16.6.24

"Pralnia Serc Marigold" – Jungeun Yun (przekład Dominika Chybowska-Jang) /przedpremierowo/

"Pralnia Serc Marigold" – Jungeun Yun (przekład Dominika Chybowska-Jang) /przedpremierowo/
A gdyby tak wyprasować serce, jak robi się z pogniecioną odzieżą? Pozaszywać dziury i wyprać? Czy bolesne wspomnienia znikną wraz z plamami i zabrudzeniami?


Późną nocą w małym miasteczku Marigold na wzgórzu wyłania się Pralnia Serc. Dwupoziomowy budynek z solidnego drewna z orzecha włoskiego, do którego wchodzi się przez łukowate drzwi otoczone girlandą kamelii w rozkwicie, otula ciepłym światłem i aromatem herbaty. Są pralki, żelazka, a na dachu linki do suszenia prania. A wszystko to skąpane w delikatnej księżycowej poświacie. Próg Pralni Serc przekracza sfrustrowany młody reżyser, samotna matka, wyczerpana influencerka, kurier, który doświadczył w dzieciństwie przemocy i dziewczyna, która straciła wielką miłość. Otoczona wirującymi płatkami kwiatów Ji-eun jest gotowa, by wysłuchać ludzkich historii i ukoić ból serc. Czy sama również uwolni się od smutku?

Baśń dla dorosłych czy prawdziwe życie z odrobiną magii? Jungeun Yun, koreańska pisarka, snuje opowieść na granicy jawy i snu – o miejscu, które ma uzdrawiającą moc, podobnie jak i filiżanka herbaty, rozmowa, życzliwy uśmiech i serdeczny uścisk dłoni. O miejscu, w którym niemożliwe staje się możliwe. "Pralnia Serc Marigold" ma zapach aksamitek, morskiej bryzy i prania suszonego na wietrze. Smakuje rolkami kimbapu i aromatyczną herbatą, ma w sobie blask księżyca i czerwień zachodzącego słońca. Ta prosta, życiowa, odrobinę baśniowa historia opowiedziana czułą i subtelną prozą skłania do refleksji – pełna jest pięknych myśli i trafnych spostrzeżeń na temat ludzkiej egzystencji, zawiłości uczuć i relacji, sensu istnienia. Elementy magicznego realizmu nabierają w powieści delikatnego, lirycznego wymiaru i naturalnie splatają się z losami zwykłych ludzi. Smutek, cierpienie i gorycz idą za rękę ze słodyczą, szczęściem i nadzieją – niczym słońce i księżyc. Łzy radości mieszają się ze łzami bólu. Bo "Pralnia Serc Marigold" to opowieść o miłości, przyjaźni, stracie, tęsknocie, samopoznaniu i nowych początkach. O cieple wzajemnej troski, otwieraniu się na innych, uzdrawiającej sile przebaczenia, umiejętności życia tu i teraz, cieszenia się chwilą obecną. Powieść Jungeun Yun nie wywołuje silnych emocji – działa bardziej subtelnie: koi, otula, rozbudza empatię i skłania do przemyśleń. Przypomina o uważności – znaczeniu małych chwil, które składają się na nasze życie. Uświadamia, że każdy z nas nosi w sercu rany – i nie jesteśmy w tym osamotnieni, nawet jeśli wydaje nam się inaczej. Że szczęście jest w nas – bez bólu i smutku nie bylibyśmy w stanie je docenić. Że mamy w sobie siłę – by przetrwać życiowe burze.


Przyjemny, podnoszący na duchu azjatycki #comfortbook i mądra refleksja na temat życia, uczuć, ludzkich losów i relacji. Książka, która ujęła mnie swoją baśniową oprawą i pięknym przesłaniem. Do poczytania przy kubku herbaty i z widokiem na zachodzące słońce.























• współpraca barterowa • Wydawnictwo Mova •

Tytuł oryginalny: 메리골드 마음 세탁소
Przekład: Dominika Chybowska-Jang
Wydawnictwo: Mova
Data wydania: 19 czerwca 2024
Oprawa: twarda
Liczba stron: 272
Moja ocena: 5/6

14.6.24

"Jeden dzień z życia Abeda Salamy" – Nathan Thrall (przekład Monika Bukowska) /przedpremierowo/

"Jeden dzień z życia Abeda Salamy" – Nathan Thrall (przekład Monika Bukowska) /przedpremierowo/
"Milad uśmiechnął się promiennie, zabrał ze sobą lunch i przekąski, pocałował mamę na pożegnanie i pobiegł do drzwi"


Nie atak terrorystyczny. Nie nalot rakietowy. Nie starcie zbrojne. Nathan Thrall, amerykański dziennikarz mieszkający w Jerozolimie, w reportażu uhonorowanym Nagrodą Pulitzera opisuje tragiczny wypadek autobusu, którym palestyńskie dzieci z przedszkola Nur al-Huda wybrały się na wycieczkę pewnego lutowego, deszczowego dnia 2012 roku. Wśród rannych i ofiar znalazł się pięcioletni syn tytułowego Abeda Salamy, Palestyńczyka mieszkającego w Anacie na Zachodnim Brzegu kontrolowanym przez Izrael. Thrall rekonstruuje szczegółowo zdarzenia owego "jednego dnia" – dramatu, który na zawsze odmienił życie wielu rodzin i zapisał się w społecznej świadomości – począwszy od wstrząsającej relacji z miejsca wypadku, przez desperackie próby zlokalizowania dzieci w różnych szpitalach, aż po tragiczny bilans i następstwa. Przeżycia Abeda Salamy i innych rodziców splatają się m.in. z historią kierowcy autobusu, naocznych świadków, ratowników i lekarzy, izraelskich żołnierzy i osadników. Wypadek jak w soczewce skupił w sobie wszystko to, co oznacza bycie Palestyńczykiem w państwie podzielonym murem. Opisując jedno tragiczne zdarzenie, Thrall rzuca światło na wieloletnie mechanizmy segregacji i opresji, które w sposób bezpośredni i pośredni przyczyniły się do wypadku: bariery architektoniczne, wojskowe punkty kontrolne, dowody osobiste w różnych kolorach, skomplikowany labirynt osiedli, enklaw, wydzielonych terenów. Z przejmującej sekwencji zdarzeń, osobistych, intymnych przeżyć, fragmentów z przeszłości oraz kontekstu politycznego, historycznego i geograficznego wyłania się portret codziennego życia Palestyńczyków na spornej, podzielonej ziemi i przenikliwe spojrzenie na konflikt izraelsko-palestyński. W reportażu Thralla tragedia rodziny Abeda Salamy staje się analogią tragedii Palestyny i Izraela w całej swojej złożoności. To historia lat upokorzeń, niesprawiedliwości, bezprawnych wysiedleń, utraty mienia i bliskich, aresztowań, barier fizycznych i emocjonalnych. To palestyńska perspektywa wobec izraelskiej dominacji, okupacji, systemu segregacji i dyskryminacji. To próba funkcjonowania w niezwykle trudnych realiach, atmosferze lęku i niepewności. Thrall nie potępia i nie usprawiedliwia, nie uderza w sentymentalne nuty – pisze rzeczowo i wnikliwie, mocnym i autentycznym głosem. Nie sposób bez emocji czytać o ludzkim dramacie, bez gniewu i smutku wobec nienawiści, nadużyć i ucisku.

"Ta katastrofa zniszczyła wszystkich, każdą rodzinę na swój sposób"


Ważny, poruszający i zwiększający świadomość reportaż – o prawdziwych ludziach i ich prawdziwym życiu, trudnym i bolesnym. O dramatycznych konsekwencjach wieloletniego konfliktu – konfliktu, który ma twarz rannego lub martwego dziecka i pogrążonych w bólu rodziców. O stracie, żałobie, bezsilności i poczuciu winy. O uwikłaniu w niekończący się cykl cierpienia, krzywdy, pojednania i podziałów. Książka Thralla pozostawiła mnie ze ściśniętym gardłem, w bolesnym odrętwieniu. Warto przeczytać, polecam!



























• współpraca barterowa • Wydawnictwo Znak •

Tytuł oryginalny: A Day in The Life of Abed Salama: Anatomy of a Jerusalem Tragedy by Nathan Thrall
Przekład: Monika Bukowska
Wydawnictwo: Znak Literanova
Data wydania: 19 czerwca 2024
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 336
Moja ocena: 5/6

10.6.24

"Niespokojny duch" – Daphne du Maurier (przekład Jacek Żuławnik)

"Niespokojny duch" – Daphne du Maurier (przekład Jacek Żuławnik)
W dniu swojego ślubu młoda kobieta spoglądała z klifu na wzburzone wody zatoki. Morze od wielu lat fascynowało ją i przyciągało – fale szeptały opowieści o nieskrępowanej wolności. Tytułowy niespokojny duch Janet nurkował w ciemną toń, wzlatywał wraz z mewami i unosił się do gwiazd, by znów powrócić – w pieśni morza, łopocie żagli. Kobieta całym sercem pragnęła związać swe życie z żeglugą, porzucić kornwalijskie miasteczko i wypłynąć w podróż – czuła się częścią morza, a nie ziemi. Los jednak przygotował dla niej rolę żony i matki.


Debiutancka powieść Daphne du Maurier to burzliwa historia wielkiej miłości, odwagi, zdrady i niespełnionych marzeń – saga obejmująca cztery pokolenia rodziny Coombe'ów, marynarzy i szkutników. Bohaterów książki łączą nie tylko więzy krwi, ale też tytułowy niespokojny duch – zbuntowana natura, nieukojona tęsknota, silne pragnienia i poczucie więzi z kornwalijskim Plyn. Historia rozpoczyna się w 1830 roku, w dniu ślubu Janet i Thomasa, a kończy niemal 100 lat później, gdy Jennifer, ich prawnuczka, stoi na wzgórzu i wpatruje się w spowity poranną mgłą port. Podobno du Maurier napisała tę pierwszą powieść w wieku 24 lat – i widać w niej wyraźnie zalążki tego, co tak charakterystyczne dla twórczości autorki: silne poczucie miejsca i czasu, tajemnicza, gotycka atmosfera, wspaniale zarysowane postacie, złożona fabuła i piękna, plastyczna proza. Zachwyciły mnie opisy kornwalijskiego wybrzeża oraz sposób, w jaki du Maurier splata naturę i duchowość z ludzkim charakterem, światem wewnętrznym i biegiem zdarzeń. W "Niespokojnym duchu" morze i szkutnictwo stanowią integralną część opowieści, podobnie jak i miłość, macierzyństwo, rodzinne relacje, cykl życia i śmierci, zawiłe losy i trudne wybory. Daphne Du Maurier miała niezwykły talent w ożywianiu scenerii i uczuć – tchnęła w tę powieść ducha morza, pasji, dramatu i nadziei. Niemal czułam podmuchy wiatru, smak soli i zapach drewna, słyszałam huk fal uderzających o skały. To jedna z piękniejszych "morskich opowieści", jakie miałam okazję czytać – niespieszna, nastrojowa, momentami mroczna i niepokojąca. Du Maurier kreśli zniuansowane portrety członków tej samej rodziny – jej saga pełna jest wzlotów i upadków, słodkich marzeń, goryczy rozczarowań, rozstań i powrotów. Bohaterowie wzbudzają ambiwalentne odczucia, podobnie jak i ich życiowe wybory. Lubię powieści du Maurier, bo zawsze mają w sobie coś nieoczywistego, niewygodnego – trochę mroku i trochę światła – i to nadaje im szczególnego charakteru. "Niespokojny duch" wspaniale pokazuje, jak przewrotne bywają ludzkie losy. Jak wielkie pragnienia w sobie nosimy – zew wolności, niezależności, podążania własną ścieżką.


Niespieszna i nastrojowa rodzinna saga z szumem morskich fal w tle (i echem "Wichrowych Wzgórz" Emily Brontë). Udany literacki debiut du Maurier.

























• współpraca barterowa • Wydawnictwo Albatros •

Tytuł oryginalny: The Loving Spirit
Przekład: Jacek Żuławnik
Wydawnictwo: Albatros
Data wydania: 15 maja 2024
Oprawa: twarda z obwolutą
Liczba stron: 448
Moja ocena: 4,5/6

6.6.24

"Kobiety, o których myślę nocą" – Mia Kankimäki (przekład Iwona Kiuru)

"Kobiety, o których myślę nocą" – Mia Kankimäki (przekład Iwona Kiuru)
"Wskazówka nocnych kobiet: Bądź odważna. To nic, że się boisz. Graj tymi kartami, które otrzymasz"

Są kobiety, które zmieniają świat – inspirują i stają się wzorem. Znamy je z historii – bohaterki, działaczki społeczne i feministyczne, prekursorki w nauce, sztuce i polityce – a także z życia codziennego – nasze babki, matki, siostry, żony i córki. Kobiety, które cenimy. Za odwagę i niezłomność w trudnych czasach. Za intelekt, talent oraz empatię połączoną z silnym charakterem. Za upór i determinację, przełamywanie sterotypów i wychodzenie poza utarte schematy. Za niepoddawanie się w obliczu przeciwności losu i przekuwanie słabości w siłę. 

Właśnie o takich kobietach opowiada Mia Kankimäki – o kobietach, które podążały swoją własną drogą wbrew ograniczeniom wynikającym z wieku, konwenansów, sytuacji materialnej, ról społecznych i niesprzyjających czasów. O kobietach, które były pionierkami swojej epoki – odważyły ​​się przekraczać granice, łamać tabu i realizować własne marzenia. O buntowniczkach, artystkach i podróżniczkach. Mia Kankimäki nazywa je "nocnymi kobietami" – bo myślała o nich podczas wielu bezsennych nocy, gdy sama, jako czterdziestotrzyletnia niezamężna i bezdzietna kobieta, próbowała znaleźć dla siebie właściwą drogę. Bohaterki jej książki, choć nieco zapomniane, błyszczą niczym gwiazdy na atramentowym niebie – inspirują, dodają otuchy i przypominają, że warto podążać za marzeniami, pasją i głosem serca, nawet mając już lata młodości za sobą. Mia Kankimäki pragnęła pójść za ich przykładem. W rezultacie powstała książka na granicy non fiction i beletrystyki zawierająca w sobie cechy biografii, dziennika z podróży i pamiętnika. Autorka prowadzi nas przez życiorysy "nocnych kobiet" – przedstawia portrety odważnych i niezależnych kobiet, m.in. Karen Blixen (duńskiej plantatorki kawy, kolonizatorki i pisarki, autorki "Pożegnania z Afryką"), Isabelli Bird (starej panny, globtroterki, autorki książek podróżniczych), Nellie Bly (dziennikarki, emancypantki, która odbyła samotnie podróż dookoła świata), Yayoi Kusamy (malarki mieszkającej w szpitalu psychiatrycznym w Tokio). Wertowaniu stron i literackim wędrówkom przez dawne czasy towarzyszy prawdziwa podróż, bo autorka dosłownie rusza śladem swoich bohaterek. Kankimäki odwiedza m.in. Afrykę Karen Blixen, a także japońskie Kioto i włoską Florencję.


"Kobiety, o których myślę nocą" to patchworkowa książka, w której kobiece życiorysy splatają się z osobistymi doświadczeniami z podróży oraz ze spostrzeżeniami i refleksjami na temat życia, procesu twórczego, zagubienia i próby wytyczenia własnej ścieżki. Z dużym zainteresowaniem czytałam o tytułowych nocnych kobietach. Ich minibiografie fascynują – opisami dalekich (i często niebezpiecznych) podróży, wewnętrznych zmagań, zabawnych i trudnych momentów. Mia Kankimäki ożywia fakty, tworząc barwne opowieści o kobietach z krwi i kości – ich pasji, odwadze i determinacji mimo ograniczeń fizycznych, kulturowych i społecznych. Jej nocne kobiety wydają się bliskie, tuż na wyciągnięcie ręki (a o części z nich nigdy wcześniej nie słyszałam). I bez wątpienia inspirują, motywują i dodają otuchy. Autorka pisze w sposób sugestywny, plastyczny – można niemal poczuć smak japońskiej herbaty, zapach farby i gorące promienie słońca na twarzy. Zachwycają opisy afrykańskiej przyrody – podczas czytania łatwo rozbudzić w sobie pragnienie wyruszenia w podróż. Należy wspomnieć, że książka Kankimäki ma mocno fragmentaryczną strukturę – i jej elementy nie złożyły się dla mnie w spójną, przemyślaną i przekonującą całość. Brakuje balansu (niektóre części są bardziej rozbudowane niż inne), czasami wkrada się chaos, wrażenie powierzchowności i przypadkowości, a doświadczenia podróżnicze autorki nie korespondują z motywem przewodnim książki. Nie można jednak odmówić Kankimäki kreatywności i zaangażowania. Pokochałam ideę (podążanie śladem nocnych kobiet? – genialne!), fascynujące biografie oraz zabawny, przyjemny i autoironiczny styl pisania. Otrzymaliśmy inspirującą książkę o kobietach i dla kobiet (i nie tylko). Opowieść o podążaniu za głosem serca, determinacji i odwadze. O poczuciu szczęścia wśród dzikiej natury i o podróżach odmieniających koleje życia. O szukaniu własnej drogi – bo póki żyjemy, nigdy nie jest za późno na zmiany.

























• współpraca barterowa • Wydawnictwo Poznańskie •

Tytuł oryginalny: Naiset joita ajattelen öisin
Przekład: Iwona Kiuru
Data wydania: 29 maja 2024
Wydawnictwo: Poznańskie
Seria: Seria Dzieł Pisarzy Skandynawskich
Oprawa: twarda
Liczba stron: 560
Moja ocena: 4,5/6

5.6.24

"Piastunka letnich snów" – Joanna Szarańska

"Piastunka letnich snów" – Joanna Szarańska

Jak wspaniale było móc powrócić do Granic. Zaszyć się w urokliwym, tajemniczym siedlisku i w małym domku pod lasem – oazie spokoju i sielskości. Jak wspaniale było móc ponownie poczuć zapach wilgotnej ziemi, farb i kwiatów, smak jagodowych pierogów z cukrem i śmietaną, wsłuchać się w szum drzew i śpiew ptaków. Granice z powieści Joanny Szarańskiej znów zachwycają, tym razem w letniej, barwnej odsłonie. Maria, bohaterka serii "Leśne Pejzaże", zaczyna pracę nad ilustracjami do "Malarki wiosennych łąk" – ożywia opowieść z przeszłości kolorami i pociągnięciami pędzla. Pobyt w Granicach wyrwał ją z artystycznej niemocy, przywrócił nadzieję. I Maria z każdym kolejnym dniem czuje coraz mocniejszą więź z tym niezwykłym miejscem. W drugiej części serii Joanna Szarańska kontynuuje uzdrawiającą podróż malarki, zawiązuje przyjaźnie, poddaje próbie rodzinne relacje i zagłębia się w tajemnice z przeszłości. "Piastunka letnich snów" utkana jest z pięknych opisów, bo tak jak Maria maluje farbami, tak Joanna Szarańska maluje słowami – ożywia miejsca, postaci, uczucia i tytułowe letnie sny. Subtelna, plastyczna proza sprawia, że czytanie tej powieści to prawdziwa przyjemność – z łatwością pokochałam Granice, otuliła mnie zieleń i sielskość. "Piastunka letnich snów" jest w stanie zachwycić czarującą scenerią, przenikliwym spojrzeniem na macierzyństwo i w głąb kobiecego serca, aurą tajemnicy z dawnych lat. To napisana z wrażliwością i czułością opowieść o miejscu, które staje się azylem, bezpiecznym schronieniem. O pasji, matczynej miłości, szacunku i przyjaźni – o ludziach, którzy stają się bliscy. O bólu złamanego serca, kojącym wpływie natury, przeszłości, która puka do drzwi i nowych początkach. O życiu w jego przeróżnych odcieniach – tańczeniu w deszczu i codziennej uważności.


Niezwykle urokliwa powieść. Otuliła mnie spokojem i ciepłem. Lubię i polecam.



























• współpraca barterowa • Czwarta Strona •

Data wydania: 5 czerwca 2024
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Seria: Leśne Pejzaże (tom drugi)
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 400
Moja ocena: 5/6

3.6.24

"Koronczarki. Klątwa rodziny Flores" – Angélica Lopes (przekład Katarzyna Mojkowska)

"Koronczarki. Klątwa rodziny Flores" – Angélica Lopes (przekład Katarzyna Mojkowska)
"Życie jest jak koronka, wydarzenia przeplatają się i przyjmują unikalny kształt"

Kunsztowne koronki – misternie tkane obrusy, serwety, chusteczki, kołnierzyki i welony – tworzone w początkach XX wieku przez grupę koronczarek z małej brazylijskiej wioski Bom Retiro zdobyły uznanie i renomę. Spod ich igieł wychodziły unikalne wzory – koronczarskie rzemiosło zbliżyło i połączyło niespokrewnione ze sobą kobiety. Koronczarki spotykały się w domu o niebieskich oknach. To właśnie tam mieszkała Inês Flores wraz z matką, ciotką i niewidomą siostrą. Podobno na kobietach z tego rodu wisiała klątwa – mężczyźni umierali przedwcześnie, a Floresównom pisana była samotność. Ale w konserwatywnym, patriarchalnym społeczeństwie los doświadczał nie tylko kobiety z rodu Flores... Niemal sto lat później młoda dziewczyna otrzymuje cenną rodzinną pamiątkę – przekazywana z pokolenia na pokolenie koronkowa mantylka skrywa sekretną wiadomość ukrytą w ściegach – kod, którym posługiwały się koronczarki. Alice poznaje tragiczną historię młodej mężatki z Bom Retiro.


Angélica Lopes utkała misterną opowieść o brazylijskich koronczarkach, których losy splotły się ze sobą niczym nici koronki. Opowieść o wspaniałym rzemiośle i koronczarskim kodzie ukrytym w ściegach, który stał się sekretnym językiem – prośbą o ratunek, przejawem buntu, inspiracją dla kolejnych pokoleń. W małym miasteczku położonym w brazylijskim stanie Pernambuco rozkwitają słodkie młodzieńcze marzenia. Trzy dziewczyny tkają nie tylko koronki, ale też historię swojego życia, przyjaźni i nadziei. Dom Floresówien jest bezpiecznym kobiecym azylem, niestety, tylko do czasu. Angélica Lopes przedstawia historię kobiet złapanych w sidła bezwzględnego męskiego świata – świata aranżowanych małżeństw, przymusu i opresji, domowej przemocy, siły nazwiska i bogactwa. Świata, w którym kobieta nie ma prawa głosu; w którym staje się własnością ojca, a później męża. Świata religii, plotek, zabobonów i bigoterii, tradycyjnych ról społecznych, uprzedzeń i dramatów za zamkniętymi drzwiami. Niektóre kobiety, w odwadze lub desperacji, próbowały odmienić swój los. I właśnie taki kobiecy bunt zrodził się w sercu jednej z bohaterek powieści Lopes. "Koronczarki" to książka, która w piękny i poruszający sposób łączy ze sobą motyw rzemiosła, brazylijską scenerię i ważne kwestie dotyczące kobiecych praw, wolności i niezależności. To historia pełna smutku, łez, odwagi, determinacji, trudnych wyborów, drobnych przebłysków szczęścia i nadziei – tragedia i krzywda ludzka splatają się z przyjaźnią, miłością i kobiecą solidarnością. Angélica Lopes stworzyła powieść pełną emocji, trzymającą w napięciu, ze zniuansowanymi kobiecymi portretami i bogatą w detale scenerią. Subtelna, sugestywna proza prowadzi czytelnika przez meandry historii, zawiłe ludzkie losy i skomplikowane uczucia.


Piękna, łamiąca serce i ważna powieść o kobiecej walce – o godność, prawo głosu i decydowania o sobie – walce, która zainspirowała przyszłe pokolenia. O dramatycznej próbie zmiany swojego losu, znaczeniu wolności, odwadze, sile przyjaźni i solidarności. Pokochałam koronczarski motyw (fascynujące!), odbyłam literacką podróż do Brazylii ubiegłego wieku i żyłam losami koronczarek z Bom Retiro. Wspaniała literatura. Cieszę się, że Wydawnictwo Mova wydaje dla nas takie perełki. 



























• współpraca barterowa • Wydawnictwo Mova •

Tytuł oryginalny: A maldição das Flores
Przekład: Katarzyna Mojkowska
Wydawnictwo: Mova
Data wydania: 22 maja 2024
Oprawa: twarda 
Liczba stron: 320
Moja ocena: 5,5/6

31.5.24

"Małe ludzkie zawirowania. Opowiadania zebrane" – Grace Paley (przekład Monika Adamczyk-Garbowska) /przedpremierowo/

"Małe ludzkie zawirowania. Opowiadania zebrane" – Grace Paley (przekład Monika Adamczyk-Garbowska) /przedpremierowo/
Czy to nie w "małych ludzkich zawirowaniach", w na pozór trywialnej krzątaninie, w zwykłej codzienności kryje się esencja życia?


Nowy Jork lat 50. i 60. XX wieku w opowiadaniach Grace Paley, amerykańskiej pisarki, poetki i eseistki, przypomina barwną mozaikę – zadziwia i oszałamia swoją różnorodnością. Tkankę miejską tworzą nie tylko dźwięki, smaki i zapachy, ale również, a może i przede wszystkim, skomplikowane życiorysy. Paley kreśli obraz wielkiego miasta jako scenerii dla tytułowych "małych ludzkich zawirowań" – osobistych zdarzeń i doświadczeń, które, choć niewielkie w skali świata, historii i ludzkości, istotnie wpływają na nasze losy, mocno nas kształtują. W antologii głosy osób w różnym wieku, z różnych grup etnicznych i klas społecznych splatają się w intymną i jednocześnie uniwersalną opowieść osadzoną w konkretnym czasie i miejscu – amerykańskich realiach ubiegłego wieku. "Małe ludzkie zawirowania" to luksusowe apartamenty i niewielkie, duszne mieszkania, wiosłowanie na jeziorze w Central Parku, zatłoczone ulice i miejski gwar, zachody słońca na rzece Hudson, place zabaw na Manhattanie, wyprawa na Księżyc oglądana na ekranie telewizora. Grace Paley w krótkiej formie opisuje codzienne chwile szczęścia i bolesne upadki – portretuje samotne matki na zasiłkach, prostytutki, żony i rozwódki, zuchwałe nastolatki, niedzielnych ojców w rozchełstanych koszulach, kobiety i mężczyzn popijających pospiesznie whiskey przed pójściem ze sobą do łóżka, żołnierzy na przepustce szukających niezobowiązującego seksu, imigrantów próbujących odnaleźć się w niełatwych realiach miejskiego molochu. Paley hojnie czerpie z własnych doświadczeń i otaczającej ją rzeczywistości – na pierwszy plan wysuwają się kwestie związane z życiem rodzinnym i społecznym: brak pieniędzy, długi, pozamałżeńskie zdrady, zemsta, dorastanie, kobiecość, różne odsłony macierzyństwa, nieślubne dzieci, kłótnie i domowa przemoc, kapitalizm, nierówności i wojna w Wietnamie. Pojawiają się wątki autobiograficzne, m.in. w komentarzach dotyczących żydowskiego pochodzenia, pisarstwa, pacyfizmu i feminizmu. Mocno wyczuwalny amerykański vibe niósł mnie przez kolejne strony – a jest ich całkiem sporo (w skład "Małych ludzkich zawirowań" weszły czterdzieści cztery opowiadania pochodzące z trzech różnych tomów Grace Paley opublikowanych w latach 1959, 1974 i 1985, w większości nieprzetłumaczone na język polski aż do tego momentu). Interesująca wydała mi się kompozycja opowiadań (brak wyraźnie zarysowanej fabuły i puenty). Przypominają one urywki z życia, małe sceny, krótkie momenty wyrwane z całości – są fragmentaryczne, otwarte, nieco chaotyczne. I wydaje się, że ich urok tkwi w prostocie – ot, zwykłe-niezwykłe teksty o zwykłych ludziach i ich zwykłym życiu, bez napięcia i dramaturgii. Paley nie uderza w sentymentalne i ckliwe nuty, pisze w konwencjonalnym stylu, z humorem, ironicznym dystansem – i robi to naprawdę świetnie. W krótkiej, skondensowanej formie trafnie oddaje zawiłość uczuć, tymczasowość, przewrotność ludzkiego losu i doświadczeń. Przypomina, że i szczęście, i rozpacz są ważną częścią egzystencji. I że "najważniejsze pytanie to jak przeżyć życie".


"Małe ludzkie zawirowania" to must read dla miłośników krótkiej formy (i nie tylko). Antologia, która tętni amerykańskim vibe'm; która pozwala zanurzyć się w międzyludzkich relacjach, w nowojorskiej codzienności, w drobnych momentach życia. Z łatwością można w niej znaleźć literackie perełki – i ja też je znalazłam (szczególnie zachwyciło mnie osiem opowiadań: "Do widzenia i powodzenia", "Jasnoróżowa pieczeń", "Nieodwracalna średnica", "Pragnienia", "Samuel", "Rozmowa z moim ojcem", "Matka", "Długodystansówka").
Piękny zbiór, warto przeczytać.




















• współpraca barterowa • Wydawnictwo W.A.B. •

Przekład: Monika Adamczyk-Garbowska
Wydawnictwo: W.A.B.
Data wydania: 5 czerwca 2024
Oprawa: twarda
Liczba stron: 528
Moja ocena: 5/6

29.5.24

"Kocham cię, ale wybieram ciemność" – Claire Vaye Watkins (przekład Kaja Gucio)

"Kocham cię, ale wybieram ciemność" – Claire Vaye Watkins (przekład Kaja Gucio)
"Mój problem polega na tym, że nie tęsknię za tobą"


Na okładce książki Claire Vaye Watkins można przeczytać, że to opowieść o kobiecie na skraju oraz furii, która popycha do działania. I rzeczywiście, Claire, powieściowe alter ego autorki, dociera do krytycznego momentu, w którym miłość nie jest już w stanie uciszyć demonów przeszłości, tłumionych latami pragnień i coraz większego poczucia rozczarowania. Szybko okazuje się, że wspomniana furia to jedynie maska – bo tak naprawdę kryje się pod nią rodzinna trauma, pęd do wolności i życia w zgodzie z samą sobą. Bohaterka książki Watkins już od pierwszych stron wzbudza ambiwalentne odczucia – empatię i zrozumienie wobec poporodowej depresji i trudów macierzyństwa; święty gniew i potępienie, bo kobieta-egoistka porzuca męża i kilkumiesięczną córkę. Watkins z brawurową szczerością przedstawia historię żony i matki, która kwestionuje tradycyjne spojrzenie na macierzyństwo i która otwarcie przyznaje, że nie odnajduje się w roli matki – a nie są to poglądy i wybory akceptowalne społecznie. Claire dosłownie ratuje się ucieczką i, by lepiej zrozumieć samą siebie, wraca do źródła – wyjeżdża w rodzinne strony. Napędza ją złość, żal i niekontrolowany smutek, ale nie poczucie winy. To właśnie tam, w Reno i na pustyni w Nevadzie, urzeczywistnia się w pełni tytułowa ciemność, którą Claire nosi w sobie. Ożywają też słodko-gorzkie wspomnienia – nieprzepracowanej żałoby za ojcem, członkiem "Rodziny" Charlesa Mansona, artystycznego ducha matki, jej uzależnień i autodestrukcji, silnej więzi z siostrą, dzieciństwa i dorastania w świecie pełnym biedy, narkotyków, seksu, pozornej swobody i wolności. "Kocham cię, ale wybieram ciemność" to proza z elementami autobiograficznymi, zadziorna, wstrząsająco szczera i bezkompromisowa, czasami wulgarna, ale zawsze przenikliwa, intensywna i czuła. Ujęła mnie odwaga, z jaką Watkins podejmuje tabu – portretuje alternatywną odsłonę macierzyństwa, bez osądzania i wymówek, ale z wyraźnym przedstawieniem konsekwencji podejmowanych wyborów (wyborów, z którymi jako czytelnik możemy się nie zgadzać, co stanowi wartość dodaną – bo powieść zmusza do konfrontacji z ambiwalencją uczuć, niejednoznacznością życia, człowieka i międzyludzkich relacji). Książka Watkins silnie osadzona jest w amerykańskich realiach. To palące słońce i grzechotniki na pustyni Mohave, głód miłości i wolności zaspokajany przygodnym seksem pod gwiazdami i narkotykowym hajem, oślepiający blask Las Vegas, atramentowe wody Lake Tahoe, tymczasowe prace, leki na receptę, mieszkanie w przyczepie i ludzie, którzy tracą kontrolę nad własnym życiem. Fascynuje amerykański vibe powieści, podobnie jak i przejmująca podróż bohaterki śladami przeszłości – zanurzenie w tęsknocie, żalu, stracie i przebaczeniu. W pokoleniowym bólu, spuściźnie trudnego dzieciństwa i dorastania. Watkins bardzo dobrze ukazuje zawiłości przyczyn i motywów, które stoją za jej życiowym kryzysem. Powieść ma epizodyczną strukturę – zmagania Claire dopełniają migawki z życia jej ojca oraz listy jej matki (choć to akurat słabszy element książki m.in. z uwagi na powtarzalność). Ciekawe jest spojrzenie Watkins nie tylko na macierzyństwo, ale też na znaczenie słowa dom i poczucie przynależności, depresję i kobiecość (szczególnie w kontekście wykluczających się tożsamości, wypełniania tradycyjnych ról i wyboru własnej drogi).


"Kocham cię, ale wybieram ciemność" to książka przejmująca, pełna mroku, nadziei i autodestrukcyjnego, bolesnego humoru, przełamująca schematy i tabu. To ucieczka wspólnie z bohaterką, opowieść o tęsknocie za innym życiem – odwadze, by podążać za głosem serca, nawet z narażeniem na potępienie, odrzucenie i brak zrozumienia. O konsekwencjach wyborów, samopoznaniu, pokoleniowym bólu, spuściźnie trudnego dzieciństwa. O innym obliczu macierzyństwa, granicach wolności i życiu, które może biec alternatywnymi ścieżkami.
Fascynująca!





























• współpraca barterowa • Wydawnictwo Czarne •


Tytuł oryginalny: I Love You but I've Chosen Darkness
Przekład: Kaja Gucio
Wydawnictwo: Czarne
Data wydania: 8 maja 2024
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 368
Moja ocena: 5/6

27.5.24

"Góra Tajget" – Anna Dziewit-Meller

"Góra Tajget" – Anna Dziewit-Meller
Czy warto rozdrapywać stare rany, zadawać pytania i szukać odpowiedzi? Grzebać w przeszłości, zanurzać się w traumie, wspominać? Może to tylko droga do uwolnienia własnych lęków? Zresztą tak łatwo przecież odwrócić wzrok, powiedzieć "było minęło". Ale czy naprawdę minęło?


Sebastian ma żonę i dwuletnią córkę. I aptekę, z której codziennie patrzy na szpitalne mury. Nie wie jednak, że to właśnie tam, podczas wojny, wydarzyły się straszne rzeczy. Budynek skrywa mroczną, zapomnianą tajemnicę z przeszłości – coś, co kładzie się cieniem na życiu Sebastiana i jego rodziny.

Powieść Anny Dziewit-Meller utkana jest z lepkiego, duszącego strachu. Boi się Sebastian o swoją nowo narodzoną córkę. Boją się dzieci mordowane w ramach nazistowskiej akcji T4, niewinne ofiary zła i nienawiści. Boją się Ślązacy – gwałtów i przemocy ze strony sowieckich wyzwolicieli. Boi się pozbawiona wyrzutów sumienia niemiecka lekarka – że ktoś przypomni jej o zdarzeniach z dawnych lat, że zniszczy bezpieczną bańkę wyparcia. W tej atmosferze strachu toczy się opowieść na granicy przeszłości i teraźniejszości osadzona na Śląsku. Echa wojennej, zapomnianej i wciąż nierozliczonej zbrodni słychać w szpitalnych murach i w głowie świeżo upieczonego ojca. Anna Dziewit-Meller kreśli portret rodziny uwikłanej w historię, splata ze sobą perspektywę ofiar i oprawców. Powieść czyta się ze ściśniętym gardłem, bo wstrząsa i wywołuje dyskomfort – konfrontuje z tym, co trudne i bolesne, z dziecięcą krzywdą, mrocznym obliczem medycyny, z ludzkim złem, z głęboko skrywanym lękiem. "Góra Tajget" to śląska gwara i "czarna ziemia", wstrzykiwanie luminalu, nocne koszmary, rodzinne sekrety. Sugestywne obrazy i precyzyjna proza Anny Dziewit-Meller ożywiają emocje, pobudzają do refleksji. Autorka podejmuje kwestie tożsamości, dziedziczenia traumy, godności, pamięci, sprawiedliwości, winy i kary. Opowiada o próbie rozliczenia z przeszłością i o milczeniu – bo czasami nie sposób ująć w słowa ludzkiej krzywdy i tragicznych doświadczeń. O lęku, który obezwładnia i odwadze, która potrzebna jest, by żyć.


Nieco inna wojenna perspektywa – bo o mrocznych, ale nadal rzadko poruszanych wątkach historii. "Góra Tajget" wybrzmiewa głosem mocnym, przejmującym. Pokazuje, że przeszłość obecna jest w teraźniejszości. Że obecna jest w nas. Książka, która pozostaje w pamięci.





















• współpraca barterowa • Wydawnictwo Literackie •

Data wydania: 22 maja 2024 (drugie wydanie)
Wydawnictwo: Literackie
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 216
Moja ocena: 5,5/6

21.5.24

"Tragedia w trzech aktach" – Agatha Christie (przekład Anna Mencwel)

"Tragedia w trzech aktach" – Agatha Christie (przekład Anna Mencwel)
Podobno Herkules Poirot nie musi szukać zbrodni – one same go znajdują. I rzeczywiście, gdy belgijski detektyw zjawa się na przyjęciu w kornwalijskiej rezydencji sławnego aktora, dochodzi do niespodziewanego i szokującego zgonu – tuż po wypiciu koktajlu umiera szanowany pastor. Tragiczny zbieg okoliczności i śmierć z przyczyn naturalnych? A może samobójstwo lub otrucie? Wkrótce dochodzi do kolejnego zgonu – tym razem podczas kolacji umiera lekarz. Modus operandi wygląda podobnie, ale podejrzanych jest wielu. Na scenę w roli detektywa amatora wkracza sir Charles Cartwright, ale to do Herkulesa Poirota będzie należeć wielki finał "Tragedii w trzech aktach".


Lubię kryminały Christie, bo stawiają wyzwania, zmuszają do nieszablonowego myślenia – wszak pozory mylą, a przysłowiowy diabeł tkwi w szczegółach. I "Tragedia w trzech aktach" doskonale wpisuje się w te ramy. Powieść wydaje się dość zawiła – są dwa z pozoru niepowiązane ze sobą morderstwa, niepasujące elementy układanki, brak motywu i wielu podejrzanych (m.in. krawcowa, hazardzista, dramatopisarka, kamerdyner, żona pastora). Christie zagłębia się w psychologię postaci (cóż za intrygujące osobowości!), subtelnie podsuwa mylne tropy (i znów dałam się wyprowadzić w maliny;), zręcznie łączy wątki i buduje suspens. Fabuła zacieśnia się wokół śledztwa, które tym razem amatorsko prowadzi trio – aktor Charles Cartwright, pan Satterthwaite i młoda kobieta "Egg" Lytton Gore – z niewielkim wsparciem Herkulesa Poirota. Christie meandruje wokół tematów otrucia, romansu, szaleństwa, sławy, sekretów i pogoni za szczęściem. Całość opiera się na konwencji teatralnego przedstawienia – kurtyna opada, gdy nasz belgijski detektyw ujawnia rozwiązanie zagadki (choć należy wspomnieć, że w tej powieści Poirota jest zaskakująco niewiele). Historia trzyma w napięciu, pojawia się kilka ciekawych zwrotów akcji, nie brakuje też zabawnych momentów (dialog kończący powieść to złoto:).


"Tragedia w trzech aktach" to kolejny klasyczny kryminał Agathy Christie, w którym zbrodnia i psychologia idą ramię w ramię. Opowieść o tym, że pozory mylą, a miłość bywa ślepa. I że warto nie tylko patrzeć i słuchać, ale też widzieć i słyszeć – a to w gruncie rzeczy ogromna różnica. Dla mnie – intrygująca zagadka i przyjemna czytelnicza rozrywka. Niezmiennie lubię i polecam.


























• współpraca barterowa • Wydawnictwo Dolnośląskie •

Tytuł oryginalny: Three Act Tragedy
Przekład: Anna Mencwel
Data wydania: 15 maja 2024
Seria: Jubileuszowa Kolekcja Agathy Christie
Cykl: Herkules Poirot (tom 11)
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Oprawa: twarda
Liczba stron: 240
Moja ocena: 5/6

20.5.24

"Juno" – Anna Dziewit-Meller

"Juno" – Anna Dziewit-Meller
Aleksandra i Marianna, dwie siostry, pojawiły się na świecie z kredytem, zaciągniętym długiem. Ale co są winne i komu? I kiedy przyjdzie czas zapłaty?


Z pozoru historia, jakich wiele – ot, dwie kobiety na wzburzonych wodach wieku średniego, na rozstaju dróg, zagubione gdzieś pomiędzy teraźniejszością a przeszłością, życiem rodzinnym a karierą, pragnieniami i marzeniami a monotonią codzienności i goryczą rozczarowań. Ale Anna Dziewit-Meller potrafi opowiedzieć o tym, co bliskie i znane z czułością, przenikliwością i przewrotną nutą – złośliwie, zabawnie, idealnie w punkt. Aleksandra i Marianna różnią się tak, jak różnić mogą się tylko siostry – łączy je wspólne dzieciństwo i delikatna siostrzana więź, dzieli niemal wszystko inne: charakter, podejście do życia, aspiracje i wybory. Ale i jedna, i druga nosi w sobie ciężar przeszłości, rodzinne brzemię, poczucie straty i tęsknoty. Choroba ojca uwalnia głęboko skrywane lęki i zmusza do konfrontacji z tym, co smutne i bolesne. Ze śmiercią, żałobą, pragnieniem bycia kimś innym. Z zawiłymi rodzinnymi relacjami i gorzkim smakiem dorosłości. W tej życiowej szarpaninie, wewnętrznym rozdarciu Aleksandry i Marianny czytelnik może odnaleźć się z łatwością. Znajomo wygląda przytłaczająca codzienność, współczesne lęki, obraz ludzi, którzy tylko z pozoru są sobie bliscy, bo tak naprawdę nie potrafią odnaleźć do siebie drogi. Na pierwszy rzut oka lekka historia kipi więc od emocji, trafnych spostrzeżeń i bliskich nam doświadczeń. Zachwyciły mnie niekonwencjonalna forma (z narratorem, który prowadzi przez meandry opowieści) i styl pisania Anny Dziewit-Meller – bystry, dowcipny, dynamiczny. Proza sprawia, że czytanie tej książki to prawdziwa przyjemność.


"Juno" to niespieszna rodzinna historia rozpięta między mazurskim jeziorem, Śląskiem i Warszawą, z kobiecym, siostrzanym punktem widzenia. O narodzinach i śmierci, długu i winie – o tym, że przychodzimy na świat pod kreską, a życie to czas spłaty. O różnych odcieniach macierzyństwa, kobiecości, żałobie, radzeniu sobie z traumą. O kryzysach wieku średniego oraz maskach, które codziennie zakładamy, by spełnić oczekiwania swoje i innych. Powieść, która nie rozchodzi się w szwach, intensywna w emocje, smutna i dowcipna tam, gdzie trzeba, z trafnym (i ciepło-ironicznym) spojrzeniem na życie, człowieka i międzyludzkie relacje – coś, co szczególnie mnie ujęło. Wspaniały prozatorski vibe Anny Dziewit-Meller niósł mnie przez kolejne strony "Juno". Czytajcie, warto.

























• współpraca barterowa • Wydawnictwo Literackie •

Data wydania: 15 maja 2024
Wydawnictwo: Literackie
Oprawa: twarda
Liczba stron: 304
Moja ocena: 5/6
Copyright © w ogrodzie liter , Blogger