Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Czarne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Czarne. Pokaż wszystkie posty

8.4.26

"Blisko domu" – Michael Magee (przekład Hanna Pustuła-Lewicka)

"Blisko domu" – Michael Magee (przekład Hanna Pustuła-Lewicka)
Wydaje się, że dwudziestokilkuletni Sean został złapany w pułapkę, podobnie zresztą jak wielu jego rówieśników z zachodniego Belfastu. Bohater książki Michaela Magee toczy walkę pozornie skazaną na porażkę. Pragnął odmienić swój los – i wyjechał do Liverpoolu na studia. Koszty życia zmusiły go jednak do powrotu. Sean uświadamia sobie bolesną prawdę – wrócił do domu z dyplomem, który w jego rodzinnym mieście nie ma żadnego znaczenia. Bo Belfast naznaczony traumą i wciąż w cieniu brutalnej przeszłości oferuje mu dobrze znane schematy – alkohol i narkotyki, przemoc, brak pracy, pieniędzy i perspektyw. Napięcie jest wyczuwalne od pierwszych stron – miłość i przywiązanie do miasta, które go ukształtowało splecione są z niechęcią do ograniczeń, które na niego nałożyło. W Liverpoolu czuł, że jego robotnicze pochodzenie w widoczny sposób go naznacza. Z kolei w Belfaście to wykształcenie i pragnienie lepszego życia alienują go z kręgu, w którym dorastał.


"Blisko domu" to intymny i szczery portret mężczyzny, który tkwi w sieci uzależnień i biedy z mglistą nadzieją na poprawę losu. U podstaw jego zmagań leży międzypokoleniowa trauma, kryzys gospodarczy i ekonomiczny oraz echa brutalnej przeszłości – irlandzkich Kłopotów. Michael Magee w tej debiutanckiej (i mocno autobiograficznej) powieści odmalowuje obraz pokolenia młodych ludzi z klasy robotniczej zmagających się z niełatwą rzeczywistością. Alkohol, narkotyki, przemoc, rodzinne dysfunkcje, narastający gniew, brak pracy, sensu i perspektyw współistnieją obok miłości, przyjaźni, troski, wsparcia i przywiązania. Wszystkie elementy świata Seana, jego walka, relacje i trudne przeżycia, dzięki precyzyjnej i przenikliwej prozie autora, wydają się autentyczne. To irlandzkie bildungsroman pełne jest mroku i smutku – z okruchami humoru i nadziei. Magge opowiada o zranionym Belfaście i skrzywdzonych ludziach ze szczerością, ale też czułością i empatią, co nadaje powieści głęboko ludzki wymiar. Ciężarem tematyki i emocji "Blisko domu" przypomina mi wspaniałe "Shuggie Bain" Douglasa Stuarta. I w jednej, i drugiej powieści życie odsłania swoją bezwzględną, brzydką stronę. Alkohol i narkotyki przynoszą jedynie chwilowe ukojenie, trudności narastają mimo prób ich przezwyciężenia. Powieść Magee jest silnie osadzona w czasie i miejscu, dotyka realnych problemów i ważnych tematów. Ma w sobie szczerość, determinację i wytrwałość, które wydają się autentyczne. Nie brakuje sugestywnych, intensywnych momentów. Jak odnaleźć swoją drogę? Czy można odmienić los? Czy istnieje szansa na uzdrowienie?


"Blisko domu" to opowieść o dorastaniu, pochodzeniu i tożsamości. O traumach, które nosimy w sobie, niegojących się ranach i cichej desperacji. O przypadkowych spotkaniach, które zmieniają bieg życia oraz o miłości, przetrwaniu i nadziei – mimo wszystko. Interesujący, trafny i przejmujący portret zranionego Belfastu i młodego pokolenia w kryzysie.



























• współpraca barterowa • Wydawnictwo Czarne •

Tytuł oryginalny: Close to Home
Przekład: Hanna Pustuła-Lewicka
Wydawnictwo: Czarne
Data wydania: 4 lutego 2026
Oprawa: miękka ze skrzydełkami 
Liczba stron: 384
Moja ocena: 5/6



21.9.25

"Dałem ci oczy, a ty spojrzałaś w ciemność" – Irene Solà (przekład Barbara Bardadyn)

"Dałem ci oczy, a ty spojrzałaś w ciemność" – Irene Solà (przekład Barbara Bardadyn)
"Ale noc nie kończyła się nigdy, czekała w ukryciu i zawsze wracała"


W ciemnych zakamarkach domu czają się wspomnienia, ludowe zaklęcia i rodzinne gawędy. W korytarzu słychać stukanie i kroki, echo szeptanych modlitw i śmiechu. Zapach jedzenia, krwi i dzikiego zwierzęcia unosi się w powietrzu, wnika w szczeliny. Za oknem surowe katalońskie góry, duchy, demony, wilki i bandyci; w pokoju na piętrze staruszka czekająca na śmierć. A w kuchni one, dawne mieszkanki domu Mas Clavell – przybyły z zaświatów, by towarzyszyć umierającej.


Irene Solà pisze o kobietach złączonych krwią, wspólnym dziedzictwem i rodzinną klątwą. Każda z nich dźwiga brzemię – karę za zerwany niegdyś pakt z diabłem. Margarida urodziła się bez ćwiartki serca, Blanca bez języka, Bernadeta bez rzęs. Àngela nie czuła bólu, Marcie brakowało pamięci. W ciągu jednego dnia – od świtu do nocy – ich głosy wspólnie rozbrzmiewają w murach starego domu; powracają wspomnienia, czas płynie swobodnie, nieco chaotycznie; spotykają się ze sobą przeszłość i teraźniejszość. "Dałem ci oczy, a ty spojrzałaś w ciemność" to mroczna, demoniczna saga ludzi przeklętych, zakorzenionych w katalońskiej ziemi – ich burzliwe losy splatają się w gorączkową opowieść z pogranicza jawy i snu. Solà garściami czerpie z ludowych wierzeń, baśni, legend, folkloru i magicznego realizmu. Tworzy świat niepokojący, brutalny, momentami odrażający, a przy tym hipnotyzujący i na swój własny sposób urzekający. Dużo jest w tej powieści naturalizmu, dzikości, zła i seksualności. Narracja przypomina pokoleniowy, polifoniczny strumień świadomości – każda kobieta ma własną historię do opowiedzenia; historię przetrwania, miłości i straty, samotności, słodyczy i goryczy. Solà zagłębia się w instynkty i pragnienia, lęki, pokoleniową traumę, w związek między światłem i ciemnością, życiem i śmiercią, zapomnieniem i pamięcią. Pisze o więzach krwi, które stają się przekleństwem. O namiętności, która pragnie być zaspokojona za wszelką cenę. O śmierci, która postrzegana jest jako wybawienie. O przesądach, przebiegłości, mrokach ludzkiej duszy, upływie czasu oraz nici, która łączy żywych i umarłych.

Intensywna, osobliwa powieść napisana piękną prozą. Dla miłośników mocnych literackich wrażeń.























• współpraca barterowa • Wydawnictwo Czarne •

Tytuł oryginalny: Et vaig donar ullsi vas mirar les tenebres
Przekład: Barbara Bardadyn
Wydawnictwo: Czarne
Data wydania: 3 września 2025
Oprawa: miękka ze skrzydełkami 
Liczba stron: 192
Moja ocena: 4,5/6

3.8.25

"Głodne duchy" – Kevin Jared Hosein (przekład Zofia Szachnowska-Olesiejuk)

"Głodne duchy" – Kevin Jared Hosein (przekład Zofia Szachnowska-Olesiejuk)
Słyszała jej głos w szumie wiatru i widziała jej cień za chlebowcem. Usypywała pod drzwiami kręgi z soli, żeby nie mogła za nią wejść do środka. Bo jej duch zawieszony jest między niespokojnym snem a przerażającą świadomością. To głodny duch, którego trzeba nakarmić. Ale tym razem ryżowe kulki mogą nie wystarczyć...


Czy ludzie żyjący nad rzeką w rozpadającym się baraku pracowniczym pragną nieosiągalnego? W książce Kevina Jareda Hoseina mieszkańcy małej wioski, niczym tytułowe głodne duchy, wiecznie spragnione i nienasycone, poszukują dobrobytu, awansu społecznego, poczucia spełnienia i lepszego życia. Akcja rozgrywa się w latach 40. ubiegłego wieku na karaibskiej wyspie. To właśnie tam, na Trynidadzie, gdzie wciąż rozbrzmiewa kolonialne echo, wśród podziałów i przemocy splatają się ze sobą losy dwóch rodzin – biednych Saroopów i bogatych Changoorów. 

Jest wiele elementów, które urzekły mnie w książce Hoseina. Przede wszystkim sceneria – autentyczna, hipnotyzująco piękna, ale i niebezpieczna, stworzona z liryzmem i dbałością o detale. "Głodne duchy" są silnie osadzone w czasie i miejscu. Hosein ożywia dawny Trynidad – florę i faunę, warunki życia, wierzenia, tradycje i kulturę, a także religijną różnorodność wyspy, podziały klasowe i nierówności społeczne. Zachwycają opisy natury, jej związek z ludzkim losem, emocjami i duchowością. Powieść ma w sobie psychologiczną głębię i złożoność, autentyzm i prozatorską intensywność – jest duszna, niepokojąca, a momentami brutalna i druzgocąca. Hosein doskonale połączył kontekst kulturowy i społeczny z indywidualnymi, osobistymi zmaganiami. Książka uświadamia, jak bieda, uprzedzenia oraz konflikty religijne i klasowe wpływają na życie ludzi – relacje rodzinne, zdrowie psychiczne, moralność i decyzje. W "Głodnych duchach" autor zagłębia się w tematy straty, międzypokoleniowej traumy i przemocy, nieuchronności losu, dorastania, żalu, zdrady, zbrodni i kary. Historia zaczyna się tajemniczym zniknięciem, a kończy wielką tragedią – napięcie stopniowo narasta, a seria dramatycznych wydarzeń na zawsze odmienia niewielką społeczność i życie dwóch rodzin.


"Głodne duchy" to pola ryżowe i plantacje trzciny cukrowej, ubrania ze starych worków na mąkę i zimne klepiska zamiast podłogi. To ziemia w kolorze ochry, różowe serca kaladium i liście chlebowca, palące słońce i ulewny deszcz. To smak kulek ryżowych i herbaty imbirowej, ołtarzyki modlitewne, lufa rewolweru i sterta płonących liści palmowych. Pięknie napisana i poruszająca powieść – druzgocący dramat rodzinny. O mroku, który czai się w ludzkich sercach. O złudnych marzeniach, pułapce pożądania i pragnień, ciężarze straty i przeszłości. O głodnych duchach, których być może nie sposób nakarmić.

Świetna proza i inna perspektywa kulturowa. Polecam.






















• współpraca barterowa • Wydawnictwo Czarne •

Tytuł oryginalny: Hungry Ghosts
Przekład: Zofia Szachnowska-Olesiejuk
Wydawnictwo: Czarne
Data wydania: 2 lipca 2025
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 520
Moja ocena: 5/6

22.6.25

"Muzyka dla duchów" – An Yu (przekład Karolina Iwaszkiewicz)

"Muzyka dla duchów" – An Yu (przekład Karolina Iwaszkiewicz)
Niezrealizowane marzenia... Każdy z nas takie ma. Trzydziestoletnia Song Yan chciała spełnić oczekiwania swojej rodziny – podążyć śladami ojca, utalentowanego pianisty. W świecie muzyki spędziła niemal całe dotychczasowe życie. Napędzały ją upór, młodzieńcza energia i presja. Ale pewnego dnia, na recitalu dyplomowym, jej palce zaczęły niezdarnie potykać się na klawiszach instrumentu – nie nadążały za nutami ćwiczonymi przez lata. Song Yan porzuciła plany wielkiej kariery. Została nauczycielką gry na fortepianie – a w głębi serca – niespełnioną pianistką.


An Yu opowiada o młodej kobiecie, mieszkance Pekinu, uwięzionej w pułapce samotności, straty, zawiedzionych oczekiwań i zmarnowanych szans. Kobiecie, która próbuje dopasować się do społecznych wzorców, ale doświadcza dysonansu i napięcia, a wkrótce również kryzysu tożsamości. Historia zaczyna się dość osobliwie: sen o pomieszczeniu, z którego nie można uciec; zapach piżma; wilgoć oblepiająca ciało; cichy głos w ciemności; i mały, pomarańczowy grzyb wyrastający spomiędzy desek w podłodze. W życiu Song Yan zaczynają dziać się dziwne rzeczy. Wkrótce na jaw wychodzą długo skrywane rodzinne sekrety, a intymny świat młodej kobiety staje się coraz bardziej surrealistyczny. Grzyb przemawiający ludzkim głosem, zaginiony mężczyzna i opuszczony hutong zmuszają Song Yan do konfrontacji z własnymi demonami – lękiem, stratą, tłumionym gniewem i żalem.

An Yu trafnie przedstawia różne odcienie samotności i poczucia wyobcowania. Z przenikliwością podejmuje kwestie dotyczące rodzinnych relacji, rozpadu małżeństwa, feminizmu, presji i tradycyjnych ról kobiecych. Subtelnie splata ze sobą różne elementy – muzykę i życie, przeszłość i teraźniejszość, jawę i sen, pęd wielkiego miasta i intymność świata wewnętrznego, ciszę pustego mieszkania i dźwięki sonaty Debussy’ego. Dzięki temu powieść jest interesująca i wielowarstwowa, przemawia do wyobraźni i zmysłów. An Yu wykorzystuje magiczny realizm – sny, grzyby i duchy – by opowiedzieć o czymś ważnym; by poruszyć, dotknąć głębszych uczuć i refleksji. Zachwyciła mnie jej oszczędna, precyzyjna proza i cudownie niepokojąca atmosfera, którą stworzyła – czuć wyraźnie coś dusznego, tajemniczego i dziwnego, ale jednocześnie bardzo bliskiego (pod tym względem przypomina mi nieco klimat książek japońskich pisarek Yoko Ogawy i Hiroko Oyamady).

"A ja przyznałam sama przed sobą, że wróciłam tu nie z ciekawości, nie dla muzyki, nie ze szlachetności ani z dobroci. Ciągnęło mnie do niego, bo też miałam w sobie pustkę"


"Muzyka dla duchów" to hipnotyzująca, klaustrofobiczna powieść podszyta melancholią, zawieszona między światem materialnym a duchowym. O traumach i żalu, które nosimy w sobie; wyboistej drodze do poznania samego siebie; próbie nadania sensu swojemu istnieniu; testowaniu i przesuwaniu granic wolności i niezależności, by móc stworzyć dla siebie nowe życie.

Literacka symfonia pod pekińskim niebem. Historia wyłaniająca się z muzyki i ciemności. Odrobina surrealizmu, smutku i nadziei, trochę rodzinnego dramatu i osobistych zmagań. Osobliwa. Urzekająca.
























• współpraca barterowa • Wydawnictwo Czarne •

Tytuł oryginalny: Ghost Music
Przekład: Karolina Iwaszkiewicz
Wydawnictwo: Czarne
Data wydania: 11 czerwca 2025
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 224
Moja ocena: 5/6

13.5.25

"Życie zewnętrzne" – Annie Ernaux (przekład Anastazja Dwulit)

"Życie zewnętrzne" – Annie Ernaux (przekład Anastazja Dwulit)
Graffiti na parkingowym murze, a u stóp rozbita butelka po coca-coli. Na peronie dworca oddalające się światła w oknach przejeżdżających pociągów. Supermarket, który z zewnątrz wygląda jak szklana katedra. Człowiek na wózku w kolejce do kasy, kobieta czytająca harlequina, strajkujący kolejarze, dzieci z rozpostartymi ramionami kręcące się w kółko, starsza pani z pieskiem na smyczy. Kakofonia dźwięków, zapachów i obrazów.


"Życie zewnętrzne" składa się z trzech części – "Dziennik zewnętrzny", "Życie nieosobiste" i "Spójrz na te światła, kochanie" – i zawiera w sobie krótkie teksty w formie luźnych zapisków z dziennika opatrzonych datą. Annie Ernaux ożywia francuskie realia od lat 80. i 90 XX wieku aż po niedaleką przeszłość. Opisuje sceny, słowa i gesty, z pozoru błahe, nieistotne momenty z codziennego życia, które wypełniają ludzką egzystencję. Przemierza miejską przestrzeń – ulice, place, stacje metra, dworce, poczekalnie, małe sklepy, supermarkety i galerie handlowe. Wsłuchuje się w audycje radiowe i anonimowe rozmowy, przegląda gazety i magazyny, chłonie telewizyjne reportaże. Obserwuje uważnie podczas przypadkowych spotkań i podróży pociągiem; gdy pcha wózek z zakupami i stoi w kolejce do kasy; gdy spaceruje po osiedlach i parkach. Annie Ernaux podejmuje próbę uchwycenia otaczającego ją świata – niczym fotografka, tyle że zamiast aparatu trzyma w dłoniach długopis i notatnik. Z trafnych, krótkich spostrzeżeń autorki wyłania się obraz tytułowego życia zewnętrznego – a w jego drobnych szczegółach – realia epoki, oznaki przemian społecznych oraz prawda o nas samych. Co ciekawe ta książka jako całość pozostawia niedosyt (daje wrażenie czegoś niedopracowanego, zaledwie szkicu), ale w poszczególnych jej fragmentach (chaotycznych i przypadkowych migawkach) kryje się zaskakująco wiele o świecie, życiu, nas samych oraz o tematach wciąż ważnych i aktualnych mimo upływu lat (nierówności społeczne i ekonomiczne, konsumpcjonizm, seksizm, rasizm, wojna, polityka, popkultura). Podoba mi się styl pisania Ernaux oraz perspektywa społeczna (uchwycenie niuansów i sprzeczności, miejskiej samotności, wyobcowania i iluzorycznej bliskości). Jak wskazuje tytuł, ta książka nie ma w sobie intymności, aspektu osobistego (przynajmniej nie na pierwszy rzut oka) i nie wywołuje emocji jak czyni to autofikcja. Ale to wciąż interesująca lektura. Zachęca do uważności, uświadamia, że drobne detale mają znaczenie; że nasze "ja" ujawnia się w interakcjach z innymi; że ludzie, których codziennie mijamy – ta kobieta czytająca książkę w metrze, bezdomny na peronie, mała dziewczynka na huśtawce czy mężczyzna układający towar na sklepowych półkach – również stanowią część naszego życia. Bo jak twierdzi Ernaux, "to inni, anonimowi ludzie, budząc w nas zainteresowanie, gniew lub wstyd, ożywiają naszą pamięć i pozwalają nam odkryć prawdę o nas samych", lepiej zrozumieć siebie poprzez bycie uważnym na otaczający nas świat. 


Książka o prawdziwych ludziach i ich prawdziwym życiu – rzeczywistość widziana oczami Annie Ernaux, drobne chwile ocalone przed zapomnieniem.




























• współpraca barterowa • Wydawnictwo Czarne •

Tytuł oryginalny: Journal du dehors; La vie extérieure; Regarde les lumières mon amour
Przekład: Anastazja Dwulit
Wydawnictwo: Czarne
Data wydania: 16 kwietnia 2025
Oprawa: twarda
Liczba stron: 224
Moja ocena: 4,5/6

6.4.25

"Do czysta" – Alia Trabucco Zerán (przekład Tomasz Pindel)

"Do czysta" – Alia Trabucco Zerán (przekład Tomasz Pindel)
Skarpetki czarne od brudu, poplamione koszule, naczynia w zlewie kuchennym, kłęby kurzu na podłodze. Kobieta, która ciągle udaje. Mężczyzna, który ciągle pracuje. Mała dziewczynka, ich córka, ciągle nieszczęśliwa. I wielka tragedia – finał, który w książce Trabucco Zerán stanowi początek. Wypadek, samobójstwo czy morderstwo? Czterdziestoletnia Estela García zna prawdę – i ujawni ją, ale na własnych zasadach.


"Do czysta" to historia zamożnej rodziny i ich pomocy domowej – kobiety, która opuściła chilijską wieś i podjęła pracę w Santiago. To historia cichego dramatu za zamkniętymi drzwiami, gry pozorów, tlącego się gniewu, monotonii i braku wolności – koszmaru, z którego nie sposób się wybudzić. Alia Trabucco Zerán za pomocą narracji doskonale wywołuje napięcie. Powieść jest duszna, klaustrofobiczna i psychologicznie gęsta – niesie czytelnika swoim mrocznym vibe'm. Prozatorski noir czai się w zwykłej codzienności, w prostych czynnościach, pozornie banalnych zdarzeniach, w gestach, spojrzeniach, słowach i w tym, co niewypowiedziane. Autorka zderza ze sobą światy bogactwa i biedy, miasta i wsi – i z jednej, osobistej historii tworzy ważną, uniwersalną opowieść społeczną – o różnicach klasowych, których nie sposób pokonać; o próbie przetrwania w nieprzyjaznym, podzielonym świecie pełnym jawnych i ukrytych napięć, konfliktów i nierówności. Poprzez zmagania Esteli, pomocy domowej, i dramat rozgrywający się w czterech ścianach domu, Alia Trabucco Zerán oddaje głos ludziom, których nikt nie chce słuchać; którzy pozostają w cieniu, niewidzialni; którzy są marginalizowani, wykorzystywani i upokarzani. I ten głos w powieści wybrzmiewa z mocą, szczerością i determinacją. "Do czysta" to trafny komentarz na temat władzy, pieniędzy, hierarchii, zaufania, uprzedzeń. Samotność i wyobcowanie wydają się niemal namacalne, gdy Estela miota się w sprzecznych uczuciach – tęsknocie, odrazie, współczuciu i przywiązaniu do swoich pracodawców. Trabucco Zerán wspaniale uchwyciła niuanse.


Powieść wielowarstwowa, psychologicznie złożona, intensywna i niepokojąca – z suspensem i ciekawym studium charakteru. Powieść, która obnaża podziały społeczne i bada kwestie wolności, przemocy i wyobcowania w intymny, bezkompromisowy sposób. Fascynująca!





























• współpraca barterowa • Wydawnictwo Czarne •

Tytuł oryginalny: Limpia
Przekład: Tomasz Pindel
Wydawnictwo: Czarne
Data wydania: 5 marca 2025
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 254
Moja ocena: 5/6

24.2.25

"Moje zmory" – Gwendoline Riley (przekład Maciej Stroiński)

"Moje zmory" – Gwendoline Riley (przekład Maciej Stroiński)
Bohaterkę książki Gwendoline Riley prześladuje przeszłość. Bridget jest córką rozwiedzionych rodziców. I mimo że jej ojciec nie żyje od kilku lat, a z matką widuje się raz w roku, wciąż nie potrafi wyjść z cienia bolesnych wspomnień i niszczących schematów – traumy dzieciństwa i dorastania.


Powieść Gwendoline Riley na pierwszy rzut oka wydaje się niepozorna – krótka, kompaktowa, utkana wokół dialogów i postaci – jednak w środku kryje się precyzyjna proza i poruszająca, przenikliwa opowieść o demonach przeszłości i zerwanych więziach. Riley, na zaledwie 200 stronach, stworzyła złożone studium zawiłych relacji matki i córki – dwóch dorosłych kobiet, które, choć desperacko pragną bliskości i zrozumienia, nie potrafią odnaleźć do siebie drogi. Antidotum na frustrację, tłumiony żal i lęki staje się dla nich oddalenie – fizyczne i emocjonalne. Zmuszone przez okoliczności podejmują jednak próbę przełamania schematów. Powraca widmo narcystycznego ojca (cóż za irytująca postać!) i zdystansowanej matki, która zawsze pragnęła od życia czegoś więcej, a otrzymywała rozczarowanie i samotność. Gwendoline Riley wspaniale buduje psychologiczne napięcie i odmalowuje niuanse relacji w prostych scenach i niepozornych dialogach – tworzy przenikliwy kontekst dla skomplikowanej więzi matki i córki. "Moje zmory" to bolesne zawieszenie między przeszłością a teraźniejszością; własnym "ja" a rodziną; ucieczką, oddaleniem i samotnością a pragnieniem bliskości; miłością a żalem, małostkowością i frustracją. Riley przełamuje smutek odrobiną czułości, melancholii i gorzkiego, angielskiego humoru. Każda wymiana zdań w tej powieści ma znaczenie, bo stopniowo ujawnia złożoność rodzinnej dynamiki i skalę nieszczęścia. Ostatecznie jednak powieść nie przynosi emocjonalnego katharsis – od początku do końca pozostaje mocno realistyczna, głęboko ludzka, a dzięki temu jeszcze bardziej skłaniająca do refleksji.


Gwendoline Riley opowiada historię – i robi to naprawdę dobrze, w intymnej, skondensowanej formie. Pisze o tytułowych zmorach – wewnętrznych konfliktach i słabościach, rozczarowaniach, skomplikowanych relacjach rodzinnych i ciężarze przeszłości. O tym, jak zawodzą nas słowa; jak kruche jest życie; jak trudno naprawić więzi i uwolnić się ze spirali żalu, urazy i smutku – bo czasami to, co powinno zbliżać, rozdziela.





















• współpraca barterowa • Wydawnictwo Czarne •

Tytuł oryginalny: My Phantoms
Przekład: Maciej Stroiński
Wydawnictwo: Czarne
Data wydania: 5 lutego 2025
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 216
Moja ocena: 4,5/6

5.2.25

"Wszystkie moje rewolucje" – Négar Djavadi (przekład Katarzyna Marczewska)

"Wszystkie moje rewolucje" – Négar Djavadi (przekład Katarzyna Marczewska)
"Stałam się kimś innym, chyba jak wszyscy, którzy opuścili swój kraj. Kimś, kto przełożył sam siebie na inne kody kulturowe. Najpierw po to, by przeżyć, potem, by prócz przeżycia zbudować sobie przyszłość"

Négar Djavadi przedstawia historię współczesnej nomadki, która musiała porzucić ojczyznę, krewnych i swoje dawne życie i zbudować siebie od nowa w obcym kraju. Powieść zaczyna się w paryskiej klinice niepłodności, gdzie Kimja Sadr, dwudziestopięcioletnia Iranka, oczekuje na zabieg in vitro. Skąpany w bladym świetle korytarz i powietrze przesiąknięte mieszanką napięcia, niepokoju i ekscytacji z czasem ustępują miejsca fali wspomnień, gdy kobieta zaczyna snuć historię swojego życia i rodu Sadr – od mieszkającego w Mazandaranie u podnóża gór Elburs pradziadka i jego pięćdziesięciu dwóch żon, przez wróżącą z fusów ormiańską babcię, działających w opozycji rodziców i dwie starsze siostry, burzliwe narodziny, dzieciństwo w zmieniającym się Iranie, aż po ucieczkę z kraju i niełatwe początki we Francji. "Wszystkie moje rewolucje" to wielopokoleniowa kronika jednej rodziny rozdartej między Iranem i Francją oraz intymna opowieść o wygnaniu, imigracji, pamięci i tożsamości. Narracja meandruje między przeszłością i teraźniejszością, nieco chaotycznie, kalejdoskopowo – niczym monolog utkany ze wspomnień, refleksji i osobistych przeżyć. Czuć w tej powieści autobiograficzną nutę, szczególnie, gdy autorka pochyla się nad doświadczeniami imigracji (interesujący jest punkt widzenia Iranki mieszkającej w Paryżu, spotkanie Wschodu i Zachodu, zmagania, oczekiwania i nadzieje, gorycz rozczarowań – bo imigracja zmieniła dynamikę rodziny, relacje, wiązała się z żałobą, poczuciem żalu i tęsknoty). Négar Djavadi wspaniale zakorzeniła tekst w historii, kulturze i polityce Iranu. Osobiste przeżycia bohaterki – dorastanie, wykorzenienie, trauma, bunt, miłość i seksualność – zawsze splatają się z irańskim dziedzictwem, rodziną, pochodzeniem. Widać, jak ogromny wpływ na losy Kimji miały zmiany polityczne i rewolucja w Iranie, opozycyjna działalność rodziców-intelektualistów, represje i ucieczka z kraju. Jej zmagania wydają się niemal namacalne – autentyczne i poruszające. Postać Kimji może szczególnie mocno rezonować z czytelnikami, którzy, tak jak i ona, znajdowali się lub znajdują na rozdrożu – gdzieś na styku kultur, tożsamości, w zagubieniu i poszukiwaniu. Co to znaczy być Iranką, gdy nie mieszka się w Iranie? Czy trzeby wyrzec się irańskiej tożsamości, by móc zbudować dla siebie życie w innym kraju? Narracja utrzymana jest w stylu pamiętnika, w intymnym, osobistym tonie, pełna spostrzeżeń i obserwacji. Négar Djavadi podejmuje wiele trudnych tematów – emocjonalny ciężar łagodzi odrobiną humoru, czułości i liryzmu. Dużo w tej powieści tragedii i smutku, ale też determinacji, miłości i nadziei – zawiłych ludzkich losów i skomplikowanych uczuć.


"Wszystkie moje rewolucje" to melancholia teherańskiej jesieni, beztroskie, letnie dni u rodziny w Mazandaranie, bułeczki sezamowe, ojciec pochylony nad kartką papieru, dźwięki punk rocka, opuszczone w pośpiechu mieszkanie i jedno słowo, które wstrząsa całym życiem. To splot rodzinnej sagi i irańskiego bildungsroman – opowieść o dziewczynie, która dorasta dźwigając ciężar rodzinnej i narodowej historii i o kobiecie szukającej siebie – swojej tożsamości, seksualności i miejsca w świecie. O poczuciu wyobcowania i wewnętrznym rozdarciu – próbie asymilacji z kulturą francuską kosztem irańskiego dziedzictwa. O determinacji, uporze i podążaniu własną ścieżką. 

Ciekawy i ważny głos w literaturze. Doceniam – za irańsko-francuski i rodzinny kontekst, wielowymiarową podróż głównej bohaterki i przenikliwość spojrzenia na kwestie związane z wyobcowaniem, imigracją, tożsamością i pamięcią. Warta uwagi.























• współpraca barterowa • Wydawnictwo Czarne •

Tytuł oryginalny: Désorientale
Przekład: Katarzyna Marczewska
Wydawnictwo: Czarne
Data wydania: 15 stycznia 2024
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 448
Moja ocena: 5/6

2.9.24

"Koszty życia" – Deborah Levy (przekład Anna Gralak)

"Koszty życia" – Deborah Levy (przekład Anna Gralak)
"Tamtej wiosny, gdy życie było bardzo trudne i toczyłam wojnę ze swoim losem, i po prostu nie wiedziałam, dokąd zmierzam, chyba najczęściej płakałam na ruchomych schodach na dworcach kolejowych"

Świat Deborah Levy, brytyjskiej pisarki, niespodziewanie rozpadł się na kawałki, gdy musiała zakończyć swoje małżeństwo i w wieku pięćdziesięciu lat zacząć od początku. Wraz z córkami przeprowadziła się do niewielkiego londyńskiego mieszkania – i zaczęła budować dla siebie nowe życie.


W autobiograficznej książce Deborah Levy fragmenty wspomnień, osobiste anegdoty i swobodne rozważania łączą się ze sobą w intymną i fascynującą podróż – przez życie, kobiecość, macierzyństwo i pisarstwo. Od dzieciństwa w pogrążonej w apartheidzie Republice Południowej Afryki, przez lata nastoletnie spędzone w Anglii, aż po doświadczenia dojrzałej kobiety mierzącej się z rozwodem, śmiercią matki i szukaniem swojego miejsca w świecie. "Koszty życia" to mała dziewczynka, która widzi, jak funkcjonariusze służby bezpieczeństwa zabierają jej ojca i której głos przez lata nie jest słyszalny. To nastolatka, która pisze na papierowych serwetkach w garkuchni obok dworca i która próbuje uczynić Anglię swoim domem, mimo poczucia wyobcowania. To pięćdziesięcioletnia kobieta, która przemierza londyńskie ulice na elektrycznym rowerze, gotuje dla swoich córek i przyjaciół, pisze w wynajętej ogrodowej szopie, czyta Annie Ernaux nad brzegiem Sekwany i wpatruje się w nocne niebo podczas pobytu na greckiej Hydrze.

Bo życie zawsze ma swoją cenę...

Deborah Levy ujęła mnie swoim humorem, wrażliwością, erudycją, ciekawością świata i ludzi oraz przenikliwością spojrzenia, bo potrafi w zwykłych rzeczach dostrzec coś niezwykłego. Jej trafne pytania i komentarze dotyczące codzienności, z pozoru nieistotnych detali, wspaniale splatają się z ważnymi tematami i głębszymi refleksjami. Bo "Koszty życia" to niewielka książka o wielkich sprawach – pisarstwie, macierzyństwie, żałobie i tożsamości. O dyskryminacji, drodze do autonomii i samopoznania oraz byciu kobietą – córką, żoną, matką i pisarką – próbie pogodzenia tych ról, stawaniu się tym, kim pragniemy być. Deborah Levy pisze o życiu – swoim, ale, w uniwersalnym wymiarze, również o życiu każdego z nas. Jest w tej historii coś inspirującego i pokrzepiającego – kobieca siła, radość z małych rzeczy, nadzieja, że jesteśmy w stanie pokonywać kryzysy i tworzyć dla siebie nowe życie, nowy dom. Że mówienie własnym głosem i wyznaczanie własnej ścieżki bywa procesem trudnym, żmudnym i "kosztownym", ale też ostatecznie niezwykle wyzwalającym. Czytając Levy, można poczuć się na tym wielkim świecie odrobinę mniej samotnym – choć przez krótką chwilę.


Błyskotliwa, autobiograficzna proza i kalejdoskopowy obraz życia kobiety w wieku dojrzałym. Uśmiechałam się, wzruszałam, chłonęłam literackie smaczki (Levy nawiązuje do twórczości m.in. Simone de Beauvoir, Jamesa Baldwina, Virginii Woolf, Emily Dickinson, Gertrude Stein). Przeczytałam z przyjemnością i polecam, warto.






















• współpraca barterowa • Wydawnictwo Czarne •

Tytuł oryginalny: Things I Don't Want to Know; The Cost of Living; Real Estate
Przekład: Anna Gralak
Wydawnictwo: Czarne
Data wydania: 21 sierpnia 2024
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 368
Moja ocena: 5/6

18.8.24

"Szwajcara" – Jen Beagin (przekład Kaja Gucio)

"Szwajcara" – Jen Beagin (przekład Kaja Gucio)
Cóż za osobliwa powieść! Ekscentryczna, hiperrealistyczna i absolutnie przedziwna. Akcja "Szwajcary" rozgrywa się w Hudson w stanie Nowy Jork, "rozplotkowanej dziurze, która roi się od ludzi odkrywających siebie na nowo – i w której wszyscy wiedzą o wszystkim". Czterdziestopięcioletnia Greta też lubi intymne sekrety, ale, w odróżnieniu od innych, musi zachowywać je dla siebie. Kobieta pracuje dla seksuologa – przepisuje notatki z sesji terapeutycznych. I niespodziewanie zakochuje się w jednej z jego klientek, dwudziestoośmioletniej Flavi, ginekolożce o szwajcarskich korzeniach. Tytułowa "Szwajcara" ma niski, donośny i nieco smutny głos, męża, dużego psa, traumę z przeszłości i nigdy jeszcze nie osiągnęła orgazmu. Przypadkowe spotkanie Grety i Flavi staje się początkiem czegoś nowego i ekscytującego...


Jen Beagin stworzyła seksualną i humorystyczną powieść podszytą mrocznym vibe'm. Dużo jest w "Szwajcarze" triggerujących wątków: samobójstwo, brutalne pobicie, stalking, zdrada, uzależnienie od narkotyków. Są pikantne, obrazowe sceny seksu i dialogi z erotycznym podtekstem. Są obsesje, pomyłki, zabawne i trudne momenty. Jen Beagin łączy elementy psychologicznego thrillera i seksualnej komedii – i doprawie je odrobiną groteski i absurdu (poppsychologia i new age, rozpadający się dom, psy, osiołki i pszczoły). Wykorzystuje też zapisy transkrypcji i retrospekcje z przeszłości. Ta mieszanka przybiera zaskakująco ciekawą formę – wszystko wydaje się szalenie osobliwe. Można powiedzieć, że "Szwajcara" to przedziwna powieść o przedziwnych, wadliwych ludziach – outsiderach, którzy błądzą, podejmują destrukcyjne decyzje, próbują utrzymać się na powierzchni mimo bałaganu w życiu osobistym, traum, tłumionych pragnień i niepowodzeń. Gretę i Flavię różni wiele, ale łączy seksualne przyciąganie, pragnienie wypełnienia pustki oraz trudne doświadczenie z przeszłości. Beagin nie definiuje ich jednak poprzez traumę – tworzy bezkompromisowe, złożone kobiece portrety (i w swojej niedoskonałości tak bardzo ludzkie) oraz kreśli dynamiczny obraz ich skomplikowanej relacji.


"Szwajcara" to opowieść o dysfunkcyjnych związkach, odkrywaniu siebie, seksualności i różnych sposobach radzenia sobie z traumą. O przeszłości, która jest w stanie dogonić nas w najmniej oczekiwanym momencie, głęboko ukrytym żalu oraz woli życia – mimo bolesnych doświadczeń. Powieść Beagin kipi queerowym i feministycznym vibe'm, współczesnym amerykańskim klimatem, humorem, seksem, kobiecością i traumą. Barwne postacie, prozatorska osobliwość i lekkość podszyta mrokiem cudownie napędzają historię (i dają intrygujące wrażenie dysonansu). Dawno nie czytałam czegoś w podobnej konwencji – jednocześnie zabawnego i smutnego, pikantnego, błyskotliwie cynicznego i niekomfortowego (a momentami nawet niesmacznego). Ciekawe literackie doświadczenie (coś dla fanów Melissy Broder i Mony Awad).




















• współpraca barterowa • Wydawnictwo Czarne •

Tytuł oryginalny: Big Swiss
Tłumaczenie: Kaja Gucio
Data wydania: 31 lipca 2024
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 480
Moja ocena: 4,5/6




29.5.24

"Kocham cię, ale wybieram ciemność" – Claire Vaye Watkins (przekład Kaja Gucio)

"Kocham cię, ale wybieram ciemność" – Claire Vaye Watkins (przekład Kaja Gucio)
"Mój problem polega na tym, że nie tęsknię za tobą"


Na okładce książki Claire Vaye Watkins można przeczytać, że to opowieść o kobiecie na skraju oraz furii, która popycha do działania. I rzeczywiście, Claire, powieściowe alter ego autorki, dociera do krytycznego momentu, w którym miłość nie jest już w stanie uciszyć demonów przeszłości, tłumionych latami pragnień i coraz większego poczucia rozczarowania. Szybko okazuje się, że wspomniana furia to jedynie maska – bo tak naprawdę kryje się pod nią rodzinna trauma, pęd do wolności i życia w zgodzie z samą sobą. Bohaterka książki Watkins już od pierwszych stron wzbudza ambiwalentne odczucia – empatię i zrozumienie wobec poporodowej depresji i trudów macierzyństwa; święty gniew i potępienie, bo kobieta-egoistka porzuca męża i kilkumiesięczną córkę. Watkins z brawurową szczerością przedstawia historię żony i matki, która kwestionuje tradycyjne spojrzenie na macierzyństwo i która otwarcie przyznaje, że nie odnajduje się w roli matki – a nie są to poglądy i wybory akceptowalne społecznie. Claire dosłownie ratuje się ucieczką i, by lepiej zrozumieć samą siebie, wraca do źródła – wyjeżdża w rodzinne strony. Napędza ją złość, żal i niekontrolowany smutek, ale nie poczucie winy. To właśnie tam, w Reno i na pustyni w Nevadzie, urzeczywistnia się w pełni tytułowa ciemność, którą Claire nosi w sobie. Ożywają też słodko-gorzkie wspomnienia – nieprzepracowanej żałoby za ojcem, członkiem "Rodziny" Charlesa Mansona, artystycznego ducha matki, jej uzależnień i autodestrukcji, silnej więzi z siostrą, dzieciństwa i dorastania w świecie pełnym biedy, narkotyków, seksu, pozornej swobody i wolności. "Kocham cię, ale wybieram ciemność" to proza z elementami autobiograficznymi, zadziorna, wstrząsająco szczera i bezkompromisowa, czasami wulgarna, ale zawsze przenikliwa, intensywna i czuła. Ujęła mnie odwaga, z jaką Watkins podejmuje tabu – portretuje alternatywną odsłonę macierzyństwa, bez osądzania i wymówek, ale z wyraźnym przedstawieniem konsekwencji podejmowanych wyborów (wyborów, z którymi jako czytelnik możemy się nie zgadzać, co stanowi wartość dodaną – bo powieść zmusza do konfrontacji z ambiwalencją uczuć, niejednoznacznością życia, człowieka i międzyludzkich relacji). Książka Watkins silnie osadzona jest w amerykańskich realiach. To palące słońce i grzechotniki na pustyni Mohave, głód miłości i wolności zaspokajany przygodnym seksem pod gwiazdami i narkotykowym hajem, oślepiający blask Las Vegas, atramentowe wody Lake Tahoe, tymczasowe prace, leki na receptę, mieszkanie w przyczepie i ludzie, którzy tracą kontrolę nad własnym życiem. Fascynuje amerykański vibe powieści, podobnie jak i przejmująca podróż bohaterki śladami przeszłości – zanurzenie w tęsknocie, żalu, stracie i przebaczeniu. W pokoleniowym bólu, spuściźnie trudnego dzieciństwa i dorastania. Watkins bardzo dobrze ukazuje zawiłości przyczyn i motywów, które stoją za jej życiowym kryzysem. Powieść ma epizodyczną strukturę – zmagania Claire dopełniają migawki z życia jej ojca oraz listy jej matki (choć to akurat słabszy element książki m.in. z uwagi na powtarzalność). Ciekawe jest spojrzenie Watkins nie tylko na macierzyństwo, ale też na znaczenie słowa dom i poczucie przynależności, depresję i kobiecość (szczególnie w kontekście wykluczających się tożsamości, wypełniania tradycyjnych ról i wyboru własnej drogi).


"Kocham cię, ale wybieram ciemność" to książka przejmująca, pełna mroku, nadziei i autodestrukcyjnego, bolesnego humoru, przełamująca schematy i tabu. To ucieczka wspólnie z bohaterką, opowieść o tęsknocie za innym życiem – odwadze, by podążać za głosem serca, nawet z narażeniem na potępienie, odrzucenie i brak zrozumienia. O konsekwencjach wyborów, samopoznaniu, pokoleniowym bólu, spuściźnie trudnego dzieciństwa. O innym obliczu macierzyństwa, granicach wolności i życiu, które może biec alternatywnymi ścieżkami.
Fascynująca!





























• współpraca barterowa • Wydawnictwo Czarne •


Tytuł oryginalny: I Love You but I've Chosen Darkness
Przekład: Kaja Gucio
Wydawnictwo: Czarne
Data wydania: 8 maja 2024
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 368
Moja ocena: 5/6

26.3.24

"Walentynka" – Elizabeth Wetmore (przekład Hanna Pasierska)

"Walentynka" – Elizabeth Wetmore (przekład Hanna Pasierska)
A gdyby to była twoja córka?

"Walentynka", debiutancka książka Elizabeth Wetmore, rozpoczyna się ludzkim dramatem. W lutową noc czternastoletnia dziewczyna zostaje brutalnie zgwałcona i pobita. W teksańskiej Odessie to nie pierwsza i nie ostatnia taka historia. Pojawiają się głosy, że Gloria, "ta mała Meksykanka", nie wyglądała wcale na czternaście lat i sama chętnie wsiadła do samochodu, a Strickland to przecież porządny, biały dzieciak z dobrej rodziny. Innego zdania jest Mary Rose, ciężarna młoda żona i matka. To właśnie na progu jej domu, szukając pomocy, stanęła tytułowa Walentynka. Mary Rose postanawia zeznawać w sądzie i w ten sposób zawalczyć w imieniu Glorii o sprawiedliwość. Jej decyzja spotyka się ze społecznym ostracyzmem.


W "Walentynce" Elizabeth Wetmore odmalowuje szczery i bezkompromisowy obraz amerykańskiego miasteczka lat 70. XX wieku w czasach naftowego boomu. To jałowa pustynia pod palącym teksańskim słońcem, smak kurzu i piasku, krajobraz pól naftowych, jadowite węże i skorpiony. To bezlitosny męski świat, w którym króluje mizoginia, seksizm i rasizm; w którym młode dziewczyny i kobiety mierzą się z upokorzeniem, lekceważeniem, przemocą i brakiem perspektyw. W teksańskiej Odessie niebezpieczeństwo czai się tuż obok, a sprawiedliwość ma twarz białego mężczyzny w dżinsach i kowbojkach. Brutalna napaść na tle seksualnym w "Walentynce" stanowi dramatyczne preludium – wprawia w ruch fabułę, by po chwili zejść na dalszy plan. Elizabeth Wetmore podąża inną literacką ścieżką – tworzy polifoniczną opowieść o teksańskich kobietach. W "Walentynce" splata się ze sobą kilka różnych głosów – intymne, indywidualne historie łączy milcząca wspólnota doświadczeń i dramat czternastoletniej Glorii. Jest Mary Rose, w której narasta słuszny gniew i niepokój o córkę. Jest Corrine, emerytowana nauczycielka, wdowa pogrążona w żałobie. Jest Debra Ann, dziewczynka opuszczona przez matkę. Są też inne mieszkanki Odessy – żony i córki robotników, rolników i nafciarzy. I jest Gloria – jej głos dopełnia narracyjny kalejdoskop. Nietypowa, patchworkowa konstrukcja powieści uwidacznia zarówno osobisty dramat i wewnętrzną walkę kobiet, jak i gorzką analizę społeczną – nierówności klasowe, dyskryminację płciową i rasową, przemoc seksualną, niesprawiedliwość i uprzedzenia. "Walentynka" w przejmujący sposób opowiada o traumie, macierzyństwie, żałobie, samotności, wątpliwościach moralnych i próbie przeciwstawienia się złu. O kobiecej sile i wsparciu w najtrudniejszych momentach. Proza Wetmore ma w sobie współczucie, frustrację i zrozumienie. "Walentynka" rozwija się subtelnie poprzez zbliżenie na kobiece doświadczenia, poprzez społeczne niuanse i psychologiczne portrety. Siła tej książki tkwi w niespiesznej, polifonicznej narracji, w jej cichej determinacji i szczerości, w walce o sprawiedliwość i rozdzierającym serce dramacie. Elizabeth Wetmore doskonale ożywia czas i miejsce, amerykański wycinek niełatwej rzeczywistości, a także emocje – współodczuwałam palący gniew, paraliżujący strach, mieszankę smutku, bezsilności i odwagi.


"Walentynka" konfrontuje z tym, co niewygodne, trudne i bolesne. To powieść na wskroś amerykańska, autentyczna, jednocześnie surowa i piękna. O tragedii zakorzenionej w podziałach, nierównościach i dyskryminacji. O traumie indywidualnej i zbiorowej, iskrze, która wznieca bunt oraz kobiecej sile i solidarności. Niepozorna powieść, która zaskakująco mocno ze mną rezonowała. Udany debiut i kawałek świetnej literatury, polecam.























* Współpraca barterowa z Wydawnictwem Czarne.

Tytuł oryginalny: Valentine
Przekład: Hanna Pasierska
Wydawnictwo: Czarne
Data wydania: 6 marca 2024
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 368
Moja ocena: 5/6

8.2.24

"Biuro Przeczuć. Historia psychiatry, który chciał przewidzieć przyszłość" – Sam Knight (przekład Agnieszka Wilga)

"Biuro Przeczuć. Historia psychiatry, który chciał przewidzieć przyszłość" – Sam Knight (przekład Agnieszka Wilga)
Kobieta, która przebudziła się z uczuciem duszności i z wrażeniem, że walą się na nią ściany. Chłopiec, który wykonał rysunek katastrofy na dzień przed tym, jak sam w niej zginął. Pacjentka szpitala czująca zapach dymu na kilka dni przed pożarem. Spóźnienie na autobus, dłuższa rozmowa, wybranie innej drogi – drobiazgi, które potrafią zdecydować o życiu lub śmierci. Prorocze sny, sugestywne wizje na jawie, przypadki jasnowidzenia i telepatii... Przeczucia? A może zbieg okoliczności, splot zdarzeń, nadinterpretacja, widzenie znaków tam, gdzie ich nie ma, bujna wyobraźnia?


Historia tytułowego Biura Przeczuć rozpoczyna się w październiku 1966 roku. To właśnie wtedy miała miejsce jedna z największych tragedii w historii Wielkiej Brytanii – w walijskim miasteczku Aberfan osunęła się część hałdy węglowej i pogrzebała żywcem 144 osoby, w tym 116 dzieci. Wśród lekarzy, którzy pojawili się na miejscu zdarzenia, był psychiatra John Barker. Mężczyzna prowadził badania dotyczące nagłych zgonów na skutek strachu. Po wysłuchaniu w Aberfan relacji mieszkańców na temat rzekomych wizji zbliżającej się katastrofy, postanowił powołać do życia tzw. Biuro Przeczuć – gromadzić opisy wizji, snów i przeczuć, porównywać je z bieżącymi wydarzeniami i w ten sposób opracować system, dzięki któremu będzie można nie tylko przewidzieć katastrofy i wypadki, ale też im zapobiec.

Reportaż Sama Knighta, dziennikarza "New Yorkera", zbudowany jest wokół postaci Johna Barkera, idei i działalności Biura Przeczuć oraz ludzi związanych z projektem badawczym – lekarzy, dziennikarzy, autorów wizji i przewidywań. Na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że to historia jakich wiele – ot, kolejny sensacyjny tekst o lekarzu-szarlatanie, ezoteryce i nieprawdopodobnych zdarzeniach. Jednak nic bardziej mylnego. "Biuro Przeczuć" to reportaż wnikliwy i wyważony – poważne rozważania na poważny, choć bez wątpienia dość nietypowy i oryginalny temat. Knight zaskakująco dobrze połączył ze sobą wiele różnych wątków, bo działalność Johna Barkera i Biura Przeczuć staje się punktem wyjścia do rozważań na temat psychologii, meandrów ludzkiego umysłu oraz roli przypadku w naszym życiu. W reportażu Knighta indywidualne historie przeczuć i wizji zostają powiązane z konkretnymi wydarzeniami, m.in. wspomnianą już tragedią w Aberfan. Prywatne życie, zawodowa i naukowa działalność Johna Barkera splatają się z kolei z opisem brytyjskiej psychiatrii lat 60. ubiegłego wieku (m.in. realia leczenia szpitalnego, ówczesny stan wiedzy i trendy w badaniach), a ludzkie przeczucia z rozważaniami na temat parapsychologii, niewyjaśnionych zdarzeń i funkcjonowania mózgu (m.in. ciekawe fragmenty poświęcone efektowi placebo i nocebo). Sam Knight pozostaje obiektywny – nie ocenia i nie dokonuje interpretacji w kategoriach racjonalne/nieracjonalne. Dobrze syntezuje wątki i prowadzi opowieść w fascynujący, wnikliwy sposób.


Czy istnieje coś takiego jak "syndrom przedkatastrofalny"? Czy przebłyski przyszłości mogą być formą jasnowidztwa lub telepatii? Czy strach rzeczywiście może zabić? Czy myślenie może działać jak samospełniająca się przepowiednia? Bez względu na to czy wierzymy w przeczucia, zjawiska paranormalne i parapsychologię, czy też nie, podczas czytania reportażu Knighta można poczuć dreszcz niepokoju, nutę niepewności. Ta publikacja uświadamia, że zdolność do przeczuć nie jest czymś niespotykanym i rzadkim. I że ludzki mózg niejednokrotnie potrafi zaskoczyć.

Ciekawy i przystępny reportaż. Przeczytałam z zainteresowaniem.


























* Współpraca barterowa z Wydawnictwem Czarne.

Tytuł oryginalny: The Premonitions Bureau: A True Account of Death Foretold
Przekład: Agnieszka Wilga
Wydawnictwo: Czarne
Data wydania: 31 stycznia 2024
Oprawa: twarda
Liczba stron: 216
Moja ocena: 4,5/6


25.11.23

"Przez błękitne pola" – Claire Keegan (przekład Dariusz Żukowski)

"Przez błękitne pola" – Claire Keegan (przekład Dariusz Żukowski)
Szyby pokryte solą. Powietrze przesycone zapachem oceanu i glonów. Mewy krążące pod niespokojnymi chmurami. Liście jarzębiny drżące w wilgotnej bryzie. Źdźbła słomy zaplątane pod mankietami. Ciepło tlącego się płomienia. Wrzos porastający mokradła... 


Claire Keegan ma niezwykły talent w literackim ożywianiu miejsc. Miałam wrażenie, że to ja jestem pisarką, która stoi na krawędzi klifu, spogląda na spienione fale i czuje na twarzy podmuchy zimnego wiatru. Miałam wrażenie, że to ja jestem księdzem, który przemierzając nocą wrzosowiska, próbuje zapomnieć o ukochanej kobiecie i ponownie zbliżyć się do Boga. Miałam wrażenie, że to ja jestem nieszczęśliwą mężatką wpatrującą się ponurym wzrokiem w chmurne niebo i ziemniaczane pola. Albo porywczym sierżantem IRA szukającym pocieszenia w bochenku chleba i tuzinie pomarańczy. W ośmiu opowiadaniach Claire Keegan swoją precyzyjną, oszczędną prozą pobudza wyobraźnię i emocje – tworzy głęboko sugestywne historie o zwykłych ludziach, kobietach, mężczyznach i dzieciach Irlandii, ich surowym życiu na wsi i w małych miasteczkach, folklorze, majestacie i dzikości przyrody. Z przenikliwością, skupiając się na detalach, zagląda do ludzkich serc i oferuje niebanalne spojrzenie na intymne i jednocześnie uniwersalne kwestie. Od zakazanej miłości i nieszczęśliwych małżonków, przez uzależnienia, mizoginię, tożsamość płciową, kazirodztwo, aż po wiarę, żałobę i samotność. Bohaterowie opowiadań Keegan stoją w obliczu trudnych życiowych wyborów, mierzą się z wyobcowaniem i poczuciem pustki, tkwią w zawieszeniu między przeszłością, teraźniejszością i przyszłością, przygnieceni trudami codzienności, goryczą rozczarowań i niepewnością jutra. Keegan wspaniale zdołała uchwycić niuanse emocji, złożoność relacji i zachowań. W jej prozie czuć wyraźnie melancholię i tęsknotę – za miłością, akceptacją, szczęściem i spełnieniem. Każde opowiadanie jest na swój sposób wyjątkowe. Ostatnie, zatytułowane "Noc jarzębin", urzekło mnie szczególnie – pokochałam za magiczny realizm i irlandzkie przesądy, gotycką atmosferę i odrobinę humoru. Zaskakujące, jak wiele smutku i refleksji była w stanie zawrzeć Keegan w tej niewielkiej książce. Nie sposób nie docenić też subtelności, z jaką nawiązuje do ludowości, naturalizmu, irlandzkiej tożsamości, kultury katolickiej i plebejskiej. Irlandia, mglista, piękna, nieujarzmiona i skomplikowana, spaja niewidzialną klamrą wszystkie opowiadania – odbija się w nich echo tragizmu doświadczeń, samotnego żywotu i kruchości istnienia.


"Przez większą część dorosłości przebywa się w mroku"

"Przez błękitne pola" to urzekająca proza dotykająca istoty ludzkiej natury, uczuć i egzystencji. Proza, która nadaje siłę krótkiej formie. Czytanie Keegan po raz kolejny sprawiło mi ogromną przyjemność. Takie antologie warto polecać. 






















* Współpraca barterowa z Wydawnictwem Czarne.

Tytuł oryginalny: Walk the Blue Fields
Przekład: Dariusz Żukowski
Wydawnictwo: Czarne
Data wydania: 2 listopada 2023
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 208
Moja ocena: 5/6

27.10.23

"Nigdy nie byłaś Żydówką" – Anna Bikont

"Nigdy nie byłaś Żydówką" – Anna Bikont
Elżunia dała swoim rodzicom obietnicę: nigdy nikomu nie przyzna się, że jest Żydówką. Dziewczynka żyła w ciągłym strachu, że ktoś odkryje jej tajemnicę. A bycie Żydem oznaczało śmierć. Blima przeżyła, ale została zupełnie sama – straciła całą rodzinę. Janka w najtrudniejszych chwilach spisywała swoje wspomnienia i tworzyła wiersze – i może dzięki temu była w stanie wyjść z cienia wojennej traumy. Dorka ukrywała się z rodziną w lasach wokół wsi Strzegom. Głód, strach i śmierć stały się jej codziennością. I przez całe późniejsze życie zmagała się z tym, o czym próbowała zapomnieć. Małka latami czuła się rozdarta – miała w sobie i Żydówkę, i Polkę. I nigdy nie opuścił jej strach. Irena wyemigrowała z Polski do USA, ale nie odnalazła tam obiecanego jej szczęścia i spokoju. Nie ustała też tęsknota i powojenne poczucie straty.


"Nigdy nie byłaś Żydówką" to sześć indywidualnych historii – opowieści kobiet, które w dzieciństwie przeżyły Holocaust. Ich losy, choć potoczyły się inaczej, łączy ciężar wojennej traumy. Każda z nich doświadczyła koszmaru straty, głodu, lęku, samotności, upokorzenia i tułaczki. I każda z nich próbowała na swój własny sposób poradzić sobie z bolesną przeszłością. Anna Bikont kreśli intymne kobiece portrety – złożone studium człowieka. To historie brutalnie przerwanego dzieciństwa, dramatycznej walki o przetrwanie, ratowania i bycia ratowanym, pozostawania w ukryciu, na łasce i niełasce obcych ludzi. Przejmujący jest obraz sytuacji, w której znalazła się ludność żydowska. Wspomnienia bohaterek reportażu rzucają światło na niełatwe polsko-żydowskie relacje – bo każda z nich na swojej drodze spotkała dobrych ludzi, którzy bezinteresownie pomagali, a także tych podłych, ogarniętych nienawiścią, chciwością i antysemityzmem, którzy mordowali, szantażowali i donosili. Jedną z ciekawszych i ważniejszych kwestii, które porusza książka Anny Bikonkt jest wpływ wojennych doświadczeń na późniejsze losy ocalałych. "Nigdy nie byłaś Żydówką" to opowieść o lęku i poczuciu wstydu wobec przeszłości i pochodzenia, emocjonalnej pustce i samotności, roztrzaskanej tożsamości (i wyrzeczeniu się jej w celu przetrwania), wewnętrznej sile i walce o "normalność". O smutku skrywanym pod maską radości, poczuciu osierocenia, nieukojonej tęsknocie za bliskimi, brutalnie przerwanym i utraconym dzieciństwie, braku zrozumienia wobec doświadczonego cierpienia. O roli pamięci, poszukiwaniu korzeni i odkrywaniu własnego "ja". Wiele istotnych rzeczy można odczytać w zrekonstruowanych życiorysach, ale jeszcze więcej kryje się między wersami. Anna Bikont pozostaje w cieniu – oddaje głos bohaterkom reportażu i ten głos mocno wybrzmiewa. Z pewnością niełatwo było im wrócić wspomnieniami do bolesnych doświadczeń. Czuć jednak wyraźnie złożoność i ciężar ich historii.


"Dokąd idzie, wiedziała. Ale skąd idzie – to musi dopiero wymyślić. Musi wymyślić całe swoje życie i tak, aby każdy uwierzył"

Reportaż Anny Bikont przypomina, jak ważna (również w kontekście polsko-żydowskich relacji) jest konfrontacja z prawdą. Że pielęgnowanie mitów, wyparcie i utwierdzanie w milczeniu prowadzą donikąd. Pokazuje też, co oznacza żyć w cieniu wojennej traumy, być dzieckiem ocalonym – ze wszystkimi konsekwencjami. "Nigdy nie byłaś Żydówką" pozostawia czytelnika z bagażem dylematów i przemyśleń, z wieloma odcieniami szarości.

Sześć poruszających historii. Literatura faktu warta polecenia, szczególnie jeżeli interesuje was tematyka wojenna.




















* Współpraca barterowa z Wydawnictwem Czarne.

Data wydania: 18 października 2023
Wydawnictwo: Czarne
Oprawa: twarda
Liczba stron: 248



12.10.23

"Ciałko. Hiszpania kradnie swoje dzieci" – Katarzyna Kobylarczyk

"Ciałko. Hiszpania kradnie swoje dzieci" – Katarzyna Kobylarczyk
Hijos falsos. Bebés robados. Fałszywe dzieci. Ukradzione dzieci.

Szacuje się, że w Hiszpanii w latach 1950-1990 nawet 300 tysięcy dzieci stało się ofiarami kradzieży, nielegalnej adopcji i fałszowania tożsamości. Coś, co początkowo było represją polityczną, zamieniło się w lukratywny biznes i systemowy proceder. W czasie wojny domowej i po jej zakończeniu reżim frankistowski odbierał dzieci przeciwnikom dyktatury, zwolennikom republiki, działaczom lewicy i osobom uznanym za niemoralne, m.in. więźniarkom politycznym. Dzieci te z założenia miały trafić do "wzorowej" rodziny i być wychowywane zgodnie z obowiązującą ideologią i religią katolicką. Z czasem procederem zaczęto obejmować nie tylko przeciwników politycznych, ale też przypadkowe rodziny, głównie gorzej sytuowane, a także samotne matki. Dziecko można było kupić za pieniądze lub "dostać w prezencie", a w transakcjach pośredniczyły instytucje państwowe i kościelne (lekarze, pielęgniarki, zakonnice, księża, urzędnicy, grabarze). Kobietom, które urodziły, mówiono, że ich dziecko zmarło. Odmawiano pokazania ciała i oddania zwłok do pogrzebania. Zdarzało się, że dzieci były podmieniane, a rodzice otrzymywali trumienkę, której zabroniono im otwierać – często była pusta. Określenie bebés robados wzbudza w Hiszpanii wiele trudnych emocji, tym bardziej że wciąż więcej jest pytań niż odpowiedzi.


Katarzyna Kobylarczyk zagłębia się w jedną z bardziej bolesnych i wstrząsających kart historii Hiszpanii. W reportażu "Ciałko" odsłania kulisy okrutnego procederu, który latami rozdzielał dzieci i ich biologicznych rodziców. Łącząc wiele indywidualnych opowieści, autorka kreśli poruszający obraz ludzkiego dramatu, niezagojonych ran i długiej drogi do prawdy. "Ciałko" to historia Paco i Rafaela, Any Belén, Inés, Mari José, Carmen, Enrique. To dorosłe już dzieci poszukujące swoich biologicznych rodziców oraz matki i ojcowie poszukujący swoich ukradzionych córek i synów przez lata uznawanych za zmarłe.

"Społeczeństwo lubi myśleć, że przemoc wobec samotnych matek i ich dzieci to właśnie takie miejsca: zamknięte zakłady, straszne internaty, miejsca na uboczu, oddzielone murem i kratami. Wolałabym, żeby ludzie zrozumieli, że ta przemoc jest wśród nich. W ich domach, na ich ulicach. Że to oni są jej źródłem. Peña Grande [owiany złą sławą zakład dla niepełnoletnich ciężarnych dziewcząt] to tylko skutek" 

Cenię reportaże Katarzyny Kobylarczyk za połączenie intymności z rzetelnością. "Ciałko" otwiera oczy nie tylko na mroczny rozdział historii Hiszpanii, ale też na złożoność ludzkich losów – kwestię tożsamości, pochodzenia, rodzinnych więzi, moralności. W "Ciałku" przejmujące wspomnienia i osobiste zmagania splatają się ciasno z grozą frankistowskiego reżimu, złowrogim mechanizmem i patriarchalną przemocą (koszmarem instytucji dla młodych ciężarnych kobiet, nielegalnym handlem ludźmi, umarzanymi śledztwami i zacieraniem śladów). To opowieść o ludziach, którzy znaleźli się w środku nacjonalistyczno-katolickiej dyktatury i stali się jej ofiarami – zostali naznaczeni piętnem bebés robados. Katarzyna Kobylarczyk oddaje im głos, pozwala wejść w ich skórę, poczuć ciężar doświadczeń. Z tekstu wyłania się wstrząsający obraz nielegalnych adopcji – okoliczności i wieloletnich skutków, m.in. poczucia samotności, niedopasowania, długiej walki o odkrycie prawdy, niełatwych spotkań z biologicznymi rodzicami/dziećmi. Dla mnie "Ciałko" to również gorzka lekcja historii i przestroga – przed dyktaturą, systemową przemocą, dyskryminacją, patriarchatem (bo losy hiszpańskich kobiet w czasach frankistowskich niejednokrotnie łamią serce, wzbudzają żal i słuszny gniew). Minimalistyczny, rzeczowy styl pisania autorki, bez sentymentalizmu, ckliwości i sensacji, pozostawia miejsce na refleksję.


"Każdy ma w sobie coś takiego, swoją ciemność. Moją jest samotność, brak ciepła. Zawsze czułam się samotna taką samotnością, która, jeśli pozwolisz, zniszczy cię i zmiażdży"

Interesująca, rzetelna i poruszająca literatura faktu – na temat wydarzeń, o których mówi się zbyt mało. Książka dla tych, którzy chcą poznać inne oblicze Hiszpanii, spojrzeć na nią przez pryzmat jej bolesnej i mrocznej przeszłości. Takie reportaże warto polecać, czytajcie.

















* Współpraca barterowa z Wydawnictwem Czarne.

Data wydania: 4 października 2023
Wydawnictwo: Czarne
Oprawa: twarda
Liczba stron: 208
Moja ocena: 5/6
Copyright © w ogrodzie liter , Blogger