17.3.22

"Najbardziej niebieskie oko" - Toni Morrison (przekład Kaja Gucio)

"Najbardziej niebieskie oko" - Toni Morrison (przekład Kaja Gucio)

Jedenastoletnia czarnoskóra Pecola Breedlove marzy o niebieskich oczach – wierzy, że poczułaby się wówczas piękna, szczęśliwa i akceptowana. Tymczasem wyśmiewana przez inne dzieci oraz pozbawiona rodzinnej miłości i troski, rozpada się każdego dnia w obliczu przeciwności i wewnętrznych konfliktów.

Istnieją książki, które zamiast literackiej porcji szczęścia i nadziei przynoszą ze sobą dreszcz dyskomfortu, bezsilności i rozczarowania – światem, ludźmi i samym sobą. Książki, które odsłaniają brutalną prawdę i zmuszają do konfrontacji z tym, co ignorowane, spychane na margines, bolesne i niewygodne. Oburzają, wywołują gniew, poruszają do głębi, sprawiają, że grunt usuwa się spod nóg, odsłaniając ziejącą przepaść. I jedną z takich książek jest "Najbardziej niebieskie oko" Toni Morrison, pierwszej czarnoskórej laureatki literackiej Nagrody Nobla. Ten debiut, choć wydany w 1970 roku, wciąż wzbudza wiele emocji, m.in. z uwagi na odważne i brutalnie szczere przedstawienie kwestii dotyczących rasizmu, przemocy seksualnej i kazirodztwa. Zresztą warto w tym miejscu wspomnieć o jeszcze jednym ważnym fakcie – powieść nie tylko została napisana przez czarnoskórą kobietę, ale też koncentruje się wokół historii czarnoskórej dziewczynki. I choć dziś taka informacja nie wydaje się niczym zaskakującym, pięćdziesiąt lat temu, gdy książka została wydana, sprawy wyglądały zupełnie inaczej.

Akcja powieści rozgrywa się w latach 40. XX wieku w Lorain w amerykańskim stanie Ohio – miejscu urodzenia Toni Morrison. Historia marzącej o niebieskich oczach Pecoli została przedstawiona m.in. z perspektywy dwóch koleżanek dziewczynki, czarnoskórych sióstr, Claudii i Friedy MacTeer, które w przeciwieństwie do głównej bohaterki odrzucają kody kulturowe białego świata i które mogą liczyć na wsparcie rodziny. Struktura książki, fragmentaryczna i nielinearna, dobrze uwidacznia postępujące rozbicie świata Pecoli i zmusza czytelnika do trudnego wewnętrznego dialogu z samym sobą.

Toni Morrison stworzyła skomplikowane i wielowymiarowe portrety. I uwzględniła w tej historii kilka ciekawych perspektyw. Są kobiety, mężczyźni i dzieci, biali i czarni, w różnym wieku i należący do różnych klas społecznych. Morrison doskonale zagłębia się w ich codzienne problemy, dylematy i pragnienia. Oddaje ich głęboką frustrację i udrękę, rzuca światło na dzieciństwo naznaczone miłością i nienawiścią oraz nadzieją i rozczarowaniem. "Najbardziej niebieskie oko" to wnikliwa analiza napięć amerykańskiego społeczeństwa i poruszające studium upadku – książka otwiera oczy i pomaga dostrzec najtrudniejsze aspekty życia. Zresztą to właśnie patrzenie odgrywa w powieści istotną rolę – w ludzkich oczach odbija się lęk, rezygnacja, wstyd, niechęć, dezaprobata, pogarda i odrzucenie. Mieszkańcy Lorain odwracają wzrok od cudzej biedy, przemocy, alkoholizmu i brzydoty, jednocześnie ignorując własne słabości i obawiając się prawdy. Dla Pecoli niebieskie oczy są symbolem piękna, szacunku i wolności – niedoścignionym ideałem – oraz drogą do akceptacji i szansą na społeczne dopasowanie. Dziewczynka wierzy, że jest brzydka, ponieważ to społeczność utwierdziła ją w tym przekonaniu. "Najbardziej niebieskie oko" to gorzka i smutna refleksja nie tylko na temat rasizmu, ale również konsekwencji pogardy i odrzucenia, szczególnie dramatycznych i niszczących w sytuacji, gdy jednostka wierzy w ich słuszność i zasadność i gdy pozostaje opuszczona w swojej osobistej tragedii. Niezwykle trudno czytać o losach Pecoli – widzieć jej milczącą bezradność, upokorzenie, utratę poczucia własnej wartości i cichy dramat rozgrywający się wśród ludzi odwracających wzrok lub jawnie okazujących pogardę. Toni Morrison nie idzie na skróty – pokazuje, że czarnoskóra społeczność Lorain nie jest jednolita. Autorka bardzo dobrze odmalowuje jej niuanse i podziały. Dramat Pecoli porusza do głębi, ponieważ dziewczynka zostaje odrzucona nie tylko przez własną rodzinę, ale również przez czarnoskórą społeczność. I tym samym "nie należy ani do świata białych ani do świata czarnych". Choć niczym nie zawiniła – doświadcza całkowitej marginalizacji. W postaci bezbronnej czarnoskórej dziewczynki zbiegają się szkodliwe skutki uprzedzeń zakorzenionych w rasizmie i seksizmie. Książka Toni Morrison umiejętnie przenosi ciężar z osobistego dramatu Pecoli na udział społeczności – ukazuje, jak ci, którzy powinni ją wspierać, zepchnęli ją w przepaść i mrok.

"Najbardziej niebieskie oko" to powieść pełna bólu, rozdzierająca serce, brutalnie szczera i bezkompromisowa, a jednocześnie napisana z czułością – bo talent pisarski Morrison łagodzi nieco formę, ale nie przekaz. Autorka stworzyła opowieść o przemocy rasowej, seksualnej, fizycznej i emocjonalnej. O rasizmie, seksizmie, mizoginii, nierównościach społecznych i ekonomicznych. O zmaganiach dziewcząt, które nie są w stanie wpasować się w narzucony standard urody – o niszczącej presji w obliczu nierealistycznych kanonów. O konformizmie, systemowym ucisku, dylematach tożsamościowych i rasowej nienawiści do samego siebie. O dyskryminacji, która niszczy od najwcześniejszych lat. I o prawdziwym życiu, które bywa bolesne, przykre i rozczarowujące.

Zakończenie powieści zatrzymuje czas – czytelnik zastyga obezwładniony mieszanką żalu, wstydu, przerażenia, smutku i gniewu. To moment szczerej refleksji. Jak żyć, marząc o byciu kimś innym? Czym w ogóle jest piękno? Jak wzrastać w świecie, który przekonuje, że nie jesteś wart miłości, szacunku i akceptacji? Czy bierność nie stanowi tak naprawdę milczącego współudziału? Zresztą podobnych pytań nasuwa się znacznie więcej.

"Cóż więcej można o tym powiedzieć – może tylko d l a c z e g o. D l a c z e g o jednak trudno udźwignąć, pozostaje zatem szukać otuchy w tym j a k"

"Najbardziej niebieskie oko" to kawałek wielkiej literatury. Takiej, która stawia trudne pytania, sprzyja krytycznej ocenie i refleksji, nie przynosi łatwych odpowiedzi – obnaża wady i słabości, pozwala utożsamiać się z doświadczeniami bohaterów, albo wręcz przeciwnie – zmusza do opuszczenia strefy komfortu i uczy empatii. Mimo upływu lat ten literacki debiut nadal zwraca uwagę przenikliwością, uniwersalnością i aktualnością. Zachwyciła mnie proza Toni Morrison – przejmująca i realistyczna. Można powiedzieć, że ta książka stanowi niejako literacki głos osób, których prawdziwy głos nadal nie jest słyszany. Trudna, bolesna, ale niezwykle ważna książka. Polecam.








* Współpraca barterowa z Wydawnictwem Poznańskie.


Tytuł oryginalny: The Bluest Eye
Przekład: Kaja Gucio
Wydawnictwo: Poznańskie
Data wydania: 9 marca 2022
Oprawa: twarda
Liczba stron: 256
Moja ocena: 5,5/6

15.3.22

"Tam, gdzie las spotyka się z niebem" - Glendy Vanderah (przekład Dorota Stadnik) /przedpremierowo/

"Tam, gdzie las spotyka się z niebem" - Glendy Vanderah (przekład Dorota Stadnik) /przedpremierowo/
"Nie mam domu na Ziemi. Przybyłam stamtąd. – Wskazała niebo.
– Skąd?
– Z gwiazdozbioru Wielkiej Niedźwiedzicy. A konkretnie z Galaktyki Wiatraczek.
– Skoro jesteś kosmitką, to czemu wygladasz jak człowiek?
– Ja tylko korzystam z ciała tej dziewczynki. Ona nie żyła, kiedy wzięłam sobie jej ciało"

Pewnego wieczoru przed leśną chatą Joanny, dwudziestosześcioletniej ornitolożki, pojawia się dziewięcioletnia dziewczynka. Ursa twierdzi, że przybyła z gwiazd, by ujrzeć na Ziemi pięć cudów.  Joanna, która walczy z rakiem piersi i która niedawno straciła matkę, nie wierzy w cuda. Pozwala jednak zostać dziewczynce do czasu, aż nie dowie się, kim naprawdę jest. W opiece pomaga jej Gabriel, sąsiad odludek czytający Szekspira. Wkrótce między trójką obcych sobie osób zawiązuje się specyficzna więź. Kim jest Ursula? Jakie tajemnice skrywa? I dlaczego w jej obecności Joannie i Gabrielowi przytrafiają się dobre rzeczy?

Literacki debiut Glendy Vanderah intryguje już od pierwszych stron – tajemnicą i nietypowym suspensem. Dziewięcioletnia Ursa twierdzi, że przybyła z gwiazd i pożyczyła sobie ciało zmarłej dziewczynki. Science-fiction? A może jednak obyczajowy dramat doprawiony nutą romansu? Tego akurat wam nie zdradzę, bo zagadkowe pochodzenie Ursy to jeden z elementów napędzających fabułę – ciekawość podszyta niepewnością zmuszają czytelnika do kompulsywnego przewracania stron. Jednak warto wspomnieć, że książka Glendy Vanderah to nie tylko niesztampowa opowieść o "małej kosmitce", ale również pełna emocji historia, w której krzyżują się ze sobą niespodziewanie życiowe ścieżki dwojga nieznajomych – kobiety i mężczyzny dźwigających bagaż trudnych doświadczeń i skrywających w sercu bolesne rany. Joanna, choć silna wewnętrznie, cierpi z powodu utraty matki. Choroba nowotworowa odebrała jej poczucie bezpieczeństwa, wiarę i nadzieję. Z kolei Gabriel, pozbawiony rodzinnego wsparcia, mierzy się z depresją i społecznym lękiem – żyje z dnia na dzień bez widoków na lepszy czas. Obecność tajemniczej dziewczynki działa uzdrawiająco zarówno na Joannę, jak i na Gabriela - Ursa uczy ich zaufania, miłości i nadziei oraz przypomina, że małe i duże cuda zdarzają się każdego dnia – są tuż na wyciągnięcie ręki. "Tam, gdzie las spotyka się z niebem" to powieść pełna ciepła – pokrzepia i przynosi nadzieję. Daleko jej jednak do lekkiej i cukierkowej historii – znajdziemy w niej również elementy psychologiczno-obyczajowego dramatu. Glendy Vanderah porusza kwestie dotyczące m.in. choroby, żałoby, śmierci, samotności, depresji, przemocy i traumy. Opowiada o znaczeniu rodzinnego wsparcia, przyjaźni i miłości,  m.in. w kontekście depresji (mobilizują i pomagają mierzyć się z chorobą – chorobą, która zwykle nie jest sprintem, lecz maratonem pełnym lepszych i gorszych momentów – choć Vanderah nie zagłębia się w niuanse i można jej zarzucić zbytnie uproszczenie, ten przekaz szczególnie doceniam). I z czułością pokazuje, jak delikatnie tworzą się między ludźmi więzi, na zawsze zmieniając ich życie. Historia bystrej i wrażliwej dziewczynki poruszyła mnie zaskakująco mocno. Ursa to bohaterka, która z łatwością zyskuje sympatię czytelnika. Zresztą podobnie jak nietypowy trójkąt stworzony przez autorkę – trzy różne osobowości i trzy zranione serca. Całość wspaniale dopełniają motywy przyrodnicze i ornitologiczne oraz wyjątkowa sceneria – Shawnee National Forest w amerykańskim stanie Illinois.

"Czasem zdarza się coś złego, żeby zdarzyło się coś dobrego"

"Tam, gdzie las spotyka się z niebem" to poruszająca powieść, którą czyta się jednym tchem – historia pełna autentycznych uczuć i bliskich nam tematów. O miłości, dobru, przebaczeniu, nowych początkach i pokonywaniu trudności. Napisana z lekkością, ale jednocześnie skłaniająca do refleksji – pozostawiła w moim sercu ciepło. Udany literacki debiut i książka, którą z przyjemnością polecam.







* Współpraca barterowa z Wydawnictwem Muza.



Tytuł oryginalny: Where The Forest Meets The Stars
Przekład: Dorota Stadnik
Wydawnictwo: Muza
Data wydania: 23 marca 2022
Oprawa: miękka
Liczba stron: 352
Moja ocena: 5/6

10.3.22

"Papierowy pałac" - Miranda Cowley Heller (przekład Katarzyna Makaruk)

"Papierowy pałac" - Miranda Cowley Heller (przekład Katarzyna Makaruk)
Jak lepkie, upalne powietrze w płucach. Jak słodki smak dojrzałych owoców na języku. Jak odbierający dech skok w lodowatą toń. Jak ciepłe promienie słońca na skórze. Jak przyspieszone bicie serca w nieprzeniknionej ciemności.

Głęboka. Mocna. Wielowymiarowa. Wprawiająca serce w drgania. Czasami mroczna, czasami pokrzepiająca. Historia, którą obraca się w myślach jeszcze długo po przeczytaniu ostatniej strony – analizuje, odtwarza i przeżywa ponownie.


Jest piękny lipcowy poranek. Elle, pięćdziesięcioletnia żona i matka trójki dzieci, budzi się w "Papierowym Pałacu" – rodzinnym letnisku na półwyspie Cape Cod – miejscu, które regularnie odwiedza od najwcześniejszych lat i które zna jej największe sekrety. Ale ten poranek różni się od pozostałych. Ostatniej nocy Elle i jej wieloletni przyjaciel Jonas, spowici letnim mrokiem, po raz pierwszy uprawiali ze sobą seks. Wydaje się, że nic już nie będzie takie, jak dawniej. W sercu Elle budzą się skrywane latami uczucia – miłość, pożądanie i namiętność, a także obrazy z przeszłości i bolesny sekret, który rozdzielił ją niegdyś z Jonasem. 

"Ten dom zna wszystkie moje tajemnice. Ma mnie w swoich kościach"

"Papierowy pałac", debiut Mirandy Cowley Heller, to poruszająca powieść z pogranicza literatury obyczajowej i pięknej, co dla mnie stanowiło miłe zaskoczenie. Historia, na pierwszy rzut oka odsłaniająca kulisy miłosnego trójkąta, okazuje się w rzeczywistości przejmującym rodzinnym dramatem i złożonym portretem kobiety rozdartej między bezpiecznym, poukładanym życiem a głęboko skrywanymi pragnieniami i niespełnionymi uczuciami. Miranda Cowley Heller wykorzystuje różne linie czasowe i za pomocą retrospekcji rzuca światło na życiową drogę Elle – drogę, która doprowadziła ją do punktu zwrotnego. Poprzez piękną prozę i ekscytującą narrację autorka stopniowo odkrywa zakamarki kobiecego serca – zagłębia się w świat wewnętrzny bohaterki i krok po kroku obnaża jej rozterki, trudne wybory, decyzje i związane z nimi konsekwencje. "Papierowy pałac" utkany jest misternie z miłości, przyjaźni, namiętności, rodzinnych więzi i relacji, sekretów i pragnień. Na kartach książki splatają się ze sobą szczęście i cierpienie, rozstania i powroty, światło i mrok. Miranda Cowley Heller porusza wiele ważnych i często też bolesnych kwestii dotyczących m.in. przemocy seksualnej, rozpadu rodziny, utraty zaufania, choroby, śmierci, poczucia winy, zdrady, wstydu i traumy. 


Czym jest prawdziwa miłość? Czy warto podążać za głosem serca? Czy zakończenie wieloletniego związku to przejaw egoizmu, a może wręcz przeciwnie – słuszna walka o własne szczęście? Czy zawsze można zacząć od nowa?

"Papierowy pałac" to pięknie skonstruowana, niebanalna i nieodkładalna powieść po brzegi wypełniona autentycznymi emocjami. Zachwyciła mnie złożonością ludzkich portretów, mieszanką ciepła i mroku, oprawą literacką (opisami natury i barwną scenerią Cape Code) oraz psychologiczną głębią. Miranda Cowley Heller podarowała nam opowieść o pierwszej miłości głęboko zakorzenionej w tragedii z przeszłości. O gotowości do podjęcia ryzyka i rozdarciu między stabilnym życiem rodzinnym a pragnieniem podążania za głosem serca. O utraconych szansach oraz wielkich i małych chwilach, które mogą na zawsze zmienić bieg naszego życia. O tym jak bardzo złożone potrafią być ludzkie uczucia oraz jak wybory jednej osoby wpływają na życie innych. Książka, która zmusiła mnie do kompulsywnego przewracania stron. Co zrobi Elle i kogo wybierze? Musicie przekonać się sami. Polecam.







* Współpraca barterowa z Wydawnictwem Czwarta Strona.



Tytuł oryginalny: The Paper Palace
Przekład: Katarzyna Makaruk
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Data wydania: 23 lutego 2022
Oprawa: twarda z obwolutą
Liczba stron: 400
Moja ocena: 5,5/6



18.2.22

"Biała elegia" - Han Kang (przekład Justyna Najbar-Miller)

"Biała elegia" - Han Kang (przekład Justyna Najbar-Miller)

Białe były wirujące płatki śniegu. Biała była mgła otulająca miasto. Białe były kostki cukru na spodeczku białej filiżanki. Biały był spływający po świecy wosk. Biała była kartka papieru zanim zapełniły ją słowa. Biała była twarzyczka nowonarodzonej dziewczynki. Biały był kaftan, w który zawinięto jej małe ciało - kaftan, który stał się jej całunem. I biały kolor ma żałobna elegia Han Kang, koreańskiej pisarki - książka balansująca na granicy światła i mroku, niemal wyszeptana, przesiąknięta śmiertelnością.

Miasto zbudowane na ruinach inspiracją dla podróży w głąb własnego serca

"Biała elegia" to głęboko osobiste i intymne studium emocji, pamięci i straty - seria krótkich refleksji, dla których wspólnym mianownikiem są nie tylko różne odcienie bieli, ale przede wszystkim jedno bolesne, rodzinne doświadczenie z przeszłości. Przemierzając zaśnieżone i skąpane we mgle ulice, bohaterka powraca myślami do starszej siostry, która zmarła dwie godziny po narodzeniu - jej milczącej nieobecności i życiu otrzymanym dzięki śmierci. "Biała elegia" płynnie porusza się między "ja" i "ona", a w pewnym momencie zaciera granice i łączy perspektywy. Han Kang dryfuje w przeszłości i teraźniejszości - subtelnie eksploruje zakamarki pamięci i z okrytych mgłą wspomnień wydobywa skrawki dawnych uczuć, pragnień i lęków. Czy można zamienić jedno życie na drugie? Czy istnieją wspomnienia nienaruszone przez mijający czas? Czy pamięć przywraca życie zmarłym?

Ta utkana z wrażliwością książka, choć na pierwszy rzut oka niepozorna, skrywa w sobie wielką moc - słowa trafiają prosto do serca i poruszają najczulsze struny - otulają melancholią, ulotnością, przejmującym smutkiem i nieśmiałą nadzieją. Han Kang stworzyła opowieść o ludzkiej egzystencji, znaczeniu żałoby w kontekście indywidualnym i społecznym oraz o wszystkim tym, co pomiędzy - życiem i śmiercią, starym i nowym, pamięcią i zapomnieniem. O różnych odcieniach smutku, głęboko zakorzenionym, dziedziczonym żalu, pustce i poczuciu winy oraz próbie ukojenia bólu po stracie, która, choć nie była udziałem autorki, odcisnęła na niej swoje piętno.

"Wzięła w nawias rozstania i żałoby. Wydawało jej się, że nigdy więcej się nie roztrzaska, jeśli uwierzy, że nigdy dotąd nie została złamana"

"Biała elegia" wymyka się z tradycyjnych gatunkowych ram i zaskakuje nietypową narracją - liryczną, niejednoznaczną i fragmentaryczną. To dobra propozycja dla czytelników, którzy cenią piękną i refleksyjną prozę ponad konwencjonalną fabułę. Książka Han Kang, jeżeli trafi w naszą wrażliwość, może okazać się satysfakcjonującą lekturą. I tak właśnie było w moim przypadku. Przemówiły do mnie intymność, melancholia i liryzm otulone bielą. Książka Kang sprawiła, że na czas lektury zatrzymały się dla mnie wskazówki zegara, a jednocześnie niespokojnie drgnęły umysł i serce. I aż szkoda, że tak krótko... 140 stron - ledwie oka mgnienie.







* Współpraca barterowa z Wydawnictwem W.A.B.


Tytuł oryginalny: 흰
Przekład: Justyna Najbar-Miller
Wydawnictwo: W.A.B.
Data wydania: 26 stycznia 2022
Oprawa: twarda
Liczba stron: 144
Moja ocena: 5/6

15.2.22

"Nowe początki" - Aleksandra Rak /patronat medialny/

"Nowe początki" - Aleksandra Rak /patronat medialny/

Motyw rodziny w literaturze pięknej i obyczajowej należy do moich ulubionych - i nie tylko moich :) Kwestie tożsamości, pamięci, rodzinnych relacji i ich wpływu na nasze życie niezmiennie cieszą się dużym zainteresowaniem wśród autorów i czytelników. I nic dziwnego, w końcu to jeden z ważniejszych aspektów naszej codzienności. Rodzina jest również wiodącym motywem powieści Aleksandry Rak. W środę, 23 lutego, na księgarskie półki trafi trzecia część serii "Pensjonat na wzgórzu" - serii, która zajmuje w moim czytelniczym sercu szczególne miejsce. Pokochałam historię trzech sióstr, których życiowe ścieżki po wielu latach nieoczekiwanie skrzyżowały się ponownie - w bieszczadzkim domu pełnym słodko-gorzkich wspomnień. "Nowe początki" to kolejne spotkanie z Patrycją, Martyną i Klaudią - tym razem jeszcze bardziej wzruszające i pełne emocji. Trzecia część serii najmocniej przemówiła do mojego serca i zyskała miano ulubionej. To właśnie w niej dochodzi do przełomowych momentów - pożegnania przeszłości i powitania przyszłości - nowego początku.

W pensjonacie na wzgórzu znów wiele się dzieje. Martyna poznaje Bartosza. Początkowo ta znajomość jest pełna napięć, jednak nieoczekiwanie mężczyzna staje się dla niej wsparciem. Patrycja zaczyna rozumieć, że całe życie była podporządkowana matce. Postanawia to zmienić. Klaudia wyjeżdża do Krakowa, aby odszukać Marka i dowiedzieć się, dlaczego wyjechał bez słowa. Tymczasem do Polski z Irlandii przylatuje matka Patrycji i Martyny. Młodsza z sióstr ma do niej wielki żal - kobieta przed laty zostawiła ją i wyjechała za granicę. A to zaledwie wierzchołek góry lodowej zbudowanej z tajemnic, nieprzepracowanych traum, pielęgnowanych latami urazów i skomplikowanych uczuć. Czy siostrom uda się odnaleźć prawdziwą miłość i spokój? Czy wydarzy się coś, co ostatecznie zażegna wszystkie konflikty i scali rodzinę?

Z dużą niecierpliwością czekałam na kontynuację losów Patrycji, Martyny i Klaudii. "Pensjonat na wzgórzu" to seria, która z łatwością angażuje emocjonalnie - bohaterki niepostrzeżenie stają się czytelnikowi bliskie, podobnie zresztą jak ich zmagania. Aleksandra Rak potrafi pięknie pisać o uczuciach, międzyludzkich relacjach, zwykłej codzienności oraz życiu - nieprzewidywalnym, kruchym, pełnym dobrych i złych momentów. Cenię książki autorki za realizm i słodko-gorzki charakter. Zamiast obyczajowego lukru możemy w nich znaleźć przeróżne odcienie życia i autentyczne emocje. "Nowe początki" mają w sobie urok poprzednich części serii, a dodatkowo przynoszą ze sobą jeszcze większą porcję wzruszeń i refleksji. Aleksandra Rak ponownie zabiera nas w Bieszczady i kontynuuje historię sióstr. Każda z nich znalazła się w ważnym życiowym momencie, każda musi zmierzyć się z przeszłością i własnymi uczuciami. W trzeciej części sporo się dzieje, również w siostrzanych i damsko-męskich relacjach. "Nowe początki" wydają się bardziej dynamiczne, ale jednocześnie nie tracą swojego refleksyjnego charakteru - pod pozorną literacką lekkością kryje się wiele ważnych treści.  Aleksandra Rak z wrażliwością porusza kwestie dotyczące rodziny, przeszłości, samotności, traumy, macierzyństwa oraz straty. Pisze o miłości, przyjaźni, przebaczeniu i długiej drodze do szczęścia. "Nowe początki" zachwyciły mnie dojrzałością i przenikliwością spojrzenia na międzyludzkie relacje i wewnętrzne przeżycia. To poruszająca opowieść o sile siostrzanych więzi, znaczeniu rodziny, kruchości życia oraz o miłości, która potrafi podtrzymać nas, gdy upadamy pod ciężarem małych i dużych dramatów. O bolesnej prawdzie, która cenniejsza jest niż najpiękniejsze kłamstwo. O nadziei - bo na zmiany nigdy nie jest za późno. "Nowe początki" wspaniale pokazują, że  dobrze jest mieć przy sobie bliskich, że warto walczyć o marzenia, pokonać lęk i otworzyć się na nowe.

"Jesteśmy jak patchworkowy kocyk, który tworzą niepasujące do siebie elementy. Ale zszyte jedną mocną nicią budują piękną całość. Trwałą, wyjątkową i silną"

Powieść Aleksandry Rak zachwyca dynamiczną fabułą, autentycznymi emocjami, słodko-gorzkim klimatem i ważnym, życiowym przekazem. Autorka stworzyła trzy kobiece portrety - bieszczadzkie siostry, które z pozoru dzieli wiele, ale w rzeczywistości łączy jeszcze więcej. "Pensjonat na wzgórzu" to opowieść o kobietach takich jak my - szukających szczęścia i miłości. Trzecia część złamała mi serce, ale przykleiła też na nie plaster - wzruszyła i otuliła nadzieją. Poczułam, że tym razem Patrycja, Martyna i Klaudia naprawdę zajrzały w głąb swoich serc i odnalazły kierunek. Pięknie napisana książka - tak wiele emocji i refleksji ❤ Przeczytałam jednym tchem i gorąco polecam - całą serię. Warto.


Recenzja pierwszej części ("Niełatwe powroty") Link

Recenzja drugiej części ("Czas wyborów") Link

Wywiad z autorką Link





Za możliwość objęcia książki patronatem medialnym dziękuję Wydawnictwu Dragon.

* Współpraca barterowa z Wydawnictwem Dragon.


Data wydania: 23 lutego 2022
Wydawnictwo: Dragon
Seria: Pensjonat na wzgórzu (część trzecia)
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 320

15.2.22

"Ogród" - Hiroko Oyamada (przekład Anna Wołcyrz)

"Ogród" - Hiroko Oyamada (przekład Anna Wołcyrz)
"Ogród" Hiroko Oyamady, japońskiej pisarki, to zbiór piętnastu opowiadań - niepokojących, dusznych, balansujących na granicy jawy i snu. Pierwsze skrzypce odgrywa w nich natura. 


Subtelna, plastyczna i podszyta niepokojem proza Oyamady absolutnie mnie oczarowała. Czasami jednak towarzyszyło mi poczucie niedosytu - czułam (być może z powodu braku puenty lub niewystarczającej znajomości kontekstu kulturowego), że pod względem metafory, symboliki i przekazu umyka mi coś ważnego. Nie dotyczy to oczywiście wszystkich opowiadań zebranych w antologii - niektóre wydają się łatwiejsze w odbiorze, inne wręcz przeciwnie - bardziej wymagające. Wszystkie jednak wyróżnia udane połączenie świata natury i świata człowieka. Hiroko Oyamada potrafi zbudować literacką rzeczywistość z detali. "Ogród" to zapach wilgotnej gleby, kwitnące pajęcze lilie i włochate pszczoły. To barwy, zapachy i smaki zamknięte w literach, wyrazach i zdaniach. Natura w książce Oyamady nie tylko towarzyszy człowiekowi, ale wręcz ingeruje w jego życie - jest elementem kultury i tradycji, lekiem, zwiastunem szczęścia lub złym omenem, a często też projekcją głęboko skrywanych odczuć i emocji. Na tle pulsującej i żywej przyrody autorka snuje opowieść o absurdach codziennego życia, labiryncie presji, zobowiązań i norm społecznych, małżeństwie, rodzicielstwie, samotności, młodości i starości. O poczuciu wyobcowania, przemijaniu, tłumionych uczuciach i goryczy rozczarowań. Każde opowiadanie ma w sobie coś niepokojącego i cierpkiego, czasami surrealistycznego i onirycznego - jakiś rodzaj lepkiej mgły otulającej zdania. Wydaje się jakby Oyamada subtelnie zrywała maski - obnażała ludzkie zachowania, lęki, nieporadność i przyzwyczajenia. Bo "Ogród" to również słodko-gorzkie spojrzenie na współczesny świat i międzyludzkie relacje. 


"Wbiegałem na wzgórze, gdy tylko nadarzyła się okazja, i spoglądałem w dół na ogród, na przerzedzające się fale ludzi i zwierzęta wielkości zabawek. Oddychałem głęboko. A więc wróciłem. Nie, może nigdy nie opuściłem tego ogrodu, może cały czas biegałem w kółko między klatkami. Byłem małym chłopcem i szukałem rzadkiego okazu małpy w czarno-białe łaty, z długim ogonem, zadartym nosem i okrągłymi jak spodki oczami"

Dla mnie ciekawe literackie doświadczenie. I powiew świeżości, bo takiej prozy wciąż nie zdarza mi się czytać zbyt często. Polecam.





Tytuł oryginalny: 庭
Przekład: Anna Wołcyrz
Wydawnictwo: Tajfuny
Data wydania: 5 maja 2021
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 232
Moja ocena: 4,5/6

10.2.22

"Siostrzane Dzwony" - Lars Mytting (przekład Karolina Drozdowska) /przedpremierowo/

"Siostrzane Dzwony" - Lars Mytting (przekład Karolina Drozdowska) /przedpremierowo/
Dawno, dawno temu, w małej norweskiej wiosce Butangen otoczonej skalistymi pagórkami, gęstymi lasami i głębokimi wodami jeziora Løsnesvatnet przyszły na świat Halfrid i Gunhild Hekne - bliźniaczki zrośnięte od bioder w dół. Dziewczynki wyróżniały się nie tylko wyglądem, ale też wyjątkowym talentem. Tkane przez nie gobeliny zapierały dech w piersi - były piękne, zagadkowe i kryły w sobie tajemną wiedzę. Gdy ziemska wędrówka bliźniaczek dobiegła końca, ich pogrążony w żałobie ojciec nakazał odlać dwa kościelne dzwony - otrzymały miano Siostrzanych Dzwonów. Ich silny ton wybrzmiewał echem między skałami, docierał w głąb ludzkich serc. Dzwony ostrzegały przed niebezpieczeństwem, witały nowonarodzonych, żegnały zmarłych, przynosiły nadzieję i pociechę. Wisiały bezpiecznie na kościelnej wieży aż do roku 1880. Roku, który przyniósł wielkie zmiany - dla Siostrzanych Dzwonów, kościoła, mieszkańców Butangen i pewnej młodej dziewczyny z rodu Hekne.


Lars Mytting, podobnie jak bliźniaczki, utkał wyjątkowy gobelin, ale zamiast nici wykorzystał słowa. "Siostrzane Dzwony" to przepięknie napisana opowieść, w której ciasno splatają się ze sobą miłość, natura, wiara, sztuka i przeznaczenie. Autor podarował nam owianą skandynawskim chłodem historię, w której nordyckie wierzenia i religia chrześcijańska, tradycja i nowoczesność oraz poczucie obowiązku i pragnienie wolności ścierają się ze sobą nie tylko w duchowej przestrzeni słupowego kościoła, ale też w sercach mieszkańców wioski. Akcja powieści rozgrywa się w momencie, gdy do Butangen wkracza powiew zmian. Nie wszyscy chcą je zaakceptować, ale nikt nie jest w stanie ich zatrzymać. 

W "Siostrzanych Dzwonach" krzyżują się ze sobą ścieżki młodego i zdeterminowanego pastora, silnej i odważnej dziewczyny z rodu Hekne oraz utalentowanego drezdeńskiego architekta, dając początek poruszającej historii rozgrywającej się w cieniu słupowego kościoła i przy dźwiękach mitycznych Siostrzanych Dzwonów. Powieść zwraca uwagę piękną prozą - bogatą w symbolikę, a jednocześnie silnie osadzoną w prawdziwym życiu - ludzkich dramatach i chwilach szczęścia, ciężkiej pracy w rytmie pór roku, pokoleniowym dziedzictwie, biedzie, przesądach i tradycji. Lars Mytting, budując opowieść wokół kościoła słupowego i legendy Siostrzanych Dzwonów, rzuca światło na okres christianizacji Norwegii. Z literacką czułością opowiada o architekturze, sztuce i naturze, łącząc je z losami bohaterów książki. Jest w tych opisach coś wyjątkowego - autor ma niezwykły gawędziarski talent. Doskonale odmalowuje nie tylko dziewiętnastowieczną codzienność mieszkańców małej wioski, ale też z przenikliwością zagląda do ich serc - serc pełnych wiary, dumy, siły, a czasami trwogi, złości i zazdrości. Książkę wyróżnia głębokie zrozumienie, wiedza i trafność spostrzeżeń w połączeniu z literacką wyobraźnią i pisarskim kunsztem autora.
 

Książka Larsa Mytting to literatura, w której można się rozsmakować - zachwycić wyjątkowym nordyckim klimatem, pięknym stylem pisania oraz sugestywnymi opisami (można niemal poczuć zapach drewna i usłyszeć bicie dzwonów). Co ciekawe, choć książka ma w sobie liryczny spokój, jednocześnie trzyma w napięciu - znajdziemy w niej suspens, nieoczekiwane zwroty akcji i wiele skomplikowanych ludzkich ścieżek naznaczonych miłością, stratą, trudnymi wyborami, pragnieniami, pasją, udręczeniem i rozpaczą - aż do momentu, gdy opowieść zatoczy koło. 

"Siostrzane Dzwony" Larsa Myttinga to literacka perła dopracowana językowo (polski przekład - Karolina Drozdowska) i wizualnie (projekt okładki - Eliza Luty) - urzekająca podróż i udany początek trylogii. Będę z niecierpliwością czekać na kolejne części. Gorąco polecam, szczególnie miłośnikom literatury pięknej i skandynawskiej.






* Współpraca barterowa z Wydawnictwem Otwarte.


Tytuł oryginalny: Søsterklokkene
Przekład: Karolina Drozdowska
Wydawnictwo: Orwarte
Data wydania: 23 lutego 2022
Oprawa: twarda
Liczba stron: 480
Moja ocena: 6/6


27.12.21

"Gwiazdeczka" - wywiad z Aleksandrą Rak

"Gwiazdeczka" - wywiad z Aleksandrą Rak

W październiku na księgarskie półki trafiła "Gwiazdeczka" - opowieść o trudnej sztuce wybaczania, sile miłości i przyjaźni oraz drugich szansach i nowych początkach. Wspólnie z autorką książki przygotowałyśmy świąteczno-noworoczną niespodziankę - Aleksandra Rak specjalnie dla was odpowiedziała na kilka pytań dotyczących powieści, świątecznego czasu i... życia, bo "Gwiazdeczka" porusza wiele istotnych kwestii takich jak rodzina, przebaczenie i przeszłość. Jakie emocje towarzyszyły autorce podczas pisania? Skąd wziął się pomysł na słodko-gorzką, zimową historię? I jakie słowa Aleksandra Rak kieruje do swoich czytelniczek i czytelników?

Każdego roku przychodzi czas, gdy na księgarskie półki trafiają świąteczne powieści. Wielu z nas czeka na nie z wielką niecierpliwością. Czy Pani również? Co według Pani sprawia, że tak bardzo je lubimy? Na czym polega magia świątecznych powieści?

Powiem szczerze, że trudno odpowiedzieć mi na to pytanie, ponieważ wielu czytelników zarzuca mojej powieści brak tej świątecznej magii. Nie ma w niej hucznych przygotowań, ustrojonych choinek, wypiekanych pierników. Jest smutek, żal… niedomówienia. Przebaczenie, miłość, rodzina. Wydaje mi się, że czytelnicy pragną uśmiechów i magii, która nastroi ich na przeżywanie świąt. Czy ja osobiście wyjątkowo na nie czekam? Chyba nie. Czekam jak na każde święta, z pewną nadzieją na przeżycie czegoś wyjątkowego.

W wydanej w zeszłym roku antologii "Dziewięć świątecznych piosenek" pojawiło się Pani opowiadanie "Gloria". "Gwiazdeczka" natomiast jest Pani pierwszą świąteczno-zimową powieścią. Czy marzyła Pani o wydaniu świątecznej książki? Jakie emocje towarzyszyły Pani podczas pisania? Czy dobrze czuła się Pani w świąteczno-zimowych klimatach?

I opowiadanie i „Gwiazdeczka” są dla mnie kompletnym zaskoczeniem. Zawsze chciałam napisać coś świątecznego, ale jakoś nigdy nie było okazji. Przy „Glorii” zależało mi na dojrzeniu świątecznego cudu, „Gwiazdeczka” miała opowiadać o wybaczeniu i pokazać, że święta to nie zawsze lukrowane pierniki i błyszczące brokatem bombki. Osobiście uważam, że udało mi się to, bo kto powiedział, że książką świąteczna czy zimowa, bo właściwie za taką uchodzi „Gwiazdeczka”, musi być łatwa i przyjemna?

Kiedy pojawił się pomysł na "Gwiazdeczkę"? Co zainspirowało Panią do napisania tej historii?

Pomysł na historię kobiety, która zostaje sama z firmą budowlaną krążył mi po głowie już od dawna. Musiałam go tylko nieco zmodyfikować. Nie jest on głównym wątkiem w powieści, ale ma szczególne znaczenie dla rozwoju relacji Asi, jej taty i Sebastiana. Natomiast tytułowa „Gwiazdeczka” przyszła już w trakcie pisania historii. Zupełnie naturalnie.

"Gwiazdeczka" przynosi ze sobą nadzieję i wiarę w lepszy czas. Pokazuje, że warto walczyć o szczęście. Jakie jest według Pani najważniejsze przesłanie książki? Co chciałaby Pani przekazać czytelnikom i czytelniczkom za pośrednictwem powieści?

Chciałam przekazać dokładnie to, co Pani sama wyciągnęła - wiarę i nadzieję w miłość, rodzinę i cuda, ale nie tylko te grudniowe, bo jak sama Asia w pewnym momencie mówi - cuda same się nie dzieją, to my za nie odpowiadamy. Nie możemy czekać aż będzie lepiej i coś spadnie nam z nieba. To niestety nie jest takie łatwe. Chciałam pokazać również, że dla wielu ludzi święta nie są tak radosne jak dla innych. Że to czasem trudny czas, bolesny, że ludzie zostają sami lub mierzą się z trudnymi problemami.

"Gwiazdeczka" bardzo dobrze wpisuje się w bożonarodzeniowy przekaz - pokazuje, co w naszym życiu jest ważne. Jednocześnie powieść nie należy do kategorii lekkich i przesłodzonych. Skąd pomysł na słodko-gorzki charakter powieści?

Życie nie jest słodkie ani łatwe ;) A ja zdecydowanie unikam w swoich historiach przesłodzonych słów, górnolotnych wyznań i nieprawdopodobnych zwrotów. Niestety wielu czytelników czuje się zawiedzionych tym, że historia jest taka gorzka i przytłaczająca. Warto jednak zwrócić uwagę, że największy świąteczny klasyk książkowy w ogóle nie jest piękny i słodki… mówię o „Opowieści Wigilijnej”

Asia, główna bohaterka "Gwiazdeczki", musi stawić czoło wspomnieniom, gdy jej ojciec wychodzi z więzienia. Czy uważa Pani, że należy zmierzyć się z przeszłością, a może lepiej oddzielić ją grubą kreską i iść naprzód? Czy da się przed nią uciec? Czy warto pielęgnować przeszłość, a może lepiej żyć teraźniejszością?

Uważam, że przeszłość jest nieodłącznym elementem teraźniejszości. Nasze doświadczenia sprawiają, że aktualnie jesteśmy jacy jesteśmy. Nie można o tym zapominać.  Nie można również całkowicie kogoś skreślić tylko dlatego, że jego przeszłość była jaka była. Trzeba odszukać w tym wszystkim zdroworozsądkową równowagę.

W "Gwiazdeczce" nie brakuje trudnych emocji i wzruszeń. Czy angażuje się Pani emocjonalnie w historie swoich bohaterów? Czy pisanie książek oznacza dla Pani również "przeżywanie sercem"? Czy trudno jest Pani opuścić książkowy świat po napisaniu ostatniej strony?

„Gwiazdeczka” była historią, którą po prostu zamknęłam. Od początku wiedziałam, że będzie to jeden tom, więc nie zżyłam się z bohaterami aż tak mocno, ale w związku z tym, że historia jest budowana na pewnych doświadczeniach różnych ludzi, to przeżyłam ją emocjonalnie. Zdecydowanie trudniej było mi pożegnać siostry z pensjonatu niż Asię ;) Ale po zakończeniu serii Bieszczadzkiej czułam satysfakcję. Wycisnęłam tę historię do ostatniej kropli.

Który moment tworzenia książki jest pani ulubionym, a którego wolałaby pani uniknąć?

Uwielbiam rozpoczynać historię. To jest taki moment, gdy ona we mnie żyje, mogłabym nawet śmiało powiedzieć, że buzuje, wywołując wybuchy różnych emocji i pomysłów. W trakcie pisania oczywiście wszystko się uspokaja i klaruje. Tworzenie postaci, kształtowanie ich, to coś wspaniałego…

Czy ceni sobie Pani kontakt z czytelnikami? Czy ważna jest dla Pani informacja zwrotna - opinie, recenzje, wiadomości od czytelników? Czy pozytywne reakcje działają motywująco - dodają skrzydeł?

Uwielbiam czytać wiadomości od czytelników - motywują, dodają sił w chwilach zwątpienia. Są idealnym motorem napędzającym. Spotkania z czytelnikami są równie wspaniałe, mogłabym o swoich historiach opowiadać i opowiadać…

Ważnym motywem powieści jest rodzina - skomplikowane relacje i kwestie przebaczenia. Motyw rodzinny pojawia się również w serii "Pensjonat na wzgórzu". Czym jest dla Pani rodzina? Czy jest ważna? Czy stanowi pisarską inspirację, a może wręcz przeciwnie - zapewnia wytchnienie od pisania?

Tak, zdecydowanie rodzina jest dla mnie ważna. Gdyby nie ona, może nie byłabym w tym miejscu, w którym właśnie jestem. Możliwe, że moje historie wyglądałyby zupełnie inaczej? Rodzina mnie wspiera i dopinguje, jest zawsze… niezależne od tego czy popełniam błędy czy odnoszę sukces. Zauważyłam, że w pewnym sensie motyw rodziny staje się znakiem rozpoznawczym moich historii.

Główna bohaterka "Gwiazdeczki" marzy o spokojnym i rodzinnym Bożym Narodzeniu. A jak wygląda świąteczny czas w domu Aleksandry Rak? :) Które świąteczne zwyczaje lubi Pani najbardziej? Bez czego nie wyobraża sobie Pani Świąt?

Moje święta to chaos ;) Praca, zakupy, dom, dzieci. W tym roku nie było żadnych spokojnych przygotowań, nie zdążyłam nawet z pierniczkami. Ale trudno… przecież magię tworzymy sami ;) W zeszłym roku spędziliśmy wigilię we czwórkę, przez obostrzenia. Było rodzinnie, choć brakowało mi rodziców, teściów… zdecydowanie wolę ten czas spędzać z całą rodziną.

Zapytam trochę przekornie, bo odpowiedź znam :) - czy "Gwiazdeczka" to dobry pomysł na gwiazdkowy prezent?

Zdecydowanie TAK! I to nie tylko na gwiazdkowy prezent. Mam nadzieję, że mimo zimowej aury jej przesłanie będzie aktualne w każdym momencie.

I na koniec - czas na noworoczne życzenia :) Czego życzyłaby Pani swoim czytelniczkom i czytelnikom?

Życzę Wam Kochani, by magia codzienności odmieniła nadchodzący rok! Pomogła spełnić marzenia, odnaleźć siebie, znaleźć czas na wszystko co zaplanowaliście. Pamiętajcie, że to wy tworzycie swój świat!



Autorce bardzo dziękuję za poświęcony czas. Jeżeli jeszcze nie czytaliście "Gwiazdeczki" (lub serii "Pensjonat na wzgórzu"), serdecznie polecam.

Recenzję "Gwiazdeczki" można znaleźć tutaj - Link do recenzji

16.10.21

"Gwiazdeczka" - Aleksandra Rak /patronat medialny/

"Gwiazdeczka" - Aleksandra Rak /patronat medialny/

Grudzień to dla wielu z nas wyjątkowy miesiąc. Zbliżające się Boże Narodzenie potrafi uwolnić odrobinę magii, której tak bardzo potrzebujemy - otwierają się ludzkie serca i znacznie łatwiej wtedy o przebaczenie i pojednanie. Bo Święta to nie tylko doskonała szansa na spędzenie miłych chwil z rodziną i przyjaciółmi, ale też obietnica nowego początku.

"Podobno człowiek dostaje tyle, ile sam jest w stanie udźwignąć. Miałam wrażenie, że tam, na górze, ktoś chyba o tym zapomniał..."

Asia, bohaterka książki Aleksandry Rak, pragnie w tym roku spokojnych, szczęśliwych i rodzinnych Świąt. Jednak już na kilka tygodni przed Bożym Narodzeniem przekonuje się, że te piękne plany trudno będzie zrealizować. Życie Asi zaczyna rozpadać się z dnia na dzień. Opieka nad chorą na Alzheimera mamą, małżeński kryzys oraz kłopoty przyjaciółki sprawiają, że kobieta traci grunt pod nogami. A to zaledwie zapowiedź kolejnych życiowych turbulencji. Gdy jej ojciec, skazany przed wieloma latami za morderstwo, wychodzi z więzienia, Asia postanawia pomóc mu zacząć od nowa. Sytuacja staje się trudna - wspomnienia i niewyjaśnione z przeszłości tajemnice otwierają bolesne rany. Czy Asia będzie w stanie przebaczyć i odbudować relację z ojcem? Czy jej małżeństwo przetrwa kryzys? Kto wyciągnie do niej pomocną dłoń? I czy świąteczny czas przyniesie ze sobą upragniony cud - rodzinne szczęście, miłość i bezpieczeństwo?

"Gwiazdeczka" to kolejna książka w literackim dorobku Aleksandry Rak, tym razem w zimowo-świątecznej odsłonie. I bardzo cieszę się, że mam przyjemność objąć ją patronatem medialnym. Powieści autorki lubię m.in. za życiowy realizm - bez zbędnego dramatyzmu potrafią przemówić do czytelnika na wielu różnych poziomach i wywołać całą gamę przeróżnych, autentycznych emocji, których często doświadczamy na co dzień. I taka jest również "Gwiazdeczka" - poruszająca najczulsze struny opowieść o trudnej sztuce wybaczania, sile miłości i przyjaźni oraz drugich szansach i nowych początkach. Aleksandra Rak podarowała nam piękny zimowo-świąteczny prezent - literaturę obyczajową, która łamie serce i wzrusza, ale przynosi też wiarę i nadzieję na lepszy czas. "Gwiazdeczka" świeci jasnym blaskiem i wskazuje kierunek - przypomina, co jest w naszym życiu naprawdę ważne.

"Przebaczenie to najtrudniejsza miłość. A jednocześnie najprawdziwsza"

W "Gwiazdeczce" poznajemy Joannę, młodą kobietę, która musi zmierzyć się z poważnym życiowym kryzysem. Aleksandra Rak z wrażliwością i przenikliwością przedstawia jej zmagania, rozterki i trudną walkę w obliczu piętrzących się kłopotów. Historia Asi z każdą kolejną przeczytaną stroną angażuje mocniej - czytelnik współodczuwa jej smutek, lęk i zagubienie. Ale "Gwiazdeczka" to nie tylko ciekawy kobiecy portert, ale również zbliżenie na skomplikowane międzyludzkie relacje - damsko-męskie, małżeńskie, rodzinne - poddane ciężkiej próbie. W nowej powieści Aleksandry Rak sporo dzieje się w sferze emocjonalnej. Każdy z bohaterów musi skonfrontować się z własnymi uczuciami, obawami, a często też z bolesną przeszłością. Fabuła "Gwiazdeczki" została silnie osadzona w zwykłej codzienności, bez upiększania i lukru. Znajdziemy w niej sporo momentów przepełnionych smutkiem, lękiem i gniewem, ale też szczęściem, miłością i nadzieją. Aleksandra Rak porusza wiele ważnych kwestii dotyczących m.in. przemocy domowej, alkoholizmu, choroby. Życiowy realizm, naturalne dialogi, spora dawka emocji, bliskie nam tematy oraz lekkie, dojrzałe i wrażliwe pióro autorki to bez wątpienia największe zalety książki. Całość została doprawiona zimowo-świątecznym klimatem - dzięki temu "Gwiazdeczka" będzie doskonałą lekturą na zbliżający się bożonarodzeniowy czas.

Bo miłość i obecność drugiego człowieka to najcenniejszy skarb...

Nowa książka Aleksandry Rak z łatwością przemówiła do mojego serca - wzruszyła, otuliła nadzieją i skłoniła do przemyśleń na temat skomplikowanych i nieprzewidywalnych ludzkich losów. "Gwiazdeczka" to słodko-gorzka opowieść o kobiecej sile, przebaczeniu, drugich szansach i uzdrawiającej mocy miłości. Książka Aleksandry Rak rozbudza życiową uważność i przypomina, co naprawdę jest ważne. Pokazuje, że warto walczyć o szczęście i drugiego człowieka oraz otula nadzieją na lepszy czas. Pięknie napisana, wartościowa powieść obyczajowa, idealna na zbliżający się zimowo-świąteczny czas. Gorąco polecam.





Za możliwość objęcia książki patronatem medialnym dziękuję Wydawnictwu Dragon.


Data wydania: 13 października 2021
Wydawnictwo: Dragon
Liczba stron: 304

15.9.21

"I znowu zaświeci słońce" - Agata Sawicka /patronat medialny/

"I znowu zaświeci słońce" - Agata Sawicka /patronat medialny/

"Każdy z nas ma tylko jedną, niepowtarzalną szansę, aby napisać scenariusz własnego życia. Jakie ono będzie? Kim zostaniemy? Czy będziemy szczęśliwi? To zależy wyłącznie od nas, jeżeli tylko zdecydujemy się wziąć życie w swoje ręce"

Oliwia, główna bohaterka nowej książki Agaty Sawickiej, znalazła się w ważnym życiowym momencie - właśnie skończyła studia i niebawem ma wyjść za mąż. Powinna być szczęśliwa, jednak w jej sercu coraz częściej pojawiają się wątpliwości i lęk. Oliwia zastanawia się, czy to, co czuje do narzeczonego, to rzeczywiście miłość. Podczas gorączkowych przygotowań do ślubu zaczyna mieć wrażenie, że straciła kontrolę nad swoim życiem i uczuciami. Wkrótce pod wpływem impulsu podejmuje zaskakującą decyzję - postanawia rzucić wszystko i wyjechać samotnie do Zamościa, by ruszyć śladem pisarki Rozalii Siemaszkówny, zaginionej przed laty ciotecznej babki, i tym samym rozwikłać rodzinną tajemnicę. Czy niespodziewany wyjazd to jedynie ucieczka? A może wyjątkowa szansa, by wsłuchać się w głos własnego serca i odnaleźć właściwą ścieżkę? Czy warto zagłębiać się w sprawy z przeszłości zamiast po prostu żyć teraźniejszością? Podczas podróży Oliwia stanie przed wieloma dylematami. Odkrywając krok po kroku historię Rozalii, dziewczyna będzie musiała zmierzyć się z kolejnymi pytaniami. Czy można odzyskać utraconą miłość? Czy na szczęście i spełnienie marzeń może być za późno? Droga do zrozumienia samej siebie okaże się długa i pełna niespodzianek...

"I znowu zaświeci słońce" to kolejna powieść obyczajowa w literackim dorobku Agaty Sawickiej, pisarki i politolożki - pięknie napisana i pełna emocji opowieść o podróży w głąb własnego serca, walce o szczęście i szukaniu swojej życiowej drogi. Z przyjemnością objęłam ją patronatem medialnym. Historia dwóch kobiet, które mimo różnicy lat i doświadczeń łączą podobne życiowe i uczuciowe dylematy z łatwością przemówiła do mojego serca. Z każdą kolejną przeczytaną stroną angażowałam się w losy Oliwii i Rozalii bardziej oraz z radością i ciekawością obserwowałam, jak pod wpływem pióra Agaty Sawickiej całość rozkwita i nabiera barw. Opowieść zaczyna się dość niepozornie - ot, kolejna zagubiona młoda dziewczyna, która znalazła się na rozdrożu - jednak szybko okazuje się, że to zaledwie początek niebanalnej, dojrzałej i refleksyjnej wędrówki przez meandry kobiecego serca - historii utkanej ze wzuszeń, nadziei, rozpaczy i szczęścia.

Czy bratnie dusze zawsze się odnajdą...?

Agata Sawicka zabiera czytelników do wschodniej Polski, m.in. do Zamościa. Na kartach książki przeszłość i teraźniejszość płynnie przenikają się ze sobą, odsłaniając stopniowo kulisy życia i twórczości Rozalii Siemaszkówny oraz ukazując wewnętrzne zmagania Oliwii. "I znowu zaświeci słońce" to poruszająca podróż w czasie do niespokojnych lat drugiej wojny światowej. Autorka nawiązuje m.in. do działalności konspiracyjnej oraz rzeźi wołyńskiej. Połączenie wątków obyczajowych i historycznych sprawdziło się naprawdę świetnie. W książce nie brakuje dramatycznych decyzji, bolesnych rozstań i zaskakujących powrotów, utraconej miłości, śmierci, tęsknoty, drugich szans, momentów szczęścia i rozpaczy. Przeszłość i teraźniejszość spotykają się w tej powieści, dając początek czemuś wyjątkowemu. "I znowu zaświeci słońce" to mieszanka prawdziwego życia i rodzinnych tajemnic doprawiona nutą romantyzmu. Urzekła mnie wrażliwość, z jaką Agata Sawicka zbudowała kobiece postaci oraz książkową rzeczywistość. Oliwia bez wątpienia należy do tych bohaterek, które z łatwością wzbudzają sympatię. Na pierwszy rzut oka wydaje się krucha, niezdecydowana i zagubiona, ale w rzeczywistości ma w sobie siłę, determinację i ogromne pokłady nadziei - musi je tylko odkryć. Oliwia przypomina też swoją cioteczną babkę Rozalię - zwraca uwagę wrażliwością i czułym sercem. Muszę przyznać, że w równym stopniu pokochałam wątek z przeszłości i z teraźniejszości. Każda z tych historii ma w sobie coś wyjątkowego i dostarcza całej gamy przeróżnych, autentycznych emocji. Uczucia przenikają subtelnie karty powieści, tworząc dojrzałą i refleksyjną opowieść.

Agata Sawicka podarowała nam pięknie napisaną, inspirującą i wzruszającą powieść obyczajową, która przynosi ze sobą nadzieję i wiarę w lepszy czas, miłość i szczęście. "I znowu zaświeci słońce" to historia dwóch kobiet szukających swojej życiowej ścieżki - ich wewnętrznych zmagań, dylematów, porywów serca i walki z przeciwnościami losu. To opowieść o sile miłości, odkrywaniu siebie, zaufaniu, drugich szansach oraz przypadkowych spotkaniach, które na zawsze zmieniają koleje losu i nas samych. O życiu pełnym dobrych i złych momentów, znaczeniu małych chwil oraz odwadze niezbędnej do realizacji marzeń. Książka Agaty Sawickiej wspaniale pokazuje, że to właśnie w przeszłości często możemy odnaleźć wskazówki, których tak bardzo potrzebujemy.

"Życie. Jedno słowo, a jak wiele znaczy. Uśmiech, przeźroczysta łza, bijące w piersi serce, oddech - ten pierwszy, a później ostatni. Życie to my, życie jest w nas. Jest jednorazowym darem, który otrzymaliśmy zupełnie za darmo, po to, aby obdarować sobą świat"

Może to zasługa czułej i refleksyjnej prozy autorki oraz ciekawie poprowadzonej fabuły z pogranicza przeszłości i teraźniejszości, a może odrobiny liryzmu, który z łatwością porusza najdelikatniejsze struny serca albo nici sympatii, która połączyła mnie z kobiecymi bohaterkami - nie ulega jednak wątpliwości, że powieść Agaty Sawickiej jest w stanie oczarować i zachwycić czytelnika. Czy Oliwia odnajdzie miłość, szczęście i swoją własną życiową ścieżkę? Czy rozwiąże zagadkę zniknięcia Rozalii? Koniecznie musicie przekonać się sami. Czytajcie, warto. Serdecznie polecam.





Za możliwość objęcia książki patronatem medialnym dziękuję Wydawnictwu Dragon.


Data wydania: 15 września 2021
Wydawnictwo: Dragon
Liczba stron: 352

12.8.21

"Czas wyborów" - Aleksandra Rak /patronat medialny/

"Czas wyborów" - Aleksandra Rak /patronat medialny/

Dom rodzinny pełen jest wspomnień. Kryją się w każdym zakamarku, w dobrze znanych zapachach i dźwiękach, w skrzypieniu schodów, tykaniu zegara, aromacie ciasta drożdżowego. Tańczą w promieniach słońca i zatrzymują w kroplach deszczu na szybie. Śpią w pokrytych kurzem albumach ze zdjęciami, pożółkłych listach i pudłach z drobiazgami przechowywanych na strychu. Niektóre z nich są słodkie, ciepłe i puchate - wywołują na twarzy uśmiech, otulają i dodają siły. Wypełnia je dziecięcy śmiech, miłość i poczucie bezpieczeństwa. Inne wręcz przeciwnie - są jak bolesna rana albo drzazga, która tkwi głęboko w sercu. Napełniają smutkiem, lękiem, gniewem albo rozczarowaniem i rzucają cień na przyszłe życie.

Wspomnienia czekały również w bieszczadzkim domu trzech sióstr, bohaterek książki Aleksandry Rak. Spotkanie po latach i wspólne przekroczenie progu rodzinnego pensjonatu oznacza dla Patrycji, Martyny i Klaudii konieczność konfrontacji z przeszłością. Jak silne są rodzinne więzi? Czy każdą relację można naprawić? Jak odnaleźć właściwą drogę w labiryncie skomplikowanych uczuć?


"Czas wyborów" to druga część obyczajowej serii "Pensjonat na wzgórzu" i ponowne spotkanie z trzema siostrami - Patrycją, Klaudią i Martyną.  Aleksandra Rak po raz kolejny zabiera nas w Bieszczady i przedstawia ich dalsze losy. Tym razem otrzymujemy szansę, by jeszcze lepiej poznać każdą z sióstr i przyjrzeć się z bliska ich wewnętrznym zmaganiom. "Czas wyborów" to dla bohaterek książki moment próby - Patrycja, Klaudia i Martyna muszą zmierzyć się z zupełnie nową sytuacją. Każda z nich ma własne problemy, wątpliwości, lęki i nierozwiązane sprawy z przeszłości. Każda z nich przed czymś ucieka. Aleksandra Rak z wrażliwością i przenikliwością zagląda do kobiecych serc i rzuca światło na skomplikowane siostrzane relacje, tworząc poruszającą opowieść o sile rodzinnych więzi, tajemnicach z przeszłości, potrzebie miłości, trudnej drodze do szczęścia oraz wyborach, które są w stanie odmienić życie na zawsze.

"Lato w pensjonacie na wzgórzu trwa. Patrycja, Klaudia i Martyna postanawiają wspólnymi siłami rozkręcić na nowo rodzinny biznes. Relacje pomiędzy siostrami stopniowo się poprawiają, a ich ojciec wraca do zdrowia. Każda z kobiet mierzy się jednak z własnymi problemami...

Patrycja, która ma za sobą traumatyczne małżeństwo, boi się zaangażowania w związek z Sewerynem. Kiedy dowiaduje się, że mężczyzna ma córkę, postanawia się wycofać. Martyna jest w ciąży, której nie planowała, z mężczyzną, z którym nie chce mieć nic wspólnego. Myśl o tym, że miałaby zostać samotną matką, wydaje jej się absurdalna. Klaudia wierzy, że jej kochanek rozwiedzie się dla niej, ale nie jest do końca przekonana, czy to mężczyzna, z którym chce spędzić resztę życia.

Wszystkie trzy stoją przed ważnymi życiowymi decyzjami" (źródło: opis wydawcy)

Książkowa seria Aleksandry Rak ma w sobie coś, co sprawia, że czytelnik z łatwością angażuje się emocjonalnie. Może to zasługa dobrze rozbudowanego motywu rodzinnego albo ciekawie poprowadzonej fabuły. A może siła tej opowieści tkwi w przenikliwym spojrzeniu na ludzkie zmagania i relacje albo w życiowym realizmie, dzięki któremu losy sióstr wydają się tak bliskie i autentyczne. Jedno jest pewne - przepis Aleksandry Rak sprawdza się bardzo dobrze. "Czas wyborów" ma w sobie urok poprzedniej części, ale jednocześnie dostarcza wielu nowych emocji. Towarzyszymy bohaterkom w lepszych i gorszych momentach, chwilach radości, smutku i wątpliwości. I stopniowo poznajemy je coraz lepiej. Przyznam, że z dużym zainteresowaniem przyglądam się zmianom, jakie zachodzą zarówno w samych siostrach, jak i w ich wzajemnych relacjach. Los poddaje Klaudię, Patrycję i Martynę ciężkiej próbie. Każda z nich została zraniona, każda błądzi, każda ma wątpliwości. I każda z nich inaczej radzi sobie z problemami. Aleksandra Rak stworzyła trzy interesujące kobiece portrety. Zachwyca mnie, jak różne emocje wzbudzają w czytelniku - sympatię, złość, współczucie, troskę i dużo więcej.  Ich siostrzane relacje nieustannie podszyte są napięciem, poczuciem winy, niedomówieniami pielęgnowanymi przez lata, ale też miłością i troską. Autorka z wrażliwością podejmuje w książce ważne kwestie dotyczące m.in. samotnego macierzyństwa, zdrady, przemocy domowej, śmierci i żałoby. Bywa wzruszająco, smutno i refleksyjnie, ale nie brakuje też momentów, które napełniają serce nadzieją, przyjemnym ciepłem i szczyptą romantyzmu. W drugiej części serii emocje nabierają rozpędu, a na pierwszy plan wysuwają się wewnętrzne zmagania bohaterek oraz trudne rodzinne i damsko-męskie relacje.

"Mogła to z siebie wyrzucić, zdradzić ostatnią, najboleśniejszą tajemnicę i być może odetchnąć pełną piersią, ale się powstrzymała. Bała się, że Klaudia jej nie zrozumie, że jest zbyt młoda, żeby wczuć się w jej sytuację"

"Czas wyborów" to pięknie napisana, słodko-gorzka opowieść o trzech kobietach szukających swojej drogi - aby ruszyć naprzód, każda musi najpierw zmierzyć się z przeszłością, własnymi uczuciami i trudnymi rodzinnymi relacjami. Decyzje, które teraz podejmą, będą miały ważny wpływ na ich dalsze losy.

Powieść Aleksandry Rak ponownie z przyjemnością objęłam patronatem medialnym. Jestem bardzo zadowolona ze sposobu, w jaki rozwija się historia sióstr - zyskuje z każdym kolejnym rozdziałem. "Czas wyborów" to książka, którą czyta się jednym tchem. Skłania do refleksji nad znaczeniem rodzinnych więzi oraz nieprzewidywalnością ludzkiego życia. Świetny przykład wartościowej literatury obyczajowej. Serdecznie polecam.



* Recenzja pierwszej części serii Link
** Wywiad z Aleksandrą Rak Link


Za możliwość objęcia książki patronatem medialnym dziękuję Wydawnictwu Dragon.


Data wydania: 11 sierpnia 2021
Wydawnictwo: Dragon
Seria: Pensjonat na wzgórzu (część druga)
Liczba stron: 320


Copyright © w ogrodzie liter , Blogger