29.4.25

"Cały ten błękit" – Mélissa da Costa (przekład Łukasz Müller) /przedpremierowo/

"Cały ten błękit" – Mélissa da Costa (przekład Łukasz Müller) /przedpremierowo/
"Mężczyzna w wieku 26 lat, nieuleczalnie chory na przedwczesnego alzheimera, pragnie wyruszyć w ostatnią podróż. Poszukiwany/a towarzysz/ka przygody"


Wyprawa kamperem w Pireneje z nieznajomą osobą... Pomysł wydaje się szalony, ale Émile wie, że nie zostało mu wiele czasu – pragnie nie tylko spełnić swoje marzenie o podróży, ale też przeżyć ostatnie miesiące na własnych zasadach, z dala od szpitalnego łóżka i cierpienia rodziny. Na ogłoszenie odpowiada Joanne, młoda kobieta w kapeluszu z szerokim rondem i złotymi sandałami na nogach, milcząca, wycofana, z pozoru trochę oderwana od rzeczywistości – przeciwieństwo towarzyskiego i żywiołowego Émile. Dzieli ich wiele, ale łączy pragnienie podróży – każde z nich z czymś się zmaga, każde próbuje uciec, zostawić coś za sobą.

Mélissa da Costa opowiada o dwojgu nieznajomych, których los łączy ze sobą w trudnym życiowym momencie. O wyprawie w nieznane – dla Émile tylko w jedną stronę, bez powrotu. O czymś, co miało być jedynie końcem, a nieoczekiwanie dało początek czemuś wyjątkowemu. Bohaterowie tej powieści odbywają podróż nie tylko fizycznie – kamperem w Pireneje, ale też duchowo – w głąb samego siebie. "Cały ten błękit" to wiele wspaniałych miejsc – górskie szlaki, zachwycająca przyroda, szum morza, urokliwe francuskie miasteczka. To wyjątkowe spotkania i przyjaźnie, pyszne jedzenie, codzienność w podróży, zmieniające się pory roku. Mélissa da Costa, poprzez retrospekcje, ujawnia przeszłość bohaterów, zawiłości dawnych uczuć i relacji. Stopniowo dialogi i sceny nabierają głębi i intymności, podobnie jak i więź między Émile i Joanne. Wiele jest w tej powieści uroczych, zabawnych i pięknych, ale też dramatycznych i łamiących serce momentów. Émile i Joanne zmagają się ze skutkami postępującej choroby, własnymi lękami, stratą i smutkiem, próbując jednocześnie cieszyć się każdą chwilą. Mélissa da Costa porusza najtrudniejsze kwestie z wrażliwością, czułością i zrozumieniem. Przedstawia miłość i przyjaźń jako odwagę, obietnicę, uzdrowienie i schronienie; jako szansę na rozwój i lepsze poznanie samego siebie; jako umiejętność dzielenia się szczęściem i cierpieniem, na dobre i na złe. Historia meandruje między mrokiem i światłem, by ostatecznie złamać serce, wzruszyć do głębi i przynieść pocieszenie – wywołać uśmiech przez łzy.


"Cały ten błękit" to poruszająca opowieść o dwóch zranionych duszach i uczuciu, które rodzi się niespodziewanie z bólu i smutku. O kruchości istnienia, odchodzeniu, ludzkiej wytrwałości, uzdrawiającej sile miłości i życiowej uważności – dostrzeganiu piękna świata, docenianiu tego, co najważniejsze. Czułam się częścią tej niezwykłej podróży (i ogromnie wzruszyło mnie zakończenie). Książka w przeróżnych odcieniach błękitu, między życiem i śmiercią. Warto!
























• współpraca barterowa • Wydawnictwo Znak •

Tytuł oryginalny: Tout le bleu du ciel
Przekład: Łukasz Müller
Wydawnictwo: Znak Literanova
Data wydania: 21 maja 2025
Oprawa: miękka ze skrzydełkami 
Liczba stron: 688
Moja ocena: 5/6

23.4.25

"Przesyłka z Nieba" – Sanaka Hiiragi (przekład Barbara Słomka)

"Przesyłka z Nieba" – Sanaka Hiiragi (przekład Barbara Słomka)
Są pożegnania, które wcale nie muszą być ostateczne. Są niewypowiedziane za życia słowa, które mogą odnaleźć drogę do żywych. Są listy i przedmioty, które przywołują wspomnienia – otwierają drzwi do przeszłości przynosząc ból, smutek, ukojenie lub nadzieję. Są zakończenia, które stają się początkiem czegoś nowego – nawet wtedy, gdy wydaje się, że jest za późno.


Książka Sanaki Hiiragi to niepozorna, japońska miniaturka z ciekawą koncepcją i dobrze znanym schematem – cztery krótkie opowieści łączy niebanalny motyw przewodni. Poznajemy starszą kobietę pogrążoną w żałobie; dziewczynę z prowincji, która marzy o wielkim świecie; osamotnioną i nieszczęśliwą studentkę oraz mężczyznę, który tęskni za miłością sprzed lat. Każde z nich otrzymuje coś niezwykłego – pakunek od zmarłej osoby (przygotowany jeszcze za życia nadawcy i zlecony do dostarczenia przez firmę kurierską). List, zdjęcie, ulubione słodycze, kaseta magnetofonowa, drobiazg z ukrytym przesłaniem... Różne osoby pozostawiają po sobie różne przesyłki – ostatni dar, który tylko z pozoru przybywa zbyt późno; dar, który jest w stanie przywołać wspomnienia, przynieść ukojenie i nadzieję, wyrazić to, czego nie sposób było przekazać wcześniej, wskazać kierunek i odmienić życie. Tytułowe przesyłki z nieba mają w powieści Hiiragi ogromną moc – dają szansę na przebaczenie, pogodzenie się ze stratą, lepsze poznanie samego siebie i nowy początek. Pokochałam tę niebanalną koncepcję, podobnie jak i prostotę i subtelność tekstu. Historie są słodko-gorzkie i głęboko ludzkie – Hiiragi porusza kwestie dotyczące kruchości istnienia, przemijania, miłości i przyjaźni, poczucia wyobcowania i samotności. Bohaterów książki dzieli wiele – wiek, płeć, status społeczny i pochodzenie – ale łączą podobne zmagania i dylematy. Jest w tej powieści coś smutnego, ale jednocześnie pokrzepiającego – skłania do refleksji nad upływającym czasem, międzyludzkimi relacjami, życiem i śmiercią, celem naszej ziemskiej wędrówki. Hiiragi pisze o miłości i trosce – więzi, która nie kończy się wraz ze śmiercią. Przypomina, że czasu nie sposób cofnąć, dlatego tak ważne jest, by żyć w pełni, mieć odwagę podążania własną ścieżką.


Refleksyjna i przyjemna w czytaniu powieść – w prostocie i spokoju tkwi jej urok (i potrafi też chwycić za serce).
























• współpraca barterowa • Wydawnictwo Relacja •

Tytuł oryginalny: 天国からの宅配便
Przekład: Barbara Słomka
Wydawnictwo: Relacja
Data wydania: 23 kwietnia 2025
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 240
Moja ocena: 5/6

21.4.25

"Echo dawnych ksiąg" – Barbara Davis (przekład Jan Kabat) /przedpremierowo/

"Echo dawnych ksiąg" – Barbara Davis (przekład Jan Kabat) /przedpremierowo/
"Książki istnieją, byśmy czuli. Byśmy łączyli się z tym, co wewnątrz, niekiedy z rzeczami, których się nawet nie domyślamy"


Czy książka może być nośnikiem uczuć i przeżyć? Ashlyn, właścicielka antykwariatu, ma wyjątkowy dar – gdy dotyka książek, czuje echa ich przeszłości; czuje szczęście, smutek, ból, gniew, które wniknęły głęboko w papier i atrament – coś w rodzaju emocjonalnego śladu. Kiedy trafia na dwie zagadkowe książki, bez autora i stron redakcyjnych, postanawia przeprowadzić swoje własne śledztwo. Wkrótce poznaje fascynującą, ale i bolesną historię z przeszłości.

"Jak, Belle? Po tym wszystkim... jak mogłaś to zrobić?"
"Jak??? Po wszystkim – pytasz o to mnie?"


Pokochałam koncepcję książki Barbary Davis. "Echo dawnych ksiąg" to opowieść w opowieści – losy młodej antykwariuszki i historia burzliwej miłości sprzed lat. Znalezione przez Ashlyn książki są ze sobą nierozerwalnie złączone – tom Belli i tom Hemiego, niczym para kochanków splecionych w miłości, namiętności, bólu, żalu i wzajemnych oskarżeniach, prowadzą dialog – w dwóch perspektywach opowiadają o tym samym tragicznym romansie. W tajemniczych zapiskach kryje się poruszająca historia wielkiej miłości i równie wielkiego dramatu, zawiłych ludzkich losów, rodzinnych sekretów i ukradzionej przyszłości. Barbara Davis prowadzi narrację w kilku liniach czasowych, w formie książkowych zapisków i wspomnień, aż do momentu, gdy przeszłość dogania teraźniejszość (od amerykańskich wyższych sfer, bankietów i dziennikarskiego świata lat 40. ubiegłego wieku, przez wojenne i powojenne losy, aż po urokliwy antykwariat w New Hampshire, bostońskie ulice, plaże i skaliste zatoki Marblehead lat 80. XX wieku). Powieść zwraca uwagę ciekawą scenerią, misternie utkaną fabułą (zaczyna się powoli, ale z czasem nabiera rozpędu), dobrym wykorzystaniem motywu książek, listów i rodzinnych sekretów. Z przyjemnością czytałam fragmenty dotyczące literatury, pisarstwa i antykwariatu – autorka pięknie pisze o miłości i pasji do książek, ich związku z uczuciami, przeżyciami i ludzkimi losami.


Książka Barbary Davis ma zapach kurzu, papieru i atramentu; rozbrzmiewa szelestem kartek i szumem morza, echem młodzieńczych pocałunków i splecionych dłoni, łez rozpaczy, podartych listów i złamanych obietnic. Historia utraconej miłości sprzed lat chwyta za serce, podobnie jak i współczesne losy kobiety i mężczyzny, którzy subtelnie odnajdują do siebie drogę mimo traumy i niełatwej przeszłości. Czy może być za późno? Na przebaczenie, na miłość, na nowy początek? W powieści Davis ból, gniew i smutek stopniowo zamieniają się w ciepło, nadzieję i wzruszenie.

"Echo dawnych ksiąg" to opowieść o uzdrawiającej mocy książek i przebaczenia, kobiecym pragnieniu wolności i odwadze, by dopisać inne zakończenie. O zdradzie, ciężarze tajemnic sprzed lat, bolesnych stratach i wierze w miłość – mimo wszystko. Jeżeli lubicie literaturę obyczajową z motywem książek, tajemnicy i romansu (gorzkiego i bolesnego, ale ze wzruszającym zakończeniem) – warto. Moja pierwsza powieść Barbary Davis (i mam ochotę poznać kolejne) 💙



























• współpraca barterowa • Wydawnictwo Świat Książki •

Tytuł oryginalny: Echo of Old Books
Przekład: Jan Kabat
Wydawnictwo: Świat Książki
Data wydania: 23 kwietnia 2025
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 544
Moja ocena: 5/6
 

17.4.25

"Zaledwie moment" – Liane Moriarty (przekład Dominika Kardaś) /przedpremierowo/

"Zaledwie moment" – Liane Moriarty (przekład Dominika Kardaś) /przedpremierowo/
"Ale tak to jest w życiu: spełnić się mogą zarówno najśmielsze marzenia, jak i najgorsze koszmary"

Wypadek przy pracy. Wiek 43 lata.
Choroba serca. Wiek 84 lata.
Utonięcie. Wiek 7 lat.
Napaść. Wiek 30 lat.
...

Czy chciałbyś poznać datę i przyczynę swojej śmierci? Co byś zrobił z taką wiedzą? Starałbyś się jak najlepiej wykorzystać czas, który ci pozostał, a może wręcz przeciwnie – spróbowałbyś oszukać przeznaczenie?


Nowa powieść Liane Moriarty zaczyna się niepokojąco, a nawet dość złowieszczo – na pokładzie samolotu z Hobart do Sydney starsza kobieta przepowiada współpasażerom, kiedy i z jakiej przyczyny umrą. Ta nietypowa sytuacja, choć wzbudziła lekkie obawy, przez większość zostaje potraktowana jak dobry żart – do czasu aż w wypadku samochodowym, zgodnie z przepowiednią, ginie młoda dziewczyna.

Pokochałam pomysłową koncepcję książki Moriarty – "Oszukać przeznaczenie" w australijskiej wersji. Złowieszczy początek stanowi preludium dla wielogłosowej, psychologicznie przenikliwej opowieści doprawionej humorem, refleksją i suspensem – o ludziach, którzy próbują zmierzyć się z tym, co nieuniknione. Poznajemy mężczyznę, który spóźnił się na szkolne przedstawienie córki; zatroskaną i zapracowaną matkę z uśpionym OCD; młodą parę, która wybiera się w podróż poślubną; piękną stewardessę, która lubi swoją pracę; młodego chłopaka, który właśnie pożegnał przyjaciela; tajemniczą staruszkę, która wywraca życie pasażerów samolotu do góry nogami. Liane Moriarty splata ich losy – pokazuje, w jaki sposób każde z nich próbuje poradzić sobie z przepowiednią; jak mierzą się z głęboko skrywanymi lękami, zmagają z codziennością, dokonują wyborów i ponoszą konsekwencje. Widmo śmierci to suspens, który napędza fabułę, jednak w gruncie rzeczy ta powieść wyróżnia się świetną psychologią, bo Moriarty jest bystrą obserwatorką ludzkiej natury i współczesności – lubię jej trafne spostrzeżenia na temat zwykłego życia, międzyludzkich relacji, rodziny, związków, kariery, zdrowia psychicznego, pragnień i lęków. Fabuła rozwija się niespiesznie, w dość wolnym tempie, w kilku perspektywach, różnorodnej obsadzie postaci i w atmosferze niepewności – aż do wzruszającego zakończenia. Moriarty porusza ważne, bliskie nam kwestie (m.in. związane ze śmiercią, żałobą i chorobą), ale jej lekki, dowcipny styl pisania łagodzi tematyczny ciężar.


"Zaledwie moment" to opowieść o kruchości istnienia, roli intuicji, przypadku i przeznaczenia oraz próbie przejęcia kontroli nad własnym życiem. Powieść, która pokazuje, jak w wielu różnych, nieprzewidywalnych scenariuszach rozgrywają się ludzkie losy; która przypomina o życiowej uważności, docenianiu tego, co najważniejsze.

Powieść z oryginalną koncepcją, przenikliwym spojrzeniem, odrobiną humoru i niepokoju – dobra czytelnicza rozrywka. Miło spędziłam czas.


















• współpraca barterowa • Wydawnictwo Znak •

Tytuł oryginalny: Here one moment
Przekład: Dominika Kardaś
Wydawnictwo: Znak Literanova
Data wydania: 23 kwietnia 2025
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 656
Moja ocena: 5/6

8.4.25

"Płuca" – Pedro Gunnlaugur Garcia (przekład Jacek Godek)

"Płuca" – Pedro Gunnlaugur Garcia (przekład Jacek Godek)
"Każdy oddech niesie nadzieję lub smutek"


Płuca bohaterów powieści Pedro Gunnlaugura Garcii, islandzko-portugalskiego pisarza, rozszerzają się i opróżniają – godzinami, miesiącami i latami, od urodzenia aż po śmierć. Oddychają ciężko w łóżku podczas bezsennych nocy trawione smutkiem, żalem i lękiem. Oddychają szybko podczas ucieczki, przy wysiłku i w chwilach wielkich emocji. Oddychają lekko i głęboko, gdy troski przestają im doskwierać – gdy tli się w nich nadzieja. Są symbolem życia, ale i kruchości. Bo oddychać znaczy być, nawet jeśli wszystko wokół kruszy się i umiera. Pedro Gunnlaugur Garcia tworzy opowieść w opowieści. Jóhanna z trudem nabiera w płuca powietrze, gdy pewnego dnia otwiera prezent od ojca, z którym od dawna nie ma już kontaktu. Rodzinna kronika zabiera ją w podróż przez czas, kontynenty i pokolenia; przez splot szczęścia i tragedii, cykl narodzin i śmierci; przez miłość, traumy, tłumione latami urazy i niełatwą drogę do przebaczenia; przez wspomnienia, skomplikowane ludzkie losy i zawiłe relacje – z innymi i samym sobą.


"Płuca" to wielopokoleniowa saga rodzinna – opowieść o ludziach, których dzieli czas, miejsce, ciężar przeszłości i błędów, ale łączą więzy krwi, wspólne dziedzictwo i podobne zmagania. Historia zaczyna się w malowniczej Toskanii na początku pierwszej wojny światowej, prowadzi przez imigranckie realia Kanady aż po Reykjavik dawniej i w niedalekiej przyszłości. Od włoskich oliwek, które pomagają uniknąć poboru do wojska, przez kanadyjsko-wietnamską miłość, francuskie lato i tajemnicze wizje, aż po latające kobiety i islandzkie koguty. Gunnlaugur Garcia stworzył powieść obejmującą kilka pokoleń, wiele życiowych tragedii i ulotnych chwil szczęścia. To podróż pełna emocji, skomplikowanych życiorysów i relacji – obraz złożonego cyklu życia i śmierci. Kobiety i mężczyźni zmagają się z codziennością, dokonują wyborów i ponoszą konsekwencje, zakochują się, biorą ślub i rozstają, próbują odnaleźć własną drogę, błądzą, nie potrafią zbudować trwałych relacji. Jest miłość, seks, nienawiść, żal, tęsknota i poczucie winy. Są uzależnienia, traumy, wciąż powielane błędy, pielęgnowane latami urazy, bolesne straty i nowe początki. Ta rodzinna, misternie utkana mozaika jest w gruncie rzeczy smutna, bolesna i tragiczna. Ale Gunnlaugur Garcia tworzy coś wyjątkowego – splata mroczne tony z humorem i psychologiczną głębią, szczerość z czułością, zwykłą codzienność z odrobiną magicznego realizmu. "Płuca" w ciekawy sposób badają kwestie dotyczące rodzinnych więzi, pamięci, wielokulturowości, tożsamości i korzeni, niespełnionych marzeń oraz ludzkiej natury. Uświadamiają, jak mocno jesteśmy związani z poprzednimi pokoleniami, przeszłością i światem – cienkimi nićmi, w nieustannym cyklu życia i śmierci. Pokazują, że rodzinne dziedzictwo może być ciężarem, piętnem, źródłem siły lub szansą na nowy początek. Że każdy z nas stanowi część czegoś większego.

Piękna, ale i niełatwa podróż przez zawiłe ludzkie życiorysy i relacje oraz kaprysy losu. Kolejna saga rodzinna, ale dzięki prozie Gunnlaugura Garcii niczym haust świeżego powietrza, który wypełnia płuca.
























• współpraca barterowa • Wydawnictwo Poznańskie •

Tytuł oryginalny: Lungu
Przekład: Jacek Godek
Data wydania: 29 stycznia 2025
Wydawnictwo: Poznańskie
Seria: Seria Pisarzy Dzieł Skandynawskich
Oprawa: twarda
Liczba stron: 432
Moja ocena: 5/6

6.4.25

"Do czysta" – Alia Trabucco Zerán (przekład Tomasz Pindel)

"Do czysta" – Alia Trabucco Zerán (przekład Tomasz Pindel)
Skarpetki czarne od brudu, poplamione koszule, naczynia w zlewie kuchennym, kłęby kurzu na podłodze. Kobieta, która ciągle udaje. Mężczyzna, który ciągle pracuje. Mała dziewczynka, ich córka, ciągle nieszczęśliwa. I wielka tragedia – finał, który w książce Trabucco Zerán stanowi początek. Wypadek, samobójstwo czy morderstwo? Czterdziestoletnia Estela García zna prawdę – i ujawni ją, ale na własnych zasadach.


"Do czysta" to historia zamożnej rodziny i ich pomocy domowej – kobiety, która opuściła chilijską wieś i podjęła pracę w Santiago. To historia cichego dramatu za zamkniętymi drzwiami, gry pozorów, tlącego się gniewu, monotonii i braku wolności – koszmaru, z którego nie sposób się wybudzić. Alia Trabucco Zerán za pomocą narracji doskonale wywołuje napięcie. Powieść jest duszna, klaustrofobiczna i psychologicznie gęsta – niesie czytelnika swoim mrocznym vibe'm. Prozatorski noir czai się w zwykłej codzienności, w prostych czynnościach, pozornie banalnych zdarzeniach, w gestach, spojrzeniach, słowach i w tym, co niewypowiedziane. Autorka zderza ze sobą światy bogactwa i biedy, miasta i wsi – i z jednej, osobistej historii tworzy ważną, uniwersalną opowieść społeczną – o różnicach klasowych, których nie sposób pokonać; o próbie przetrwania w nieprzyjaznym, podzielonym świecie pełnym jawnych i ukrytych napięć, konfliktów i nierówności. Poprzez zmagania Esteli, pomocy domowej, i dramat rozgrywający się w czterech ścianach domu, Alia Trabucco Zerán oddaje głos ludziom, których nikt nie chce słuchać; którzy pozostają w cieniu, niewidzialni; którzy są marginalizowani, wykorzystywani i upokarzani. I ten głos w powieści wybrzmiewa z mocą, szczerością i determinacją. "Do czysta" to trafny komentarz na temat władzy, pieniędzy, hierarchii, zaufania, uprzedzeń. Samotność i wyobcowanie wydają się niemal namacalne, gdy Estela miota się w sprzecznych uczuciach – tęsknocie, odrazie, współczuciu i przywiązaniu do swoich pracodawców. Trabucco Zerán wspaniale uchwyciła niuanse.


Powieść wielowarstwowa, psychologicznie złożona, intensywna i niepokojąca – z suspensem i ciekawym studium charakteru. Powieść, która obnaża podziały społeczne i bada kwestie wolności, przemocy i wyobcowania w intymny, bezkompromisowy sposób. Fascynująca!





























• współpraca barterowa • Wydawnictwo Czarne •

Tytuł oryginalny: Limpia
Przekład: Tomasz Pindel
Wydawnictwo: Czarne
Data wydania: 5 marca 2025
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 254
Moja ocena: 5/6

3.4.25

"Góry śpiewają" – Nguyễn Phan Quế Mai (przekład Izabela Matuszewska)

"Góry śpiewają" – Nguyễn Phan Quế Mai (przekład Izabela Matuszewska)
"Sơn ca. Skowronek co znaczy 'śpiewająca góra'. Jego głos dosięga nieba, a w jego świergocie mogą powrócić dusze zmarłych"

Hương ściskała w dłoniach drewnianego ptaka, którego wyrzeźbił jej ojciec w wietnamskich lasach. Ten skowronek, sơn ca, z rozpostartymi skrzydłami, stał się jej największym skarbem – i nadzieją, że pewnego dnia wojna się skończy, a jej ukochany tata powróci do domu.
 

Powieść Nguyễn Phan Quế Mai, wietnamskiej pisarki, urzekła mnie zawiłością ludzkich losów, liryzmem i autentycznymi emocjami. "Góry śpiewają" to wielopokoleniowa, napisana z rozmachem saga osadzona w wietnamskiej scenerii – historia opowiedziana głosem Diệu Lan i jej wnuczki Hương. Skomplikowane, dramatyczne losy rodziny Trần na przestrzeni lat splatają się z burzliwą historią Wietnamu – od francuskiego protektoratu, przez japońską okupację, wielki głód i reformę rolną, aż po wojnę między Północą i Południem w latach 60. i 70. XX wieku. Nguyễn Phan Quế Mai wspaniale odmalowuje kontekst kulturowy, ożywia miejsca, czas i postaci. Powieść ma w sobie wietnamskiego ducha; opowiada o zwykłych Wietnamczykach, kobietach, mężczyznach i dzieciach, uwikłanych w bieg zdarzeń. "Góry śpiewają" to zapach kadzidełek i dźwięk drewnianego dzwoneczka, smak herbaty i ryżu, kolorowe latawce, czerwone kwiaty phượng i pradawne legendy. To wycie syren, huk wybuchających bomb i domy zamienione w gruzy, krew wsiąkająca w wietnamską ziemię, bezimienne groby w dżungli, choroby i głód. To wiele wylanych łez, nienawiść, życzliwość i dobro w najtrudniejszych momentach. Losy rodziny Trần poruszają do głębi. Nguyễn Phan Quế Mai z wrażliwością zagłębia się w uczucia, wspomnienia, traumy i niełatwe doświadczenia – dotyka tego, co piękne i bolesne. Kreśli portret odważnej kobiety, która mimo życiowych tragedii i krzywd nie przestaje walczyć o przetrwanie siebie i bliskich; która zadziwia siłą charakteru, wytrwałością i zaradnością. Proza Nguyễn Phan Quế Mai rozbrzmiewa echem żalu, straty i tęsknoty, ale też śpiewem ptaków i gór – koi smutek i przynosi nadzieję.


Pięknie napisana, przejmująca i autentyczna książka. Opowieść o ranach, których nie jest w stanie zagoić mijający czas, bolesnych stratach, słodko-gorzkich wspomnieniach, walce o przetrwanie, rozstaniach i powrotach. O traumie i dramatycznych konsekwencjach wojny, ciężarze przeszłości i nowych początkach. O sile miłości, macierzyństwie, przebaczeniu, tożsamości i przywiązaniu do korzeni. To powieść, która uświadamia, jak cenne, ale i ulotne są chwile, które spędzamy z ukochanymi ludźmi; jak ważne są pokój, dobro, tradycja i rodzina. 

Doceniam – za azjatycką perspektywę, wietnamską scenerię, kontekst kulturowy i historyczny, urzekającą, wielopokoleniową podróż przez burzliwe losy zwykłych ludzi. Czułam radość, smutek, wzruszenie – i znacznie więcej. Książka Nguyễn Phan Quế Mai znalazła drogę do mojego serca.


















• współpraca barterowa • Wydawnictwo Albatros •

Tytuł oryginalny: The Mountains Sing
Przekład: Izabela Matuszewska
Data wydania: 26 marca 2025
Wydawnictwo: Albatros
Cykl: Piąta strona świata
Oprawa: twarda
Liczba stron: 464
Moja ocena: 5,5/6

31.3.25

"Anglia. Czas na herbatę" – Marta Dziok-Kaczyńska

"Anglia. Czas na herbatę" – Marta Dziok-Kaczyńska
Five o'clock? A więc czas na herbatę! Herbatę i książkę, bo to wyjątkowo udany duet.


Brytyjczycy kochają herbatę – podobno na Wyspach Brytyjskich dziennie wypija się około 100 milionów filiżanek herbaty. Ten aromatyczny napój to część brytyjskiej tożsamości, silnie zakorzeniona tradycja, nieodłączny element codzienności oraz sposób na zawieranie i podtrzymywanie relacji towarzyskich. Herbatę w Wielkiej Brytanii pije się najczęściej z mlekiem wraz z lekkimi przekąskami – małymi kanapkami, ciasteczkami lub dżemem. Słynne five o'clock, zwyczaj popołudniowej herbaty, przypisuje się Annie, księżnej Bedford i damie dworu królowej Wiktorii. W połowie XIX wieku arystokratyczne kolacje zaczęto podawać w późniejszych porach. Anna, narzekając na głód, wpadła na pomysł wprowadzenia lekkiego posiłku składającego się z herbaty i małych przekąsek – właśnie około godziny piątej po południu, co miało pomóc przetrwać długą przerwę między lunchem a kolacją. 


O zwyczaju picia herbaty (i nie tylko) opowiada Marta Dziok-Kaczyńska, mieszkająca w Wielkiej Brytanii blogerka, podcasterka i autorka. Jej książka to Anglia w pigułce – podróż przez angielską historię, zwyczaje, kulturę, sport i kuchnię; od londyńskiego zgiełku przez idylliczne miasteczka i wsie; przez muzea, puby i ogrody oraz zamki, plaże, klify i wrzosowiska; od Williama Shakespeare'a i Jane Austen przez Sherlocka Holmesa, Beatlesów, Notting Hill, Harry'ego Pottera i Downton Abbey; przez krykiet i rugby, słynne five o'clock i fish and chips. Marta Dziok-Kaczyńska zarysowuje angielską codzienność – pisze o wielokulturowym kraju i jego podzielonej klasowo społeczności. O szkolnictwie, służbie zdrowia, echach kolonializmu, popularności monarchii i rzeczywistości po brexicie. Portretuje Anglików i konfrontuje się ze stereotypami. Jak odnaleźć się w zawiłościach towarzyskich relacji? Czym jest angielski banter? Gdzie najłatwiej nawiązać przyjaźń z Anglikiem? Czy rozmowa o pogodzie, przestrzeganie zasad i narzekanie to rzeczywiście sport narodowy? Ta książka to literacki sprint przez angielskość, miks wybranych zagadnień, ciekawostek, osobistych spostrzeżeń i kolorowych zdjęć – w przystępnej i lekkiej formie, idealnie do poczytania przy kubku herbaty. Opowieść o kraju, który dla autorki stał się domem. Kraju z pozoru bliskim i dobrze znanym, ale wciąż atrakcyjnym i fascynującym – bo nie przestaje zaskakiwać. I zawsze można dowiedzieć się więcej.























• współpraca barterowa • Wydawnictwo Poznańskie •

Data wydania: 12 marca 2025
Wydawnictwo: Poznańskie
Oprawa: twarda
Liczba stron: 340
Moja ocena: 4,5/6

28.3.25

"Córki chmur" – Lena Khalid

"Córki chmur" – Lena Khalid
Maenafiha nie musi już przemierzać pustyni, podążać za chmurami w poszukiwaniu deszczu i wody, ale wciąż tęskni za wolnością. Salka miała pięciu mężów – i nie poślubiła szóstego. Wierzy, że po śmierci połączy się ze swoim ostatnim mężem, z ukochanym Ahmedem. Sultana przetrwała kilkunastomiesięczny areszt domowy podczas którego wielokrotnie była bita, gwałcona i prześladowana. Aziza miała siedem lat, gdy matka zaczęła ją karmić na siłę – bo stanowiła absolutne zaprzeczenie saharyjskiego ideału piękna. Zaura tęskni za mężem, ale jeszcze bardziej obawia się życia pod okupacją. Elghalia, wraz z saharyjską flagą ukrytą pod malhfą, została siłą wepchnięta na tylne siedzenie samochodu – uprowadziły ją marokańskie władze.


"Córki chmur" to dziewięć kobiet i dziewięć poruszających historii dla których wspólnym mianownikiem jest Sahara Zachodnia, kraj w północno-zachodniej Afryce. Lena Khalid pisze o Saharyjkach – żonach i rozwódkach, matkach, córkach, aktywistkach i nauczycielkach. O kobietach w kolorowych strojach (malhfach), którym przyszło żyć w brutalnej codzienności. Kobietach, które kochają, zakładają rodziny i rodzą dzieci, rozwodzą się, zdobywają wykształcenie oraz walczą o wolność i niepodległość Sahary Zachodniej. Niektóre z nich spędziły dzieciństwo jako nomadki, pod palącym słońcem i gwiaździstym niebem, przemierzając pustynię w poszukiwaniu deszczu i wody. Inne dorastały pod marokańską okupacją lub w obozach dla uchodźców na algierskiej ziemi. Niektóre z nich porzuciły marzenia – bo przynosiły jedynie gorycz rozczarowań. Inne wręcz przeciwnie – to właśnie marzenia pomagają im osłodzić trudy codziennego życia. Niektóre doświadczyły zdrady i straty, inne przeszły przez piekło represji i tortur stając się symbolem oporu i walki. Jedne, ryzykując życie, angażują się w działalność niepodległościową. Inne próbują odnaleźć się w niełatwych realiach, pielęgnując tradycje i tęskniąc za wolnością.

Lena Khalid w "Córkach chmur" oddaje głos Saharyjkom i ten głos mocno wybrzmiewa. W reportażu indywidualne, intymne historie kobiet i ich bliskich splatają się z historią, kulturą i polityką; osobiste doświadczenia z realiami życia, światem saharyjskim i muzułmańskim. Lena Khalid pisze z empatią, zrozumieniem i znajomością tematu. Czuć wyraźnie złożoność i ciężar kobiecych historii. Są w tej książce fragmenty, które wywołały we mnie przerażenie, gniew, współczucie i gorycz; które czytałam ze ściśniętym gardłem – o przemocy, gwałtach, torturach, brutalnych aresztowaniach i przesłuchaniach, bombardowaniu napalmem i białym fosforem. Szokuje skala nienawiści i okrucieństwa oprawców. Wzbudza podziw determinacja i wewnętrzna siła Saharyjek, które poświęciły swoje zdrowie, a nawet i życie w walce o wolność, godność i niepodległość. Ale "Córki chmur" to nie tylko ból, lęk i zmagania, ale też miłość, radość, życzliwość i nadzieja. To kobiece rozmowy i śmiech, kolorowe malhfy, damsko-męskie relacje, smak herbaty parzonej na skwierczących węgielkach, wzory z henny, saharyjski matriarchat, poczucie bycia częścią wspólnoty, pielegnowanie tradycji.


Ogromnie doceniam ten reportaż. Za przybliżenie losów Saharyjek, kultury Sahrawi i sytuacji Sahary Zachodniej. Za refleksję na temat znaczenia wolności, niepodległości i praw człowieka. Rzetelna, autentyczna i poruszająca literatura faktu – polecam!





















• współpraca barterowa • Wydawnictwo Poznańskie •

Data wydania: 29 stycznia 2025
Wydawnictwo: Poznańskie
Oprawa: zintegrowana
Liczba stron: 256
Moja ocena: 5,5/6

26.3.25

"Sploty" – Anna Ciarkowska

"Sploty" – Anna Ciarkowska
"Czy ja się boję śmierci? Bo ja wiem, chyba boję się umierania. Boję się zbliżania się. Boję się fizycznej obecności śmierci"


Anna Ciarkowska, lat dziewięćdziesiąt osiem, nieraz myślała o śmierci. Tak właśnie – o śmierci, ale nie o starzeniu się. Była przygotowana na życie krótkie – tylko tyle, ile trzeba, by naprawdę pożyć. I koniec, nagle, tak po prostu. Bo mimo wszystko śmierć jakoś łatwiej sobie wyobrazić. Ale starość? Ona wydaje się czymś zupełnie niemożliwym, odległym i nierzeczywistym. Ten powolny rozpad, ciągła utrata, której nie sposób zatrzymać... I choć Anna nie była gotowa, stało się to, co nieuniknione – zestarzała się. Ile jeszcze czasu jej zostało? Kilka lat, tygodni, a może dni? Jednak zanim zniknie, odejdzie na zawsze, chce napisać ostatnią książkę – najważniejszą, bo o samej sobie, o swoim życiu od początku do końca, "o babciach, tej pierwszej i tej drugiej, o matce i ojcu, przyjaciółkach i trochę o mężczyznach, o Dozorczyni i Mariance, o pszczołach i kropli krwi, o paznokciach i rękach, o rybich rękach i niciach, które wypruwa się jedną po drugiej". W domu opieki, gdzieś pośród bieli pościeli, smużek porannego światła na ścianie, zapachu detergentu, dźwięku klapek i metalowych kółek, gdzieś między życiem a śmiercią, Anna opowiada wnuczce swoją historię – misternie utkany, niepowtarzalny splot wspomnień, myśli, uczuć i zbiegów okoliczności.


"Sploty" to powieść zawieszona między kiedyś i dziś, mocno intymna, bliska, słodko-gorzka. To wiele różnych życiowych nitek splecionych chaotycznie w jedną, barwną tkaninę – opowieść o kobiecie, która zbliża się do końca swojej ziemskiej wędrówki, ale też po części o każdym z nas. Anna Ciarkowska ze szczerością i wrażliwością zagłębia się w to, co trudne, bolesne, wstydliwe i niewygodne. Pisze o kruchości istnienia, przemijaniu, wykluczeniu, odchodzeniu i zbliżającej się śmierci. O pamięci i tym, co po nas pozostanie. O starości, która zmienia reguły gry – odbiera sprawność, niezależność, wspomnienia, staje się wyzwaniem dla nas i bliskich. W "Splotach" starzenie się i umieranie zakorzenione są głęboko w kontekście pokoleniowym – z perspektywy babki, matki, córki i wnuczki. Historia Anny dryfuje swobodnie między wspomnieniami, uczuciami i refleksjami – zamiast klasycznej fabuły otrzymujemy serię krótkich migawek, dialogów i monologów. "Sploty" mówią o rzeczach ważnych – doświadczeniach intymnych, osobistych, ale jednocześnie uniwersalnych – i robią to naprawdę dobrze. To literacka próba pogodzenia się z tym, co nieuniknione, oswojenia starości i śmierci, rozliczenia się z przeszłością, ale również przenikliwe spojrzenie na pokoleniowe i rodzinne więzi, miłość i pamięć. Powieść, która skłania do refleksji – dla miłośników lirycznej, metaforycznej prozy.























• współpraca barterowa • Wydawnictwo W.A.B. •

Data wydania: 26 marca 2025
Wydawnictwo: W.A.B.
Oprawa: twarda
Liczba stron: 304
Moja ocena: 4,5/6

20.3.25

"Lekcje greki" – Han Kang (przekład Justyna Najbar-Miller) /przedpremierowo/

"Lekcje greki" – Han Kang (przekład Justyna Najbar-Miller) /przedpremierowo/
"Czasami wydaje mi się, że idę naprzód we mgle. (...) I że nigdy nie uda mi się dotrzeć do zimnego domu"


Wciąż powraca do niej ten sam sen – zasypana śniegiem ulica, obcy przechodnie, dziecko z niewyraźną twarzą. To ona sama? A może jej syn lub ktoś inny? Próbuje coś powiedzieć, ale nie może – milczenie oblepia ją od stóp do głów, wypełnia ją całą. Jest kobietą, w której nie ma żadnych słów.

On we śnie słyszy spadające krople deszczu. Czuje wilgoć na włosach i twarzy. Wszystko wokół coraz bardziej się rozmywa, świat traci swoje barwy i kontury. Ogarnięty lękiem próbuje złapać jej dłoń, ale nie potrafi. Jest mężczyzną zagubionym we mgle. 

Han Kang opowiada o kobiecie i mężczyźnie pogrążonych w smutku, samotności i udręce. O ludziach, którzy stracili już wiele i wciąż tracą każdego dnia. Ona tęskni za zmarłą niedawno matką i kilkuletnim synem, którego odebrał jej mąż. I całkowicie przestała mówić. On po latach wrócił do ojczyzny, bez rodziny i przyjaciół, ze złamanym sercem i poczuciem braku przynależności. I mierzy się z postępującą utratą wzroku. Ścieżki bohaterów powieści krzyżują się za sprawą tytułowych lekcji greki. Właśnie tam, w niewielkiej sali lekcyjnej, gdzieś pośród szelestu papieru, kredowego pyłu, starogreckich słów, zwrotów i gramatyki, zawiązuje się między nimi delikatna, skomplikowana więź. Han Kang subtelnie splata dwa z pozoru zupełnie inne światy – i w piękny sposób prowadzi je przez ciemność i światło, milczenie i ekspresję, samotność i jedność. Powracają charakterystyczne dla twórczości autorki motywy – śnieg, sny, ptaki – za pomocą których Kang nadaje powieści tajemniczy, głębszy wymiar. "Lekcje greki" utkane są z powidoków, sennych urywków i wspomnień; z przeszłości i teraźniejszości; z obrazów, myśli, uczuć i doświadczeń sensorycznych. Han Kang precyzyjnie operuje symboliką, metaforą i oniryzmem – potrafi stworzyć niepowtarzalny nastrój, zagłębić się w zawiłości uczuć, przeżyć i stanów wewnętrznych, dotknąć subtelnie tego, co trudne i bolesne, wydobyć wiele za pomocą niewielu słów i uchwycić niuanse. Jej proza – liryczna, melancholijna i hipnotyzująca – niezmiennie mnie urzeka i głęboko porusza. W każdej powieści, również w "Lekcjach greki", smutek, samotność i ból wydają się niemal namacalne. Czuć wyraźnie ciężar ludzkiego dramatu – literacki chłód przenika do serca. Ale Kang nigdy nie pozostawia nas w całkowitym egzystencjalnym mroku – bo w tym pełnym cierpienia świecie jest też miejsce na bliskość, nadzieję, pocieszenie.


Zachwycająca! Literatura piękna – najpiękniejsza – w swojej intymności i liryzmie. Opowieść o dwóch zagubionych duszach, które odnajdują się mimo ciszy i mroku. O bólu, który tkwi głęboko, ranach, które nigdy się nie goją i słowach, które nie chcą wybrzmieć. O znaczeniu bliskości, różnych sposobach doświadczania świata, odcieniach smutku i samotności, poczuciu wyobcowania, kruchości i sile ludzkich więzi. O tym, jak język i cisza kształtują naszą rzeczywistość i nas samych. Uwielbiam Han Kang – i gorąco polecam.




















• współpraca barterowa • Wydawnictwo W.A.B. •

Tytuł oryginalny: 희랍어 시간
Przekład: Justyna Najbar-Miller
Wydawnictwo: W.A.B.
Data wydania: 26 marca 2025
Oprawa: twarda
Liczba stron: 232
Moja ocena: 6/6
Copyright © w ogrodzie liter , Blogger