przebaczyć, pojednać się?


Lubił swobodnie wpadać, składać niezapowiedziane wizyty. Być ojcem z doskoku, tylko od czasu do czasu. I w pewien wrześniowy dzień znowu się pojawia, w mieszkaniu dorosłej córki – i wprowadza w jej uporządkowane rodzinne życie chaos. Pije litrami herbatę z cukrem, choć wcale mu nie smakuje. Snuje się po mieszkaniu w piżamie, bez skrępowania i pośpiechu. Gotuje rosół i bigos, wertuje książki, wyjada krakersy. Śmieje się jowialnie, peroruje albo pogrąża w uporczywym milczeniu. Wspomina przeszłość, ale tylko taką ocenzurowaną, wygładzoną, z pominięciem tego, co brzydkie, wstydliwe i niewygodne. I jest w nim jakaś podejrzana nerwowość, niepokój, który stara się ukryć. Wkrótce jednak, w klaustrofobicznej ciasnocie czterech ścian, wyjawia mroczną tajemnicę.


Katarzyna Pochmara-Balcer opowiada o skomplikowanej relacji ojca i jego dorosłej córki. Ich odrębne światy zderzają się ze sobą w czterech ścianach mieszkania, a kilkumiesięczna przymusowa koegzystencja staje się czasem próby, a może też i szansą na przedefiniowanie, nowy początek. Trudno im jednak przebić się przez warstwy patyny, którą przez lata pokrywała się ich relacja. "Swobodne wpadanie" to krótka, ale intensywna powieść utkana ze zwykłej codzienności, urywków wspomnień, dialogów i osobistych refleksji. To tłumione urazy, miłość, troska, gniew, poczucie winy. To zmienna dynamika relacji, napięcie, niezręczność i ambiwalencja uczuć. To pytania, które trudno zadać w obawie przed odpowiedzią i wiele niewygodnych tematów. Katarzyna Pochmara-Balcer unika stereotypowych, jednoznacznych dróg. Poprzez kameralną, rodziną opowieść podejmuje kwestie dotyczące wzorców wychowania, deficytów rodzicielskiej miłości i uwagi, emocjonalnego bagażu "dziecka z rozbitej rodziny", skomplikowanej ludzkiej natury i zawiłości rodzinnych relacji. Co ważne wszystko to zostaje opakowane w atrakcyjną dla czytelnika formę – oryginalny kryminalno-sanatoryjny fabularny koncept doprawiony humorem, dystansem i ciepłą ironią. Podoba mi się w tej powieści fragmentaryczność, powracające retrospekcje i naturalność, z jaką dopełniają teraźniejszość. Autorka powoli odsłania kolejne elementy układanki i zagłębiając w szczegóły, tworzy większy obrazek. Ciekawe jest również to, czego Katarzyna Pochmara-Balcer nie mówi wprost, co czai się gdzieś w półcieniu, na obrzeżach pola widzenia – w niedopowiedzeniach, lukach, pominiętych kadrach. I lubię prozatorski minimalizm, słowa, które trafiają w odpowiednie tony, bystre metafory. Lubię prozę, którą można się delektować, cieszyć, chłonąć. I proza Katarzyny Pochmara-Balcer właśnie taka jest. "Swobodne wpadanie" to intrygująca opowieść o więzi ojca i córki – relacji, którą trudno ująć w tradycyjne ramy. Świetnie napisana rzecz, polecam.




























* Współpraca barterowa z Wydawnictwem Cyranka.

Data wydania: 29 lutego 2024
Wydawnictwo: Cyranka
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 160
Moja ocena: 5/6

8.1.24

"Strużki" – Maria Halber

"Strużki" – Maria Halber
Przyjaźń może być bezpiecznym schronieniem. Albo kołem ratunkowym, które pomaga utrzymać się na powierzchni. Ale bywa też pułapką, delikatną, postrzępioną siecią, z której nie można uciec i której nie sposób naprawić. Czasami pod wpływem czasu przyjaźń niczym sweter pruje się, szarzeje i kurczy – i przestaje na nas pasować. Niektóre przyjaźnie kończą się trzaśnięciem drzwiami. Inne umierają w ciszy. Są też i takie, które trwają uparcie – i zostają z nami na zawsze.


Przyjaźń Kingi i Agnieszki rodzi się w latach nastoletnich, w szkolnych murach, w poczuciu niedopasowania i odrębności. To przyjaźń pierwsza i intensywna, ale już od samego początku naznaczona skomplikowaną współzależnością, momentami bliskości i dystansu. To długie spacery, rozmowy o wszystkim i o niczym, kanapki posmarowane serkiem topionym, wkuwanie do matury, łyk taniego wina i podkradany matce puder. To rzeczy niewypowiedziane, drobne rysy, które z czasem zamieniają się w pęknięcia. To młodość, która przechodzi w dorosłość i życie, które po prostu się przydarza – i zmienia wszystko, prawie wszystko. W "Strużkach" Maria Halber opowiada o dorastaniu, przyjaźni i odkrywaniu siebie. Dwie dziewczyny, a później młode kobiety, nawiązują silną, ale jednocześnie trudną więź – wielokrotnie oddalają się od siebie, by po czasie znów do siebie powrócić. Spośród wielu pytań, jakie stawia Maria Halber, tym, które być może budzi najwięcej dyskomfortu i refleksji, jest złożoność relacji między Kingą i Agnieszką – podszyta nierównowagą sił, czymś mrocznym i niewypowiedzianym, dziewczęcym wsparciem i solidarnością. To obraz przyjaźni, która wiele daje, ale też zabiera, bo Agnieszka, wpatrzona w Kingę, gubi gdzieś po drodze samą siebie. Maria Halber pięknie operuje niedopowiedzeniem, niuansami. We fragmentarycznej narracji, poetyckiej, przenikliwej prozie i zmysłowym przedstawieniu uczuć i świata zawiera się siła "Strużek". Smutek i melancholia przenikają historię Kingi i Agnieszki – prozatorski noir unosi się nad "Strużkami" i wciska w najdrobniejsze szczeliny. Nie ma tutaj miejsca na ckliwość i idealizm. Jest za to dużo autentycznych doświadczeń, trudnych uczuć i gorzkich rozczarowań. Maria Halber subtelnie dryfuje wokół tematów rodziny, śmierci, samotności, poczucia wyobcowania, kryzysu psychicznego. Wokół feminizmu, kobiecości i ról społecznych. "Strużki" w poruszający sposób pokazują, jak trudna bywa dorosłość, gdy nastoletnie marzenia zderzają się boleśnie z rzeczywistością. Jak wielkim ciężarem bywa poczucie wstydu, wyobcowania i niedopasowania. I jak niełatwo być w tym wszystkim sobą.


"Strużki" Marii Halber znalazły drogę do mojego serca. Tak dobrej polskiej prozy chciałabym czytać więcej, polecam.





























Data wydania: 29 grudnia 2023
Wydawnictwo: Cyranka
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 184
Moja ocena: 5/6

30.11.23

"Grzybnia" - Aleksandra Zielińska

"Grzybnia" - Aleksandra Zielińska
W książce Aleksandry Zielińskiej dzieją się niezwykłe rzeczy. Kometa zbliża się do Ziemi, dzikie zwierzęta wchodzą do miast, meduzy pływają w jeziorze, dom pulsuje tajemniczą wibracją, a cienkie nitki grzybni łączą wszystko drobnym szwem. Jawa czy sen? A może i jedno, i drugie – bo gdzie leży granica? Zresztą czasami rzeczywistość przeraża bardziej niż najdziwniejszy sen...


"Żywi ludzie jedzą martwe grzyby, żywe grzyby jedzą martwych ludzi"

Zaskakujące, jak na wiele różnych sposobów można opowiedzieć o stracie i żałobie, samotności oraz międzyludzkich relacjach. Aleksandra Zielińska dotyka tych niełatwych tematów z wrażliwością, dojrzałością i literacką fantazją – magiczny realizm doskonale współgra z zawiłością uczuć, myśli i egzystencji, czyniąc z "Grzybni" powieść niebanalną, niepokojąco żywą i bliską. Co trzyma nas razem? Czy przyjaźń jest w stanie przetrwać każdą życiową burzę? Bohaterowie "Grzybni" muszą zmierzyć się z niespodziewaną stratą. Kaliban, Zdenka, Kostia i Filip. Zawsze razem, przyjaciele z dzieciństwa, na dobre i na złe. Śmierć jednego z nich burzy status quo, pogrążając pozostałych w smutku, destrukcji i chaosie. I z bolesną świadomością, że nic już nie będzie jak dawniej. Aleksandra Zielińska zagłębia się we współczesne lęki, nieprzepracowane traumy, skomplikowane relacje – w bycie tu i teraz, bez możliwości ucieczki przed tym, co boli, uwiera i niszczy od środka. "Grzybnia" to balansująca na granicy jawy i snu, doprawiona nutą humoru i surrealizmu, polifoniczna opowieść o różnych sposobach radzenia sobie ze stratą, wyzwaniami dorosłego życia, upływającym czasem i zmieniającym się światem. O kruchości istnienia, duszącej samotności, poszukiwaniu sensu i więziach, które niczym koło ratunkowe utrzymują nas na powierzchni. Powieść Aleksandry Zielińskiej podszyta jest mrokiem, podskórnym napięciem, czymś apokaliptycznym i efemerycznym – pokochałam jej oniryczny klimat, podobnie zresztą jak i motyw grzybni, który zręcznie splata wszystkie literackie nitki.


Inteligentna, niejednoznaczna, piękna proza, a dla mnie również ciekawe literackie doświadczenie. Książka, która napełnia serce smutkiem i nadzieją i jest w stanie poruszyć – delikatnie, w nieoczekiwany sposób. Taką polską prozę poleca się z przyjemnością.



















* Współpraca barterowa z Wydawnictwem Agora.

Data wydania: 11 października 2023
Wydawnictwo: Agora
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 352
Moja ocena: 5/6

4.9.23

"Żaden koniec" – Zośka Papużanka

"Żaden koniec" – Zośka Papużanka

"Żaden koniec" to historia z pozoru banalna, taka jakich wiele – ot, ktoś umiera, ktoś pozostaje – i trzeba sobie radzić z czyjąś nieobecnością, ze słowami, które być może przyszły zbyt późno lub wcale. Ale Zośka Papużanka potrafi opowiedzieć o tym, co znane i bliskie w sposób zajmujący – w innej perspektywie, z dużą dawką czułości i zrozumienia wobec drugiego człowieka, świata i samego siebie. W "Żadnym końcu" śmierć i umieranie splatają się ciasno z zawiłością rodzinnych relacji – grzęzną w gąszczu przemilczanych prawd, tłumionego żalu i gniewu, niewypowiedzianych słów. Papużanka kreśli obraz wielopokoleniowej rodziny – ludzi, którzy tylko z pozoru są sobie bliscy. Ludzi, którzy nie potrafią znaleźć do siebie drogi – bycie razem nie jest dla nich ani łatwe ani trudne. Polubiłam dygresyjność i nielinearność narracji, która jak nasze życie i ludzkie relacje nie biegnie prostym torem. Papużanka pięknie pisze, z empatią, ironią i humorem, o tym, co trudne i bolesne. O niezagojonych ranach w sercu, cienkiej linii między miłością i nienawiścią, ciężarze dzieciństwa i pokoleniowym milczeniu. Zagłębia się w koniec, który żadnym końcem nie jest – a już na pewno nie dla tych, którzy pozostają przy życiu.


"Śmierć jest do przeżycia, poważnie. Z życiem jest znacznie trudniej"

Przenikliwa literacka układanka – książka, w której można przejrzeć się jak w lustrze. Czas poznać kolejne powieści Papużanki.















Wydawnictwo: Marginesy
Data wydania: 28 czerwca 2023
Oprawa: twarda
Liczba stron: 256
Moja ocena: 5/6
Copyright © w ogrodzie liter , Blogger