13.5.25

"Życie zewnętrzne" – Annie Ernaux (przekład Anastazja Dwulit)

"Życie zewnętrzne" – Annie Ernaux (przekład Anastazja Dwulit)
Graffiti na parkingowym murze, a u stóp rozbita butelka po coca-coli. Na peronie dworca oddalające się światła w oknach przejeżdżających pociągów. Supermarket, który z zewnątrz wygląda jak szklana katedra. Człowiek na wózku w kolejce do kasy, kobieta czytająca harlequina, strajkujący kolejarze, dzieci z rozpostartymi ramionami kręcące się w kółko, starsza pani z pieskiem na smyczy. Kakofonia dźwięków, zapachów i obrazów.


"Życie zewnętrzne" składa się z trzech części – "Dziennik zewnętrzny", "Życie nieosobiste" i "Spójrz na te światła, kochanie" – i zawiera w sobie krótkie teksty w formie luźnych zapisków z dziennika opatrzonych datą. Annie Ernaux ożywia francuskie realia od lat 80. i 90 XX wieku aż po niedaleką przeszłość. Opisuje sceny, słowa i gesty, z pozoru błahe, nieistotne momenty z codziennego życia, które wypełniają ludzką egzystencję. Przemierza miejską przestrzeń – ulice, place, stacje metra, dworce, poczekalnie, małe sklepy, supermarkety i galerie handlowe. Wsłuchuje się w audycje radiowe i anonimowe rozmowy, przegląda gazety i magazyny, chłonie telewizyjne reportaże. Obserwuje uważnie podczas przypadkowych spotkań i podróży pociągiem; gdy pcha wózek z zakupami i stoi w kolejce do kasy; gdy spaceruje po osiedlach i parkach. Annie Ernaux podejmuje próbę uchwycenia otaczającego ją świata – niczym fotografka, tyle że zamiast aparatu trzyma w dłoniach długopis i notatnik. Z trafnych, krótkich spostrzeżeń autorki wyłania się obraz tytułowego życia zewnętrznego – a w jego drobnych szczegółach – realia epoki, oznaki przemian społecznych oraz prawda o nas samych. Co ciekawe ta książka jako całość pozostawia niedosyt (daje wrażenie czegoś niedopracowanego, zaledwie szkicu), ale w poszczególnych jej fragmentach (chaotycznych i przypadkowych migawkach) kryje się zaskakująco wiele o świecie, życiu, nas samych oraz o tematach wciąż ważnych i aktualnych mimo upływu lat (nierówności społeczne i ekonomiczne, konsumpcjonizm, seksizm, rasizm, wojna, polityka, popkultura). Podoba mi się styl pisania Ernaux oraz perspektywa społeczna (uchwycenie niuansów i sprzeczności, miejskiej samotności, wyobcowania i iluzorycznej bliskości). Jak wskazuje tytuł, ta książka nie ma w sobie intymności, aspektu osobistego (przynajmniej nie na pierwszy rzut oka) i nie wywołuje emocji jak czyni to autofikcja. Ale to wciąż interesująca lektura. Zachęca do uważności, uświadamia, że drobne detale mają znaczenie; że nasze "ja" ujawnia się w interakcjach z innymi; że ludzie, których codziennie mijamy – ta kobieta czytająca książkę w metrze, bezdomny na peronie, mała dziewczynka na huśtawce czy mężczyzna układający towar na sklepowych półkach – również stanowią część naszego życia. Bo jak twierdzi Ernaux, "to inni, anonimowi ludzie, budząc w nas zainteresowanie, gniew lub wstyd, ożywiają naszą pamięć i pozwalają nam odkryć prawdę o nas samych", lepiej zrozumieć siebie poprzez bycie uważnym na otaczający nas świat. 


Książka o prawdziwych ludziach i ich prawdziwym życiu – rzeczywistość widziana oczami Annie Ernaux, drobne chwile ocalone przed zapomnieniem.




























• współpraca barterowa • Wydawnictwo Czarne •

Tytuł oryginalny: Journal du dehors; La vie extérieure; Regarde les lumières mon amour
Przekład: Anastazja Dwulit
Wydawnictwo: Czarne
Data wydania: 16 kwietnia 2025
Oprawa: twarda
Liczba stron: 224
Moja ocena: 4,5/6

10.5.25

"Madame Matisse" – Sophie Haydock (przekład Janusz Ochab)

"Madame Matisse" – Sophie Haydock (przekład Janusz Ochab)
"Albo ona albo ja" powiedziała w przypływie złości w ich słonecznym mieszkaniu w Nicei. Po czterech dekadach małżeństwa postawiła mu ultimatum. Co zrobił Henri Matisse? Wybrał ukochaną żonę czy młodą kobietę, która stała się jego powiernicą i muzą? A może wybrał sztukę? Zawsze przecież mówił, że to jego największa miłość. Cokolwiek jednak wtedy postanowił, życie Matisse'ów i tajemniczej Lidii zmieniło się na zawsze, w sposób, którego nie byli w stanie przewidzieć. 


Mówi się, że za każdym wielkim artystą kryje się sieć skomplikowanych, nieopowiedzianych historii czekających na odkrycie. Mówi się też, że za każdym odnoszącym sukcesy mężczyzną stoi wyjątkowa kobieta. Henri Matisse, jeden z najważniejszych malarzy XX wieku, podjął wielkie ryzyko, podobnie jak i wspierające go kobiety. Skandal wzbudzały jego awangardowe, rewolucyjne prace, a nie życie osobiste. Ten wykształcony, sympatyczny i powściągliwy mężczyzna, z rudą brodą i błękitnymi oczami, malując, przesuwał granice i zrywał z przeszłością – wykorzystywał kolor jako nośnik emocji i ekspresji. W życiu Matisse'a były obecne kobiety – wspierały go i inspirowały. Sophie Haydock oddaje im głos. "Madame Matisse" to opowieść o Amélie, żonie i matce jego dzieci, która poświęciła wiele dla rodziny, artysty i sztuki; o Lidii, tajemniczej Rosjance, która stała się jego muzą, opiekunką, a może i również wielką miłością; o Marguerite, jego bystrej, odważnej córce – i ich wyjątkowej więzi.

Uwielbiam sposób, w jaki Sophie Haydock ożywia czas, miejsce i postaci; jak płynnie i subtelnie łączy fakty z fikcją literacką. Jej styl pisania jest barwny i poruszający – sceny, dialogi i opisy działają na wyobraźnię i wrażliwość. W "Madame Matisse" czuć ducha minionej epoki. To podróż w przeszłość – od końca XIX wieku aż po lata drugiej wojny światowej; to artystyczna bohema, paryskie kawiarnie i uliczki, skąpane w słońcu Lazurowe Wybrzeże, pracownie malarskie i galerie sztuki, Rosja w czasach rewolucji październikowej i chińskie obozy dla imigrantów. Na tym fascynującym tle Sophie Haydock snuje opowieść o wielkim malarzu – mężczyźnie o artystycznej duszy i jego długiej drodze do sukcesu i spełnienia – oraz o trzech kobietach, które krążyły po jego orbicie. Poznajemy Matisse'a jako artystę, ale też męża i ojca. Amélie, Lidia i Marguerite – każda z nich ma szansę opowiedzieć własną historię – i te trzy różne perspektywy układają się w pasjonującą i trzymającą w napięciu opowieść. Haydock zagłębia się w niuanse, w zawiłości uczuć i relacji, w meandry kobiecego serca. Pięknie pisze o malarstwie, pasji i procesie twórczym. Postaci, które tworzy są wielowymiarowe, skomplikowane i głęboko ludzkie – czułam się częścią ich świata, a ich przeżycia i zmagania wydawały się niemal namacalne.


"Madame Matisse" to opowieść o sztuce, pasji, miłości, namiętności, zazdrości, sekretach, trudnych wyborach i ludzkich dramatach. O kulisach życia w cieniu wielkiego artysty – ambicji, długiej drodze do bycia zrozumianym i docenionym, poświęceniu marzeń dla sztuki i wspólnego dzieła, zmarnowanych szansach i pragnieniu życia na własnych warunkach. O kobietach, "które przestały być tłem i wyszły na pierwszy plan".

Pięknie napisana, zmysłowa powieść bogata w interesujące detale – barwne, literackie płótno. Gratka dla miłośników sztuki i historical fiction. I cóż, Sophie Haydock, po raz kolejny mnie oczarowałaś. Jestem fanką ❤

























• współpraca barterowa • Wydawnictwo Albatros •

Tytuł oryginalny: Madame Matisse
Przekład: Janusz Ochab
Wydawnictwo: Albatros
Data wydania: 7 maja 2025
Seria: butikowa
Oprawa: twarda z obwolutą
Liczba stron: 384
Moja ocena: 5,5/6

7.5.25

"Zraniony stół" – Laura Martínez Belli (przekład Katarzyna Mojkowska)

"Zraniony stół" – Laura Martínez Belli (przekład Katarzyna Mojkowska)
"Ze zdrady ulepi w głowie obraz rozpaczy. Zamknie oczy i zanurzy nagie dłonie we wnętrzu własnego cierpienia"


Frida Kahlo intrygowała swoją urodą, kolorowymi strojami, charyzmatyczną osobowością i talentem. Miała w sobie wiele radości, miłości i pasji, ale też mroku i smutku – wypadek z dzieciństwa naznaczył jej życie nieustannym bólem, a poronienia – poczuciem straty i tęsknoty. Frida była silną kobietą w kruchym ciele – z cierpienia zrodziły się jej najwspanialsze dzieła, intymne, pełne symboliki i ukrytych znaczeń. W 1940 roku, zdradzona przez najbliższe osoby, namalowała swój największy obraz. "Zraniony stół" pojawił się na wystawie w Warszawie w 1955 roku i... ślad po nim zaginął. Jego losy do dziś pozostają nieznane.

Laura Martínez Belli, zainspirowana burzliwą historią i zagadkowym zaginięciem obrazu, stworzyła opowieść o dwóch kobietach połączonych bólem i pasją oraz o uzdrawiającej mocy sztuki. Losy Fridy Kahlo, meksykańskiej malarki, oraz Olgi, radzieckiej urzędniczki, splatają się ze sobą za sprawą "Zranionego stołu". Obraz trafia do ZSRR i jako dzieło "dekadenckie i burżuazyjne" wzbudza zgorszenie. Olga, mimo wątpliwości i grożącego jej niebezpieczeństwa, postanawia ocalić je przed zniszczeniem. Bohaterki powieści Laury Martínez Belli dzieli wiele – wydaje się, że pochodzą z dwóch różnych światów – ale każda z nich zmaga się z bólem i stratą; każda ma w sobie siłę i odwagę; i każda kocha sztukę – emocje i przeżycia przelane na płótno. "Zraniony stół" to fascynująca podróż w przeszłość do lat 40. i 50. XX wieku – z jednej strony kolorowy, tętniący życiem Meksyk, Casa Azul czyli niebieski dom Fridy i Diego Rivery oraz artystyczna bohema; a z drugiej strony szara, monochromatyczna Moskwa w komunistycznym ucisku, represjach, politycznym terrorze i powojennej biedzie. Laura Martínez Belli konstruuje opowieść wokół motywu malarstwa, grabieży i handlu dziełami sztuki, fałszerstwa i zimnej wojny. Jednocześnie zagłębia się w intymny świat dwóch kobiet – tworzy realistyczne kobiece portrety, doskonale oddaje ich uczucia i przeżycia, ukazuje zawiłości relacji, ciężar bólu i ciepło nadziei, pisze o wewnętrznych zmaganiach, lękach i pragnieniach, trudnych wyborach, miłości, stracie, samotności, zdradzie i determinacji. Zachwyciły mnie opisy związane z malarstwem i procesem tworzenia – sposób przenoszenia na płótno tego, co najbardziej intymne i osobiste. Fabuła trzyma w napięciu za sprawą burzliwych losów obrazu, ale to opowieść o Fridzie i Oldze chwyta za serce, wciąga w świat myśli, uczuć i emocji.


Pięknie napisana, subtelna i poruszająca książka inspirowana losami meksykańskiej malarki i jej zaginionego działa; z fascynującym motywem malarstwa, ciekawą oprawą i tematyką. Opowieść o sztuce zrodzonej z miłości i bólu; sztuce, która ma moc wywoływania emocji; która potrafi odmienić życie. O kobiecej odwadze i determinacji, różnych odcieniach bólu – cierpieniu ciała i duszy. Głos Fridy Kahlo jest w tej powieści mocno intymny i liryczny. To nie tylko utalentowana malarka, ale też kobieta z krwi i kości, pełna pasji, miłości i bólu – tak bardzo ludzka i bliska w swoich życiowych zmaganiach.

Czytałam z przyjemnością i polecam, warto!





















• współpraca barterowa • Wydawnictwo Kobiece •

Tytuł oryginalny: La mesa herida
Przekład: Katarzyna Mojkowska
Wydawnictwo: Kobiece
Data wydania: 7 maja 2025
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 464
Moja ocena: 5/6

5.5.25

"Coast Road" – Alan Murrin (przekład Mikołaj Denderski)

"Coast Road" – Alan Murrin (przekład Mikołaj Denderski)
W małym nadmorskim miasteczku w irlandzkim hrabstwie Donegal toczy się z pozoru zwykłe życie. Z pozoru, bo pod powierzchnią buzują konflikty, gniew, uprzedzenia i hipokryzja. Poczucie klaustrofobii chwyta za gardło – hermetyczna społeczność śledzi każdy krok, z łatwością osądza, karmi się plotkami. To świat niudanych małżeństw, uwięzionych i przytłoczonych smutkiem kobiet, zdrad i patriarchatu.


Alan Murrin w "Coast Road" pisze o Irlandii lat 90. XX wieku – kraju, w którym rozwody są zakazane; w którym liczy się rodzina, tradycja i wiara, a przeciwstawienie się niepisanym zasadom oznacza potępienie, ostracyzm i samotność. Tego właśnie doświadcza poetka Colette Crowley, gdy po zakończeniu romansu powraca do Ardglas. Między nią a Izzy Keaveney, żoną lokalnego polityka, zawiązuje się przyjaźń – zbliża je do siebie pragnienie wolności, poczucie wyobcowania, problemy rodzinne i małżeńskie. Jednak to, co jedną skłoni do walki o siebie, drugą doprowadzi do tragedii...

"Coast Road" wyróżnia wspaniale zniuansowana charakterystyka postaci, przenikliwy wgląd w zawiłości uczuć i relacji oraz doskonale uchwycone realia życia w ówczesnej Irlandii – duszny, klaustrofobiczny klimat małej miejscowości. Alan Murrin tworzy złożone portrety zamężnych kobiet w średnim wieku – każda z nich doświadcza trudów nieudanego małżeństwa i niełatwego macierzyństwa w patriarchalnym, tradycyjnym świecie; każda ma swoją własną historię; każda próbuje odnaleźć drogę do samej siebie. Sporo jest w tej powieści cichego dramatu, tłumionego gniewu i nadziei, autentycznych uczuć i emocji – z odrobiną gorzkiego humoru. Od początku wiadomo, że historia zmierza do tragedii – mimo pozornie spokojnej narracji czuć narastające napięcie. Murrin zagłębia się w kobiece doświadczenia. Pisze o miłości, przyjaźni, rodzinie, macierzyństwie i samotności. O społecznych oczekiwaniach i ograniczeniach, wierności, zdradzie, zemście i winie, trudnych decyzjach i ich konsekwencjach, konfliktach, głęboko skrywanych sekretach. O cierpieniu, którego nie są w stanie oddać żadne słowa; akceptacji, która nie zawsze oznacza poddanie się; cenie, jaką należy ponieść za sprzeciw – odwagę podążania własną ścieżką w zgodzie z własnymi przekonaniami.

"Różne są drogi do wolności"


Pięknie napisana, błyskotliwa i przenikliwa powieść o życiu irlandzkich kobiet w niełatwych czasach. Skłania do refleksji, wzbudza współczucie, gniew, smutek i nadzieję – i znacznie więcej. Poczułam osobisty i społeczny ciężar ludzkich losów. Jeżeli lubicie prozę Claire Keegan i Louise Kennedy – must read.


























• współpraca barterowa • Wydawnictwo Bo.wiem •

Tytuł oryginalny: The Coast Road
Przekład: Mikołaj Denderski
Wydawnictwo: Bo.wiem
Seria: Seria z Żurawiem
Data wydania: 6 maja 2025
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 272
Moja ocena: 5,5/6

29.4.25

"Cały ten błękit" – Mélissa da Costa (przekład Łukasz Müller) /przedpremierowo/

"Cały ten błękit" – Mélissa da Costa (przekład Łukasz Müller) /przedpremierowo/
"Mężczyzna w wieku 26 lat, nieuleczalnie chory na przedwczesnego alzheimera, pragnie wyruszyć w ostatnią podróż. Poszukiwany/a towarzysz/ka przygody"


Wyprawa kamperem w Pireneje z nieznajomą osobą... Pomysł wydaje się szalony, ale Émile wie, że nie zostało mu wiele czasu – pragnie nie tylko spełnić swoje marzenie o podróży, ale też przeżyć ostatnie miesiące na własnych zasadach, z dala od szpitalnego łóżka i cierpienia rodziny. Na ogłoszenie odpowiada Joanne, młoda kobieta w kapeluszu z szerokim rondem i złotymi sandałami na nogach, milcząca, wycofana, z pozoru trochę oderwana od rzeczywistości – przeciwieństwo towarzyskiego i żywiołowego Émile. Dzieli ich wiele, ale łączy pragnienie podróży – każde z nich z czymś się zmaga, każde próbuje uciec, zostawić coś za sobą.

Mélissa da Costa opowiada o dwojgu nieznajomych, których los łączy ze sobą w trudnym życiowym momencie. O wyprawie w nieznane – dla Émile tylko w jedną stronę, bez powrotu. O czymś, co miało być jedynie końcem, a nieoczekiwanie dało początek czemuś wyjątkowemu. Bohaterowie tej powieści odbywają podróż nie tylko fizycznie – kamperem w Pireneje, ale też duchowo – w głąb samego siebie. "Cały ten błękit" to wiele wspaniałych miejsc – górskie szlaki, zachwycająca przyroda, szum morza, urokliwe francuskie miasteczka. To wyjątkowe spotkania i przyjaźnie, pyszne jedzenie, codzienność w podróży, zmieniające się pory roku. Mélissa da Costa, poprzez retrospekcje, ujawnia przeszłość bohaterów, zawiłości dawnych uczuć i relacji. Stopniowo dialogi i sceny nabierają głębi i intymności, podobnie jak i więź między Émile i Joanne. Wiele jest w tej powieści uroczych, zabawnych i pięknych, ale też dramatycznych i łamiących serce momentów. Émile i Joanne zmagają się ze skutkami postępującej choroby, własnymi lękami, stratą i smutkiem, próbując jednocześnie cieszyć się każdą chwilą. Mélissa da Costa porusza najtrudniejsze kwestie z wrażliwością, czułością i zrozumieniem. Przedstawia miłość i przyjaźń jako odwagę, obietnicę, uzdrowienie i schronienie; jako szansę na rozwój i lepsze poznanie samego siebie; jako umiejętność dzielenia się szczęściem i cierpieniem, na dobre i na złe. Historia meandruje między mrokiem i światłem, by ostatecznie złamać serce, wzruszyć do głębi i przynieść pocieszenie – wywołać uśmiech przez łzy.


"Cały ten błękit" to poruszająca opowieść o dwóch zranionych duszach i uczuciu, które rodzi się niespodziewanie z bólu i smutku. O kruchości istnienia, odchodzeniu, ludzkiej wytrwałości, uzdrawiającej sile miłości i życiowej uważności – dostrzeganiu piękna świata, docenianiu tego, co najważniejsze. Czułam się częścią tej niezwykłej podróży (i ogromnie wzruszyło mnie zakończenie). Książka w przeróżnych odcieniach błękitu, między życiem i śmiercią. Warto!
























• współpraca barterowa • Wydawnictwo Znak •

Tytuł oryginalny: Tout le bleu du ciel
Przekład: Łukasz Müller
Wydawnictwo: Znak Literanova
Data wydania: 21 maja 2025
Oprawa: miękka ze skrzydełkami 
Liczba stron: 688
Moja ocena: 5/6

23.4.25

"Przesyłka z Nieba" – Sanaka Hiiragi (przekład Barbara Słomka)

"Przesyłka z Nieba" – Sanaka Hiiragi (przekład Barbara Słomka)
Są pożegnania, które wcale nie muszą być ostateczne. Są niewypowiedziane za życia słowa, które mogą odnaleźć drogę do żywych. Są listy i przedmioty, które przywołują wspomnienia – otwierają drzwi do przeszłości przynosząc ból, smutek, ukojenie lub nadzieję. Są zakończenia, które stają się początkiem czegoś nowego – nawet wtedy, gdy wydaje się, że jest za późno.


Książka Sanaki Hiiragi to niepozorna, japońska miniaturka z ciekawą koncepcją i dobrze znanym schematem – cztery krótkie opowieści łączy niebanalny motyw przewodni. Poznajemy starszą kobietę pogrążoną w żałobie; dziewczynę z prowincji, która marzy o wielkim świecie; osamotnioną i nieszczęśliwą studentkę oraz mężczyznę, który tęskni za miłością sprzed lat. Każde z nich otrzymuje coś niezwykłego – pakunek od zmarłej osoby (przygotowany jeszcze za życia nadawcy i zlecony do dostarczenia przez firmę kurierską). List, zdjęcie, ulubione słodycze, kaseta magnetofonowa, drobiazg z ukrytym przesłaniem... Różne osoby pozostawiają po sobie różne przesyłki – ostatni dar, który tylko z pozoru przybywa zbyt późno; dar, który jest w stanie przywołać wspomnienia, przynieść ukojenie i nadzieję, wyrazić to, czego nie sposób było przekazać wcześniej, wskazać kierunek i odmienić życie. Tytułowe przesyłki z nieba mają w powieści Hiiragi ogromną moc – dają szansę na przebaczenie, pogodzenie się ze stratą, lepsze poznanie samego siebie i nowy początek. Pokochałam tę niebanalną koncepcję, podobnie jak i prostotę i subtelność tekstu. Historie są słodko-gorzkie i głęboko ludzkie – Hiiragi porusza kwestie dotyczące kruchości istnienia, przemijania, miłości i przyjaźni, poczucia wyobcowania i samotności. Bohaterów książki dzieli wiele – wiek, płeć, status społeczny i pochodzenie – ale łączą podobne zmagania i dylematy. Jest w tej powieści coś smutnego, ale jednocześnie pokrzepiającego – skłania do refleksji nad upływającym czasem, międzyludzkimi relacjami, życiem i śmiercią, celem naszej ziemskiej wędrówki. Hiiragi pisze o miłości i trosce – więzi, która nie kończy się wraz ze śmiercią. Przypomina, że czasu nie sposób cofnąć, dlatego tak ważne jest, by żyć w pełni, mieć odwagę podążania własną ścieżką.


Refleksyjna i przyjemna w czytaniu powieść – w prostocie i spokoju tkwi jej urok (i potrafi też chwycić za serce).
























• współpraca barterowa • Wydawnictwo Relacja •

Tytuł oryginalny: 天国からの宅配便
Przekład: Barbara Słomka
Wydawnictwo: Relacja
Data wydania: 23 kwietnia 2025
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 240
Moja ocena: 5/6

21.4.25

"Echo dawnych ksiąg" – Barbara Davis (przekład Jan Kabat) /przedpremierowo/

"Echo dawnych ksiąg" – Barbara Davis (przekład Jan Kabat) /przedpremierowo/
"Książki istnieją, byśmy czuli. Byśmy łączyli się z tym, co wewnątrz, niekiedy z rzeczami, których się nawet nie domyślamy"


Czy książka może być nośnikiem uczuć i przeżyć? Ashlyn, właścicielka antykwariatu, ma wyjątkowy dar – gdy dotyka książek, czuje echa ich przeszłości; czuje szczęście, smutek, ból, gniew, które wniknęły głęboko w papier i atrament – coś w rodzaju emocjonalnego śladu. Kiedy trafia na dwie zagadkowe książki, bez autora i stron redakcyjnych, postanawia przeprowadzić swoje własne śledztwo. Wkrótce poznaje fascynującą, ale i bolesną historię z przeszłości.

"Jak, Belle? Po tym wszystkim... jak mogłaś to zrobić?"
"Jak??? Po wszystkim – pytasz o to mnie?"


Pokochałam koncepcję książki Barbary Davis. "Echo dawnych ksiąg" to opowieść w opowieści – losy młodej antykwariuszki i historia burzliwej miłości sprzed lat. Znalezione przez Ashlyn książki są ze sobą nierozerwalnie złączone – tom Belli i tom Hemiego, niczym para kochanków splecionych w miłości, namiętności, bólu, żalu i wzajemnych oskarżeniach, prowadzą dialog – w dwóch perspektywach opowiadają o tym samym tragicznym romansie. W tajemniczych zapiskach kryje się poruszająca historia wielkiej miłości i równie wielkiego dramatu, zawiłych ludzkich losów, rodzinnych sekretów i ukradzionej przyszłości. Barbara Davis prowadzi narrację w kilku liniach czasowych, w formie książkowych zapisków i wspomnień, aż do momentu, gdy przeszłość dogania teraźniejszość (od amerykańskich wyższych sfer, bankietów i dziennikarskiego świata lat 40. ubiegłego wieku, przez wojenne i powojenne losy, aż po urokliwy antykwariat w New Hampshire, bostońskie ulice, plaże i skaliste zatoki Marblehead lat 80. XX wieku). Powieść zwraca uwagę ciekawą scenerią, misternie utkaną fabułą (zaczyna się powoli, ale z czasem nabiera rozpędu), dobrym wykorzystaniem motywu książek, listów i rodzinnych sekretów. Z przyjemnością czytałam fragmenty dotyczące literatury, pisarstwa i antykwariatu – autorka pięknie pisze o miłości i pasji do książek, ich związku z uczuciami, przeżyciami i ludzkimi losami.


Książka Barbary Davis ma zapach kurzu, papieru i atramentu; rozbrzmiewa szelestem kartek i szumem morza, echem młodzieńczych pocałunków i splecionych dłoni, łez rozpaczy, podartych listów i złamanych obietnic. Historia utraconej miłości sprzed lat chwyta za serce, podobnie jak i współczesne losy kobiety i mężczyzny, którzy subtelnie odnajdują do siebie drogę mimo traumy i niełatwej przeszłości. Czy może być za późno? Na przebaczenie, na miłość, na nowy początek? W powieści Davis ból, gniew i smutek stopniowo zamieniają się w ciepło, nadzieję i wzruszenie.

"Echo dawnych ksiąg" to opowieść o uzdrawiającej mocy książek i przebaczenia, kobiecym pragnieniu wolności i odwadze, by dopisać inne zakończenie. O zdradzie, ciężarze tajemnic sprzed lat, bolesnych stratach i wierze w miłość – mimo wszystko. Jeżeli lubicie literaturę obyczajową z motywem książek, tajemnicy i romansu (gorzkiego i bolesnego, ale ze wzruszającym zakończeniem) – warto. Moja pierwsza powieść Barbary Davis (i mam ochotę poznać kolejne) 💙



























• współpraca barterowa • Wydawnictwo Świat Książki •

Tytuł oryginalny: Echo of Old Books
Przekład: Jan Kabat
Wydawnictwo: Świat Książki
Data wydania: 23 kwietnia 2025
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 544
Moja ocena: 5/6
 

17.4.25

"Zaledwie moment" – Liane Moriarty (przekład Dominika Kardaś) /przedpremierowo/

"Zaledwie moment" – Liane Moriarty (przekład Dominika Kardaś) /przedpremierowo/
"Ale tak to jest w życiu: spełnić się mogą zarówno najśmielsze marzenia, jak i najgorsze koszmary"

Wypadek przy pracy. Wiek 43 lata.
Choroba serca. Wiek 84 lata.
Utonięcie. Wiek 7 lat.
Napaść. Wiek 30 lat.
...

Czy chciałbyś poznać datę i przyczynę swojej śmierci? Co byś zrobił z taką wiedzą? Starałbyś się jak najlepiej wykorzystać czas, który ci pozostał, a może wręcz przeciwnie – spróbowałbyś oszukać przeznaczenie?


Nowa powieść Liane Moriarty zaczyna się niepokojąco, a nawet dość złowieszczo – na pokładzie samolotu z Hobart do Sydney starsza kobieta przepowiada współpasażerom, kiedy i z jakiej przyczyny umrą. Ta nietypowa sytuacja, choć wzbudziła lekkie obawy, przez większość zostaje potraktowana jak dobry żart – do czasu aż w wypadku samochodowym, zgodnie z przepowiednią, ginie młoda dziewczyna.

Pokochałam pomysłową koncepcję książki Moriarty – "Oszukać przeznaczenie" w australijskiej wersji. Złowieszczy początek stanowi preludium dla wielogłosowej, psychologicznie przenikliwej opowieści doprawionej humorem, refleksją i suspensem – o ludziach, którzy próbują zmierzyć się z tym, co nieuniknione. Poznajemy mężczyznę, który spóźnił się na szkolne przedstawienie córki; zatroskaną i zapracowaną matkę z uśpionym OCD; młodą parę, która wybiera się w podróż poślubną; piękną stewardessę, która lubi swoją pracę; młodego chłopaka, który właśnie pożegnał przyjaciela; tajemniczą staruszkę, która wywraca życie pasażerów samolotu do góry nogami. Liane Moriarty splata ich losy – pokazuje, w jaki sposób każde z nich próbuje poradzić sobie z przepowiednią; jak mierzą się z głęboko skrywanymi lękami, zmagają z codziennością, dokonują wyborów i ponoszą konsekwencje. Widmo śmierci to suspens, który napędza fabułę, jednak w gruncie rzeczy ta powieść wyróżnia się świetną psychologią, bo Moriarty jest bystrą obserwatorką ludzkiej natury i współczesności – lubię jej trafne spostrzeżenia na temat zwykłego życia, międzyludzkich relacji, rodziny, związków, kariery, zdrowia psychicznego, pragnień i lęków. Fabuła rozwija się niespiesznie, w dość wolnym tempie, w kilku perspektywach, różnorodnej obsadzie postaci i w atmosferze niepewności – aż do wzruszającego zakończenia. Moriarty porusza ważne, bliskie nam kwestie (m.in. związane ze śmiercią, żałobą i chorobą), ale jej lekki, dowcipny styl pisania łagodzi tematyczny ciężar.


"Zaledwie moment" to opowieść o kruchości istnienia, roli intuicji, przypadku i przeznaczenia oraz próbie przejęcia kontroli nad własnym życiem. Powieść, która pokazuje, jak w wielu różnych, nieprzewidywalnych scenariuszach rozgrywają się ludzkie losy; która przypomina o życiowej uważności, docenianiu tego, co najważniejsze.

Powieść z oryginalną koncepcją, przenikliwym spojrzeniem, odrobiną humoru i niepokoju – dobra czytelnicza rozrywka. Miło spędziłam czas.


















• współpraca barterowa • Wydawnictwo Znak •

Tytuł oryginalny: Here one moment
Przekład: Dominika Kardaś
Wydawnictwo: Znak Literanova
Data wydania: 23 kwietnia 2025
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 656
Moja ocena: 5/6

8.4.25

"Płuca" – Pedro Gunnlaugur Garcia (przekład Jacek Godek)

"Płuca" – Pedro Gunnlaugur Garcia (przekład Jacek Godek)
"Każdy oddech niesie nadzieję lub smutek"


Płuca bohaterów powieści Pedro Gunnlaugura Garcii, islandzko-portugalskiego pisarza, rozszerzają się i opróżniają – godzinami, miesiącami i latami, od urodzenia aż po śmierć. Oddychają ciężko w łóżku podczas bezsennych nocy trawione smutkiem, żalem i lękiem. Oddychają szybko podczas ucieczki, przy wysiłku i w chwilach wielkich emocji. Oddychają lekko i głęboko, gdy troski przestają im doskwierać – gdy tli się w nich nadzieja. Są symbolem życia, ale i kruchości. Bo oddychać znaczy być, nawet jeśli wszystko wokół kruszy się i umiera. Pedro Gunnlaugur Garcia tworzy opowieść w opowieści. Jóhanna z trudem nabiera w płuca powietrze, gdy pewnego dnia otwiera prezent od ojca, z którym od dawna nie ma już kontaktu. Rodzinna kronika zabiera ją w podróż przez czas, kontynenty i pokolenia; przez splot szczęścia i tragedii, cykl narodzin i śmierci; przez miłość, traumy, tłumione latami urazy i niełatwą drogę do przebaczenia; przez wspomnienia, skomplikowane ludzkie losy i zawiłe relacje – z innymi i samym sobą.


"Płuca" to wielopokoleniowa saga rodzinna – opowieść o ludziach, których dzieli czas, miejsce, ciężar przeszłości i błędów, ale łączą więzy krwi, wspólne dziedzictwo i podobne zmagania. Historia zaczyna się w malowniczej Toskanii na początku pierwszej wojny światowej, prowadzi przez imigranckie realia Kanady aż po Reykjavik dawniej i w niedalekiej przyszłości. Od włoskich oliwek, które pomagają uniknąć poboru do wojska, przez kanadyjsko-wietnamską miłość, francuskie lato i tajemnicze wizje, aż po latające kobiety i islandzkie koguty. Gunnlaugur Garcia stworzył powieść obejmującą kilka pokoleń, wiele życiowych tragedii i ulotnych chwil szczęścia. To podróż pełna emocji, skomplikowanych życiorysów i relacji – obraz złożonego cyklu życia i śmierci. Kobiety i mężczyźni zmagają się z codziennością, dokonują wyborów i ponoszą konsekwencje, zakochują się, biorą ślub i rozstają, próbują odnaleźć własną drogę, błądzą, nie potrafią zbudować trwałych relacji. Jest miłość, seks, nienawiść, żal, tęsknota i poczucie winy. Są uzależnienia, traumy, wciąż powielane błędy, pielęgnowane latami urazy, bolesne straty i nowe początki. Ta rodzinna, misternie utkana mozaika jest w gruncie rzeczy smutna, bolesna i tragiczna. Ale Gunnlaugur Garcia tworzy coś wyjątkowego – splata mroczne tony z humorem i psychologiczną głębią, szczerość z czułością, zwykłą codzienność z odrobiną magicznego realizmu. "Płuca" w ciekawy sposób badają kwestie dotyczące rodzinnych więzi, pamięci, wielokulturowości, tożsamości i korzeni, niespełnionych marzeń oraz ludzkiej natury. Uświadamiają, jak mocno jesteśmy związani z poprzednimi pokoleniami, przeszłością i światem – cienkimi nićmi, w nieustannym cyklu życia i śmierci. Pokazują, że rodzinne dziedzictwo może być ciężarem, piętnem, źródłem siły lub szansą na nowy początek. Że każdy z nas stanowi część czegoś większego.

Piękna, ale i niełatwa podróż przez zawiłe ludzkie życiorysy i relacje oraz kaprysy losu. Kolejna saga rodzinna, ale dzięki prozie Gunnlaugura Garcii niczym haust świeżego powietrza, który wypełnia płuca.
























• współpraca barterowa • Wydawnictwo Poznańskie •

Tytuł oryginalny: Lungu
Przekład: Jacek Godek
Data wydania: 29 stycznia 2025
Wydawnictwo: Poznańskie
Seria: Seria Pisarzy Dzieł Skandynawskich
Oprawa: twarda
Liczba stron: 432
Moja ocena: 5/6

6.4.25

"Do czysta" – Alia Trabucco Zerán (przekład Tomasz Pindel)

"Do czysta" – Alia Trabucco Zerán (przekład Tomasz Pindel)
Skarpetki czarne od brudu, poplamione koszule, naczynia w zlewie kuchennym, kłęby kurzu na podłodze. Kobieta, która ciągle udaje. Mężczyzna, który ciągle pracuje. Mała dziewczynka, ich córka, ciągle nieszczęśliwa. I wielka tragedia – finał, który w książce Trabucco Zerán stanowi początek. Wypadek, samobójstwo czy morderstwo? Czterdziestoletnia Estela García zna prawdę – i ujawni ją, ale na własnych zasadach.


"Do czysta" to historia zamożnej rodziny i ich pomocy domowej – kobiety, która opuściła chilijską wieś i podjęła pracę w Santiago. To historia cichego dramatu za zamkniętymi drzwiami, gry pozorów, tlącego się gniewu, monotonii i braku wolności – koszmaru, z którego nie sposób się wybudzić. Alia Trabucco Zerán za pomocą narracji doskonale wywołuje napięcie. Powieść jest duszna, klaustrofobiczna i psychologicznie gęsta – niesie czytelnika swoim mrocznym vibe'm. Prozatorski noir czai się w zwykłej codzienności, w prostych czynnościach, pozornie banalnych zdarzeniach, w gestach, spojrzeniach, słowach i w tym, co niewypowiedziane. Autorka zderza ze sobą światy bogactwa i biedy, miasta i wsi – i z jednej, osobistej historii tworzy ważną, uniwersalną opowieść społeczną – o różnicach klasowych, których nie sposób pokonać; o próbie przetrwania w nieprzyjaznym, podzielonym świecie pełnym jawnych i ukrytych napięć, konfliktów i nierówności. Poprzez zmagania Esteli, pomocy domowej, i dramat rozgrywający się w czterech ścianach domu, Alia Trabucco Zerán oddaje głos ludziom, których nikt nie chce słuchać; którzy pozostają w cieniu, niewidzialni; którzy są marginalizowani, wykorzystywani i upokarzani. I ten głos w powieści wybrzmiewa z mocą, szczerością i determinacją. "Do czysta" to trafny komentarz na temat władzy, pieniędzy, hierarchii, zaufania, uprzedzeń. Samotność i wyobcowanie wydają się niemal namacalne, gdy Estela miota się w sprzecznych uczuciach – tęsknocie, odrazie, współczuciu i przywiązaniu do swoich pracodawców. Trabucco Zerán wspaniale uchwyciła niuanse.


Powieść wielowarstwowa, psychologicznie złożona, intensywna i niepokojąca – z suspensem i ciekawym studium charakteru. Powieść, która obnaża podziały społeczne i bada kwestie wolności, przemocy i wyobcowania w intymny, bezkompromisowy sposób. Fascynująca!





























• współpraca barterowa • Wydawnictwo Czarne •

Tytuł oryginalny: Limpia
Przekład: Tomasz Pindel
Wydawnictwo: Czarne
Data wydania: 5 marca 2025
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 254
Moja ocena: 5/6

3.4.25

"Góry śpiewają" – Nguyễn Phan Quế Mai (przekład Izabela Matuszewska)

"Góry śpiewają" – Nguyễn Phan Quế Mai (przekład Izabela Matuszewska)
"Sơn ca. Skowronek co znaczy 'śpiewająca góra'. Jego głos dosięga nieba, a w jego świergocie mogą powrócić dusze zmarłych"

Hương ściskała w dłoniach drewnianego ptaka, którego wyrzeźbił jej ojciec w wietnamskich lasach. Ten skowronek, sơn ca, z rozpostartymi skrzydłami, stał się jej największym skarbem – i nadzieją, że pewnego dnia wojna się skończy, a jej ukochany tata powróci do domu.
 

Powieść Nguyễn Phan Quế Mai, wietnamskiej pisarki, urzekła mnie zawiłością ludzkich losów, liryzmem i autentycznymi emocjami. "Góry śpiewają" to wielopokoleniowa, napisana z rozmachem saga osadzona w wietnamskiej scenerii – historia opowiedziana głosem Diệu Lan i jej wnuczki Hương. Skomplikowane, dramatyczne losy rodziny Trần na przestrzeni lat splatają się z burzliwą historią Wietnamu – od francuskiego protektoratu, przez japońską okupację, wielki głód i reformę rolną, aż po wojnę między Północą i Południem w latach 60. i 70. XX wieku. Nguyễn Phan Quế Mai wspaniale odmalowuje kontekst kulturowy, ożywia miejsca, czas i postaci. Powieść ma w sobie wietnamskiego ducha; opowiada o zwykłych Wietnamczykach, kobietach, mężczyznach i dzieciach, uwikłanych w bieg zdarzeń. "Góry śpiewają" to zapach kadzidełek i dźwięk drewnianego dzwoneczka, smak herbaty i ryżu, kolorowe latawce, czerwone kwiaty phượng i pradawne legendy. To wycie syren, huk wybuchających bomb i domy zamienione w gruzy, krew wsiąkająca w wietnamską ziemię, bezimienne groby w dżungli, choroby i głód. To wiele wylanych łez, nienawiść, życzliwość i dobro w najtrudniejszych momentach. Losy rodziny Trần poruszają do głębi. Nguyễn Phan Quế Mai z wrażliwością zagłębia się w uczucia, wspomnienia, traumy i niełatwe doświadczenia – dotyka tego, co piękne i bolesne. Kreśli portret odważnej kobiety, która mimo życiowych tragedii i krzywd nie przestaje walczyć o przetrwanie siebie i bliskich; która zadziwia siłą charakteru, wytrwałością i zaradnością. Proza Nguyễn Phan Quế Mai rozbrzmiewa echem żalu, straty i tęsknoty, ale też śpiewem ptaków i gór – koi smutek i przynosi nadzieję.


Pięknie napisana, przejmująca i autentyczna książka. Opowieść o ranach, których nie jest w stanie zagoić mijający czas, bolesnych stratach, słodko-gorzkich wspomnieniach, walce o przetrwanie, rozstaniach i powrotach. O traumie i dramatycznych konsekwencjach wojny, ciężarze przeszłości i nowych początkach. O sile miłości, macierzyństwie, przebaczeniu, tożsamości i przywiązaniu do korzeni. To powieść, która uświadamia, jak cenne, ale i ulotne są chwile, które spędzamy z ukochanymi ludźmi; jak ważne są pokój, dobro, tradycja i rodzina. 

Doceniam – za azjatycką perspektywę, wietnamską scenerię, kontekst kulturowy i historyczny, urzekającą, wielopokoleniową podróż przez burzliwe losy zwykłych ludzi. Czułam radość, smutek, wzruszenie – i znacznie więcej. Książka Nguyễn Phan Quế Mai znalazła drogę do mojego serca.


















• współpraca barterowa • Wydawnictwo Albatros •

Tytuł oryginalny: The Mountains Sing
Przekład: Izabela Matuszewska
Data wydania: 26 marca 2025
Wydawnictwo: Albatros
Cykl: Piąta strona świata
Oprawa: twarda
Liczba stron: 464
Moja ocena: 5,5/6
Copyright © w ogrodzie liter , Blogger