"To jest jednak mój sekret, sekret snajperki, i zabiorę go do grobu"
"To jest jednak mój sekret, sekret snajperki, i zabiorę go do grobu"
Marzenia. Małe i duże, zwykłe i niezwykłe. Każdy z nas o czymś marzy. Każdy z nas czegoś pragnie. Niektóre marzenia wydają się bliskie – tuż na wyciągnięcie ręki. Inne wręcz przeciwnie – majaczą daleko na horyzoncie i mamy wrażenie, że nigdy się nie spełnią. Ale czym byłoby nasze życie bez marzeń? Czy zawsze warto o nie walczyć? I jak wiele można dla nich poświęcić?
"Przypomniałem sobie, co Paige powiedziała kiedyś o miłości i cierpieniu – że to dwie strony tej samej monety"
"Kraina marzeń", nowa powieść Nicholasa Sparksa, to słodko-gorzka mieszanka romansu i rodzinnego dramatu. Autor łączy ze sobą opowieść o burzliwych losach matki siedmioletniego chłopca oraz poruszającą historię mężczyzny i kobiety, których ścieżki niespodziewanie krzyżują się za sprawą przeznaczenia, marzeń i wspólnej muzycznej pasji. I co ważne, Sparks łączy te dwie linie fabularne w sposób przewrotny, zaskakujący i dla wielu czytelników zupełnie niespodziewany. I niech was nie zmyli cukierkowa, różowa okładka. W "Krainie marzeń" nie brakuje autentycznych i często bolesnych momentów – w powieści przeplatają się ze sobą łzy szczęścia i rozpaczy, ludzkie dramaty i wątpliwości, okruchy nadziei i łamiące serce rozczarowania. Historia Beverly to prawdziwy rollercoaster emocji – wzbudza dreszcz niepokoju i trzyma w napięciu. Powiedziałabym nawet, że ma w sobie echa bestsellerowej "Bezpiecznej przystani" (ang. "Safe heaven"), choć Sparks postanowił tym razem podążyć w zupełnie innym kierunku (cóż za plot twist!). Z kolei opowieść o Colbym i Morgan dostarcza czytelnikowi romantycznych uniesień w rytm gitarowego brzmienia i nastrojowego wokalu. Autor z charakterystyczną dla siebie wrażliwością porusza trudne i bolesne tematy związane m.in. z chorobą, śmiercią i domową przemocą. Bo "Kraina marzeń" to nie tylko powieść o miłości i marzeniach, ale też o straconych szansach, walce z własnymi demonami i rozdarciu między poczuciem odpowiedzialności a pragnieniem podążania za głosem serca. O tym, jak wiele jesteśmy w stanie zaryzykować i poświęcić oraz jak trudne bywa odcięcie się od przeszłości.
* Współpraca barterowa z Wydawnictwem Albatros
Czy kiedykolwiek miałeś dość swojego życia? Czy kiedykolwiek pragnąłeś od niego uciec albo zamienić się z kimś miejscami – wejść w czyjeś buty i pożyć choć przez chwilę cudzym życiem?
John i Jean spotykają się przypadkowo w dworcowej kawiarni na francuskiej prowincji. Pierwszy z nich jest angielskim profesorem i kawalerem pogrążonym w smutku – dręczy go poczucie życiowej porażki, pustki i braku sensu. Drugi z kolei jest francuskim hrabią, głową rodziny oraz właścicielem dużej posiadłości i upadającego biznesu. Jean w przeciwieństwie do Johna marzy o chwili wytchnienia, beztroski i samotności. Zewnętrzne podobieństwo obu mężczyzn jest zaskakujące – wyglądają jak sobowtóry. Krótka rozmowa doprawiona alkoholem staje się początkiem niebezpiecznej gry. Jean znika, a John przyjmuje jego tożsamość...
"Nie codziennie człowiek spotyka samego siebie"
Daphne du Maurier potrafiła tworzyć w książkach wyjątkowy klimat – duszny, niepokojący i niejednoznaczny. I to jest właśnie ten aspekt jej twórczości, który lubię i cenię najbardziej. "Kozioł ofiarny" nie różni się pod tym względem od pozostałych powieści autorki, choć z pewnością znacznie więcej jest w nim tajemnicy i napięcia niż grozy i gotyckiego dreszczyku. Daphne du Maurier umiejętnie bawi się konwencją zamiany tożsamości – z charakterystyczną przenikliwością eksploruje kwestie podwójnego "ja", moralności, nieprzewidywalności i ciemnej strony ludzkiej osobowości, złożoności międzyludzkich relacji oraz odpowiedzialności za podejmowane wybory. "Kozioł ofiarny" zwraca uwagę nie tylko interesującą scenerią – mroczną i niepokojącą – ale też psychologiczną głębią, ukrytą symboliką i piękną prozą. Nie ulega wątpliwości, że Daphne du Maurier była wspaniałą obserwatorką ludzkich zachowań i potrafiła wykorzystać tę umiejętność w swojej twórczości. W książce przeplatają się ze sobą chciwość, wewnętrzne dylematy, żądze i pragnienia, zgubne emocje, strata, przemiana oraz prawda i kłamstwo. Całość przypomina przewrotną i niebezpieczną grę pozorów, w której stawką jest nie tylko nowa tożsamość, ale też ludzkie życie. Wrażenie niepewności i niepokoju przenosi się na czytelnika – czuć, że coś złego czai się w mroku. "Kozioł ofiarny" uświadamia, jak łatwo możemy stracić kontrolę nad własnym życiem. Że to co najbardziej przerażające może kryć się w naszych własnych sercach i umysłach. I że ludzki los bywa przewrotny – nie gwarantuje nam wcale szczęśliwego zakończenia.
* Współpraca barterowa z Wydawnictwem Albatros.
"Dźwięki ją zniewalały. Przenikały do kości i sprawiały, że krew krążyła szybciej w żyłach. Nie znała się; nagle przyszło jej do głowy, że nie wie nic, kompletnie nic o świecie. Że nie może nic wiedzieć, skoro nie miała pojęcia, że istnieją takie uczucia, takie dźwięki, taka bezsenność, melodia bogata niczym noc"
Leda pragnęła uciec przed bolesną przeszłością. Argentyna miała być jej ziemią obiecaną – nowym rozdziałem oraz niepowtarzalną szansą na szczęście i lepsze życie. Kiedy jednak po latach oczekiwania i długiej podróży dociera w końcu do zatłoczonego i gorącego Buenos Aires, jej marzenia w jednej chwili roztrzaskują się na milion kawałków. Leda dowiaduje się, że została wdową – bez środków do życia, w obcym mieście i wśród obcych ludzi. Ratunkiem i drogą do wolności w męskim, brutalnym świecie staje się dla niej miłość do muzyki i stare skrzypce, które przepłynęły z nią Atlantyk. Leda obcina włosy i bandażuje piersi – przemienia się w młodego mężczyznę i dołącza do grupy artystów grających tango. W ten sposób otwiera się przed nią nowy, zakazny świat, równie kuszący co niebezpieczny...
Cóż za barwna, tętniąca życiem i zmysłowa powieść! Książka de Robertis iskrzy – żarem uczuć, dzikością, seksualnością, melodią tanga, namiętności, wolności i buntu. Opowieść o kobiecie, która łamie tabu i podąża za pragnieniami splata się ciasno z realiami życia w Argentynie pierwszych dekad XX wieku. De Robertis ożywia imigranckie slumsy, ciemne zaułki, zatęchłe czynszówki, pełne rozpusty burdele i owiane złą sławą kabarety – świat, który wodzi na pokuszenie, który potrafi uszczęśliwić lub zniszczyć. W powieści zacierają się granice, wszystko jest bardziej intensywne i mocniej działające na wyobraźnię.
Carolina De Robertis podarowała nam opowieść o kobiecej sile i determinacji, o szukaniu swojego miejsca i odkrywaniu siebie – swojej tożsamości i seksualności. O silnym pragnieniu wolności, podążaniu za głosem serca, wielkiej pasji i odwadze – by iść własną drogą na własnych zasadach, nawet za cenę społecznego odrzucenia. "Bogowie tanga" pokazują, że wolność mamy w sobie. Że warto wziąć los w swoje ręce i podążyć za marzeniami.
Liryczna, urzekająca i hipnotyzująca. Niesie czytelnika dźwiękami muzyki i miasta. To piękny pean na cześć kobiecej siły, miłości i argentyńskiego tanga.
* Współpraca barterowa z Wydawnictwem Albatros.
Tytuł oryginalny: The Gods of Tango
Przekład: Anna Dobrzańska
Wydawnictwo: Albatros
Seria: Piąta Strona Świata
Data wydania: 28 września 2022 (wydanie II)
Oprawa: twarda
Liczba stron: 416
Moja ocena: 5/6
"Los uwielbiał płatać jej figle. Raz po raz przypominał o sobie, o tym, że jest nieprzewidywalny i że nawet najbardziej dopracowany plan może ulec gwałtownej zmianie"
"Być razem, bez tych wszystkich problemów, smutków i wyrzutów. Choć przez chwilę... z tymi, których kochamy"
Urodzona w 1983 roku w Tblisi i mieszkająca od ponad 20 lat w Niemczech Nino Haratischwili, gruzińska reżyserka teatralna, powieścio- i dramatopisarka, autorka bestsellerowej sagi "Ósme życie (dla Brilki)" powraca z nową książką – przejmującą opowieścią o bezwarunkowej przyjaźni silniejszej niż śmierć, dojrzewaniu na tle burzliwej historii Gruzji oraz pokoleniu, któremu podcięto skrzydła tuż u progu dorosłego życia. W "Coraz mniej światła" bezwzględny mrok, chaos i horror postsowieckich czasów splatają się z indywidualnymi losami czterech młodych dziewczyn. To, co wówczas przeżywają i doświadczają, zmienia je i kształtuje. Odtąd przeszłość już zawsze będzie obecna w ich życiu – w postaci słodko-gorzkich wspomnień, niezabliźnionych ran w sercu, nieukojonych tęsknot, powracających wyrzutów sumienia. I w czarno-białych fotografiach – kadrach, w których zatrzymał się czas.
"Stoję jak zahipnotyzowana, nie jestem w stanie ruszyć się z miejsca, a obrazy zaczynają zalewać mi głowę, nie mam wyjścia, muszę poddać się ich nurtowi, nie ma sensu walczyć z czymś, co jest jak żywioł"
Konfrontacja z przeszłością
Bruksela, 2019. Trzy kobiety spotykają się po wielu latach w Centrum Sztuk Pięknych na wystawie fotograficznej ku pamięci słynnej autorki zdjęć – ich zmarłej przyjaciółki. Retrospektywa staje się nie tylko okazją do niezwykłej podróży w przeszłość, ale też do bolesnej konfrontacji ze wspomnieniami, tłumionym latami żalem oraz z przebaczeniem, które tak długo wydawało się niemożliwe. Czarno-białe fotografie ożywiają sceny z dawnego życia oraz uczucia, często te najbardziej intymne i łamiące serce. Bohaterki książki cofają się do lat młodości – wielkich nadziei, pierwszych miłości i rozczarowań, złamanych obietnic, druzgocących strat i roztrzaskanych marzeń. Do Gruzji stojącej u progu burzliwych przemian – chaosu, przemocy i mroku, które wkradły się nie tylko do codziennego życia, ale też do ludzkich snów i serc.
"Coraz mniej światła" to książka monumentalna i napisana z rozmachem – łączy w sobie indywidualne losy i wielką historię. Nino Haratischwili meandruje między współczesną Brukselą, a retrospekcjami – opowieścią, dla której tłem uczyniła swoją ojczyznę – Gruzję lat 80. i 90. ubiegłego stulecia. Z książki wyłania się obraz kraju silnie doświadczonego i podzielonego, uwikłanego w konflikty i staczającego się w chaos, przemoc i walkę o władzę. To Gruzja, która po rozpadzie Związku Radzieckiego zamiast czuć radości z wyzwolenia musi mierzyć się z wojną domową, zamieszkami, aresztowaniami, racjami żywnościowymi i kolejkami po chleb, awariami prądu, korupcją i niepewnością jutra. Nino Haratischwili ukazuje ówczesne realia – rozpad ZSRR i transformację ustrojową ze wschodniej perspektywy. Dzięki autorce czytelnik zanurza się głęboko w gruzińską historię, i co ważne, robi to w sposób naturalny i niewymuszony, płynąc z nurtem fabuły. Bo Gruzja w powieści Haratischwili nie stanowi jedynie tła – staje się niemal jednym z bohaterów. Wciąż przed oczami mam sugestywne opisy Tblisi – mikroświata czterech dorastających dziewczyn. Ich codzienne życie toczy się między drewnianymi balkonami, małym podwórkiem i w czterech ścianach ciasnych mieszkań, na zatłoczonych ulicach i w uczelnianych murach. "Coraz mniej światła" ma w sobie powiew wschodu, postsowiecką spuściznę i gruzińskość, która przenika fabułę. Haratischwili wie, jak ożywić minioną epokę i ducha czasu oraz jak splatać ze sobą ludzkie losy.
Przyjaźń w czasach niepokoju
W zmieniającym się, ogarniętym chaosem, ale też tętniącym życiem Tbilisi dorastają cztery przyjaciółki: spragniona wolności i pełna życia Dina, rozsądna i pragmatyczna Ira, romantyczna Nene, siostrzenica najpotężniejszego przestępcy w Tbilisi, oraz wrażliwa, wychowująca się bez matki Keto. Różni je wiele, ale łączy jeszcze więcej – pragnienie miłości i akceptacji oraz marzenia o lepszym życiu. I przyjaźń, która utrzymuje je na powierzchni i staje się źródłem nadziei w niespokojnych czasach. Nino Haratischwili kreśli głębokie i przejmujące portrety bohaterów, pierwszo- i drugoplanowych. Otacza ich złożoną i skomplikowaną siecią powiązań – rodziny, przyjaciół i wrogów. Towarzyszymy im od późnego beztroskiego dzieciństwa, przez burzliwe dojrzewanie, aż po bolesną dorosłość – w spirali miłości, szczęścia, rozpaczy i cierpienia. Na oczach czytelnika zmienia się Gruzja i zmieniają się Dina, Nene, Ira i Keto. To właśnie oczami tej ostatniej poznajemy wydarzenia i historię ich przyjaźni. Każda z dziewcząt na swój własny sposób próbuje przetrwać i poradzić sobie z grozą codzienności, skomplikowanymi relacjami i losem, który nie jest dla nich łaskawy. "Coraz mniej światła" to opowieść o przyjaźni, miłości, nadziei i śmierci. O walce z przeznaczeniem, młodzieńczym buncie, który przeradza się w okrutną przemoc, przymusowych małżeństwach, wątpliwościach moralnych oraz destrukcyjnym wpływie patriarchatu na miłość, związki i rodzinę. Wiele jest w niej pięknych i tragicznych momentów. Nie sposób nie zachwycić się intensywnością emocji, realizmem, mieszanką mroku i światła – światła, którego choć coraz mniej, nigdy całkowicie nie brakuje.
"Cały ten czas to jedno wielkie stanie w kolejce: po lepszą siebie, po lepszy świat i lepszego Lewana, ale zdaje się, że nigdy nie dotarłam do celu. Dlatego tamtej nocy po raz pierwszy zaczęłam się zastanawiać, czy nie nadszedł już czas, żeby wyjść z tego ogonka"
Nino Haratischwili utkała z detali epicką powieść, krok po kroku rozwijając historię i nadając jej głębi. "Coraz mniej światła" niepostrzeżenie wciąga i staje się bliska. Zwraca uwagę panoramicznym, ale jednocześnie intymnym spojrzeniem, interesującym historycznym tłem, wielowątkową fabułą oraz przejmującym obrazem pokolenia młodych Gruzinów wkraczających w dorosłość w okresie dramatycznych przemian. Nino Haratischwili stworzyła opowieść o miłości aż do bólu, przyjaźni silniejszej niż śmierć, straconych szansach i wielkich nadziejach. O trudnych wyborach i dramatycznych wydarzeniach, które na zawsze odmieniają życie. "Coraz mniej światła" to również wyjątkowy hołd złożony Gruzji, miastu Tbilisi i jego mieszkańcom.
* Współpraca barterowa z Wydawnictwem Otwarte.
Tytuł oryginalny: Das mangelnde Licht
Przekład: Irena Dębek
Wydawnictwo: Otwarte
Data wydania: 12 października 2022
Oprawa: twarda
Liczba stron: 768
Moja ocena: 6/6
"Gdy miałam trzynaście lat, nie pamiętałam już swojej biologicznej matki. Z trudem wspinałam się po schodach z pękatą walizą i torbą mieszczącą wszystkie buty, jakie posiadałam. Na podeście przywitała mnie woń smażonych potraw i unoszące się w powietrzu oczekiwanie"
"Los jest kapryśny, a szczęście nie trwa wiecznie"
"Wierzą, że każde drzewo figowe ocalone przed burzą to czyjeś ocalone wspomnienie"
"Rodzinne traumy są jak gęsta, przeźroczysta żywica sącząca się z rozcięcia w korze. Skapują na kolejne pokolenia"
11 000 metrów. W przybliżeniu taką głębokość ma Rów Mariański. Znajduje się w zachodniej części Oceanu Spokojnego i przypomina ogromną bliznę prowadzącą do środka Ziemi – w takim samym stopniu fascynuje, co przeraża. Właśnie tam, gdzie światło słoneczne nigdy nie dociera, żyją niezliczone, wciąż nieodkryte gatunki zwierząt. Dla Pauli, bohaterki książki Jasmin Schreiber, Rów Mariański jest symbolem jej własnego głębokiego i wszechogarniającego żalu i smutku. Od śmierci ukochanego brata kobieta czuje się tak, jakby spadła na samo dno – prosto w ciemność. Jakby nie mogła złapać oddechu i nie była w stanie wydostać się na powierzchnię. Choć minęły już dwa lata życie Pauli nadal stoi w miejscu, a jej żałoba i poczucie straty są tak głębokie jak głęboki jest Rów Mariański.
"Rów Mariański", literacki debiut Jasmin Schreiber, to opowieść o pogrążonej w żałobie młodej biolożce i jej nietypowej podróży – tej rzeczywistej – kamperem w towarzystwie ekscentrycznego staruszka – i tej metaforycznej – w głąb własnego serca.
Czy powieść o umieraniu, stracie i żałobie może być jednocześnie smutna, łamiąca serce, pełna radości i nadziei? Jasmin Schreiber udowadnia, że takie połączenie jest możliwe, i co ważne, wcale nie musi trącać banałem, sztucznością czy zażenowaniem. Zresztą czy tak właśnie nie wygląda nasza codzienność? Czy smutek i szczęście nie kroczą blisko siebie? Czy nie stanowią integralnej części naszego życia? Czy nie balansujemy nieustannie między tymi dwoma stanami?
Jasmin Schreiber o niezwykle trudnych i intymnych tematach – umieraniu i żałobie – pisze z wrażliwością, przenikliwością oraz słodko-gorzką mieszanką refleksji i humoru. Bez moralizatorskiego tonu i banalnych frazesów, ale za to z życiową trafnością i autentycznym zrozumieniem. Autorka wspaniale pokazuje, jak indywidualnym i złożonym doświadczeniem jest śmierć, smutek i żałoba. Że każdy z nas ma prawo przeżywać je na swój własny sposób i że nie istnieje tylko jeden przepis na radzenie sobie z bólem, samotnością, żalem i tęsknotą. W powieści Schreiber i Paula, i Frank stracili ukochaną osobę. To trudne doświadczenie zbliża ich do siebie i sprawia, że rozumieją się lepiej, choć i tak każde z nich przeżywa stratę inaczej. Zresztą bohaterów książki różni (i łączy) wiele – autorka stworzyła niezwykły duet, który śmieszy, wzrusza i rozczula.
Właściwie może się wydawać, że "Rów Mariański" to przede wszystkim opowieść o śmierci i mroku. Jednak nic bardziej mylnego – w książce Schreiber znacznie więcej jest życia i nadziei oraz tego jak je odzyskać, gdy otrzymujemy od losu potężny cios.
"Rów Mariański" przeczytałam jednym tchem, śmiejąc się i płacząc – czasami w tym samym momencie. Ta powieść łamała mi serce, by po chwili przykleić na nie plaster. Otuliła mnie też ciepłem, nadzieją i spokojem. Zaskakujące, że ma w sobie tak dużo smutku i radości, mroku i światła, śmierci i życia – ta słodko-gorzka mieszanka głęboko mnie poruszyła. Jasmin Schreiber pięknie uchwyciła wewnętrzną przemianę bohaterki i sprawiła, że poczułam z nią więź. Doceniam również metaforę Rowu Mariańskiego, elementy biologii morskiej oraz ideę podróży, wokół których autorka zbudowała opowieść.
"Ty byłeś orzeszkiem, ja zaś ochronną łupiną, a odkąd cię nie ma, czuję się pęknięta, pusta w środku i obrabowana"
Książka Jasmin Schreiber bez wątpienia ma urok. Porusza trudne tematy z lekkością, czułością i głębią. To opowieść o miłości i niezwykłej więzi między siostrą i bratem. O kruchości i ulotności życia, smutku, poczuciu winy, stracie i tęsknocie, które przytłaczają i nie pozwalają zaczerpnąć oddechu. O nadziei, długiej drodze do zrozumienia siebie oraz niełatwym procesie gojenia się ran. O przypadkowych spotkaniach i ludziach, którzy stają się dla nas ratunkiem w najtrudniejszych momentach. I o życiu, które ma w sobie przeróżne odcienie, podobnie jak nasze uczucia i emocje.
Pięknie napisany, udany literacki debiut – jednocześnie smutny, refleksyjny, zabawny i pokrzepiający. Przytulam do serca i gorąco polecam. Takie powieści czyta się i poleca z przyjemnością.
* Współpraca barterowa z Wydawnictwem Otwarte.
Tytuł oryginalny: Marianengraben
Przekład: Agnieszka Walczy
Wydawnictwo: Otwarte
Data wydania: 7 września 2022
Oprawa: twarda
Liczba stron: 272
Moja ocena: 5,5/6
