20.1.24

"Jedyne prawdziwe miłości" – Taylor Jenkins Reid (przekład Agnieszka Brodzik)

"Jedyne prawdziwe miłości" – Taylor Jenkins Reid (przekład Agnieszka Brodzik)
Taylor Jenkins Reid w wywiadzie powiedziała, że "prawdziwi ludzie to chaos, i właśnie ten chaos jest interesujący". I rzeczywiście, w powieści "Jedyne prawdziwe miłości" ożywia całą paletę przeróżnych emocji i uczuć – i w sam środek tego chaosu wrzuca Emmę, a wraz z nią również i czytelnika. Z łatwością pokochałam pomysł na fabułę – historię młodej kobiety złapanej w pułapkę przewrotnego losu. Emma pogrąża się w rozpaczy, gdy jej ukochany mąż ginie w katastrofie lotniczej; kilka lat później przyjmuje oświadczyny dawnego przyjaciela – wierzy, że otrzymała kolejną szansę na szczęście. Wszystko do czasu gdy jej uznany za zmarłego mąż zostaje odnaleziony. Emma staje wobec dramatycznego wyboru.


"Jedyne prawdziwe miłości" to Taylor Jenkins Reid jednocześnie dobrze znana, jak i zupełnie inna – wspaniała w ukazywaniu złożoności uczuć i relacji, ale w zupełnie odmiennej historii. Smutek i szczęście idą w tej powieści za rękę – podróż Emmy przypomina emocjonalny rollercoaster. Z łatwością można "wejść w buty" głównej bohaterki, poczuć ciężar jej dylematów, zagubienia i złamanego serca. Taylor Jenkins Reid z wrażliwością i czułością przedstawia tragedię Emmy, a także Jessego i Sama – bo pierwszy z nich za wszelką cenę pragnie powrotu szczęśliwej przeszłości, drugi z kolei traci szczęśliwą teraźniejszość – życie, które stworzył wspólnie z Emmą. Zachwyciła mnie złożoność postaci, subtelne ukazanie zawiłości relacji i uczuć, życiowy realizm i słodko-gorzki charakter powieści. Wielokrotnie zastanawiałam się, co zrobiłabym na miejscu Emmy. Bo czy w naszym życiu zdarza się tylko jedna prawdziwa miłość? A może jesteśmy w stanie kochać więcej niż raz?


Czuła, poruszająca opowieść o żałobie, stracie, drugich szansach, odnajdywaniu swojego miejsca w świecie i trudnych wyborach. O miłości – kochaniu i byciu kochanym. Powieść Taylor Jenkins Reid pokazuje, że dobre i złe rzeczy nie czekają aż będziemy gotowi – po prostu się przydarzają. Że cały czas się zmieniamy – i zmienia się też miłość. Że za każdym razem kochamy inaczej – uczucia często nie pasują do standardowych szufladek, a miłość ma wiele różnych odcieni.

Znalazła drogę do mojego serca, polecam.





















* Współpraca barterowa z Wydawnictwem Czwarta Strona.

Tytuł oryginalny: One True Loves
Przekład: Agnieszka Brodzik
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Data wydania: 24 stycznia 2024
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 336
 Moja ocena: 5/6

18.1.24

"Kontratak" – Won-pyung Sohn (przekład Edyta Matejko-Paszkowska) /przedpremierowo/

"Kontratak" – Won-pyung Sohn (przekład Edyta Matejko-Paszkowska) /przedpremierowo/
Dokąd zmierza moje życie? Jutro znowu zacisnę zęby i może wytrzymam jeszcze trochę. Kolejny dzień, kolejny miesiąc, kolejny rok...


Świat, w którym żyje Ji-hye pełen jest marazmu, szarości i niepewności. To ludzie o wiecznie zmęczonych twarzach bez wyrazu uwięzieni w pułapce pracoholizmu, społecznych norm i oczekiwań. Ludzie przeglądający arkusze egzaminacyjne i ćwiczący próbne rozmowy kwalifikacyjne. To pogoń za trendami, obsesja na punkcie samorozwoju, codzienne wtapianie się w tło i relacje międzyludzkie postrzegane w kategoriach inwestycji. Maraton anonimowego tłumu, mechanizm, który przeżuwa i wypluwa – w sam środek samotności, wyobcowania, egzystencjalnej pustki i poczucia życiowej porażki. Trzydziestoletnia bohaterka książki Won-pyung Sohn nie różni się od swoich rówieśników – pokolenia, które stało się świadkiem burzliwych przemian w Korei lat 80. i 90. ubiegłego wieku. Ji-hye ma pospolite imię, nudną pracę stażystki w seulskiej korporacji i równie nudne życie osobiste. Nie wyróżnia się z tłumu, żyje z dnia na dzień i próbuje przetrwać. Do czasu aż poznaje młodego mężczyznę, nowego stażystę. Wkrótce rodzi się w niej bunt – podejmuje próbę wyrwania się z marazmu, zadania życiu tytułowego kontrataku.

"Czasami sobie myślę, że nawet jeśli jestem tylko pyłem w kosmosie, to i taki pył w chwili, gdy gdzieś osiądzie, może stać się lśniącą tęczą"


Korea Południowa wydaje się geograficznie i kulturowo odległa, a mimo to nie sposób nie utożsamiać się z bohaterami powieści Won-pyung Sohn, zwykłymi trzydziestolatkami, młodymi dorosłymi uwięzionymi w pułapce współczesności. Jest coś bardzo bliskiego i ludzkiego w ich życiowych zmaganiach, zarówno tych związanych z pracą, karierą, pieniędzmi, rodziną i społecznymi oczekiwaniami, jak i tych dotyczących samotności, lęku, poczucia niedopasowania, wątpliwości egzystencjalnych i tożsamościowych. Kim jestem? Jakim dorosłym pragnę się stać? Jaką drogą podążać? W "Kontrataku" to, co intymne splata się z tym, co uniwersalne. Won-pyung Sohn obnaża świat, który nieustannie nadaje tempo i dyktuje warunki. Z prozatorską przystępnością opowiada o wzlotach i upadkach oraz o gniewie i buncie, które dają początek zmianie – w życiu i w nas samych, na przekór hipokryzji, milczeniu, niesprawiedliwości i wyzyskowi. W "Kontrataku" pod warstwą niespiesznej, niepozornej historii kryje się wiele ważnych współczesnych, bliskich nam kwestii, uczuć i wątpliwości. To opowieść, która przypomina, że nie jesteśmy tylko sumą sukcesów i porażek. Że nie jesteśmy w swoich zmaganiach sami. Że życie bywa przewrotne i wciąż nie jest za późno – koniec może stać się początkiem czegoś nowego, lepszego. Won-pyung Sohn gorycz i rozczarowanie przełamuje odrobiną nadziei, pociechy i solidarności – pokazuje, jak bardzo możemy wzrastać wewnętrznie, konfrontując się z rzeczywistością i szukając odpowiedzi na trudne życiowe pytania.

Ciekawe spojrzenie na realia życia młodych dorosłych w koreańskim wydaniu – książka dla trzydziestolatków i nie tylko.
























* Współpraca barterowa z Wydawnictwem Mova.

Tytuł oryginalny: 서른의 반격
Przekład: Edyta Matejko-Paszkowska
Wydawnictwo: Mova
Data wydania: 24 stycznia 2021
Oprawa: twarda
Liczba stron: 280
Moja ocena: 4/6

16.1.24

"Sztuczny miód" – Sabina Waszut /przedpremierowo/

"Sztuczny miód" – Sabina Waszut /przedpremierowo/
Strajki i partyjne wiece, żywność na kartki, stanie w kolejkach i puste półki, Teleranek i pierwsze kolorowe telewizory, rodzinne święta o zapachu pomarańczy, goździki z okazji Dnia Kobiet, bloki z wielkiej płyty, cenzura, donosicielstwo. Codzienne życie w PRL-u nie było łatwe – prywatne radości i smutki rozgrywały się w cieniu politycznych i społecznych napięć. Rok 1981 przyniósł ze sobą wiele burzliwych i dramatycznych wydarzeń: porozumienia sierpniowe, strajki i demonstracje, brutalne pacyfikacje MO, "karnawał Solidarności", zamach na Jana Pawła II i stan wojenny. W sercach Polaków rodził się bunt oraz nadzieja na wolność i zmiany. Jednocześnie nasilały się też narodowe podziały. Wiele osób stanęło wobec trudnych życiowych dylematów. Wobec konieczności opowiedzenia się po jednej ze stron.


W książce "Sztuczny miód" Sabina Waszut zabiera nas na Śląsk, do Katowic, w sam środek wydarzeń roku 1981 i przedstawia poruszającą historię dwóch kobiet uwikłanych w niespokojne czasy. Dylematy moralne i społeczno-polityczne napięcia splatają się z lękiem o bliskich, niepewną przyszłością, miłością, przyjaźnią oraz zwykłym, codziennym życiem. Niemal wszędzie czają się kłopoty, a z pozoru właściwe wybory wcale nie zapewniają bezpieczeństwa. Baśka i Marylka to pielęgniarki, żony i matki. Pierwsza z nich ma eleganckie M-3 i męża milicjanta, lubi chodzić do kina, spotykać się ze znajomymi i wieść wygodne życie. Druga z kolei ma dużą, tradycyjną śląską rodzinę i męża górnika, który pracuje w kopalni "Wujek" i działa w Solidarności. Rok 1981 staje się dla Baśki i Marylki oraz ich rodzin momentem próby – odmienia nie tylko bieg historii, ale też koleje ich życia.


"Sztuczny miód" to powieść, która zachwyca realizmem i przenikliwym wglądem w ludzkie zmagania i dylematy. Sabina Waszut wspaniale ożywiła literacko ważne, burzliwe czasy – postaci, emocje i zwykłą codzienność. Historia Baśki i Marylki silnie zakorzeniona jest w śląskich, peerelowskich realiach. Dbałość o detale i plastyczna proza Sabiny Waszut przenoszą czytelnika w czasie i przestrzeni – na szpitalne korytarze Centralnego Szpitala Klinicznego, katowickie ulice osiedla Tysiąclecia i Wincentego Pola, do kopalni "Wujek", do mieszkań, zatłoczonych autobusów, kin i kawiarni. To powieść, która pozwala poczuć ciężar kobiecych zmagań – lęk i pragnienie ochrony bliskich, łączenie życia zawodowego z troską o dom i rodzinę. Sabina Waszut z wrażliwością podejmuje kwestie dotyczące miłości, zdrady, zaufania, lojalności, trudnych wyborów i ich konsekwencji. Zagłębia się w zakamarki kobiecego serca, mieszankę skomplikowanych emocji. I wspaniale ukazuje niuanse, przeróżne odcienie życia i uczuć, świat, który nie był i nie jest czarno-biały.

Poruszająca, wartościowa literatura obyczajowa. Opowieść o sile rodzinnych więzi, przyjaźni, odwadze i trudnych wyborach. O ludzkiej solidarności i życzliwości ponad podziałami. Pięknie napisana. Takie powieści czyta się jednym tchem i poleca z przyjemnością.






















* Współpraca barterowa z Wydawnictwem W.A.B.

Data wydania: 24 stycznia 2024
Wydawnictwo: W.A.B.
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 304
Moja ocena: 5,5/6

13.1.24

"Lato, gdy mama miała zielone oczy" – Tatiana Țîbuleac (przekład Dominik Małecki)

"Lato, gdy mama miała zielone oczy" – Tatiana Țîbuleac (przekład Dominik Małecki)
Zwiewne sukienki. Pole słoneczników na tle błękitnego nieba. Długie rozmowy. Zapach pieczywa i jabłek. Szum oceanu. Utracony czas, którego nie sposób odzyskać i przyszłość, która nie nadejdzie. Nienawiść i złość zamieniające się w miłość, troskę i przebaczenie. Matka i syn. I jedno lato pełne okruchów szczęścia, smutku i nadziei upływające w cieniu tego, co nieuniknione. Lato niezapomniane, najlepsze i najgorsze jednocześnie. Lato, które miało kolor zielonych oczu.


Już pierwsze zdania książki Țîbuleac wywołują niepokój i dyskomfort. Poznajemy nastolatka, który nienawidzi swojej matki. Jego słowa ranią niczym ostrze – przesiąknięte złością, tłumionym gniewem oraz bólem straty i odrzucenia przeszywają na wskroś. Țîbuleac opowiada o skomplikowanej relacji matki i syna oraz jednym lecie we francuskiej wiosce, które odmienia wszystko. Jej surowa i powściągliwa, ale jednocześnie liryczna i pełna wspaniałych metafor proza niesie czytelnika przez meandry miłości i nienawiści, prowadzi przez najdalsze zakamarki ludzkiego serca. I wspaniale ewoluuje, zagłębiając się w zawiłości uczuć i przeróżne odcienie życia.


"Lato, gdy mama miała zielone oczy" to intensywna, intymna podróż matki i syna – opowieść o ciężarze traum i wspomnień, bolesnej nauce przebaczenia, kruchości istnienia oraz uzdrawiającym darze drugiej szansy. To również bezkompromisowe i szczere spojrzenie na chorobę, odchodzenie, żałobę i samotność. Țîbuleac przypomina, że każdy z nas ma swoją własną historię, nierzadko trudną i bolesną. I że miłość ma moc sklejania tego, co potłuczone. 

Wielka siła drzemie w tej niepozornej, krótkiej książce – w swoim literackim pięknie i brutalności potrafi poruszyć najczulsze struny. Mimo niełatwych początków znalazła drogę do mojego serca.



















Tytuł oryginalny: Vara în care mama a avut ochii verzi
Przekład: Dominik Małecki
Wydawnictwo: Książkowe Klimaty
Data wydania: 8 sierpnia 2021
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 152
Moja ocena: 5,5/6

13.1.24

"Piękno ludu" – Merete Pryds Helle (przekład Justyna Haber-Biały)

"Piękno ludu" – Merete Pryds Helle (przekład Justyna Haber-Biały)
 "Uśmiech nic nie kosztuje". Czy aby na pewno?


Marie, bohaterka książki Merete Pryds Helle, wiedzie luksusowe i szczęśliwe życie żony i matki, realizując tym samym kopenhaski sen klasy średniej. Uśmiecha się, gdy jej córki rozrzucają jedzenie i krzyczą bez powodu. Uśmiecha się, gdy jej mąż wraca do domu i traktuje ją z milczącą obojętnością. Uśmiecha się, gdy słyszy z ust matki, że mogłaby starać się bardziej. Marie zaciska zęby – z uśmiechem spełnia wymagania innych zgodnie z rolą narzuconą jej przez społeczeństwo. Jednak za fasadą szczęśliwego życia rodzinnego kryje się samotność, brak poczucia własnej wartości, apatia, trauma z dzieciństwa oraz przemoc fizyczna i seksualna.


Czytając "Piękno ludu", nie sposób uciec od bolesnego współodczuwania. Charakterystyczne dla literatury skandynawskiej surowość, oszczędność i pozorny dystans jeszcze mocniej podkreślają osobisty dramat głównej bohaterki. "Piękno ludu" to starannie skomponowana rodzinna kronika oraz realistyczny obraz życia w dwudziestowiecznej Danii widziany oczami dorastającej dziewczynki, a później młodej kobiety. Helle doskonale uchwyciła kontrast między surowością, biedą i tradycją duńskiej wsi a łudzącym blichtrem "kopenhaskiego snu" – obietnicą społecznego awansu i lepszej przyszłości. Marie reprezentuje pokolenie kobiet złapanych w pułapkę patriarchatu i tradycyjnych ról społecznych. Kobiet, które zostawiły dawne życie za sobą, ale ostatecznie nie były w stanie uciec od traumy, duchów przeszłości i toksycznych wzorców. Historia Marie wibruje podskórnym napięciem, tłumionym niepokojem, czającym się pod powierzchnią mrokiem. Opowiedziana jest mocnym, szczerym głosem, bez upiększania i dramatyzowania. Zachwycił mnie życiowy realizm nakreślony oszczędną i chłodną, ale jednocześnie poetycką, piękną prozą – prozą, która w najmniej spodziewanym momencie potrafi poruszyć w nieoczekiwany sposób.

"Piękno ludu" to opowieść o trudach dorastania na tle zmieniającego się kraju, o skomplikowanych rodzinnych relacjach, zmaganiach z życiem i samym sobą. O byciu kobietą – tylko tyle i aż tyle. Wspaniała skandynawska proza. Polecam (szczególnie miłośnikom trylogii Karin Smirnoff, "Testamentu" Niny Wähä i "Nieba w kolorze siarki" Kjella Westö).



















Tytuł oryginalny: Folkets skønhed
Przekład: Justyna Haber-Biały
Wydawnictwo: Marpress
Seria: Bałtyk
Data wydania: 11 lutego 2022
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 412
Moja ocena: 5,5/6

13.1.24

"Andromeda" – Therese Bohman (przekład Justyna Czechowska)

"Andromeda" – Therese Bohman (przekład Justyna Czechowska)
Przyjaźń? Miłość? Zauroczenie? Pożądanie? Pokrewieństwo dusz? Czy każdą relację można ubrać w słowa? Nadać etykietę, znaleźć dla niej odpowiednie ramy?


Ona. Stażystka w prestiżowym wydawnictwie. On. Znany i szanowany dyrektor działu literatury pięknej. Łączy ich wspólna literacka pasja, pochodzenie i podobne poglądy na świat. Dzieli – różnica wieku i nieubłaganie mijający czas. Czy to kolejna historia banalnego romansu starszego, żonatego mężczyzny i młodej, atrakcyjnej kobiety, szefa i jego podwładnej? Niezupełnie. 

Lubię Therese Bohman. Za jej liryczną, czułą i inteligentną prozę rozwijającą się subtelnie w niedopowiedzeniach, w niuansach i ulotności, w różnych perspektywach. Za jej przenikliwe spojrzenie na relacje międzyludzkie, wątpliwości moralne i egzystencjalne, na ciemność, która czai się w ludzkich sercach. Za jej trafność w ukazywaniu samotności i wyobcowania współczesnego człowieka, za bezpretensjonalność w przedstawianiu świata jako miejsca nieoczywistego, niejednoznacznego, pełnego przeróżnych odcieni szarości. Za literaturę dyskomfortu skłaniającą do formułowania własnych refleksji i osądów.


"Andromeda" to Therese Bohman w doskonałym wydaniu – powieść nieoczywista, nostalgiczna, pełna ciekawych spostrzeżeń. Bohman po raz kolejny stworzyła postaci i historię, z którymi niełatwo się utożsamiać, a przez to tak bardzo intrygujące i fascynujące. Kobietę jednocześnie niezależną i wrażliwą, słabą i silną oraz relację damsko-męską wymykającą się z tradycyjnych ram, zaskakującą. To opowieść o miłości do literatury, zawiłościach wydawniczego świata, nieuchronności przemijania, samotności i złożoności międzyludzkich relacji. O pogoni za marzeniami i lepszym życiem, zagubieniu i pozorach szczęścia i spełnienia. O zderzeniu idealizmu z goryczą i brutalnością życia, młodości z doświadczeniem. O ludziach, którzy dźwigają swoje własne wspomnienia, marzenia i lęki. Proza Bohman mocno ze mną rezonuje, cenię ją coraz bardziej. Wspaniały początek roku.
















Tytuł oryginalny: Andromeda 
Przekład: Justyna Czechowska
Wydawnictwo: Pauza
Data wydania: 7 marca 2023
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 176
Moja ocena: 5/6

8.1.24

"Strużki" – Maria Halber

"Strużki" – Maria Halber
Przyjaźń może być bezpiecznym schronieniem. Albo kołem ratunkowym, które pomaga utrzymać się na powierzchni. Ale bywa też pułapką, delikatną, postrzępioną siecią, z której nie można uciec i której nie sposób naprawić. Czasami pod wpływem czasu przyjaźń niczym sweter pruje się, szarzeje i kurczy – i przestaje na nas pasować. Niektóre przyjaźnie kończą się trzaśnięciem drzwiami. Inne umierają w ciszy. Są też i takie, które trwają uparcie – i zostają z nami na zawsze.


Przyjaźń Kingi i Agnieszki rodzi się w latach nastoletnich, w szkolnych murach, w poczuciu niedopasowania i odrębności. To przyjaźń pierwsza i intensywna, ale już od samego początku naznaczona skomplikowaną współzależnością, momentami bliskości i dystansu. To długie spacery, rozmowy o wszystkim i o niczym, kanapki posmarowane serkiem topionym, wkuwanie do matury, łyk taniego wina i podkradany matce puder. To rzeczy niewypowiedziane, drobne rysy, które z czasem zamieniają się w pęknięcia. To młodość, która przechodzi w dorosłość i życie, które po prostu się przydarza – i zmienia wszystko, prawie wszystko. W "Strużkach" Maria Halber opowiada o dorastaniu, przyjaźni i odkrywaniu siebie. Dwie dziewczyny, a później młode kobiety, nawiązują silną, ale jednocześnie trudną więź – wielokrotnie oddalają się od siebie, by po czasie znów do siebie powrócić. Spośród wielu pytań, jakie stawia Maria Halber, tym, które być może budzi najwięcej dyskomfortu i refleksji, jest złożoność relacji między Kingą i Agnieszką – podszyta nierównowagą sił, czymś mrocznym i niewypowiedzianym, dziewczęcym wsparciem i solidarnością. To obraz przyjaźni, która wiele daje, ale też zabiera, bo Agnieszka, wpatrzona w Kingę, gubi gdzieś po drodze samą siebie. Maria Halber pięknie operuje niedopowiedzeniem, niuansami. We fragmentarycznej narracji, poetyckiej, przenikliwej prozie i zmysłowym przedstawieniu uczuć i świata zawiera się siła "Strużek". Smutek i melancholia przenikają historię Kingi i Agnieszki – prozatorski noir unosi się nad "Strużkami" i wciska w najdrobniejsze szczeliny. Nie ma tutaj miejsca na ckliwość i idealizm. Jest za to dużo autentycznych doświadczeń, trudnych uczuć i gorzkich rozczarowań. Maria Halber subtelnie dryfuje wokół tematów rodziny, śmierci, samotności, poczucia wyobcowania, kryzysu psychicznego. Wokół feminizmu, kobiecości i ról społecznych. "Strużki" w poruszający sposób pokazują, jak trudna bywa dorosłość, gdy nastoletnie marzenia zderzają się boleśnie z rzeczywistością. Jak wielkim ciężarem bywa poczucie wstydu, wyobcowania i niedopasowania. I jak niełatwo być w tym wszystkim sobą.


"Strużki" Marii Halber znalazły drogę do mojego serca. Tak dobrej polskiej prozy chciałabym czytać więcej, polecam.





























Data wydania: 29 grudnia 2023
Wydawnictwo: Cyranka
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 184
Moja ocena: 5/6

27.12.23

"Punkt zwrotny. Listopad 1942" – Peter Englund (przekład Ewa Wojciechowska)

"Punkt zwrotny. Listopad 1942" – Peter Englund (przekład Ewa Wojciechowska)
Druga wojna światowa określana jest mianem największego i najbardziej dramatycznego konfliktu zbrojnego w dziejach. Zadziwia skala – wojenna pożoga objęła ogromną część świata powodując niewyobrażalne zniszczenia i odbierając życie milionom ludzi. Wojna przyniosła też ze sobą bezprecedensowe potworności, które przekroczyły wszelkie wyobrażenia. Wszystko, co wydarzyło się w ciągu tych długich wojennych lat wydaje się ekstremalne – ogromny zasięg i liczba zaangażowanych osób, przebieg działań wojennych, nieodwracalne zmiany i dramatyczne skutki. Często jednak w gąszczu suchych faktów – dat, liczb i linii na mapie – gubi się jednostka, jej przeżycia, uczucia i indywidualne losy. A czym była druga wojna światowa dla zwykłego człowieka? Dla młodej studentki na paryskiej Sorbonie, wojskowego korespondenta, koreańskiej niewolnicy seksualnej, porucznika piechoty, więźnia obozu koncentracyjnego lub jenieckiego, amerykańskiej gospodyni domowej, pilota bombowca lub angielskiej pisarki?


Peter Englund, szwedzki pisarz i historyk, przypomina, że to ludzie i ich indywidualne losy tworzą wielką historię. W książce "Punkt zwrotny" proponuje coś oryginalnego – na podstawie wspomnień, listów, pamiętników i osobistych zapisków czterdziestu uczestników i naocznych świadków z różnych zakątków globu przedstawia obraz jednego miesiąca drugiej wojny światowej. To właśnie w listopadzie 1942 roku świat znalazł się w przełomowym momencie, tytułowym punkcie zwrotnym, gdy ważyły się losy wojny – szala zwycięstwa zaczęła przechylać się na stronę aliantów, ale wciąż wszystko mogło się wydarzyć (wojska amerykańskie i brytyjskie wylądowały w Afryce Północnej, Brytyjczycy pokonali Niemców w Egipcie w II bitwie pod El Alamein, Japończycy ponieśli klęskę na Guadalcanal, trwało oblężenie Leningradu i bitwa pod Stalingradem, na Londyn spadały bomby, a Holocaust wkraczał w najtragiczniejszą fazę). Ten jeden miesiąc w książce Petera Englunda niczym soczewka skupia wszystko to, czym była druga wojna światowa. W "Punkcie zwrotnym" autor podąża za zwykłymi ludźmi w niezwykłych okolicznościach – rekonstruuje ich losy, refleksje i uczucia. Płynnie przeplatając różne perspektywy, na tle wielkich wydarzeń, tworzy intymną mozaikę wojennych doświadczeń – tragedię, grozę, lęk i śmierć, a także monotonię, absurd, pozory normalności i nadzieję. Każda z czterech części książki skupia się na jednym tygodniu listopada 1942. Peter Englund zabiera nas do oblężonego Leningradu, okupowanego Paryża, Brukseli i Szanghaju, do okopów na froncie wschodnim, tropikalnej dżungli w Azji, bombardowanego Londynu, na pustynie Algierii i Maroka oraz do chińskiego Henanu doświadczonego klęską głodu. Do czołgów, samolotów, łodzi podwodnych, obozów koncentracyjnych i jenieckich, do miast i wsi. Poznajemy ludzi, ktorzy znaleźli się w samym środku wojny, a także tych, którzy doświadczyli jej skutków pośrednio. Englund pisze w fabularyzowanym, plastycznym tonie (łączy narrację historyczną i elementy powieściowe), z dbałością o szczegóły i minimalizmem. Jego styl ożywia opisywane wydarzenia, miejsca, postaci i doświadczenia. Można nawet powiedzieć, że bardziej pokazuje niż opowiada – relacje mocno działają na wyobraźnię, są silnie osadzone w ówczesnych realiach i pozwalają poczuć ciężar ludzkich losów. Englund nie romantyzuje wojny, nie ocenia i nie moralizuje, zresztą w przytaczanych przez niego fragmentach listów i pamiętników tli się często hemingwayowski duch – wojenna groza, poczucie zwątpienia, rozczarowania i beznadziei. "Punkt zwrotny" doskonale uświadamia, jak w wielu różnych aspektach wojna wpłynęła na człowieka, również w bardzo osobisty sposób – jak uczyniła go obcego nawet samemu sobie. Książka Englunda to brutalne zderzenie wyobrażeń z rzeczywistością, radzenie sobie z kolejnymi brakami i ograniczeniami, utrata mienia i bliskich, życie w niepewności i lęku, wojenna apatia, pozory normalności, wola przetrwania, determinacja i poczucie wspólnego celu. To "wojna, która dotyka wszystkich, niezależnie od tego, czy sobie tego życzą, czy nie".


"Nazywa się Hélène Berr. Ma 21 lat, od dwóch studiuje na Sorbonie. Gdy jej narzeczony wysiada z pociągu, idą na spacer w kierunku Trocadéro, żeby nie zbliżać się do Pól Elizejskich – Żydom nie wolno tam wchodzić. Rezygnują też z podróży metrem, ponieważ Hélène musiałaby siedzieć w ostatnim wagonie. Nie wejdą do żadnej restauracji ani kawiarni, bo Żydzi nie mają tam wstępu. Żółtą gwiazdę na ramieniu Hélène nosi z dumą. Udaje, że się nie boi.

Węch i słuch. To najważniejsze zmysły dla Horsta Höltringa. Węch – bo powietrze przesyca smród niemytych ciał, potu i oleju do smażenia zmieszany z lepkim, tłustym odorem diesla. Słuch – bo zanurzony okręt podwodny jest ślepy na wszelkie możliwe sposoby. Każdy dźwięk niesie nadzieję lub strach. Wszyscy milczą, nasłuchują. Gdy pojawia się odgłos śrub nieznanej jednostki, zamierają na sekundę. Namierzono ich. Myśliwi stają się ofiarami. Czy to punkt zwrotny tej wojny?

Przed chwilą dopadła go rzeczywistość. Trwała odprawa przed nocnym nalotem na Niemcy. John Bushby rozejrzał się po sali, popatrzył po twarzach zebranych, policzył i uświadomił sobie, że ze wszystkich członków załóg 83 Dywizjonu RAF, z którymi rozpoczynał służbę w styczniu tego roku, zostało… dwóch. Jednym z nich jest jego pilot Bill Williams, chłopak w jego wieku, teraz trudny do rozpoznania przez piękne, nawoskowane wąsy. Drugim jest on sam. Już listopad, wojna przecież musi się wreszcie skończyć" (fragment książki)

"Punkt zwrotny" Petera Englunda okazał się dla mnie czymś zupełnie innym, oryginalnym. Zachwycił mnie pomysł – ukazanie wojny przez pryzmat wielu indywidualnych historii, splot biografii ludzi z różnych zakątków świata. Fascynujące, jak z pozoru chaotyczny zbiór relacji stopniowo układa się w spójną, wielobarwną symfonię głosów. Autorowi udało się sprowadzić największy konflikt zbrojny do tego, co najważniejsze – człowieka i jego indywidualnych losów, nadać wojennej grozie osobisty wymiar. Różnorodność postaci zapewnia panoramiczność, a także, w szerszym kontekście, uniwersalność ludzkiego doświadczenia w ekstremalnie trudnych okolicznościach. Wspaniale uzyskać tak szeroki obraz w tak kameralnej skali.

"Niełatwo będzie przetrwać w tym piekle, ale sto razy trudniej będzie pozostać człowiekiem"

Fascynująca, wciągająca i poruszająca książka w odmiennej konwencji – wojna jako suma indywidualnych historii, jako osobiste, realne doświadczenie. Must read dla miłośników historii i literatury faktu, zdecydowanie warta uwagi. Polecam.






















* Współpraca barterowa z Wydawnictwem Otwarte.

Tytuł oryginalny: Onda nätters drömmar. November 1942 och andra världskrigets vändpunkt i 360 korta kapitel
Przekład: Ewa Wojciechowska
Wydawnictwo: Otwarte (HI:STORY)
Data wydania: 22 listopada 2023
Oprawa: twarda
Liczba stron: 640
Moja ocena: 5,5/6


6.12.23

"Welewetka. Jak znikają Kaszuby" – Stasia Budzisz

"Welewetka. Jak znikają Kaszuby" – Stasia Budzisz
"Nie ma jednej opowieści o Kaszubach" – tak w "Welewetce" pisze Stasia Budzisz. I rzeczywiście, obraz Kaszëbë, kaszubskiej krainy, który autorka tka za pomocą indywidualnych historii i zawiłych ludzkich losów przypomina patchworkowy koc. Ten nadbałtycki region, świadomy swojej kulturowej odrębności, na przestrzeni wieków przeszedł wiele – rozdarty między tym, co kaszubskie, polskie i niemieckie mierzył się i nadal mierzy z ciężarem przeszłości oraz wyzwaniami współczesności. Bo Kaszuby, które kojarzymy często z folklorem i wakacyjnym rajem skrywają niełatwą historię – własne demony i kompleksy, rodzinne tajemnice, skomplikowaną mieszankę dumy i wstydu. Czym jest kaszubskość? Czy można być i Kaszubą, i Polakiem? I czy to w ogóle właściwe pytanie? Stasia Budzisz stworzyła reportaż tożsamościowy zabarwiony osobistym akcentem – oś "Welewetki" stanowi historia rodzinna autorki. Zagłębiając się w losy przodków, we wspomnienia, w przeszłość i teraźniejszość, Stasia Budzisz konstruuje kaszubską tożsamość, a przy tym mierzy się z własnym wstydem i po raz pierwszy odkrywa kaszubskie dziedzictwo po swojemu, a nie według narzuconej, narodowej narracji. I zadaje pytanie o przyszłość Kaszubów – mniejszości pozostającej w rozdarciu, wciąż poszukującej, która stała się "stara, zhierarchizowana, rozmodlona, bardziej polska niż Polska".


W "Welewetce" znalazło się miejsce dla przeszłości i teraźniejszości, perspektywy osobistej i zbiorowej. Stasia Budzisz osadza Kaszuby w kontekście historycznym – od Wielkiej Wojny przez II RP i drugą wojnę światową aż po PRL i lata współczesne. Opowiada o życiu pod rządami pruskimi i polskimi, o budzeniu się poczucia odrębności, o szacunku do ziemi i pracy, pobożności, rodzinie. O polskich uprzedzeniach, utracie majątku i wojennej pożodze – masowych grobach, wywózkach, głodzie, niemieckiej liście narodowościowej, gwałtach czerwonoarmistów, tułaczce i przesiedleniu. O powojennej podejrzliwości i czasach, gdy za używanie w szkole języka kaszubskiego karano biciem lub szykanami. Stasia Budzisz tropi ślady, rozmawia i oddaje głos świadkom wydarzeń – rekonstruuje historię kaszubskiej tożsamości przez pryzmat indywidualnych ludzkich losów, życiorysów i osobistych doświadczeń. Czytając "Welewetkę", można poczuć ciężar kaszubskich zmagań i grozę wojennych lat – w reportażu pojawia się wiele interesujących, ale też emocjonalnie poruszających wątków dotyczących sytuacji mieszkańców Pomorza w czasie drugiej wojny światowej. Historyczną część reportażu Stasi Budzisz przeczytałam z ogromnym zainteresowaniem. Doceniam – za wnikliwość, rzetelność, połączenie faktów z indywidualnymi losami i świetne pióro, bo styl pisania Stasi Budzisz angażuje i ożywia – umysł, wyobraźnię i emocje. W "Welewetce" przeszłość przechodzi płynnie w teraźniejszość – wyzwania i lęki, z którymi współcześnie mierzą się Kaszubi. Stasia Budzisz pisze bezkompromisowo, z troską i szczerością. Z reportażu wyłania się gorzki obraz Kaszub znikających, milknących, powolnie umierających. Języka kaszubskiego, który nie służy już komunikacji oraz autentyczności sprowadzanej do folkloru – produktu i turystycznej atrakcji. Czy istnieje jeszcze szansa, by zawrócić z tej drogi?

"Chciałam być Polką, czystą Polką i tylko Polką, ale z tą moją polskością wiecznie było coś nie tak. Wstydziłam się kaszubskiego akcentu i chłopskiego pochodzenia. Wstydziłam się, że moja rodzina nie kultywuje prawdziwych polskich tradycji. Kompleks kaszubski nie jest niczym nowym. Dojrzewał w nas, Kaszubach, latami, żeby nie powiedzieć wiekami. Winę można rozłożyć na wszystkich. I na Niemców, i na Polaków, i na Kaszubów. Czasem myślę, że najbardziej na nas, Kaszubów. „Nas”. Mówię tak od niedawna, może od roku"


"Welewetka" to ciekawy, świetnie napisany, wnikliwy i przejmujący reportaż – opowieść o kaszubskiej odrębności i polskości, dumie i wstydzie związanych z pochodzeniem, poczuciu winy, byciu swoim lub obcym, kaszubskich kompleksach i zbiorowym milczeniu. O wojnie, krzywdzących uprzedzeniach, kaszubskiej pracowitości i hardości, lęku wobec trudnej przeszłości i niepewnej przyszłości. O domach, które skrywają tajemnice i pamiętają swoich zmarłych oraz pochodzeniu, które stanowi ważną część nas samych. Wielowątkowa, ale spójna książka przybliżająca Kaszuby – losy ziemi i ludzi z pogranicza historii i kultury, gdzie nic nie jest czarno-białe. Takie reportaże cenię, takie polecam z przyjemnością. Warto przeczytać i dowiedzieć się więcej.






















* Współpraca barterowa z Wydawnictwem Poznańskie.

Data wydania: 8 listopada 2023
Oprawa: zintegrowana
Liczba stron: 304
Moja ocena: 5,5/6

5.12.23

"Tajemnica domu Turnerów" – Kate Morton (przekład Anna Dobrzańska)

"Tajemnica domu Turnerów" – Kate Morton (przekład Anna Dobrzańska)
Dom skrywający sekrety. Rodzinna tragedia. Trzy pokolenia kobiet. Kate Morton w nowej powieści po raz kolejny splata ze sobą motywy, które doskonale kojarzymy z jej twórczością – przedstawia historię wielopokoleniowej rodziny żyjącej w cieniu bolesnej tajemnicy sprzed lat.


Kiedy mieszkająca w Londynie Jess otrzymuje informację o wypadku ukochanej babci, podejmuje decyzję o powrocie do Australii. Wkrótce wpada na ślad tragedii, która rozegrała się w wigilijny dzień 1959 roku – rodzinny sekret, o istnieniu którego nie miała pojęcia. Kate Morton pisze pięknie – lirycznie, sugestywnie, z wrażliwością i dbałością o detale. Jej proza ożywia miejsca i uczucia, buduje paralele między ludzkimi doświadczeniami a przedmiotami i przyrodą. Niezmiennie zachwyca mnie, jak wspaniale potrafi tchnąć ducha w opisywane domy i ogrody, jak barwnie jest w stanie oddać charakter australijskiej scenerii. "Tajemnica domu Turnerów" to udane połączenie rodzinnej sagi, dramatu i kryminalnej zagadki z przeszłości. Klimat sekretów i niedopowiedzeń kształtuje fabułę – postaci skrywają swoje prawdziwe intencje, przeszłość stopniowo przenika i łączy się z teraźniejszością aż do emocjonalnie poruszającego zakończenia. Śmierć, poczucie winy, kłamstwo, zdrada, macierzyństwo, miłość i rodzinne więzi – wszystkie te elementy w powieści Kate Morton tworzą misternie utkaną fabułę, intrygującą i psychologicznie dopracowaną rodzinną zagadkę. To powieść, która stawia pytania na temat lojalności, prawdy oraz tego, jak daleko jesteśmy w stanie się posunąć, by chronić ukochane osoby. To również opowieść o powrocie do domu – domu jako budynku, ale też domu jako idei, synonimie bezpieczeństwa i przynależności.

"Domy mają duszę. Mają swoje wspomnienia i tajemnice. Tak jak w przypadku ludzi, wystarczy uważnie słuchać. Język domów jest moim językiem ojczystym. Nauczył mnie tego Darling House, kiedy byłam mała"


Fascynująca, tajemnicza i pięknie napisana książka – do powolnego wsiąknięcia w fabularny świat, do rozsmakowania się w barwnych opisach.






















* Współpraca barterowa z Wydawnictwem Albatros.

Tytuł oryginalny: Homecoming
Przekład: Anna Dobrzańska
Data wydania: 25 października 2023
Wydawnictwo: Albatros
Oprawa: twarda z obwolutą
Liczba stron: 544
Moja ocena: 5/6

2.12.23

"Zanim wyblakną wspomnienia" – Toshikazu Kawaguchi (przekład Joanna Dżdża)

"Zanim wyblakną wspomnienia" – Toshikazu Kawaguchi (przekład Joanna Dżdża)
W małej kawiarni Donna Donna można nie tylko wypić filiżankę aromatycznej kawy, ale też... przenieść się w czasie. Trzeba tylko przestrzegać kilku zasad i koniecznie wrócić zanim wystygnie kawa.


A gdyby jutro miał nastąpić koniec świata... Może oświadczyłbyś się ukochanej osobie. Albo przeprosił za słowa, które wypowiedziałeś w gniewie. Może spełniłabyś swoje marzenie. Albo ten ostatni raz zachwyciła się zapachem kwitnących wiśni lub zachodem słońca. Takie pytanie często słyszą klienci urokliwej japońskiej kawiarni Donna Donna. Miejsce to przyciąga nie tylko pyszną kawą oraz pięknym widokiem na błękitne morze i port, ale też nietypową legendą – podobno umożliwia podróże w czasie. Z tej szansy zamierzają skorzystać cztery osoby: córka, która ma żal do rodziców, że ją osierocili; komik tęskniący za ukochaną żoną; pogrążona w żałobie starsza siostra oraz młody mężczyzna, który zbyt późno postanawia wsłuchać się w głos własnego serca.

"Zanim wyblakną wspomnienia" to trzecia część kawowego cyklu Toshikazu Kawaguchiego. Tym razem zamiast do tokijskiej Funiculi Funicula przenosimy się na Hokkaido, do nadmorskiej miejscowości Hakodate. Ale choć zmienia się nieco sceneria, dobrze znana i lubiana koncepcja podróży w czasie pozostaje taka sama. Kawaguchi opowiada cztery nowe historie, a w tle kontynuuje rozpoczęte wcześniej wątki – do głównych bohaterów książki dołączają pracownicy tokijskiej kawiarni. I ponownie wśród kłębów pary unoszącej się z filiżanek dzieją się niezwykłe rzeczy – czas płynie inaczej, wspomnienia ożywają, mieszają się ze sobą przeszłość, teraźniejszość i przyszłość. Książka Kawaguchiego łączy w sobie kameralność, prozatorską i fabularną prostotę charakterystyczną dla japońskiej literatury oraz odrobinę magicznego realizmu – ma w sobie spokój, łagodność i refleksyjność. Autor koncentruje się na ludzkich uczuciach, relacjach i skomplikowanych losach – podejmuje kwestie dotyczące miłości, samotności, straty i żałoby, rodzinnych więzi oraz życiowych wyborów. Smutek, ból i tęsknota idą w tej książce za rękę z nadzieją, szczęściem i ukojeniem.


W trzeciej części kawowego cyklu po raz kolejny nie zabrakło wzruszeń i głębszej refleksji. Ta słodko-gorzka prozatorska miniaturka potrafi poruszyć czułe struny, bo opowiada o uniwersalnych ludzkich doświadczeniach, dylematach i uczuciach. O kruchości życia i ulotności czasu, uzdrawiającej sile miłości i przebaczenia, próbie pogodzenia się ze stratą oraz ciężarze nierozwiązanych spraw z przeszłości. Polubiłam – za subtelny urok i refleksyjność (nieco mniej za powtórzenia treści, które w tej części cyklu pojawiają się częściej). Miło było powrócić do świata Kawaguchiego, czekam na czwarty tom.


















* Współpraca barterowa z Wydawnictwem Relacja.

Tytuł oryginalny: Before Your Memory Fades
Przekład: Joanna Dżdża
Wydawnictwo: Relacja
Data wydania: 26 października 2023
Cykl: Zanim wystygnie kawa (tom 3)
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 320
Moja ocena: 4,5/6

Copyright © w ogrodzie liter , Blogger