Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Najlepsze książki 2023. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Najlepsze książki 2023. Pokaż wszystkie posty

26.1.24

"Ta druga" – Therese Bohman (przekład Justyna Czechowska)

"Ta druga" – Therese Bohman (przekład Justyna Czechowska)

Książkę Therese Bohman czytałam szybko, zachłannie. I delektowałam się intensywną, zmysłową prozą. Na pierwszy rzut oka "Ta druga" to nic nadzwyczajnego – ot, kolejna opowieść o romansie młodej kobiety i starszego, żonatego mężczyzny. Jednak Therese Bohman zamienia ten wyświechtany i zużyty motyw w coś zupełnie innego – hipnotyzującego, niebanalnego i zaskakującego. W książce Bohman damsko-męska miłostka to zaledwie punkt wyjścia do odważnej, szczerej i głęboko refleksyjnej podróży przez meandry moralności, kobiecości, władzy i społecznych nierówności. Autorka tworzy wielowymiarowy portret "tej drugiej" – młodej kobiety, kochanki, nieco samotnej, zagubionej i niedopasowanej, która za wszelką cenę pragnie wyrwać się z biedy, nudy i rozczarowującej codzienności – by w końcu coś poczuć, doświadczyć. Bohaterka książki Bohman wywołuje wiele sprzecznych emocji – czytelnik balansuje na granicy antypatii, zrozumienia i czułości. Zachwycił mnie sposób, w jaki autorka ukazała jej dynamikę i wewnętrzną walkę. I co tu dużo mówić – lubię takie bohaterki. Nieoczywiste, trudne, niewygodne. Z przyjemnością zatraciłam się w fascynującym studium samotności, dwuznaczności, pożądania, obłudy i egzystencjalnego zagubienia. Intymna proza i klimat małego szwedzkiego miasteczka doskonale dopełniły całość. Każdy element powieści Bohman zachwycił mnie równie mocno. I doceniam – za przestrzeń do własnych refleksji, bez moralizatorskich tonów. "Ta druga" doskonale pokazuje, że ludzie, świat, nasze emocje i życiowe wybory nie są czarno-białe. I że często osądzamy pochopnie, zbyt szybko, jednocześnie nie dostrzegając swojej własnej hipokryzji.


Bardzo dobra skandynawska proza – polecam!

















Tytuł oryginalny: Den andra kvinnan
Przekład: Justyna Czechowska
Wydawnictwo: Pauza
Data wydania: 30 kwietnia 2020
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 192
Moja ocena: 5/6

13.1.24

"Lato, gdy mama miała zielone oczy" – Tatiana Țîbuleac (przekład Dominik Małecki)

"Lato, gdy mama miała zielone oczy" – Tatiana Țîbuleac (przekład Dominik Małecki)
Zwiewne sukienki. Pole słoneczników na tle błękitnego nieba. Długie rozmowy. Zapach pieczywa i jabłek. Szum oceanu. Utracony czas, którego nie sposób odzyskać i przyszłość, która nie nadejdzie. Nienawiść i złość zamieniające się w miłość, troskę i przebaczenie. Matka i syn. I jedno lato pełne okruchów szczęścia, smutku i nadziei upływające w cieniu tego, co nieuniknione. Lato niezapomniane, najlepsze i najgorsze jednocześnie. Lato, które miało kolor zielonych oczu.


Już pierwsze zdania książki Țîbuleac wywołują niepokój i dyskomfort. Poznajemy nastolatka, który nienawidzi swojej matki. Jego słowa ranią niczym ostrze – przesiąknięte złością, tłumionym gniewem oraz bólem straty i odrzucenia przeszywają na wskroś. Țîbuleac opowiada o skomplikowanej relacji matki i syna oraz jednym lecie we francuskiej wiosce, które odmienia wszystko. Jej surowa i powściągliwa, ale jednocześnie liryczna i pełna wspaniałych metafor proza niesie czytelnika przez meandry miłości i nienawiści, prowadzi przez najdalsze zakamarki ludzkiego serca. I wspaniale ewoluuje, zagłębiając się w zawiłości uczuć i przeróżne odcienie życia.


"Lato, gdy mama miała zielone oczy" to intensywna, intymna podróż matki i syna – opowieść o ciężarze traum i wspomnień, bolesnej nauce przebaczenia, kruchości istnienia oraz uzdrawiającym darze drugiej szansy. To również bezkompromisowe i szczere spojrzenie na chorobę, odchodzenie, żałobę i samotność. Țîbuleac przypomina, że każdy z nas ma swoją własną historię, nierzadko trudną i bolesną. I że miłość ma moc sklejania tego, co potłuczone. 

Wielka siła drzemie w tej niepozornej, krótkiej książce – w swoim literackim pięknie i brutalności potrafi poruszyć najczulsze struny. Mimo niełatwych początków znalazła drogę do mojego serca.



















Tytuł oryginalny: Vara în care mama a avut ochii verzi
Przekład: Dominik Małecki
Wydawnictwo: Książkowe Klimaty
Data wydania: 8 sierpnia 2021
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 152
Moja ocena: 5,5/6

27.12.23

"Punkt zwrotny. Listopad 1942" – Peter Englund (przekład Ewa Wojciechowska)

"Punkt zwrotny. Listopad 1942" – Peter Englund (przekład Ewa Wojciechowska)
Druga wojna światowa określana jest mianem największego i najbardziej dramatycznego konfliktu zbrojnego w dziejach. Zadziwia skala – wojenna pożoga objęła ogromną część świata powodując niewyobrażalne zniszczenia i odbierając życie milionom ludzi. Wojna przyniosła też ze sobą bezprecedensowe potworności, które przekroczyły wszelkie wyobrażenia. Wszystko, co wydarzyło się w ciągu tych długich wojennych lat wydaje się ekstremalne – ogromny zasięg i liczba zaangażowanych osób, przebieg działań wojennych, nieodwracalne zmiany i dramatyczne skutki. Często jednak w gąszczu suchych faktów – dat, liczb i linii na mapie – gubi się jednostka, jej przeżycia, uczucia i indywidualne losy. A czym była druga wojna światowa dla zwykłego człowieka? Dla młodej studentki na paryskiej Sorbonie, wojskowego korespondenta, koreańskiej niewolnicy seksualnej, porucznika piechoty, więźnia obozu koncentracyjnego lub jenieckiego, amerykańskiej gospodyni domowej, pilota bombowca lub angielskiej pisarki?


Peter Englund, szwedzki pisarz i historyk, przypomina, że to ludzie i ich indywidualne losy tworzą wielką historię. W książce "Punkt zwrotny" proponuje coś oryginalnego – na podstawie wspomnień, listów, pamiętników i osobistych zapisków czterdziestu uczestników i naocznych świadków z różnych zakątków globu przedstawia obraz jednego miesiąca drugiej wojny światowej. To właśnie w listopadzie 1942 roku świat znalazł się w przełomowym momencie, tytułowym punkcie zwrotnym, gdy ważyły się losy wojny – szala zwycięstwa zaczęła przechylać się na stronę aliantów, ale wciąż wszystko mogło się wydarzyć (wojska amerykańskie i brytyjskie wylądowały w Afryce Północnej, Brytyjczycy pokonali Niemców w Egipcie w II bitwie pod El Alamein, Japończycy ponieśli klęskę na Guadalcanal, trwało oblężenie Leningradu i bitwa pod Stalingradem, na Londyn spadały bomby, a Holocaust wkraczał w najtragiczniejszą fazę). Ten jeden miesiąc w książce Petera Englunda niczym soczewka skupia wszystko to, czym była druga wojna światowa. W "Punkcie zwrotnym" autor podąża za zwykłymi ludźmi w niezwykłych okolicznościach – rekonstruuje ich losy, refleksje i uczucia. Płynnie przeplatając różne perspektywy, na tle wielkich wydarzeń, tworzy intymną mozaikę wojennych doświadczeń – tragedię, grozę, lęk i śmierć, a także monotonię, absurd, pozory normalności i nadzieję. Każda z czterech części książki skupia się na jednym tygodniu listopada 1942. Peter Englund zabiera nas do oblężonego Leningradu, okupowanego Paryża, Brukseli i Szanghaju, do okopów na froncie wschodnim, tropikalnej dżungli w Azji, bombardowanego Londynu, na pustynie Algierii i Maroka oraz do chińskiego Henanu doświadczonego klęską głodu. Do czołgów, samolotów, łodzi podwodnych, obozów koncentracyjnych i jenieckich, do miast i wsi. Poznajemy ludzi, ktorzy znaleźli się w samym środku wojny, a także tych, którzy doświadczyli jej skutków pośrednio. Englund pisze w fabularyzowanym, plastycznym tonie (łączy narrację historyczną i elementy powieściowe), z dbałością o szczegóły i minimalizmem. Jego styl ożywia opisywane wydarzenia, miejsca, postaci i doświadczenia. Można nawet powiedzieć, że bardziej pokazuje niż opowiada – relacje mocno działają na wyobraźnię, są silnie osadzone w ówczesnych realiach i pozwalają poczuć ciężar ludzkich losów. Englund nie romantyzuje wojny, nie ocenia i nie moralizuje, zresztą w przytaczanych przez niego fragmentach listów i pamiętników tli się często hemingwayowski duch – wojenna groza, poczucie zwątpienia, rozczarowania i beznadziei. "Punkt zwrotny" doskonale uświadamia, jak w wielu różnych aspektach wojna wpłynęła na człowieka, również w bardzo osobisty sposób – jak uczyniła go obcego nawet samemu sobie. Książka Englunda to brutalne zderzenie wyobrażeń z rzeczywistością, radzenie sobie z kolejnymi brakami i ograniczeniami, utrata mienia i bliskich, życie w niepewności i lęku, wojenna apatia, pozory normalności, wola przetrwania, determinacja i poczucie wspólnego celu. To "wojna, która dotyka wszystkich, niezależnie od tego, czy sobie tego życzą, czy nie".


"Nazywa się Hélène Berr. Ma 21 lat, od dwóch studiuje na Sorbonie. Gdy jej narzeczony wysiada z pociągu, idą na spacer w kierunku Trocadéro, żeby nie zbliżać się do Pól Elizejskich – Żydom nie wolno tam wchodzić. Rezygnują też z podróży metrem, ponieważ Hélène musiałaby siedzieć w ostatnim wagonie. Nie wejdą do żadnej restauracji ani kawiarni, bo Żydzi nie mają tam wstępu. Żółtą gwiazdę na ramieniu Hélène nosi z dumą. Udaje, że się nie boi.

Węch i słuch. To najważniejsze zmysły dla Horsta Höltringa. Węch – bo powietrze przesyca smród niemytych ciał, potu i oleju do smażenia zmieszany z lepkim, tłustym odorem diesla. Słuch – bo zanurzony okręt podwodny jest ślepy na wszelkie możliwe sposoby. Każdy dźwięk niesie nadzieję lub strach. Wszyscy milczą, nasłuchują. Gdy pojawia się odgłos śrub nieznanej jednostki, zamierają na sekundę. Namierzono ich. Myśliwi stają się ofiarami. Czy to punkt zwrotny tej wojny?

Przed chwilą dopadła go rzeczywistość. Trwała odprawa przed nocnym nalotem na Niemcy. John Bushby rozejrzał się po sali, popatrzył po twarzach zebranych, policzył i uświadomił sobie, że ze wszystkich członków załóg 83 Dywizjonu RAF, z którymi rozpoczynał służbę w styczniu tego roku, zostało… dwóch. Jednym z nich jest jego pilot Bill Williams, chłopak w jego wieku, teraz trudny do rozpoznania przez piękne, nawoskowane wąsy. Drugim jest on sam. Już listopad, wojna przecież musi się wreszcie skończyć" (fragment książki)

"Punkt zwrotny" Petera Englunda okazał się dla mnie czymś zupełnie innym, oryginalnym. Zachwycił mnie pomysł – ukazanie wojny przez pryzmat wielu indywidualnych historii, splot biografii ludzi z różnych zakątków świata. Fascynujące, jak z pozoru chaotyczny zbiór relacji stopniowo układa się w spójną, wielobarwną symfonię głosów. Autorowi udało się sprowadzić największy konflikt zbrojny do tego, co najważniejsze – człowieka i jego indywidualnych losów, nadać wojennej grozie osobisty wymiar. Różnorodność postaci zapewnia panoramiczność, a także, w szerszym kontekście, uniwersalność ludzkiego doświadczenia w ekstremalnie trudnych okolicznościach. Wspaniale uzyskać tak szeroki obraz w tak kameralnej skali.

"Niełatwo będzie przetrwać w tym piekle, ale sto razy trudniej będzie pozostać człowiekiem"

Fascynująca, wciągająca i poruszająca książka w odmiennej konwencji – wojna jako suma indywidualnych historii, jako osobiste, realne doświadczenie. Must read dla miłośników historii i literatury faktu, zdecydowanie warta uwagi. Polecam.






















* Współpraca barterowa z Wydawnictwem Otwarte.

Tytuł oryginalny: Onda nätters drömmar. November 1942 och andra världskrigets vändpunkt i 360 korta kapitel
Przekład: Ewa Wojciechowska
Wydawnictwo: Otwarte (HI:STORY)
Data wydania: 22 listopada 2023
Oprawa: twarda
Liczba stron: 640
Moja ocena: 5,5/6


6.12.23

"Welewetka. Jak znikają Kaszuby" – Stasia Budzisz

"Welewetka. Jak znikają Kaszuby" – Stasia Budzisz
"Nie ma jednej opowieści o Kaszubach" – tak w "Welewetce" pisze Stasia Budzisz. I rzeczywiście, obraz Kaszëbë, kaszubskiej krainy, który autorka tka za pomocą indywidualnych historii i zawiłych ludzkich losów przypomina patchworkowy koc. Ten nadbałtycki region, świadomy swojej kulturowej odrębności, na przestrzeni wieków przeszedł wiele – rozdarty między tym, co kaszubskie, polskie i niemieckie mierzył się i nadal mierzy z ciężarem przeszłości oraz wyzwaniami współczesności. Bo Kaszuby, które kojarzymy często z folklorem i wakacyjnym rajem skrywają niełatwą historię – własne demony i kompleksy, rodzinne tajemnice, skomplikowaną mieszankę dumy i wstydu. Czym jest kaszubskość? Czy można być i Kaszubą, i Polakiem? I czy to w ogóle właściwe pytanie? Stasia Budzisz stworzyła reportaż tożsamościowy zabarwiony osobistym akcentem – oś "Welewetki" stanowi historia rodzinna autorki. Zagłębiając się w losy przodków, we wspomnienia, w przeszłość i teraźniejszość, Stasia Budzisz konstruuje kaszubską tożsamość, a przy tym mierzy się z własnym wstydem i po raz pierwszy odkrywa kaszubskie dziedzictwo po swojemu, a nie według narzuconej, narodowej narracji. I zadaje pytanie o przyszłość Kaszubów – mniejszości pozostającej w rozdarciu, wciąż poszukującej, która stała się "stara, zhierarchizowana, rozmodlona, bardziej polska niż Polska".


W "Welewetce" znalazło się miejsce dla przeszłości i teraźniejszości, perspektywy osobistej i zbiorowej. Stasia Budzisz osadza Kaszuby w kontekście historycznym – od Wielkiej Wojny przez II RP i drugą wojnę światową aż po PRL i lata współczesne. Opowiada o życiu pod rządami pruskimi i polskimi, o budzeniu się poczucia odrębności, o szacunku do ziemi i pracy, pobożności, rodzinie. O polskich uprzedzeniach, utracie majątku i wojennej pożodze – masowych grobach, wywózkach, głodzie, niemieckiej liście narodowościowej, gwałtach czerwonoarmistów, tułaczce i przesiedleniu. O powojennej podejrzliwości i czasach, gdy za używanie w szkole języka kaszubskiego karano biciem lub szykanami. Stasia Budzisz tropi ślady, rozmawia i oddaje głos świadkom wydarzeń – rekonstruuje historię kaszubskiej tożsamości przez pryzmat indywidualnych ludzkich losów, życiorysów i osobistych doświadczeń. Czytając "Welewetkę", można poczuć ciężar kaszubskich zmagań i grozę wojennych lat – w reportażu pojawia się wiele interesujących, ale też emocjonalnie poruszających wątków dotyczących sytuacji mieszkańców Pomorza w czasie drugiej wojny światowej. Historyczną część reportażu Stasi Budzisz przeczytałam z ogromnym zainteresowaniem. Doceniam – za wnikliwość, rzetelność, połączenie faktów z indywidualnymi losami i świetne pióro, bo styl pisania Stasi Budzisz angażuje i ożywia – umysł, wyobraźnię i emocje. W "Welewetce" przeszłość przechodzi płynnie w teraźniejszość – wyzwania i lęki, z którymi współcześnie mierzą się Kaszubi. Stasia Budzisz pisze bezkompromisowo, z troską i szczerością. Z reportażu wyłania się gorzki obraz Kaszub znikających, milknących, powolnie umierających. Języka kaszubskiego, który nie służy już komunikacji oraz autentyczności sprowadzanej do folkloru – produktu i turystycznej atrakcji. Czy istnieje jeszcze szansa, by zawrócić z tej drogi?

"Chciałam być Polką, czystą Polką i tylko Polką, ale z tą moją polskością wiecznie było coś nie tak. Wstydziłam się kaszubskiego akcentu i chłopskiego pochodzenia. Wstydziłam się, że moja rodzina nie kultywuje prawdziwych polskich tradycji. Kompleks kaszubski nie jest niczym nowym. Dojrzewał w nas, Kaszubach, latami, żeby nie powiedzieć wiekami. Winę można rozłożyć na wszystkich. I na Niemców, i na Polaków, i na Kaszubów. Czasem myślę, że najbardziej na nas, Kaszubów. „Nas”. Mówię tak od niedawna, może od roku"


"Welewetka" to ciekawy, świetnie napisany, wnikliwy i przejmujący reportaż – opowieść o kaszubskiej odrębności i polskości, dumie i wstydzie związanych z pochodzeniem, poczuciu winy, byciu swoim lub obcym, kaszubskich kompleksach i zbiorowym milczeniu. O wojnie, krzywdzących uprzedzeniach, kaszubskiej pracowitości i hardości, lęku wobec trudnej przeszłości i niepewnej przyszłości. O domach, które skrywają tajemnice i pamiętają swoich zmarłych oraz pochodzeniu, które stanowi ważną część nas samych. Wielowątkowa, ale spójna książka przybliżająca Kaszuby – losy ziemi i ludzi z pogranicza historii i kultury, gdzie nic nie jest czarno-białe. Takie reportaże cenię, takie polecam z przyjemnością. Warto przeczytać i dowiedzieć się więcej.






















* Współpraca barterowa z Wydawnictwem Poznańskie.

Data wydania: 8 listopada 2023
Oprawa: zintegrowana
Liczba stron: 304
Moja ocena: 5,5/6

27.11.23

"Umiłowana" – Toni Morrison (przekład Kaja Gucio)

"Umiłowana" – Toni Morrison (przekład Kaja Gucio)
Czy śmierć jest najgorszą rzeczą, jaka może się przytrafić? Bynajmniej.


Sethe, bohaterka książki Toni Morrison, żyła w świecie, w którym kolor skóry decydował o wolności lub jej braku. W którym człowieka porównywano do zwierzęcia i wyceniano jego wartość w dolarach. W którym kobiety gwałcono, mężczyzn bito, a dzieci stanowiły towar – gwarancję siły roboczej. Sethe udało się uciec, ale widmo niewolnictwa podążyło za nią gotowe zaatakować w najmniej spodziewanym momencie. Wolność i nowe życie nie były w stanie zagoić głębokich emocjonalnych ran – wspomnienia z przeszłości wciąż dręczą Sethe, podobnie zresztą jak i duch utraconego dziecka, córki, na grobie której wyryto tylko jedno słowo: Umiłowana.

"Umiłowana. Odnalazłam cię; wróciłaś do mnie"

Toni Morrison wierzyła w moc słów – i rzeczywiście, jej odważna, błyskotliwa i liryczna proza potrafi niemal urzeczywistnić przeszłość, dramatyczne doświadczenia i skomplikowane emocje. Morrison uchyla drzwi do jednego z najmroczniejszych okresów historii – zabiera nas do dziewiętnastowiecznej Ameryki, na przedmieścia Ohio. "Umiłowana" to opowieść o niewolnictwie – przemocy na tle rasowym, wyzysku, okrucieństwie, upokorzeniu, walce o przetrwanie i drodze do wyzwolenia – a także jego trwałych konsekwencjach: fizycznym i psychicznym bólu oraz pokoleniowej traumie. Morrison umiejętnie bada kwestie pamięci, macierzyństwa, poczucia winy i przebaczenia. Opowiada o ludziach zagubionych w niewoli, żyjących w cieniu przeszłości. O ludziach, którzy po wyzwoleniu próbują wieść normalne życie, ale traumatyczne wspomnienia wciąż do nich wracają. Którzy boją się kochać, bo w bezwzględnym i brutalnym świecie miłość oznacza stratę i jeszcze większe cierpienie. "Umiłowana" mieści w sobie wiele różnych historii. Dzięki sugestywnej prozie łatwo poczuć ciężar doświadczeń i ludzkiej tragedii. Okrucieństwo i dramat niewolnictwa łamią serce, ale Morrison nie pozostawia nas w kompletnym mroku – przebłyski życzliwości, dobra i miłości przywracają nadzieję i otuchę. Zachwyca mnie, jak starannie i błyskotliwie Morrison skonstruowała tę powieść i z jaką literacką świadomością poprowadziła narrację. "Umiłowana" to historia wielowarstwowa – zmieniają się punkty widzenia, wspomnienia powracają w retrospekcjach nadając całości coraz większą głębię. W złożoności postaci i wymownych obrazach tkwi siła "Umiłowanej". Ciekawym rozwiązaniem jest również wykorzystanie realizmu magicznego, który przybiera postać bezimiennej córki, ducha nawiedzającego dom. Wszystkie te elementy w połączeniu z piękną prozą Morrison wznoszą "Umiłowaną" na najwyższy literacki poziom.


"Jest taka samotność, którą można ukołysać. Skrzyżuj ramiona, kolana podciągnij do brody; trzymaj się, trzymaj mocno, ten ruch, w przeciwieństwie do ruchu statku, koi cię i osłania. To wewnętrzna samotność – przylegająca ciasno niczym skóra. Jest też samotność, która błąka się po świecie. Nie powstrzyma jej żadne kołysanie. Jest żywa, zdana na siebie. Sucha i rozprzestrzeniająca się samotność, która sprawia, że odgłos twoich własnych kroków zdaje się dobiegać z daleka" 

"Umiłowana" to do bólu prawdziwa, odważna i wspaniale napisana książka o mrokach historii i ludzkiego serca oraz o ciężarze przeszłości. O odporności ducha, znaczeniu miłości, zawieszeniu między wolnością i zniewoleniem oraz o pamięci, która jest źródłem bólu, ale też drogą do uzdrowienia. Powieść Toni Morrison daje szansę na refleksję i głębsze zrozumienie wobec ludzkich wyborów. Przypomina, jak wiele odcieni szarości ma w sobie człowiek, podobnie jak i życie. Współczesny literacki klasyk.





















* Współpraca barterowa z Wydawnictwem Poznańskie.

Tytuł oryginalny: Beloved
Przekład: Kaja Gucio
Wydawnictwo: Poznańskie
Data wydania: 8 listopada 2023
Oprawa: twarda
Liczba stron: 392
Moja ocena: 5/6

23.11.23

"Ucieczka" – Carl Frode Tiller (przekład Katarzyna Tunkiel)

"Ucieczka" – Carl Frode Tiller (przekład Katarzyna Tunkiel)
Czy miłość wystarczy, aby dwoje ludzi szło przez życie razem mimo druzgocącej straty i poczucia winy?


Gdy dwunastoletni Johannes ginie w wypadku, wszystko zmienia się nieodwracalnie. Elisabeth i Sakarias mieszkają osobno i nie myślą już o wspólnej przyszłości. W wigilijny wieczór spotykają się na cmentarzu – to ich pierwsze święta bez syna. Wkrótce doświadczają czegoś bardzo dziwnego...

"Wszystkie dźwięki, zapachy, smaki i widoki się przenikały, wszystkie uczucia i myśli, dawne i nowe, moje i cudze, stapiały się na coraz to nowe sposoby, tworząc coraz to nowe połączenia, jak gdyby prawa przyrody przestały obowiązywać, jak gdybym myślał i czuł przez innych, a inni myśleli i czuli przeze mnie, jakby nie było już barier albo jak gdybym był swego rodzaju przejściem, miejscem, przez które przelewa się życie, nie moje życie, ale życie jako takie, było to dziwne, przypominało sen, chociaż w ogóle nie spałem, więc nie był to sen, bardziej jak przebudzenie z jawy, by przejść w inny jej rodzaj"

"Ucieczka" Carla Frodego Tillera, norweskiego pisarza, rozbrzmiewa dźwiękami muzyki Jana Sebastiana Bacha. Kiedy Elisabeth bez reszty zatraca się w grze, fuga ożywa – linie melodyczne biegną niezależnie od siebie, wzajemnie się przeplatają, przenikają i uzupełniają. Muzyka staje się ucieczką, bo pozwala zapomnieć choć na krótką chwilę o rozrywającym serce bólu i bezdennej rozpaczy matki, która straciła syna. I o ile tematy poruszane przez Tillera – śmierć, żałoba, rozpad małżeństwa – wydają się konwencjonalne i literacko dobrze znane, o tyle kompozycja i sposób narracji wykraczają znacznie poza tradycyjne, wyświechtane ramy. W "Ucieczce" dzieje się coś niezwykłego i hipnotyzującego. Dźwięk palców uderzających w klawisze staje się szumem przejeżdżających samochodów, drzwi salonu otwierają się na szpitalny korytarz, cieknąca z kranu woda przemienia się w rozlewane do kieliszków wino. Przestrzeń, czas i głosy przeplatają się płynnie niczym dźwięki muzyki, niezauważalnie, tworząc intymny strumień świadomości. Początkowe zdezorientowanie czytelnika stopniowo zamienia się w ciekawość podszytą dreszczem niepokoju i ekscytacji. Nigdy jeszcze nie spotkałam się z podobnym sposobem narracji. Tiller eksperymentuje, a efekt zadziwia. Matka, ojciec i syn. Trzy głosy, trzy różne perspektywy, przeszłość i teraźniejszość, świat żywych i martwych, uczucia i myśli – przechodzą jedno w drugie, czasami nawet w tym samym zdaniu. Sen czy rzeczywistość? Tiller przesuwa granice realizmu, a przy tym zagłębia się w złożoność ludzkiej natury i relacji. Bo "Ucieczka" to przenikliwa opowieść o różnych odcieniach żałoby, próbie pogodzenia się ze stratą. To przejmujący obraz rozpadającej się rodziny – kobiety i mężczyzny pogrążonych w smutku, poczuciu winy, tłumionym gniewie. Ludzi, którzy przeżyli tragedię, oddalili się od siebie mimo potrzeby bliskości i wsparcia. Rozpacz przyniosła im poczucie wyobcowania – wyobcowania, którego doświadczał również ich syn. Tiller eksploruje rodzinny dramat wielowymiarowo – głos zmarłego Johanessa niczym brakujący element ukladanki dopełnia całość. Tematy straty, miłości, żalu, samotności, tożsamości, niedopasowania i niespełnionych oczekiwań poruszane są w tej powieści w sposób wiarygodny i realny – i pozwalają czytelnikowi połączyć się z egzystencjalnym bólem postaci. Co ciekawe, mimo ciężaru smutku, "Ucieczka" wydaje się bardziej refleksyjna niż przygnębiająca. Narracyjna wirtuozeria Tillera i oniryczna nuta wzbudzają jednocześnie zachwyt i dreszcz niepokoju. "Ucieczka" przypomina, jak kruche jest życie i jak trudno odbudować roztrzaskane relacje. Pokazuje, że każdy z nas może czuć się samotny i wyobcowany mimo pozorów szczęścia i bezpieczeństwa. To opowieść nie tylko o żałobie, ale też o silnym pragnieniu miłości i akceptacji, co pogłębia jej uniwersalny przekaz. Carl Frode Tiller porusza w czytelniku struny empatii i refleksji – pisze o ciągłości istnienia, życiu w sobie nawzajem.


Dla mnie znakomita, kameralna powieść z zachwycającą, niekonwencjonalną narracją. Jedna z książek serii skandynawskiej, które urzekły mnie najbardziej. Polecam!

















* Współpraca barterowa z Wydawnictwem Poznańskie.

Tytuł oryginalny: Flukt
Przekład: Katarzyna Tunkiel
Wydawnictwo: Poznańskie
Seria: Seria Dzieł Pisarzy Skandynawskich
Data wydania: 8 listopada 2023
Oprawa: twarda
Liczba stron: 256
Moja ocena: 5,5/6

20.11.23

"Kradzież" – Ann-Helén Laestadius (przekład Natalia Kołaczek)

"Kradzież" – Ann-Helén Laestadius (przekład Natalia Kołaczek)
Dla Saamów, najstarszego ludu Skandynawii, renifery to coś znacznie więcej niż źródło utrzymania. Dziewięcioletnia Elsa, bohaterka książki Ann-Helén Laestadius, staje się świadkiem morderstwa ukochanego cielaka Nástegallu. Wobec bierności policji i gróźb ze strony sprawcy, dziewczynka pogrąża się w milczeniu i lęku. Rodzina Elsy będzie musiała zmierzyć się nie tylko z utratą renifera, ale też z osobistym dramatem i wzmagającą się wrogością w stosunku do Saamów.


Słońce zawieszone nisko nad horyzontem, mróz szczypiący w policzki, drzewa uginające się pod ciężarem śniegu, huk wystrzału i ryk pędzących skuterów śnieżnych przecinające leśną ciszę, śnieżna biel zabarwiona krwistą czerwienią. Ann-Helén Laestadius uchyla drzwi do zapomnianej części Szwecji, północnej krainy, gdzie piękno natury i tradycji splata się ciasno z uprzedzeniami i etnicznym napięciem. Głosem zalęknionej dziewczynki, a później młodej, gniewnej i odważnej kobiety, kreśli intymny obraz dorastania w cieniu traumy i konfliktu. "Kradzież" to poruszająca historia życia w niewielkiej szwedzkiej wspólnocie. Laestadius rzuca światło na sytuację Saamów – doświadczaną przez nich dyskryminację i nienawiść oraz walkę o zachowanie własnej kultury i tożsamości w zmieniającym się świecie. Powieść utkana jest z zapierających dech opisów natury oraz podskórnego napięcia. Ma w sobie skandynawski noir – duszny, klaustrofobiczny – który niesie czytelnika przez kolejne strony, podobnie zresztą jak wspaniała proza Laestadius, jednocześnie czuła i powściągliwa, realistyczna i szczera w ukazywaniu piękna i dobra oraz zła i okrucieństwa. "Kradzież" to przenikliwy wgląd w realia życia Saamów – w ujęciu społecznym, ale też osobistym, intymnym. To opowieść o związku człowieka z naturą, pielęgnowaniu tradycji, rodzinnych i pokoleniowych więziach oraz pochodzeniu, które wzbudza nienawiść. Laestadius porusza wiele ważnych kwestii dotyczących m.in. samotności, wyobcowania, egzystencjalnej pustki, tradycyjnego podziału ról, śmierci i pragnienia zemsty. Bohaterowie powieści noszą w sobie wiele skomplikowanych uczuć, szczególnie Elsa rozdarta między strachem, gniewem, tęsknotą, determinacją i poczuciem winy. Dziewczynka dorasta w świecie, w którym ona i jej bliscy pogardliwie nazywani są "Lapończykami", w którym podziały i wrogość nabierają rozpędu i stają się poważnym zagrożeniem. Ann-Helén Laestadius stworzyła niezwykle zniuansowany obraz – ciepło, miłość i życzliwość zderzają się w tej powieści z chłodem, bólem i odrzuceniem.


"Bycie Saamem wiązało się z tym, że cały czas nosiło się ze sobą swoją historię, jako dziecko dostawało się ciężki bagaż i trzeba było wybrać, czy weźmie się go na barki, czy też nie. Ale jak znaleźć w sobie odwagę, by dokonać innego wyboru niż kontynuowanie rodzinnych tradycji i przekazywanie dziedzictwa dalej?"

"Kradzież" to opowieść o młodej kobiecie, która postanawia sprzeciwić się dyskryminacji, przerwać krąg nienawiści i etnicznej przemocy. Opowieść o tajemnicy z dzieciństwa rzucającej cień na przyszłe życie, o różnych odcieniach bólu oraz pochodzeniu, które stanowi integralną część nas samych. Pięknie napisana, kameralna i wstrząsająca powieść, którą czyta się jednym tchem – otula skandynawskim chłodem i wzbudza wiele emocji. Polecam!


















* Współpraca barterowa z Wydawnictwem Mova.

Tytuł oryginalny: Stöld
Przekład: Natalia Kołaczek
Wydawnictwo: Mova
Data wydania: 8 listopada 2023
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 448
Moja ocena: 5,5/6

11.11.23

"Kurierka z Tatr" – Sylwia Winnik

"Kurierka z Tatr" – Sylwia Winnik
"W jej sercu było Podhale i była Polska"
Utalentowana narciarka, mistrzyni kraju w konkurencjach alpejskich, młodsza siostra słynnego skoczka narciarskiego, w czasie drugiej wojny światowej tatrzańska kurierka, która przeprowadzała ludzi przez góry, przenosiła pieniądze, broń i dokumenty; więźniarka, która mimo tortur nie wydała nikogo. Ukochana córka, siostra i przyjaciółka. Błękitnooka dziewczyna, która kochała góry, naturę oraz wolność – i sama była wolnością. Miała pasję i determinację, dobre serce i odważną duszę. Wojna odebrała jej młodość, marzenia i przyszłość. Dwudziestotrzyletnia Helena Marusarzówna za działalność konspiracyjną zapłaciła najwyższą cenę.


"Do Zakopanego wojna przyszła z gór. Zwiastował ją pierwszy niemiecki samolot, który przeleciał nad dolinami i zniknął za monumentem Tatr. Była jesień 1939 roku. Na Krupówkach zawisły flagi ze swastyką. Ostatni turyści zeszli z gór. Helenę nie ucieszył nawetpierwszy śnieg, który w normalnych okolicznościach stałby się sygnałem do rozpoczęcia prawdziwych treningów. Teraz góry stały się terenem walki z okupantem. Gdy po raz kolejny stanęła na szczycie, wzięła głęboki oddech i patrząc na świat trawiony wojną, zapragnęła wolności. Nawet za cenę życia, którym ryzykowała każdego dnia. Nawet za cenę łez matuli, która co dzień wypatrywała jej powrotu" (opis wydawcy)

"Kurierka z Tatr" to powieść inspirowana prawdziwą historią Heleny Marusarzówny i jej bliskich. Sylwia Winnik kreśli intymny, realistyczny portret Polki, której życie toczyło się między górami, rodziną, narciarstwem i wojną. Autorka przenosi nas do Zakopanego, na tatrzańskie szlaki, do górskich chat i na zaśnieżone stoki – do lat przedwojennych i wojennych, w sam środek podhalańskiej codzienności. Poznajemy młodą Helenę, która z pasją zaczyna spełniać swoje wielkie narciarskie marzenia i osiągać pierwsze sukcesy. Szczęśliwe życie rodzinne i obiecującą sportową karierę przerywa wybuch drugiej wojny światowej. Narty pomagają Helenie w walce o niepodległą Polskę.


Sylwia Winnik w posłowiu pisze, że bardzo pragnęła dla Heleny innego zakończenia – chciała, aby ta niebieskooka odważna dziewczyna przeżyła wojnę. I ja również czuję wielki smutek i żal, bo trudno pogodzić się z jej losem, przedwcześnie przerwanym życiem. Sylwia Winnik sprawiła, że polubiłam Helenę – stała się dla mnie kimś bliskim, podobnie zresztą jak i pozostali członkowie rodziny Marusarzów. Znałam już wcześniej ich historię, a mimo to "Kurierka z Tatr" mocno mnie poruszyła – jakbym przeniosła się w czasie do tych burzliwych lat wojny, do Zakopanego, na tatrzańskie szlaki i do rodzinnego domu Marusarzów. Sylwia Winnik bardzo dobrze oddała charakter minionych lat i stworzyła realistyczny, wielobarwny portret Heleny. Wspaniale, że zdecydowała się napisać powieść i tym samym niejako oddała literacko głos tej, "której nie było dane przemówić". Beletrystyka ma wielką moc, bo potrafi ożywić nie tylko postaci, miejsca i wydarzenia, ale też emocje. Historia Heleny zyskała intymność i realne kształty, mocno działając na wyobraźnię i uczucia – to doskonała okazja, żeby poczuć ciężar doświadczeń, nadziei, lęku, dylematów i trudnych wyborów.

"Kurierka z Tatr" to książka napisana z sercem – opowieść o miłości, przyjaźni, determinacji, bezinteresownej pomocy i patriotyzmie. To powieść, w której czuć wyraźnie ducha Tatr – zapach lasu, smak gorącego mleka, skrzypienie śniegu, podmuchy halnego, dzikość i majestat górskiej przyrody. To również piękny, wzruszający hołd dla młodej, odważnej dziewczyny, która kochała Tatry, ojczyznę i wolność oraz dla tatrzańskich kurierów, ludzi gór, bohaterów, którzy ryzykowali życie dla dobra Polski i Polaków. Must read, gorąco polecam!


















* Współpraca barterowa z Wydawnictwem Muza.

Data wydania: 8 listopada 2023
Wydawnictwo: Muza
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 320
Moja ocena: 5,5/6

6.11.23

"Strażniczka spalonych książek" – Brianna Labuskes (przekład Anna Pliś)

"Strażniczka spalonych książek" – Brianna Labuskes (przekład Anna Pliś)
10 maja 1933 roku Berlin zapłonął. Studenci, ubrani w mundury hitlerowskich oddziałów szturmowych SA, przemaszerowali z pochodniami na Opernplatz przy Unter den Linden, gdzie przy dźwiękach muzyki marszowej i ludowej, wśród faszystowskich okrzyków, spalili na stosie około 25 tysięcy książek uznawanych za antyniemieckie (ogień pochłonął m.in. publikacje Einsteina, Freuda, Manna, Marksa i Remarque'a). "Spektakl" oglądało 40 tysięcy osób. Uczestniczył w nim również minister propagandy Joseph Goebbels, który twierdził, że z popiołu spalonych książek, tak jak Feniks, powstanie nowa Rzesza. Biorąc pod uwagę późniejsze wydarzenia, słowa Heinricha Heinego, niemieckiego poety okresu romantyzmu ("Tam, gdzie pali się książki, w końcu będzie się palić ludzi") okazały się przerażająco prorocze. Ale gdy jedni niszczyli książki i próbowali przejąć kontrolę nad słowem, inni, często z narażeniem życia, starali się ocalić literaturę, a tym samym wolność, niezależność i człowieczeństwo w najmroczniejszych czasach. Brianna Labuskes zainspirowana prawdziwą historią bibliotekarzy, autorów i wydawców (m.in. amerykańskim programem ASE w ramach którego wysyłano miliony książek żołnierzom walczącym w drugiej wojnie światowej) stworzyła opowieść o kobiecej sile, mocy literatury, przyjaźni i trudnych wyborach. W "Strażniczce spalonych książek" splata ze sobą losy trzech kobiet: Althei, amerykańskiej pisarki, która przybywa do Berlina w ramach wymiany kulturowej i trafia w sam środek faszystowskiej gorączki ogarniającej kraj; Hannah, młodej Żydówki, która ucieka z Niemiec do Paryża i dołącza do ruchu oporu; Vivian, wojennej wdowy, która w Nowym Jorku walczy o utrzymanie programu ASE i próbuje uleczyć swoje złamane serce.


"Miłość, przyjaźń, humor i okręty na morzu nocą – w książce zawiera się całe niebo i ziemia"

Książka Labuskes to trzy przeplatające się linie czasowe – literacka podróż do Berlina lat 30. XX wieku (okres przejęcia władzy przez Hitlera) oraz Paryża i Nowego Jorku lat drugiej wojny światowej. "Strażniczka spalonych książek" ma wszystko to, co tak bardzo lubię w historical fiction – interesujące historyczne tło (czuć wyraźnie ducha minionych, burzliwych czasów), ciekawe motywy (działalność ruchu oporu, berlińskie kabarety, kolaboracja, wojenne losy książek i bibliotek), trzymającą w napięciu fabułę oraz subtelny wątek romantyczny (tym razem z queerową reprezentacją). Zachwyciła mnie płynność, z jaką Labuskes splata ze sobą trzy, początkowo odrębne wątki – losy kobiet powoli łączą się w jedną poruszającą opowieść z zaskakującym (i wzruszającym) zakończeniem. Dużą zaletą powieści są błyskotliwe dialogi – ich czytanie sprawiło mi ogromną przyjemność (szczególnie tych dotyczących wojny, miłości, ideałów i książek – gratka dla miłośników literatury) – zaznaczyłam wiele pięknych, mądrych i refleksyjnych fragmentów. Na uwagę zasługują też wielowymiarowe kobiece portrety – Labuskes przedstawia skomplikowane losy zwykłych kobiet, które znalazły się w samym środku dramatycznych wydarzeń. Ich odwaga, determinacja, gotowość do walki w obronie wyznawanych wartości, miłość do literatury, ale też wątpliwości i wewnętrzne dylematy czynią z nich postaci wiarygodne i bliskie – historie Vivian, Hannah i Althei dostarczyły mi wielu przeróżnych emocji. Pokochałam kobiecą odsłonę powieści.


"Nawet w najmroczniejszych czasach, w najgłębszym żalu, w największym wycieńczeniu ludzkość potrafiła stworzyć takie chwile, z których płynęła nadzieja i które inspirowały do tego, by zrobić jeszcze ten jeden krok. A potem następny"

"Strażniczka spalonych książek" to fascynująca powieść z historią w tle, idealna dla fanów twórczości Kristin Harmel, Kate Quinn i Kristy Cambron. O mocy słowa pisanego – literaturze, która jest w stanie jednoczyć i która staje się promykiem nadziei w najmroczniejszych czasach. O miłości, przyjaźni, kobiecej wytrwałości, stracie, dramatycznych wyborach i drugich szansach. O walce dobra ze złem, człowieczeństwie i znaczeniu wolności. Przeczytałam z przyjemnością i polecam. Trafia na listę moich ulubieńców historical fiction

















* Współpraca barterowa z Wydawnictwem Mando

Tytuł oryginalny: The Librarian of Burned Books
Przekład: Anna Pliś
Data wydania: 25 października 2023
Wydawnictwo: Mando
Oprawa: miękka
Liczba stron: 416
Moja ocena: 5/6

23.10.23

"Kiedy weszłam w twoje życie" – Jojo Moyes (przekład Monika Bukowska) /przedpremierowo/

"Kiedy weszłam w twoje życie" – Jojo Moyes (przekład Monika Bukowska) /przedpremierowo/
Jak bardzo życie może odmienić... para czyichś butów?

Oszałamiająco piękne i niewiarygodnie drogie. Czerwone szpilki Christiana Louboutina. Samantha nie może wyjść ze zdumienia, gdy wyciąga je z torby omyłkowo zabranej z siłowni. Buty dodają jej pewności siebie. W tym samym czasie Nisha wpada w poważne kłopoty. A w torbie zamiast ukochanych szałowych szpilek znajduje wysłużone czarne czółenka.


Zamiana butów? Genialny pomysł! Jojo Moyes za pomocą czerwonych Louboutinów splata ze sobą życiowe ścieżki dwóch zupełnie różnych kobiet w średnim wieku: Sam, która z całych sił walczy o utrzymanie pracy i ocalenie małżeństwa oraz Nishy, beztroskiej, przyzwyczajonej do luksusu Amerykanki, którą bogaty mąż z dnia na dzień zostawia bez pieniędzy i dachu nad głową. Historia pełna jest charakterystycznego dla Moyes ciepła i uroku. Lekkość i humor wspaniale równoważą poważniejsze tony – autorka podejmuje kwestie dotyczące małżeństwa, kariery, zdrowia psychicznego, samotności, choroby i społecznych nierówności. Pierwsze skrzypce gra kobiecość w przeróżnych odcieniach – bohaterki powieści Moyes walczą z przeciwnościami losu. Trudny czas pozwala im odkryć siebie na nowo, dostrzec własną siłę, ale też docenić wsparcie bliskich i zupełnie obcych osób. Pokochałam podnoszący na duchu przekaz książki. "Kiedy weszłam w twoje życie" to przewrotna, pełna nadziei opowieść o kobiecej przyjaźni, sprawczości i solidarności oraz bezinteresownej życzliwości. Moyes jest bystrą obserwatorką życia i międzyludzkich relacji – z wrażliwością potrafi tworzyć realistycznych bohaterów i równie realistyczną fabułę. Kobiety w tej książce wydają się bliskie i prawdziwe w swoich uczuciach i doświadczeniach – wzbudzają sympatię czytelnika.


"Kiedy weszłam w twoje życie" to historia pomyłek, wzlotów i upadków, drugich szans i nowych początków. Opowieść o przewrotnym losie i niepozornych rzeczach, które potrafią odmienić życie i nas samych. Powieść Moyes otuliła mnie ciepłem i nadzieją – bawi, a ostatecznie też i wzrusza. Idealne comfort read – taką Jojo Moyes lubię.



















* Współpraca barterowa z Wydawnictwem Znak.

Tytuł oryginalny: Someone Else’s Shoes
Przekład: Monika Bukowska
Wydawnictwo: Znak
Data wydania: 25 października 2023
Oprawa: miękka
Liczba stron: 512
Moja ocena: 5/6

18.10.23

"Vivian Maier. Niania, która zmieniła historię fotografii" – Ann Marks (przekład Tomasz Macios) /przedpremierowo/

"Vivian Maier. Niania, która zmieniła historię fotografii" – Ann Marks (przekład Tomasz Macios) /przedpremierowo/
Kiedy kilka lat temu po raz pierwszy trafiłam na zdjęcia Vivian Maier, długo przeglądałam je jak zahipnotyzowana – trudno było oderwać od nich wzrok. Zachwyciły mnie genialne portrety i wspaniale uchwycone migawki miejskiego życia w USA. Jej czarno-białe fotografie są niezwykle realistyczne, poruszające, jednocześnie surowe i intymne i wyróżniają się doskonałym odwzorowaniem detali i interesującą kompozycją. Widać wyraźnie, że Vivian Maier miała talent, wrażliwość i bystre spojrzenie – bo potrafiła dostrzec niezwykłe momenty w zwykłych, codziennych okolicznościach. Co ciekawe, w latach 1950-1990 wykonała ponad 100 000 zdjęć, ale nie upubliczniała swoich prac – żyła skromnie i nie dbała o rozgłos. Przez dekady pracowała jako niania i mówi się, że przypominała trochę Mary Poppins – ale zamiast parasolki miała w dłoniach aparat Rolleiflex, z którym w wolnych chwilach przemierzała ulice Nowego Jorku i Chicago. Zmarła 20 kwietnia 2009 w wieku 83 lat, ale jej fotografie zostały upublicznione zaledwie dwa lata wcześniej, gdy na pudła z negatywami w czasie licytacji komorniczej przypadkowo trafił jeden z nabywców, John Maloof. Vivian inspiruje entuzjastów fotografii i intryguje za sprawą swojego enigmatycznego życiorysu i równie tajemniczej osobowości. Kim naprawdę była? Na czym polega wyjątkowość jej talentu? Dlaczego nigdy nie upubliczniła swoich prac?


Wiele lat poszukiwań i podróży, setki odwiedzonych archiwów, przejrzanych dokumentów, przeprowadzonych rozmów czyli cierpliwe splatanie nitek życia, poznawanie osobowości i twórczości Vivian Maier, "niani, która zmieniła historię fotografii". Ann Marks wykonała rzetelną, wnikliwą i staranną pracę – iście detektywistyczną, bo z jednej wielkiej niewiadomej jaką była Vivian Maier zdołała stworzyć kompletną biografię. Autorka prześledziła życiorys fotografki, wypełniając luki i osadzając jej twórczość w biograficznym kontekście, co pozwala połączyć prace Vivian z jej życiowymi doświadczeniami i enigmatyczną osobowością. Książka Marks eksponuje talent Vivian jako fotografki ulicznej i portrecistki (tekst uzupełnia niemal 400 zdjęć). W przenikliwych kadrach widać ślady minionej epoki (zachwycająca podróż w czasie!), bystre oko, humanizm i realizm. Zadziwiające, jak wspaniale Vivian potrafiła uchwycić w obiektywie bliskość, mimo że sama bliskości nie doświadczyła, szczególnie w dzieciństwie ze strony matki, ojca i brata. Zadziwiające też, jak wspaniale potrafiła uchwycić w obiektywie przeróżne emocje, mimo że sama była wyjątkowo powściągliwa w ich okazywaniu. Z biografii stworzonej przez Ann Marks wyłania się obraz kobiety pełnej sprzeczności, tajemniczej, nieco ekscentrycznej, unikającej głębszych relacji. I nawet jeśli niezupełnie wzbudza sympatię, bez wątpienia inspiruje – bo mimo wielu przeciwności (m.in. trudnego dzieciństwa, kłopotów finansowych i choroby psychicznej) Vivian była w stanie wieść niezależne, samodzielne życie na własnych warunkach – i czerpać z niego szczęście i satysfakcję.


Książkę Ann Marks czyta się z niesłabnącym zainteresowaniem – czuć wyraźnie jej zaangażowanie, empatię, wnikliwość i obiektywizm. Autorka ożywia Vivian Maier kompleksowo, z jej talentem, wytrwałością, zaletami i wadami – kreśli intymny portret kobiety, która wyrażała siebie poprzez fotograficzną pasję. Kontekst dla historii Vivian tworzą dwudziestowieczna amerykańska sceneria i fotograficzne akcenty, dzięki temu książka Marks zachwyci nie tylko miłośników biografii, ale też pasjonatów historii i fotografii.

"Niektórzy uważają, że życie to tragedia. Nie, życie jest komedią. Tylko musisz się śmiać" – Vivian Maier 

Interesujący życiorys, niebanalna osobowość i zdjęcia, które hipnotyzują – absolutnie wspaniałe! Pięknie wydana biografia, gorąco polecam!



PS Na stronie internetowej https://www.vivianmaier.com można obejrzeć fitografie Vivian Maier. 


















* Współpraca barterowa z Wydawnictwem Znak.

Tytuł oryginalny: Vivian Maier Developed. The Real Story of the Photographer Nanny
Przekład: Tomasz Macios
Wydawnictwo: Znak Literanova 
Data wydania: 25 października 2023
Oprawa: twarda
Liczba stron: 432
Moja ocena: 5,5/6

17.10.23

"Mapy naszych spektakularnych ciał" – Maddie Mortimer (przekład Agnieszka Walulik)

"Mapy naszych spektakularnych ciał" – Maddie Mortimer (przekład Agnieszka Walulik)
"Jedyną rzeczą gorszą od śmierci, jest świadomość jej nadchodzenia"
Wróciło. Kiedy Lia słyszy, że ma nawrót choroby nowotworowej, jej świat po raz kolejny rozpada się na milion kawałków. Diagnoza brzmi jak wyrok, a przecież Lia pragnie żyć – dla siebie, swojej córki i męża. Czy można odejść pogodzonym? Jak poradzić sobie ze świadomością, że czasu jest coraz mniej?


Opowieść o chorobie, odchodzeniu, cielesności i miłości. Tylko tyle i aż tyle. Wszystkie te motywy w książce Maddie Mortimer są tak boleśnie realne, że niemal przenikają każdą komórkę ciała. Ciężar ludzkiego dramatu wydaje się namacalny, podobnie zresztą jak i sama choroba – nowotwór zagnieżdża się w ciele Lii, atakuje i stopniowo przejmuje nad nim kontrolę. Z pozoru brzmi znajomo, bo przecież nie brak książek poruszających podobne tematy. Ale Mortimer znalazła sposób, by uczynić historię Lii oryginalną i niebanalną. "Mapy naszych spektakularnych ciał" urzekają niekonwencjonalną, artystyczną formą i narracją. Styl pisania Mortimer balansuje na granicy prozy i poezji, mieszają się ze sobą przeszłość i teraźniejszość, strumień świadomości niepozornie przechodzi w dialogi. Czytanie tej książki to nie tylko niezwykłe doświadczenie werbalne, ale też wizualne, bo autorka kreatywnie bawi się słownictwem, czcionką, kształtem. Eksperymentalna forma pozwala jeszcze mocniej połączyć się ze światem Lii – zagłębić w jej lęki, nadzieje i chaos, który przyniosła ze sobą choroba. Ciekawego wyboru Mortimer dokonała w kwestii narracji, oddając głos (dosłownie) nowotworowi, który, wędrując po zakamarkach ciała, staje się integralną częścią Lii. Początkowa abstrakcyjność ustępuje miejsca bliskości i intymności – narracyjny dwugłos coraz mocniej splata się ze sobą. Pomysłowość Mortimer nieraz wzbudziła mój zachwyt, podobnie zresztą jak i jej literacka wrażliwość, przenikliwość i zrozumienie – cielesności i emocji. Momentami lirycznie oderwana, ale jednocześnie tak bardzo trafna. Mortimer uzyskała wspaniały efekt – szczery, niepokojący, ale też kojący w swoim bólu, nieuchronności oraz przebłyskach światła i humoru.

"Okazuje się, że to, co dobre, potrafi zranić bardziej niż to, co złe. Że spokój boli bardziej niż nieszczęście"

"Mapy naszych spektakularnych ciał" to opowieść o chorobie i śmierci, ale też o miłości, przyjaźni i relacjach – macierzyństwie, rodzinie. Maddie Mortimer uchwyciła zmieniającą się dynamikę trzyosobowej rodziny, bo choroba Lii znacząco destabilizuje dotychczasowy spokój i nikogo nie pozostawia obojętnym. Kwestie takie jak przebaczenie, poczucie winy, złość, bliskość, wiara i próba pogodzenia się ze stratą subtelnie dopełniają historię. Obok intymnych zmagań Lii to właśnie jej relacje z bliskimi, a szczególnie z nastoletnią córką, poruszyły mnie najbardziej. Bliskość śmierci zmusza też bohaterkę do konfrontacji z przeszłością – wracają wspomnienia pierwszej miłości i niełatwych relacji z matką i ojcem. Dzięki retrospekcjom książka Mortimer zyskuje ważny kontekst, bo opowiada nie tylko o zbliżającym się końcu, ale też o dojrzewaniu i młodości – różnych etapach życia.


Czasami po przeczytaniu książki czujemy, że coś się w nas zmieniło, że tekst zostawił w nas ślad. I tego właśnie doświadczyłam tym razem. Mortimer stworzyła słodko-gorzki list miłosny na cześć życia, walki z przeciwnościami i tych, którzy trzymają nas za rękę, gdy świat rozpada się na milion kawałków. Dzięki takim książkom literatura wciąż jest w stanie nas zaskakiwać, docierać głęboko i poruszać w nieoczekiwany sposób. Udany debiut, jednocześnie piękny, smutny, bolesny i wzruszający. Gorąco polecam (i gratuluję Agnieszce Walulik – przypuszczam, że przekład prozy Mortimer nie był łatwy, ale polska wersja zachwyca).





















* Współpraca barterowa z Wydawnictwem Poznańskie.

Tytuł oryginalny: Maps of Our Spectacular Bodies
Przekład: Agnieszka Walulik 
Wydawnictwo: Poznańskie
Data wydania: 11 października 2023
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 472
Moja ocena: 5,5/6


12.10.23

"Ciałko. Hiszpania kradnie swoje dzieci" – Katarzyna Kobylarczyk

"Ciałko. Hiszpania kradnie swoje dzieci" – Katarzyna Kobylarczyk
Hijos falsos. Bebés robados. Fałszywe dzieci. Ukradzione dzieci.

Szacuje się, że w Hiszpanii w latach 1950-1990 nawet 300 tysięcy dzieci stało się ofiarami kradzieży, nielegalnej adopcji i fałszowania tożsamości. Coś, co początkowo było represją polityczną, zamieniło się w lukratywny biznes i systemowy proceder. W czasie wojny domowej i po jej zakończeniu reżim frankistowski odbierał dzieci przeciwnikom dyktatury, zwolennikom republiki, działaczom lewicy i osobom uznanym za niemoralne, m.in. więźniarkom politycznym. Dzieci te z założenia miały trafić do "wzorowej" rodziny i być wychowywane zgodnie z obowiązującą ideologią i religią katolicką. Z czasem procederem zaczęto obejmować nie tylko przeciwników politycznych, ale też przypadkowe rodziny, głównie gorzej sytuowane, a także samotne matki. Dziecko można było kupić za pieniądze lub "dostać w prezencie", a w transakcjach pośredniczyły instytucje państwowe i kościelne (lekarze, pielęgniarki, zakonnice, księża, urzędnicy, grabarze). Kobietom, które urodziły, mówiono, że ich dziecko zmarło. Odmawiano pokazania ciała i oddania zwłok do pogrzebania. Zdarzało się, że dzieci były podmieniane, a rodzice otrzymywali trumienkę, której zabroniono im otwierać – często była pusta. Określenie bebés robados wzbudza w Hiszpanii wiele trudnych emocji, tym bardziej że wciąż więcej jest pytań niż odpowiedzi.


Katarzyna Kobylarczyk zagłębia się w jedną z bardziej bolesnych i wstrząsających kart historii Hiszpanii. W reportażu "Ciałko" odsłania kulisy okrutnego procederu, który latami rozdzielał dzieci i ich biologicznych rodziców. Łącząc wiele indywidualnych opowieści, autorka kreśli poruszający obraz ludzkiego dramatu, niezagojonych ran i długiej drogi do prawdy. "Ciałko" to historia Paco i Rafaela, Any Belén, Inés, Mari José, Carmen, Enrique. To dorosłe już dzieci poszukujące swoich biologicznych rodziców oraz matki i ojcowie poszukujący swoich ukradzionych córek i synów przez lata uznawanych za zmarłe.

"Społeczeństwo lubi myśleć, że przemoc wobec samotnych matek i ich dzieci to właśnie takie miejsca: zamknięte zakłady, straszne internaty, miejsca na uboczu, oddzielone murem i kratami. Wolałabym, żeby ludzie zrozumieli, że ta przemoc jest wśród nich. W ich domach, na ich ulicach. Że to oni są jej źródłem. Peña Grande [owiany złą sławą zakład dla niepełnoletnich ciężarnych dziewcząt] to tylko skutek" 

Cenię reportaże Katarzyny Kobylarczyk za połączenie intymności z rzetelnością. "Ciałko" otwiera oczy nie tylko na mroczny rozdział historii Hiszpanii, ale też na złożoność ludzkich losów – kwestię tożsamości, pochodzenia, rodzinnych więzi, moralności. W "Ciałku" przejmujące wspomnienia i osobiste zmagania splatają się ciasno z grozą frankistowskiego reżimu, złowrogim mechanizmem i patriarchalną przemocą (koszmarem instytucji dla młodych ciężarnych kobiet, nielegalnym handlem ludźmi, umarzanymi śledztwami i zacieraniem śladów). To opowieść o ludziach, którzy znaleźli się w środku nacjonalistyczno-katolickiej dyktatury i stali się jej ofiarami – zostali naznaczeni piętnem bebés robados. Katarzyna Kobylarczyk oddaje im głos, pozwala wejść w ich skórę, poczuć ciężar doświadczeń. Z tekstu wyłania się wstrząsający obraz nielegalnych adopcji – okoliczności i wieloletnich skutków, m.in. poczucia samotności, niedopasowania, długiej walki o odkrycie prawdy, niełatwych spotkań z biologicznymi rodzicami/dziećmi. Dla mnie "Ciałko" to również gorzka lekcja historii i przestroga – przed dyktaturą, systemową przemocą, dyskryminacją, patriarchatem (bo losy hiszpańskich kobiet w czasach frankistowskich niejednokrotnie łamią serce, wzbudzają żal i słuszny gniew). Minimalistyczny, rzeczowy styl pisania autorki, bez sentymentalizmu, ckliwości i sensacji, pozostawia miejsce na refleksję.


"Każdy ma w sobie coś takiego, swoją ciemność. Moją jest samotność, brak ciepła. Zawsze czułam się samotna taką samotnością, która, jeśli pozwolisz, zniszczy cię i zmiażdży"

Interesująca, rzetelna i poruszająca literatura faktu – na temat wydarzeń, o których mówi się zbyt mało. Książka dla tych, którzy chcą poznać inne oblicze Hiszpanii, spojrzeć na nią przez pryzmat jej bolesnej i mrocznej przeszłości. Takie reportaże warto polecać, czytajcie.

















* Współpraca barterowa z Wydawnictwem Czarne.

Data wydania: 4 października 2023
Wydawnictwo: Czarne
Oprawa: twarda
Liczba stron: 208
Moja ocena: 5/6

5.10.23

"Nadzieja w spiżarni ukryta" – Joanna Jax i Magdalena Witkiewicz

"Nadzieja w spiżarni ukryta" – Joanna Jax i Magdalena Witkiewicz
Słoiki z ogórkami i marynowanymi kurkami. Butelki z sosem pomidorowym. Śliwkowe powidła. Miód. Likier z czarnych porzeczek. Suszone borowiki i warkocze z czosnku. Spiżarnia. Serce domu. Miejsce, w którym ukryta jest nadzieja.


Tak o spiżarnianej magii mówią bohaterki powieści Magdaleny Witkiewicz i Joanny Jax – kobiety należące do koła gospodyń wiejskich. Łucja, która dołączyła do nich pewnego sierpniowego dnia, szybko przekonała się jak wiele radości i spokoju może przynieść wspólne gotowanie i pieczenie. A przede wszystkim jak wspaniałym doświadczeniem mogą być spotkania w kobiecym gronie – przyjaźń kobiet, które z pozoru różni wiele, ale łączy jeszcze więcej. "Nadzieja w spiżarni ukryta" to poruszająca opowieść, w której przeszłość splata się z teraźniejszością – historia zapracowanej młodej kobiety, która przeprowadza się na wieś i odmienia swoje dotychczasowe życie krzyżuje się z losami skromnej nauczycielki żyjącej w dziewiętnastowiecznej Polsce pod zaborami. Joanna Jax i Magdalena Witkiewicz wspaniale przybliżają w książce ideę kół gospodyń wiejskich, jednocześnie kreśląc przenikliwy portret Filipiny Płaskowskiej, która jako jedna z pierwszych dostrzegła siłę i wielki potencjał kobiet ze wsi. Niezwykle fascynująca i inspirująca to postać – nauczycielka, idealistka i rewolucjonistka. Dziewczyna o wielkim sercu, która zawsze na pierwszym miejscu stawiała drugiego człowieka. Która walczyła o najbiedniejszych kosztem samej siebie. Która angażowała się w sprawy robotników i chłopów i która z determinacją krzewiła polską kulturę i język w burzliwych czasach. Odwaga, idealizm i życzliwość Filipiny wzbudzają podziw i sympatię – wspaniale, że autorki postanowiły opowiedzieć jej niełatwą historię. Zresztą w powieści Joanny Jax i Magdaleny Witkiewicz i przeszłość, i teraźniejszość angażują równie mocno – "Nadzieja w spiżarni ukryta" utkana jest z wielu przeróżnych emocji. Autorki pięknie piszą o miłości, przyjaźni, trudnych wyborach, bolesnych pożegnaniach i nowych początkach – z literacką wrażliwością i empatią. Jeżeli lubicie słodko-gorzkie, życiowe historie, książka Joanny Jax i Magdaleny Witkiewicz sprawdzi się doskonale.


"by przeżyć życie tu i teraz"

"Nadzieja w spiżarni ukryta" to mądra i czuła lekcja życia – opowieść o patrzeniu z nadzieją w przyszłość i cieszeniu się drobiazgami. O szukaniu swojego miejsca i odkrywaniu własnej ścieżki. O ludzkiej życzliwości, trosce i sile wsparcia, dzięki którym świat staje się lepszym miejscem. I przede wszystkim o zwykłych-niezwykłych kobietach, które były i są wśród nas – mamy wielką moc!

Pięknie napisana, wartościowa literatura obyczajowo-historyczna. Ma zapach bochenka chleba, smak miodu i dojrzałych jabłek. Wzrusza, skłania do refleksji, napełnia serce ciepłem i nadzieją. Takie książki czyta się i poleca z przyjemnością. Niezwykle udany pisarski duet!
















* Współpraca barterowa z Wydawnictwem Flow.

Data wydania: 20 września 2023
Wydawnictwo: Flow
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 336
Moja ocena: 5/6

2.10.23

"Hacjenda" – Isabel Cañas (przekład Ryszard Oślizło)

"Hacjenda" – Isabel Cañas (przekład Ryszard Oślizło)
Niektóre domy już od progu otulają ciepłem. Inne, puste i ciche, uparcie milczą. Ale są też i takie, które skrywają przerażające tajemnice – gniew i nienawiść przenikają ich mury. Każdy dom ma swoją własną historię. Każdy dom staje się świadkiem mijającego czasu, nagromadzonych latami uczuć, wypowiedzianych słów i burzliwych wydarzeń. Bo dom to coś znacznie więcej niż cztery ściany. I czasami dom postanawia przemówić...

"Z tym domem było coś nie tak. Coś czaiło się w nim za dnia, a nocą rosło w siłę"

Zimno wypełza z zakamarków i przenika wiekowe mury, gniewne głosy i szyderczy śmiech odbijają się echem, trzaskają drzwi, ciemność gęstnieje i chwyta za gardło. Czerwone oczy śledzą każdy twój ruch, jesteś obserwowana. Mdlący strach oplata cię coraz ciaśniej. Tracisz oddech, a może i zmysły. Hacjenda San Isidro, dom, który miał być ratunkiem i bezpiecznym schronieniem okazał się śmiertelną pułapką – wrogim i niebezpiecznym miejscem, twoim grobem.


"Ojciec Beatríz został stracony podczas obalania rządu, a jej dom spalono. Kiedy przystojny don Rodolfo Solórzano oświadcza się kobiecie, ta myśli głównie o schronieniu, jakie może zapewnić jego posiadłość na wsi. Ignoruje więc plotki o śmierci pierwszej żony Rodolfa i jego lojalności wobec ludzi, którzy zamordowali jej ojca. Chce mieć własny, spokojny dom i poczucie stabilizacji. Po przeprowadzce do hacjendy San Isidro, położonej na uboczu, okazuje się, że nie jest to bezpieczna przystań, na jaką Beatríz liczyła. Juana, siostra Rodolfo, bardzo ten dom zaniedbała. Rodolfo wraca do stolicy, zostawiając żonę ze swoją siostrą. Wkrótce wizje i głosy zaczynają nawiedzać sny Beatríz, a niewidzialne oczy śledzą każdy jej ruch. Juana wyśmiewa wizje bratowej, ale sama nie wchodzi w nocy do budynku. Z kolei kucharka pali kadzidła na skraju kuchni i oznacza drzwi dziwnymi symbolami. Nikt nie chce powiedzieć, co stało się z pierwszą doñą Solórzano" (opis wydawcy)

Debiutancka gotycka powieść Isabel Cañas bada coś znacznie więcej niż tylko siłę strachu i gęstość mroku czających się w nawiedzonym domu. Mrożąca krew w żyłach i hipnotyzująca "Hacjenda" opowiada historię Metyski, młodej mężatki Beatriz i nowej doñy Solórzano, która zostaje uwikłana w rodzinne sekrety, walkę o władzę i niepohamowaną żądzę zemsty. Powieść, która zrodziła się z dziecięcego lęku przed ciemnością, fascynacji przeszłością i latynoamerykańskich korzeni autorki, silnie osadzona jest w meksykańskiej dziewiętnastowiecznej scenerii. Tłem wydarzeń Cañas uczyniła lata tuż po zakończeniu wojny o niepodległość Meksyku, co nadaje "Hacjendzie" specyficzny społeczno-kulturowy koloryt – tytułowa posiadłość San Isidro niczym soczewka skupia w sobie esencję ówczesnych burzliwych czasów: widmo kolonializmu, krzywdzący rasistowski system klasowy, nierówności socjoekonomiczne i opresyjną religię. W powieści Cañas meksykańskie dziedzictwo przenika każdą stronę – jest obecne w dawnych ludowych wierzeniach, w folklorze i murach rodzinnej posiadłości, którą nawiedzają nie tylko nadprzyrodzone siły, ale też duchy przeszłości. Barwna meksykańska oprawa "Hacjendy" w połączeniu z dusznym, mrocznym klimatem à la Daphne du Maurier tworzy coś absolutnie wyjątkowego. Książka Cañas ma wszystko to, co charakteryzuje dobrą powieść grozy, a nawet znacznie więcej: od motywu nawiedzonego domu przez zakazany romans aż po fabularne napięcie. Autorka piękną prozą potrafi wyczarować niezapomniane obrazy – podsyca niepokój, pobudza wyobraźnię i oplata lepkim strachem. Groza w "Hacjendzie" wydaje się niemal namacalna – i na tyle przerażająca, by skutecznie oddalić sen. Cañas, łącząc motyw nawiedzenia, religii i meksykańskich wierzeń, zbudowała dla historii zakazanej miłości autentyczną oprawę – nadała powieści gotycką głębię. Zachwycają silne kobiece portrety, a także zniuansowana postać młodego księdza Andrésa, mężczyzny skrywającego mroczną tajemnicę. Wszystkie elementy debiutanckiej książki Cañas doskonale ze sobą współgrają.


"Koniec końców tym, co mnie złamało, nie były atramentowe ciemności ani echa osobliwego śmiechu San Isidro. Ani też strach rozrywający mi pierś. Złamała mnie jej utrata"

"Hacjenda" to książka przesiąknięta słodkim sokiem z agawy i dymem kopalowego kadzidła, wyszeptana w blasku świec. To opowieść o rodzinnych sekretach, słodko-gorzkiej, zakazanej miłości, strachu, żądzy władzy i woli przetrwania. O walce dobra ze złem, pamięci murów i przerażających rzeczach, które skrywają się w ciemności. Cudownie niepokojąca i trzymająca w napięciu powieść, wspaniały debiut i współczesna gotycka perełka – niezapomniana. Przeczytałam jednym tchem, często ze ściśniętym ze strachu gardłem. Polecam!


















* Współpraca barterowa z Wydawnictwem Mova.

Tytuł oryginalny: The Hacienda
Przekład: Ryszard Oślizło
Wydawnictwo: Mova
Data wydania: 27 września 2023
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 400
Moja ocena: 5,5/6

Copyright © w ogrodzie liter , Blogger