Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Biografia i autobiografia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Biografia i autobiografia. Pokaż wszystkie posty

19.5.25

"Powrót pogubionych rzeczy" – Joanna Gromek-Illg, opracowanie graficzne Michał Pawłowski /przedpremierowo/

"Powrót pogubionych rzeczy" – Joanna Gromek-Illg, opracowanie graficzne Michał Pawłowski /przedpremierowo/
"Zamiast powrotu wspomnień
w czasie umierania
zamawiam sobie powrót
pogubionych rzeczy"


Tak pisała Wisława Szymborska w wierszu "Martwa natura z balonikiem". Skąd to pragnienie ponownego spotkania? Sentymentalizm? A może coś zupełnie innego? Czy poprzez przedmioty można odkryć czyjś prywatny świat? Szymborska lubiła szuflady – ponoć pomagały jej w porządkowaniu tego, co przyziemne, materialne. W jej mieszkaniu stał niezwykły mebel – wykonana na zamówienie komoda z wieloma szufladami, które były w stanie pomieścić liczne pamiątki i drobiazgi. Poetka zbierała długopisy bic, zapalniczki, szklane lufki do papierosów, zabawne, kiczowate gadżety często przeznaczane na loteryjki. Przechowywała książki, kolekcję pocztówek, starannie posegregowane i przewiązane wstążkami listy, autorskie wyklejanki, notatki. I fotografie z różnych etapów życia – niczym obrazkowa biografia. Tym właśnie jest książka Joanny Gromek-Illg w opracowaniu graficznym Michała Pawłowskiego – opowieścią o Szymborskiej poprzez zdjęcia, listy, rękopisy, fragmenty poezji, pocztówki i drobiazgi, a więc rzeczy, które pojawiały się w jej życiu i odchodziły; które tworzyły jej zewnętrzny świat. Te biograficzne okruszki są niezwykle cenne, bo Szymborska niewiele mówiła i pisała o sobie i swoim życiu prywatnym. Jaka zatem była? Zabawna. Obiecująca. Zgrzebna. Elegancka. Szczęśliwa. Sławna. Pogodna. Nieobecna. W ośmiu rozdziałach według ośmiu cech i chronologicznie poprzez różne etapy życia Joanna Gromek-Illg opowiada o poetce i noblistce, ale też córce, siostrze, przyjaciółce, żonie i partnerce – tworzy portret zwykłej-niezwykłej kobiety, utalentowanej, inteligentnej, wrażliwej, skromnej i z poczuciem humoru. "Powrót pogubionych rzeczy" to dzieciństwo w Krakowie, życie w czasie okupacji i tajne komplety, pierwsze wiersze i rysunki, spotkania w Domu Literatów i małżeństwo z Adamem Włodkiem. To urlopy w zakopiańskiej Astorii, wieloletni związek z Kornelem Filipowiczem, Literacka Nagroda Nobla, zabawy, żarty, kolaże i limeryki, prywatne i literackie przyjaźnie (m.in. z Ewą Lipską, Stanisławem Barańczakiem, Jerzym Pilchem, Czesławem Miłoszem i Michałem Rusinkiem) – i znacznie więcej. Książka zwraca uwagę ciekawą, oryginalną oprawą graficzną – przypomina barwny, biograficzny kolaż. Fotografie, drobiazgi, pocztówki i rękopisy dobrze korespondują z tekstem, dopełniają go, a często też stanowią odrębną opowieść (bo potrafią powiedzieć więcej niż słowa). Lekka, atrakcyjna wizualnie forma sprawia, że "Powrót pogubionych rzeczy" z łatwością pochłania – przeczytałam z zainteresowaniem i przyjemnością, czasami z uśmiechem, czasami z czułością i rozrzewnieniem, czasami z zaskoczeniem, a czasami ze smutkiem i odrobiną melancholii. 


Nietuzinkowa, przystępna i barwna fotoopowieść o Szymborskiej – wspaniała okazja, żeby poznać znane i mniej znane oblicze poetki (książka zachęca też, by sięgnąć po jej twórczość) 🤎



















• współpraca barterowa • Wydawnictwo Znak •

Data wydania: 21 maja 2025
Oprawa: twarda
Liczba stron: 240
Moja ocena: 5/6

23.1.25

"Pamiętnik z getta w Krakowie" – Halina Nelken /przedpremierowo/

"Pamiętnik z getta w Krakowie" – Halina Nelken /przedpremierowo/
Po przymusowym przesiedleniu z krakowskiego getta do obozu Plaszow dwudziestoletnia Halina utonęła w poczuciu całkowitej klęski i beznadziei. Na pryczy "leżała złamana życiem" – przygniótł ją ciężar ludzkiej krzywdy, głodu, nędzy i okrucieństwa. Był 1943 rok – i wciąż, mimo trudnych doświadczeń w getcie, zaledwie początek wielkiego cierpienia i dramatycznej walki o przetrwanie. Po KL Plaszow Halina trafiła do obozów Auschwitz-Birkenau i Ravensbrück. Przez lata pisała pamiętnik i tworzyła poezję – teksty, które po opublikowaniu stały się bezcennym świadectwem z czasów wojny, okupacji i Zagłady.


"Pamiętnik z getta w Krakowie" to trzyczęściowa publikacja – wspomnienia z rodzinnego domu z lat przedwojennych, zapiski młodej dziewczyny przesiedlonej przymusowo do krakowskiego getta oraz teksty z okresu obozowej gehenny – z KL Plaszow, KL Auschwitz-Birkenau i KL Ravensbrück. Narrację uzupełniają wiersze, zdjęcia oraz krótkie komentarze autorki dopisane w latach 80. ubiegłego wieku w Cambridge w USA. 

Książka Haliny Nelken ujmuje szczerością i realizmem – daje wgląd w osobiste, intymne doświadczenia, myśli i uczucia, ale jednocześnie stanowi obraz minionej epoki i przejmujące świadectwo Zagłady krakowskich Żydów. To beztroskie, szczęśliwe lata dzieciństwa i młodości przerwane brutalnie przez wojnę. To rodzinne albumy pełne zdjęć. Galopujące konie Wojciecha Kossaka i akwarela Teodora Grotta na ścianie. Kaflowy piec i perski dywan. Nucenie ludowych melodii, wspólne czytanie, słodycze i prezenty na Chanukę. "Noc listopadowa" w Teatrze Słowackiego i ciastko z kremem w kawiarni. Kwitnące kasztany na Plantach, dzwoniące niebieskie tramwaje, szkoła św. Scholastyki. Wspomnienia z dalekiej przeszłości – losy dziadków, pierwsze spotkanie rodziców, dzieciństwo w krakowskiej kamienicy przy Długosza 7. To podróż do przedwojennego Krakowa – barwny, bogaty w szczegóły obraz miasta sprzed lat, życia kulturalnego i społecznego, mieszczańskich realiów oraz ludzi – kobiet, mężczyzn i dzieci w różnym wieku, sąsiadów, kolegów i koleżanek, nauczycieli i sprzedawców. Halina Nelken uchwyciła specyficzną atmosferę, charakterystyczny rys Krakowa (dla mnie interesująca odmiana, bo znacznie częściej zdarzało mi się podróżować literacko do dawnej Warszawy). W drugiej i trzeciej części książki piękne, sentymentalne lata stają się odległym wspomnieniem. Ich miejsce zajmuje groza wojennych lat – przesiedlenia, ciężka praca, głód, trudne warunki życia w getcie, obozowe realia, bliskość śmierci i walka o przetrwanie. Halina pisze o niełatwej codzienności, próbie zachowania pozorów normalności, momentach smutku i radości. Jest rodzina, miłość i przyjaźń. Są rozterki i zmagania dziewczyny, która musiała szybko dorosnąć. Jest wiele uczuć i emocji – młodzieńcza beztroska, wojenny żal, gniew, tęsknota i lęk o przyszłość. Raz gorycz, poczucie niesprawiedliwości albo zobojętnienie, innym razem silne pragnienie przetrwania i nadzieja na lepszy czas. Wspomnienia Haliny utkane są z detali, pisane zapachami, smakami i obrazami – działają na wyobraźnię i wrażliwość, bez patosu i wielkich słów. Ogromnie doceniam – za wartość historyczną i literacką oraz za poruszające studium ludzkich losów w najtrudniejszych czasach. Smutna to książka – łamie serce. Ale ma też w sobie sporo światła, gdy opowiada o wytrwałości, godności i szacunku, wzajemnej pomocy, miłości i przyjaźni.


Ważna, poruszająca i wartościowa literatura faktu. Opowieść o korzeniach, tradycji i rodzinie. O pożegnaniach i powrotach, zawiłych wojennych i powojennych ścieżkach. O dawnym Krakowie, Zagładzie i przetrwaniu. Polecam, czytajcie.




















• współpraca barterowa • Wydawnictwo W.A.B. •


Podstawa wydania: Halina Nelken, Pamiętnik z getta w Krakowie, Toronto: Polski Fundusz Wydawniczy w Kanadzie, 1987
Wydawnictwo: W.A.B.
Data wydania: 29 stycznia 2025
Oprawa: twarda
Liczba stron: 448


2.9.24

"Koszty życia" – Deborah Levy (przekład Anna Gralak)

"Koszty życia" – Deborah Levy (przekład Anna Gralak)
"Tamtej wiosny, gdy życie było bardzo trudne i toczyłam wojnę ze swoim losem, i po prostu nie wiedziałam, dokąd zmierzam, chyba najczęściej płakałam na ruchomych schodach na dworcach kolejowych"

Świat Deborah Levy, brytyjskiej pisarki, niespodziewanie rozpadł się na kawałki, gdy musiała zakończyć swoje małżeństwo i w wieku pięćdziesięciu lat zacząć od początku. Wraz z córkami przeprowadziła się do niewielkiego londyńskiego mieszkania – i zaczęła budować dla siebie nowe życie.


W autobiograficznej książce Deborah Levy fragmenty wspomnień, osobiste anegdoty i swobodne rozważania łączą się ze sobą w intymną i fascynującą podróż – przez życie, kobiecość, macierzyństwo i pisarstwo. Od dzieciństwa w pogrążonej w apartheidzie Republice Południowej Afryki, przez lata nastoletnie spędzone w Anglii, aż po doświadczenia dojrzałej kobiety mierzącej się z rozwodem, śmiercią matki i szukaniem swojego miejsca w świecie. "Koszty życia" to mała dziewczynka, która widzi, jak funkcjonariusze służby bezpieczeństwa zabierają jej ojca i której głos przez lata nie jest słyszalny. To nastolatka, która pisze na papierowych serwetkach w garkuchni obok dworca i która próbuje uczynić Anglię swoim domem, mimo poczucia wyobcowania. To pięćdziesięcioletnia kobieta, która przemierza londyńskie ulice na elektrycznym rowerze, gotuje dla swoich córek i przyjaciół, pisze w wynajętej ogrodowej szopie, czyta Annie Ernaux nad brzegiem Sekwany i wpatruje się w nocne niebo podczas pobytu na greckiej Hydrze.

Bo życie zawsze ma swoją cenę...

Deborah Levy ujęła mnie swoim humorem, wrażliwością, erudycją, ciekawością świata i ludzi oraz przenikliwością spojrzenia, bo potrafi w zwykłych rzeczach dostrzec coś niezwykłego. Jej trafne pytania i komentarze dotyczące codzienności, z pozoru nieistotnych detali, wspaniale splatają się z ważnymi tematami i głębszymi refleksjami. Bo "Koszty życia" to niewielka książka o wielkich sprawach – pisarstwie, macierzyństwie, żałobie i tożsamości. O dyskryminacji, drodze do autonomii i samopoznania oraz byciu kobietą – córką, żoną, matką i pisarką – próbie pogodzenia tych ról, stawaniu się tym, kim pragniemy być. Deborah Levy pisze o życiu – swoim, ale, w uniwersalnym wymiarze, również o życiu każdego z nas. Jest w tej historii coś inspirującego i pokrzepiającego – kobieca siła, radość z małych rzeczy, nadzieja, że jesteśmy w stanie pokonywać kryzysy i tworzyć dla siebie nowe życie, nowy dom. Że mówienie własnym głosem i wyznaczanie własnej ścieżki bywa procesem trudnym, żmudnym i "kosztownym", ale też ostatecznie niezwykle wyzwalającym. Czytając Levy, można poczuć się na tym wielkim świecie odrobinę mniej samotnym – choć przez krótką chwilę.


Błyskotliwa, autobiograficzna proza i kalejdoskopowy obraz życia kobiety w wieku dojrzałym. Uśmiechałam się, wzruszałam, chłonęłam literackie smaczki (Levy nawiązuje do twórczości m.in. Simone de Beauvoir, Jamesa Baldwina, Virginii Woolf, Emily Dickinson, Gertrude Stein). Przeczytałam z przyjemnością i polecam, warto.






















• współpraca barterowa • Wydawnictwo Czarne •

Tytuł oryginalny: Things I Don't Want to Know; The Cost of Living; Real Estate
Przekład: Anna Gralak
Wydawnictwo: Czarne
Data wydania: 21 sierpnia 2024
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 368
Moja ocena: 5/6

2.8.24

"Dlaczego warto rozmawiać o Sinéad O'Connor" – Allyson McCabe (przekład Zofia Szachnowska-Olesiejuk)

"Dlaczego warto rozmawiać o Sinéad O'Connor" – Allyson McCabe (przekład Zofia Szachnowska-Olesiejuk)
Sinéad O'Connor, światowej sławy irlandzka piosenkarka, wzbudzała wiele przeróżnych emocji. Jedni kochali jej niesamowity głos. Inni doceniali artyzm i głębię przekazu. Dla wielu była symbolem buntu wobec opresyjnej kultury, rzeczniczką w kwestiach dyskryminacji, przemocy, zdrowia psychicznego i nadużyć kościoła katolickiego. Dla innych – "stukniętą łysą wariatką" – bo i z takimi inwektywami musiała się mierzyć. Podziwiana i odrzucana, często nierozumiana, tworzyła wyjątkową muzykę i mówiła wiele o niewygodnych sprawach. Inspirowała ludzi – by odważnie przełamywać milczenie.


Allyson McCabe w reportażu przybliża postać Sinéad O'Connor, ale co ciekawe, czyni to w znacznie szerszym kontekście. W rezultacie powstała interesująca mieszanka biografii, osobistych wątków, refleksji na temat branży muzycznej oraz znaczenia twórczości i aktywizmu O'Connor. Allyson McCabe rzuca światło na trudne dzieciństwo i młodość artystki, ciężar traumy, który musiała dźwigać przez całe życie. Opisuje początki kariery muzycznej, wzloty i upadki, kontrowersyjne, burzliwe i trudne momenty, zagłębia się w muzykę i poglądy O'Connor. Wiele uwagi poświęca realiom branży muzycznej lat 80. i 90. XX wieku – pisze o próbach uciszenia i zdeprecjonowania Sinéad (bo jako kobieta w męskim świecie nie chciała zrezygnować z własnych przekonań), seksizmie, niejawnych formach opresji, a także o zniekształcaniu jej wizerunku w mediach (m.in. w MTV). Z reportażu wyłania się obraz kobiety skomplikowanej – utalentowanej, buntowniczej, mocno doświadczonej, silnej w swojej kruchości. Kobiety, która poniosła wysoką cenę za bycie sobą, za bezkompromisowe wytyczanie własnej ścieżki w świecie muzyki i showbiznesu.


"Dlaczego warto rozmawiać o Sinéad O'Connor" to książka przemyślana, empatyczna i krytyczna, ale w mądry, wyważony sposób – bez idealizowania i bez demonizowania. Czytałam jako laik – i była to dla mnie interesująca lektura. Dla fanów artystki – wartościowa perspektywa, must read. Reportaż nie tylko o tym, kim była Sinéad O'Connor, ale przede wszystkim o tym, co sobą reprezentowała i jaki wpływ wywarła na innych swoją złożoną emocjonalnie twórczością i nieugiętą postawą.























• współpraca barterowa • Wydawnictwo Filtry • 

Tytuł oryginalny: Why Sinéad O’Connor Matters
Przekład: Zofia Szachnowska-Olesiejuk
Data wydania: 24 lipca 2024
Wydawnictwo: Filtry
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 256
Moja ocena: 4,5/6

6.6.24

"Kobiety, o których myślę nocą" – Mia Kankimäki (przekład Iwona Kiuru)

"Kobiety, o których myślę nocą" – Mia Kankimäki (przekład Iwona Kiuru)
"Wskazówka nocnych kobiet: Bądź odważna. To nic, że się boisz. Graj tymi kartami, które otrzymasz"

Są kobiety, które zmieniają świat – inspirują i stają się wzorem. Znamy je z historii – bohaterki, działaczki społeczne i feministyczne, prekursorki w nauce, sztuce i polityce – a także z życia codziennego – nasze babki, matki, siostry, żony i córki. Kobiety, które cenimy. Za odwagę i niezłomność w trudnych czasach. Za intelekt, talent oraz empatię połączoną z silnym charakterem. Za upór i determinację, przełamywanie sterotypów i wychodzenie poza utarte schematy. Za niepoddawanie się w obliczu przeciwności losu i przekuwanie słabości w siłę. 

Właśnie o takich kobietach opowiada Mia Kankimäki – o kobietach, które podążały swoją własną drogą wbrew ograniczeniom wynikającym z wieku, konwenansów, sytuacji materialnej, ról społecznych i niesprzyjających czasów. O kobietach, które były pionierkami swojej epoki – odważyły ​​się przekraczać granice, łamać tabu i realizować własne marzenia. O buntowniczkach, artystkach i podróżniczkach. Mia Kankimäki nazywa je "nocnymi kobietami" – bo myślała o nich podczas wielu bezsennych nocy, gdy sama, jako czterdziestotrzyletnia niezamężna i bezdzietna kobieta, próbowała znaleźć dla siebie właściwą drogę. Bohaterki jej książki, choć nieco zapomniane, błyszczą niczym gwiazdy na atramentowym niebie – inspirują, dodają otuchy i przypominają, że warto podążać za marzeniami, pasją i głosem serca, nawet mając już lata młodości za sobą. Mia Kankimäki pragnęła pójść za ich przykładem. W rezultacie powstała książka na granicy non fiction i beletrystyki zawierająca w sobie cechy biografii, dziennika z podróży i pamiętnika. Autorka prowadzi nas przez życiorysy "nocnych kobiet" – przedstawia portrety odważnych i niezależnych kobiet, m.in. Karen Blixen (duńskiej plantatorki kawy, kolonizatorki i pisarki, autorki "Pożegnania z Afryką"), Isabelli Bird (starej panny, globtroterki, autorki książek podróżniczych), Nellie Bly (dziennikarki, emancypantki, która odbyła samotnie podróż dookoła świata), Yayoi Kusamy (malarki mieszkającej w szpitalu psychiatrycznym w Tokio). Wertowaniu stron i literackim wędrówkom przez dawne czasy towarzyszy prawdziwa podróż, bo autorka dosłownie rusza śladem swoich bohaterek. Kankimäki odwiedza m.in. Afrykę Karen Blixen, a także japońskie Kioto i włoską Florencję.


"Kobiety, o których myślę nocą" to patchworkowa książka, w której kobiece życiorysy splatają się z osobistymi doświadczeniami z podróży oraz ze spostrzeżeniami i refleksjami na temat życia, procesu twórczego, zagubienia i próby wytyczenia własnej ścieżki. Z dużym zainteresowaniem czytałam o tytułowych nocnych kobietach. Ich minibiografie fascynują – opisami dalekich (i często niebezpiecznych) podróży, wewnętrznych zmagań, zabawnych i trudnych momentów. Mia Kankimäki ożywia fakty, tworząc barwne opowieści o kobietach z krwi i kości – ich pasji, odwadze i determinacji mimo ograniczeń fizycznych, kulturowych i społecznych. Jej nocne kobiety wydają się bliskie, tuż na wyciągnięcie ręki (a o części z nich nigdy wcześniej nie słyszałam). I bez wątpienia inspirują, motywują i dodają otuchy. Autorka pisze w sposób sugestywny, plastyczny – można niemal poczuć smak japońskiej herbaty, zapach farby i gorące promienie słońca na twarzy. Zachwycają opisy afrykańskiej przyrody – podczas czytania łatwo rozbudzić w sobie pragnienie wyruszenia w podróż. Należy wspomnieć, że książka Kankimäki ma mocno fragmentaryczną strukturę – i jej elementy nie złożyły się dla mnie w spójną, przemyślaną i przekonującą całość. Brakuje balansu (niektóre części są bardziej rozbudowane niż inne), czasami wkrada się chaos, wrażenie powierzchowności i przypadkowości, a doświadczenia podróżnicze autorki nie korespondują z motywem przewodnim książki. Nie można jednak odmówić Kankimäki kreatywności i zaangażowania. Pokochałam ideę (podążanie śladem nocnych kobiet? – genialne!), fascynujące biografie oraz zabawny, przyjemny i autoironiczny styl pisania. Otrzymaliśmy inspirującą książkę o kobietach i dla kobiet (i nie tylko). Opowieść o podążaniu za głosem serca, determinacji i odwadze. O poczuciu szczęścia wśród dzikiej natury i o podróżach odmieniających koleje życia. O szukaniu własnej drogi – bo póki żyjemy, nigdy nie jest za późno na zmiany.

























• współpraca barterowa • Wydawnictwo Poznańskie •

Tytuł oryginalny: Naiset joita ajattelen öisin
Przekład: Iwona Kiuru
Data wydania: 29 maja 2024
Wydawnictwo: Poznańskie
Seria: Seria Dzieł Pisarzy Skandynawskich
Oprawa: twarda
Liczba stron: 560
Moja ocena: 4,5/6

10.3.24

"Dziewczyny z łagrów" – Monika Zgustová (przekład Marta Pawłowska)

"Dziewczyny z łagrów" – Monika Zgustová (przekład Marta Pawłowska)
"To nie ja, to cierpi ktoś inny. Ja bym nie zniosła" – Anna Achmatowa

GUŁag, nieludzki system represji i eliminacji przeznaczony dla tzw. "wrogów ludu" – przeciwników, ludzi niewygodnych komunistycznej władzy, dysydentów – pochłonął setki istnień. W latach 1929-1953, za panowania Stalina, w łagrach, sowieckich obozach pracy przymusowej, zginęło ponad 30 milionów ludzi. Wyroki więźniów opierały się często na sfabrykowanych zarzutach. Do łagru można było trafić z powodów politycznych i rodzinnych, ze względu na przynależność narodową czy po prostu wskutek fałszywego donosu. Ludzi skazywano i wywożono, niejednokrotnie po wielotygodniowych, brutalnych przesłuchaniach. Ofiarami GUŁagu byli m.in. obywatele ZSRR, Polski i krajów bałtyckich. Miliony więźniów (w tym również kobiety i dzieci) wykonywało katorżniczą pracę w nieludzkich warunkach, m.in. w obozach zlokalizowanych na Syberii i w Kazachstanie. "Dziewczyny z łagrów" to świadectwo kobiet, które przetrwały piekło na ziemi – piekło, które zgotował im komunistyczny reżim. To dziewięć byłych więźniarek politycznych, które przeszły przez łagry i dziewięć indywidualnych, osobistych, niezwykle trudnych historii. Monika Zgustová, czeska pisarka, odwiedziła każdą z rozmówczyń – w Moskwie, Londynie i Paryżu – i wysłuchała wspomnień pełnych bólu, cierpienia, smutku, a także nadziei. Niesłusznie skazane musiały walczyć o przetrwanie. Walentyna spędziła osiem lat na lodowej pustyni Kotłasu, a Jelena dziesięć lat w kopalniach Workuty. Zajara pokonała pieszo 60 kilometrów w śniegu i mrozie, Susanna była wielokrotnie przesłuchiwana i przetrzymywana w więzieniu, Judytę skazano na dwadzieścia lat robót przymusowych. Janina została zesłana wraz z rodziną na Syberię, a po zwolnieniu, w ramach amnestii, znalazła schronienie w Iranie. Natalię, demonstrantkę, zamknięto w szpitalu psychiatrycznym. Irina zapadła na "tajemniczą chorobę", najprawdopodobniej wskutek otrucia. Galia urodziła się w sowieckim łagrze.


Monika Zgustová oddaje głos swoim rozmówczyniom i ten głos mocno wybrzmiewa – czuć wyraźnie złożoność i ciężar ich historii. Wspomnienia kobiet uzupełnione materiałem fotograficznym (zdjęciami, dokumentami i listami) tworzą przejmujący obraz ekstremalnych ludzkich doświadczeń. Nie sposób z obojętnością czytać o ogromie cierpienia – głodzie, zimnie, pracy ponad siły i chorobach. O torturach, upokarzaniu, śmierci i rozłące z bliskimi. Bo łagry, choć oficjalnie uznawane za obozy pracy, w rzeczywistości często przypominały obozy zagłady – odbierały życie, a w wersji bardziej łaskawej "jedynie" zdrowie, godność, młodość i przyszłość. Książka Zgustovej doskonale pokazuje, czym dla każdej z kobiet było doświadczenie łagru. Ta publikacja to świadectwo nie tylko cierpienia i traumy, ale też nadziei, woli przetrwania, wewnętrznej siły oraz hartu i wolności ducha na przekór fizycznemu zniewoleniu. To piękno, którego szukano w najtrudniejszych momentach – w literaturze i poezji, w olśniewającej syberyjskiej tundrze, kochanej i znienawidzonej jednocześnie. Piękno, które pomagało zachować człowieczeństwo i przetrwać.

Nie jest to pierwsza książka o doświadczeniach łagrowych, którą miałam okazję czytać. Poznałam już wiele wspomnień Polaków, którzy w czasie drugiej wojny światowej zostali deportowani w głąb ZSRR. Tym razem jednak Zgustová przedstawia nam nieco inną perspektywę, bo osiem z dziewięciu bohaterek książki to Rosjanki, a zatem kobiety, które stały się ofiarami zbrodniczego systemu własnego państwa. Ich relacje dają wgląd w realia stalinowskiego reżimu – inwigilację, represje, wszechobecny strach, systemową przemoc, narzucanie posłuszeństwa i łamanie charakterów. To duża wartość dodana tej publikacji (również w kontekście obecnej sytuacji).


Bohaterki książki Zgustovej przeszły wiele. Poznały najokrutniejsze oblicze ludzkiej egzystencji, trwając na pograniczu bytu i niebytu. Doświadczyły też dobra, współczucia, życzliwości i nawiązały przyjaźnie, które mogą mieć miejsce tylko w ekstremalnych okolicznościach. Dla wielu z nich łagry były najtrudniejszą życiową lekcją. Czymś, co na zawsze je odmieniło i wpłynęło na dalsze losy.

"Dziewczyny z łagrów" to ważna, wartościowa, poruszająca literatura faktu. Niezwykle cenię takie książki – prawdziwe relacje uczestników i naocznych świadków. To wspomnienia, które warto i należy ocalić przed zapomnieniem. Polecam! (również pozostałe publikacje z serii "Prawdziwe historie".























* Współpraca barterowa z Wydawnictwem Znak Horyzont.

Tytuł oryginalny: Vestides per a un ball a la neu
Przekład: Marta Pawłowska
Wydawnictwo: Znak Horyzont 
Data wydania: 28 lutego 2024
Oprawa: twarda
Liczba stron: 352
Moja ocena: 5,5/6


27.12.23

"Punkt zwrotny. Listopad 1942" – Peter Englund (przekład Ewa Wojciechowska)

"Punkt zwrotny. Listopad 1942" – Peter Englund (przekład Ewa Wojciechowska)
Druga wojna światowa określana jest mianem największego i najbardziej dramatycznego konfliktu zbrojnego w dziejach. Zadziwia skala – wojenna pożoga objęła ogromną część świata powodując niewyobrażalne zniszczenia i odbierając życie milionom ludzi. Wojna przyniosła też ze sobą bezprecedensowe potworności, które przekroczyły wszelkie wyobrażenia. Wszystko, co wydarzyło się w ciągu tych długich wojennych lat wydaje się ekstremalne – ogromny zasięg i liczba zaangażowanych osób, przebieg działań wojennych, nieodwracalne zmiany i dramatyczne skutki. Często jednak w gąszczu suchych faktów – dat, liczb i linii na mapie – gubi się jednostka, jej przeżycia, uczucia i indywidualne losy. A czym była druga wojna światowa dla zwykłego człowieka? Dla młodej studentki na paryskiej Sorbonie, wojskowego korespondenta, koreańskiej niewolnicy seksualnej, porucznika piechoty, więźnia obozu koncentracyjnego lub jenieckiego, amerykańskiej gospodyni domowej, pilota bombowca lub angielskiej pisarki?


Peter Englund, szwedzki pisarz i historyk, przypomina, że to ludzie i ich indywidualne losy tworzą wielką historię. W książce "Punkt zwrotny" proponuje coś oryginalnego – na podstawie wspomnień, listów, pamiętników i osobistych zapisków czterdziestu uczestników i naocznych świadków z różnych zakątków globu przedstawia obraz jednego miesiąca drugiej wojny światowej. To właśnie w listopadzie 1942 roku świat znalazł się w przełomowym momencie, tytułowym punkcie zwrotnym, gdy ważyły się losy wojny – szala zwycięstwa zaczęła przechylać się na stronę aliantów, ale wciąż wszystko mogło się wydarzyć (wojska amerykańskie i brytyjskie wylądowały w Afryce Północnej, Brytyjczycy pokonali Niemców w Egipcie w II bitwie pod El Alamein, Japończycy ponieśli klęskę na Guadalcanal, trwało oblężenie Leningradu i bitwa pod Stalingradem, na Londyn spadały bomby, a Holocaust wkraczał w najtragiczniejszą fazę). Ten jeden miesiąc w książce Petera Englunda niczym soczewka skupia wszystko to, czym była druga wojna światowa. W "Punkcie zwrotnym" autor podąża za zwykłymi ludźmi w niezwykłych okolicznościach – rekonstruuje ich losy, refleksje i uczucia. Płynnie przeplatając różne perspektywy, na tle wielkich wydarzeń, tworzy intymną mozaikę wojennych doświadczeń – tragedię, grozę, lęk i śmierć, a także monotonię, absurd, pozory normalności i nadzieję. Każda z czterech części książki skupia się na jednym tygodniu listopada 1942. Peter Englund zabiera nas do oblężonego Leningradu, okupowanego Paryża, Brukseli i Szanghaju, do okopów na froncie wschodnim, tropikalnej dżungli w Azji, bombardowanego Londynu, na pustynie Algierii i Maroka oraz do chińskiego Henanu doświadczonego klęską głodu. Do czołgów, samolotów, łodzi podwodnych, obozów koncentracyjnych i jenieckich, do miast i wsi. Poznajemy ludzi, ktorzy znaleźli się w samym środku wojny, a także tych, którzy doświadczyli jej skutków pośrednio. Englund pisze w fabularyzowanym, plastycznym tonie (łączy narrację historyczną i elementy powieściowe), z dbałością o szczegóły i minimalizmem. Jego styl ożywia opisywane wydarzenia, miejsca, postaci i doświadczenia. Można nawet powiedzieć, że bardziej pokazuje niż opowiada – relacje mocno działają na wyobraźnię, są silnie osadzone w ówczesnych realiach i pozwalają poczuć ciężar ludzkich losów. Englund nie romantyzuje wojny, nie ocenia i nie moralizuje, zresztą w przytaczanych przez niego fragmentach listów i pamiętników tli się często hemingwayowski duch – wojenna groza, poczucie zwątpienia, rozczarowania i beznadziei. "Punkt zwrotny" doskonale uświadamia, jak w wielu różnych aspektach wojna wpłynęła na człowieka, również w bardzo osobisty sposób – jak uczyniła go obcego nawet samemu sobie. Książka Englunda to brutalne zderzenie wyobrażeń z rzeczywistością, radzenie sobie z kolejnymi brakami i ograniczeniami, utrata mienia i bliskich, życie w niepewności i lęku, wojenna apatia, pozory normalności, wola przetrwania, determinacja i poczucie wspólnego celu. To "wojna, która dotyka wszystkich, niezależnie od tego, czy sobie tego życzą, czy nie".


"Nazywa się Hélène Berr. Ma 21 lat, od dwóch studiuje na Sorbonie. Gdy jej narzeczony wysiada z pociągu, idą na spacer w kierunku Trocadéro, żeby nie zbliżać się do Pól Elizejskich – Żydom nie wolno tam wchodzić. Rezygnują też z podróży metrem, ponieważ Hélène musiałaby siedzieć w ostatnim wagonie. Nie wejdą do żadnej restauracji ani kawiarni, bo Żydzi nie mają tam wstępu. Żółtą gwiazdę na ramieniu Hélène nosi z dumą. Udaje, że się nie boi.

Węch i słuch. To najważniejsze zmysły dla Horsta Höltringa. Węch – bo powietrze przesyca smród niemytych ciał, potu i oleju do smażenia zmieszany z lepkim, tłustym odorem diesla. Słuch – bo zanurzony okręt podwodny jest ślepy na wszelkie możliwe sposoby. Każdy dźwięk niesie nadzieję lub strach. Wszyscy milczą, nasłuchują. Gdy pojawia się odgłos śrub nieznanej jednostki, zamierają na sekundę. Namierzono ich. Myśliwi stają się ofiarami. Czy to punkt zwrotny tej wojny?

Przed chwilą dopadła go rzeczywistość. Trwała odprawa przed nocnym nalotem na Niemcy. John Bushby rozejrzał się po sali, popatrzył po twarzach zebranych, policzył i uświadomił sobie, że ze wszystkich członków załóg 83 Dywizjonu RAF, z którymi rozpoczynał służbę w styczniu tego roku, zostało… dwóch. Jednym z nich jest jego pilot Bill Williams, chłopak w jego wieku, teraz trudny do rozpoznania przez piękne, nawoskowane wąsy. Drugim jest on sam. Już listopad, wojna przecież musi się wreszcie skończyć" (fragment książki)

"Punkt zwrotny" Petera Englunda okazał się dla mnie czymś zupełnie innym, oryginalnym. Zachwycił mnie pomysł – ukazanie wojny przez pryzmat wielu indywidualnych historii, splot biografii ludzi z różnych zakątków świata. Fascynujące, jak z pozoru chaotyczny zbiór relacji stopniowo układa się w spójną, wielobarwną symfonię głosów. Autorowi udało się sprowadzić największy konflikt zbrojny do tego, co najważniejsze – człowieka i jego indywidualnych losów, nadać wojennej grozie osobisty wymiar. Różnorodność postaci zapewnia panoramiczność, a także, w szerszym kontekście, uniwersalność ludzkiego doświadczenia w ekstremalnie trudnych okolicznościach. Wspaniale uzyskać tak szeroki obraz w tak kameralnej skali.

"Niełatwo będzie przetrwać w tym piekle, ale sto razy trudniej będzie pozostać człowiekiem"

Fascynująca, wciągająca i poruszająca książka w odmiennej konwencji – wojna jako suma indywidualnych historii, jako osobiste, realne doświadczenie. Must read dla miłośników historii i literatury faktu, zdecydowanie warta uwagi. Polecam.






















* Współpraca barterowa z Wydawnictwem Otwarte.

Tytuł oryginalny: Onda nätters drömmar. November 1942 och andra världskrigets vändpunkt i 360 korta kapitel
Przekład: Ewa Wojciechowska
Wydawnictwo: Otwarte (HI:STORY)
Data wydania: 22 listopada 2023
Oprawa: twarda
Liczba stron: 640
Moja ocena: 5,5/6


27.10.23

"Nigdy nie byłaś Żydówką" – Anna Bikont

"Nigdy nie byłaś Żydówką" – Anna Bikont
Elżunia dała swoim rodzicom obietnicę: nigdy nikomu nie przyzna się, że jest Żydówką. Dziewczynka żyła w ciągłym strachu, że ktoś odkryje jej tajemnicę. A bycie Żydem oznaczało śmierć. Blima przeżyła, ale została zupełnie sama – straciła całą rodzinę. Janka w najtrudniejszych chwilach spisywała swoje wspomnienia i tworzyła wiersze – i może dzięki temu była w stanie wyjść z cienia wojennej traumy. Dorka ukrywała się z rodziną w lasach wokół wsi Strzegom. Głód, strach i śmierć stały się jej codziennością. I przez całe późniejsze życie zmagała się z tym, o czym próbowała zapomnieć. Małka latami czuła się rozdarta – miała w sobie i Żydówkę, i Polkę. I nigdy nie opuścił jej strach. Irena wyemigrowała z Polski do USA, ale nie odnalazła tam obiecanego jej szczęścia i spokoju. Nie ustała też tęsknota i powojenne poczucie straty.


"Nigdy nie byłaś Żydówką" to sześć indywidualnych historii – opowieści kobiet, które w dzieciństwie przeżyły Holocaust. Ich losy, choć potoczyły się inaczej, łączy ciężar wojennej traumy. Każda z nich doświadczyła koszmaru straty, głodu, lęku, samotności, upokorzenia i tułaczki. I każda z nich próbowała na swój własny sposób poradzić sobie z bolesną przeszłością. Anna Bikont kreśli intymne kobiece portrety – złożone studium człowieka. To historie brutalnie przerwanego dzieciństwa, dramatycznej walki o przetrwanie, ratowania i bycia ratowanym, pozostawania w ukryciu, na łasce i niełasce obcych ludzi. Przejmujący jest obraz sytuacji, w której znalazła się ludność żydowska. Wspomnienia bohaterek reportażu rzucają światło na niełatwe polsko-żydowskie relacje – bo każda z nich na swojej drodze spotkała dobrych ludzi, którzy bezinteresownie pomagali, a także tych podłych, ogarniętych nienawiścią, chciwością i antysemityzmem, którzy mordowali, szantażowali i donosili. Jedną z ciekawszych i ważniejszych kwestii, które porusza książka Anny Bikonkt jest wpływ wojennych doświadczeń na późniejsze losy ocalałych. "Nigdy nie byłaś Żydówką" to opowieść o lęku i poczuciu wstydu wobec przeszłości i pochodzenia, emocjonalnej pustce i samotności, roztrzaskanej tożsamości (i wyrzeczeniu się jej w celu przetrwania), wewnętrznej sile i walce o "normalność". O smutku skrywanym pod maską radości, poczuciu osierocenia, nieukojonej tęsknocie za bliskimi, brutalnie przerwanym i utraconym dzieciństwie, braku zrozumienia wobec doświadczonego cierpienia. O roli pamięci, poszukiwaniu korzeni i odkrywaniu własnego "ja". Wiele istotnych rzeczy można odczytać w zrekonstruowanych życiorysach, ale jeszcze więcej kryje się między wersami. Anna Bikont pozostaje w cieniu – oddaje głos bohaterkom reportażu i ten głos mocno wybrzmiewa. Z pewnością niełatwo było im wrócić wspomnieniami do bolesnych doświadczeń. Czuć jednak wyraźnie złożoność i ciężar ich historii.


"Dokąd idzie, wiedziała. Ale skąd idzie – to musi dopiero wymyślić. Musi wymyślić całe swoje życie i tak, aby każdy uwierzył"

Reportaż Anny Bikont przypomina, jak ważna (również w kontekście polsko-żydowskich relacji) jest konfrontacja z prawdą. Że pielęgnowanie mitów, wyparcie i utwierdzanie w milczeniu prowadzą donikąd. Pokazuje też, co oznacza żyć w cieniu wojennej traumy, być dzieckiem ocalonym – ze wszystkimi konsekwencjami. "Nigdy nie byłaś Żydówką" pozostawia czytelnika z bagażem dylematów i przemyśleń, z wieloma odcieniami szarości.

Sześć poruszających historii. Literatura faktu warta polecenia, szczególnie jeżeli interesuje was tematyka wojenna.




















* Współpraca barterowa z Wydawnictwem Czarne.

Data wydania: 18 października 2023
Wydawnictwo: Czarne
Oprawa: twarda
Liczba stron: 248



18.10.23

"Vivian Maier. Niania, która zmieniła historię fotografii" – Ann Marks (przekład Tomasz Macios) /przedpremierowo/

"Vivian Maier. Niania, która zmieniła historię fotografii" – Ann Marks (przekład Tomasz Macios) /przedpremierowo/
Kiedy kilka lat temu po raz pierwszy trafiłam na zdjęcia Vivian Maier, długo przeglądałam je jak zahipnotyzowana – trudno było oderwać od nich wzrok. Zachwyciły mnie genialne portrety i wspaniale uchwycone migawki miejskiego życia w USA. Jej czarno-białe fotografie są niezwykle realistyczne, poruszające, jednocześnie surowe i intymne i wyróżniają się doskonałym odwzorowaniem detali i interesującą kompozycją. Widać wyraźnie, że Vivian Maier miała talent, wrażliwość i bystre spojrzenie – bo potrafiła dostrzec niezwykłe momenty w zwykłych, codziennych okolicznościach. Co ciekawe, w latach 1950-1990 wykonała ponad 100 000 zdjęć, ale nie upubliczniała swoich prac – żyła skromnie i nie dbała o rozgłos. Przez dekady pracowała jako niania i mówi się, że przypominała trochę Mary Poppins – ale zamiast parasolki miała w dłoniach aparat Rolleiflex, z którym w wolnych chwilach przemierzała ulice Nowego Jorku i Chicago. Zmarła 20 kwietnia 2009 w wieku 83 lat, ale jej fotografie zostały upublicznione zaledwie dwa lata wcześniej, gdy na pudła z negatywami w czasie licytacji komorniczej przypadkowo trafił jeden z nabywców, John Maloof. Vivian inspiruje entuzjastów fotografii i intryguje za sprawą swojego enigmatycznego życiorysu i równie tajemniczej osobowości. Kim naprawdę była? Na czym polega wyjątkowość jej talentu? Dlaczego nigdy nie upubliczniła swoich prac?


Wiele lat poszukiwań i podróży, setki odwiedzonych archiwów, przejrzanych dokumentów, przeprowadzonych rozmów czyli cierpliwe splatanie nitek życia, poznawanie osobowości i twórczości Vivian Maier, "niani, która zmieniła historię fotografii". Ann Marks wykonała rzetelną, wnikliwą i staranną pracę – iście detektywistyczną, bo z jednej wielkiej niewiadomej jaką była Vivian Maier zdołała stworzyć kompletną biografię. Autorka prześledziła życiorys fotografki, wypełniając luki i osadzając jej twórczość w biograficznym kontekście, co pozwala połączyć prace Vivian z jej życiowymi doświadczeniami i enigmatyczną osobowością. Książka Marks eksponuje talent Vivian jako fotografki ulicznej i portrecistki (tekst uzupełnia niemal 400 zdjęć). W przenikliwych kadrach widać ślady minionej epoki (zachwycająca podróż w czasie!), bystre oko, humanizm i realizm. Zadziwiające, jak wspaniale Vivian potrafiła uchwycić w obiektywie bliskość, mimo że sama bliskości nie doświadczyła, szczególnie w dzieciństwie ze strony matki, ojca i brata. Zadziwiające też, jak wspaniale potrafiła uchwycić w obiektywie przeróżne emocje, mimo że sama była wyjątkowo powściągliwa w ich okazywaniu. Z biografii stworzonej przez Ann Marks wyłania się obraz kobiety pełnej sprzeczności, tajemniczej, nieco ekscentrycznej, unikającej głębszych relacji. I nawet jeśli niezupełnie wzbudza sympatię, bez wątpienia inspiruje – bo mimo wielu przeciwności (m.in. trudnego dzieciństwa, kłopotów finansowych i choroby psychicznej) Vivian była w stanie wieść niezależne, samodzielne życie na własnych warunkach – i czerpać z niego szczęście i satysfakcję.


Książkę Ann Marks czyta się z niesłabnącym zainteresowaniem – czuć wyraźnie jej zaangażowanie, empatię, wnikliwość i obiektywizm. Autorka ożywia Vivian Maier kompleksowo, z jej talentem, wytrwałością, zaletami i wadami – kreśli intymny portret kobiety, która wyrażała siebie poprzez fotograficzną pasję. Kontekst dla historii Vivian tworzą dwudziestowieczna amerykańska sceneria i fotograficzne akcenty, dzięki temu książka Marks zachwyci nie tylko miłośników biografii, ale też pasjonatów historii i fotografii.

"Niektórzy uważają, że życie to tragedia. Nie, życie jest komedią. Tylko musisz się śmiać" – Vivian Maier 

Interesujący życiorys, niebanalna osobowość i zdjęcia, które hipnotyzują – absolutnie wspaniałe! Pięknie wydana biografia, gorąco polecam!



PS Na stronie internetowej https://www.vivianmaier.com można obejrzeć fitografie Vivian Maier. 


















* Współpraca barterowa z Wydawnictwem Znak.

Tytuł oryginalny: Vivian Maier Developed. The Real Story of the Photographer Nanny
Przekład: Tomasz Macios
Wydawnictwo: Znak Literanova 
Data wydania: 25 października 2023
Oprawa: twarda
Liczba stron: 432
Moja ocena: 5,5/6

Copyright © w ogrodzie liter , Blogger