29.12.22

"Wiem, dlaczego w klatce śpiewa ptak" i "Zgromadźcie się w imię moje" – Maya Angelou (przekład Elżbieta Janota)

"Wiem, dlaczego w klatce śpiewa ptak" i "Zgromadźcie się w imię moje" – Maya Angelou (przekład Elżbieta Janota)
"O ile już samo dorastanie jest dla czarnej dziewczynki z Południa czymś bolesnym, o tyle świadomość, że nie jest to nawet jej miejsce, to rdza na brzytwie zagrażającej gardłu. Niepotrzebna obraza"

Miała zaledwie trzy lata, gdy wspólnie z bratem przybyła do małego miasteczka Stamps w amerykańskim stanie Arkansas. I w ten sposób podzieliła los tysięcy czarnoskórych dzieci, które samotnie podróżowały przez kraj krążąc między rodzicami a bliskimi lub dalszymi krewnymi. Życie Marguerite już od najwcześniejszych lat naznaczone było porzuceniem, wykorzenieniem oraz poczuciem braku stabilności i bezpieczeństwa. Ogromną część dzieciństwa i dorastania spędziła w drodze między Stamps, St. Louis, San Francisco, Oakland i Los Angeles – przekazywana z rąk do rąk między babcią, matką, ojcem i członkami rodziny. I nie była pewna, dokąd przynależy, gdzie tak naprawdę jest jej dom oraz gdzie i jak powinna stworzyć dom dla siebie i rodziny, którą w przyszłości miała założyć. Mała Marguerite pragnęła wyglądać jak jedna z białych niebieskookich dziewczynek, które w jej marzeniach reprezentowały to, co na świecie dobre. Sama mówiła o sobie, że jest "dużą murzynką z kudłatymi czarnymi włosami, chudymi nogami i szparą między zębami, w której zmieściłby się ołówek numer dwa". Wkrótce zrozumiała jednak, że to nie jej czarne kręcone włosy stanowią problem, lecz rasowe podziały. Życie nieraz odwracało się do niej plecami i próbowało podciąć jej skrzydła – Ameryka lat. 30. i 40. XX wieku z segregacją rasową, uprzedzeniami, rasizmem, seksizmem i patriarchalnym społeczeństwem nie była przyjaznym miejscem dla czarnoskórej dziewczyny. Ale Marguerite Johnson nie zamierzała się poddawać...


"Wiem, dlaczego w klatce śpiewa ptak" i "Zgromadźcie się w imię moje" to dwie pierwsze części autobiograficznej serii Mai Angelou, afroamerykańskiej poetki, pisarki, reżyserki i aktywistki. Po raz pierwszy zostały wydane w USA w 1969 i 1974 roku. Minęły lata, a mimo to wspomnienia Angelou wciąż są uznawane za współczesny literacki klasyk – nadal rezonują, inspirują, wzbudzają emocje, kontrowersje i dyskusje. "Wiem, dlaczego w klatce śpiewa ptak" przedstawia losy Mai od 3 do 16 roku życia. "Zgromadźcie się w imię moje" stanowi jej bezpośrednią, trzyletnią kontynuację. Na tle rasowych napięć Ameryki lat 30. i 40. XX wieku Maya Angelou konfrontuje się z własnym niełatwym dzieciństwem i dorastaniem. Widzimy bohaterkę, która z małej dziewczynki, zagubionej i nieśmiałej, zmienia się w młodą, nieustępliwą kobietę – matkę walczącą o lepsze życie dla siebie i swojego syna. Ale wraz z mijającymi latami zmienia się nie tylko Maya, ale także wyzwania, które stawia przed nią życie. Angelou podejmuje w książkach kwestie dotyczące rodziny, dojrzewania, samotności, miłości i seksualności, edukacji, przemocy i biedy. Opowiada, jak wyglądało dorastanie na Południu wśród dyskryminacji, ignorancji i podziałów – pisze o indywidualnych i społecznych ograniczeniach, słowach, które budowały mosty lub mury, nienawiści, która rodziła nienawiść oraz o brutalnie odebranej niewinności i konieczności szybkiego dorastania. "Wiem, dlaczego w klatce śpiewa ptak" i "Zgromadźcie się w imię moje" to również refleksja na temat tożsamości, godności, rozwoju i samooceny. Angelou przedstawia wydarzenia głosem zgodnym z ówczesnymi realiami, więc całość wydaje się jeszcze bardziej wiarygodna – niczym intymny dziennik sprzed lat. Zwykłe codzienne radości i smutki przeplatają się z ważnymi (często mrocznymi) momentami, które mniej lub bardziej kształtują Mayę. Książki Angelou na pierwszy rzut oka wydają się dość fragmentaryczne (co zresztą dobrze koresponduje z chaosem, który panował wówczas w życiu Mai), ale z czasem elementy wskakują na właściwe miejsca, tworząc spójny i przejmujący obraz. Proza Angelou ma slodko-gorzki smak, podobnie jak jej wspomnienia. Autorka nie próbuje wzbudzić współczucia niepotrzebnym melodramatyzmem – bez nadmiernej literackiej elokwencji i bez ubarwiania rzeczywistości odmalowuje autentyczne doświadczenia i surowe realia życia osób dyskryminowanych i marginalizowanych. W książkach humor, lekkość, cierpka autoironia i rozbrajająca szczerość mieszają się z tym, co bolesne, traumatyczne i brutalne. 

"Okropnie było być Murzynką i nie mieć żadnej kontroli nad swoim życiem. Okrutnie być młodą i już wytrenowaną w siedzeniu cicho i słuchaniu zarzutów stawianych mojemu kolorowi bez żadnych szans na obronę"

Siła autobiograficznej serii Angelou tkwi nie tylko w przejmującej indywidualnej historii jednej kobiety – jej intymne wspomnienia to coś znacznie więcej. "Wiem, dlaczego w klatce śpiewa ptak" i "Zgromadźcie się w imię moje" to opowieść na wskroś ludzka, autentyczna i – co znamienne – równie osobista co uniwersalna. Niezwykle ważny jest kontekst społeczny i kulturowy tych książek – tematyka rasizmu, seksizmu i uprzedzeń – ale nie mniej istotne są zmagania samej Angelou jako czarnoskórej kobiety i przede wszystkim człowieka. Bo jak wiele jesteśmy w stanie przetrwać? Ile razy jesteśmy w stanie podnosić się z kolan? Poznając historię Angelou, nie sposób uniknąć podobnych pytań. Młoda Maya jest inteligentna i zdeterminowana, ale nie doskonała – bywa naiwna i lekkomyślna, popełnia błędy i podejmuje niewłaściwe decyzje, które przynoszą poważne konsekwencje (młodzieńcze ryzyko i beztroska nakładają się tutaj z koniecznością wzięcia odpowiedzialności za siebie i dziecko). Ale bez wątpienia wyróżnia się odpornością i hartem ducha, i to jest coś, co, mimo traumy i smutku, działa na czytelnika pokrzepiająco.


"Wiem, dlaczego w klatce śpiewa ptak" i "Zgromadźcie się w imię moje" to bezpretensjonalnie szczera, głęboko osobista, autentyczna, jednocześnie tragiczna i pełna nadziei opowieść o dorastaniu, wytyczaniu własnej ścieżki, próbie przejęcia kontroli nad swoim losem – wyrwania się z biedy i przeciwstawieniu się dyskryminacji. O moralnych dylematach, niełatwych rodzinnych relacjach, radzeniu sobie z traumą, sile charakteru i bezkompromisowej indywidualności. I o mocy literatury, która nie tylko stanowi ucieczkę i terapię, ale też dodaje odwagi i siły.

Z autobiografii Angelou wyłania się portret młodej dziewczyny z niezwykłą różnorodnością doświadczeń, zarówno tych uskrzydlających jak i dewastujących – poznajemy wojowniczkę, która musiała zmierzyć się z trudnymi realiami epoki i wieloma przeciwnościami. Książki Angelou to cenna lekcja – uświadamiają, jak druzgocące są przejawy dyskryminacji. Doświadczanie jej z powodu tego, kim jesteśmy, to ogromna tragedia. 

Dużo emocji i jeszcze więcej refleksji – manifest odwagi i wolności na przekór dyskryminacji płciowej i rasowej oraz ponadczasowy głos, jednocześnie smutny i budujący. Bez wątpienia postać i historia, które warto poznać. Jak Marguerite Johnson stanie się Mayą Angelou? Jestem bardzo ciekawa i czekam na kolejne części tej autobiograficznej serii. Polecam.













* Współpraca barterowa z Wydawnictwem Relacja.

Tytuł oryginalny: I know why the caged bird sings
Gather together in my name
Przekład: Elżbieta Janota
Data wydania: 1 czerwca 2022 i 7 grudnia 2022
Wydawnictwo: Relacja
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 320 (pierwsza część)
240 (druga część)
Moja ocena: 5/6



25.12.22

"Lunia i Modigliani" – Sylwia Zientek

"Lunia i Modigliani" – Sylwia Zientek
"Namaluję twoje oczy, kiedy poznam twoją duszę"

Krzywe linie malowane mocną czarną kreską, wąskie, nieprzeniknione twarze, nienaturalnie wydłużone szyje, mocno zarysowane nosy, minimalistyczne tła, brak perspektywy. I te oczy... puste, wypełnione jedynie błękitem lub czernią. Obrazów Modiglianiego nie można pomylić z żadnymi innymi pracami. Ten włoski malarz miał swój własny indywidualny styl. I choć obecnie obrazy artysty osiągają zawrotne ceny, za życia Modiglianiego niewielu potrafiło docenić jego talent. Nieraz wówczas pytano: "Dlaczego ci ludzie na obrazach są tacy płascy? Dlaczego są tacy odcięci od realnego świata? I skąd te przerażające puste oczodoły?". A Modigliani odpowiadał niezmiennie, że jego postaci widzą – widzą naprawdę. Podobno malarz miał niezwykły dar – potrafił zbliżyć się i zajrzeć w duszę swoich modelek i modeli, dotrzeć do tego, co bolesne, głęboko ukryte. Wzbudzał kontrowersje, a nawet zgorszenie swoimi odważnymi aktami. I cieszył się dużym powodzeniem wśród kobiet. Nic dziwnego – był przystojny, elokwentny, wykształcony. Ale miał też mroczne strony – szukał pocieszenia w kieliszku, bywał ekscentryczny, awanturniczy i porywczy, niezainteresowany stabilizacją i zwykłym życiem. Przez pracownię Modiglianiego w mieszkaniu marszanda Leopolda Zborowskiego przewinęło się wiele modelek. Jedna z nich, młoda polska emigrantka Lunia Czechowska, stała się jego muzą i powierniczką – wytworzyła się między nimi intymna, mocna więź. I właśnie o tej niezwykłej relacji między malarzem i modelką opowiada nowa powieść Sylwii Zientek, autorki bestsellerowych "Polek na Montparnassie".


"Lunia i Modigliani" to oparta na faktach powieść o jednej z najbarwniejszych postaci paryskiej bohemy pierwszych dekad XX wieku oraz o ubogiej i nieśmiałej emigrantce, która przeistacza się w modelkę, muzę i powiernicę. Ścieżki Luni i Modiglianiego krzyżują się pewnego dnia w słynnej paryskiej kawiarni La Rotonde – ten moment, choć niepozorny, na zawsze odmienia ich życie. Sylwia Zientek odmalowuje ich burzliwe losy na tle barwnych, lecz bez wątpienia niełatwych czasów – przenosi czytelników do francuskiej stolicy lat 1916-1920. We wspomnieniach Luni Czechowskiej poznajemy Paryż pełen skrajności – z jednej strony tętniący życiem świat sztuki i awangardy, a z drugiej – miasto ogarnięte lękiem wobec toczącej się w Europie Wielkiej Wojny. Sylwia Zientek prowadzi czytelników przez ciemne zaułki, pchle targi, ogrody, muzea i ciasne apartamenty. I co ważne, kreśli niezwykle fascynujący obraz Montparnassu – dzielnicy paryskiej bohemy. To właśnie tam wolność, bunt, indywidualizm i artyzm splatały się ciasno z biedą, alkoholizmem i hulaszczym trybem życia. I również tam, w La Rotonde, ulubionej kawiarni polskich emigrantów, toczyły się ożywione dyskusje, wznoszone były toasty, zawierane znajomości i uśmierzane tęsknoty – za ojczyzną, sukcesem i lepszym życiem. Sylwia Zientek stworzyła wyjątkowe ramy dla historii Luni i Modiglianiego. Widać w tej powieści dużą wiedzę, staranność i dbałość o detale. Autorka uchwyciła charakter ówczesnych czasów, łącząc realia życia paryskiej bohemy z indywidualnymi losami kobiety i mężczyzny – mistrza i jego muzy. "Lunia i Modigliani" to opowieść o ludziach, którzy pragnęli żyć na własnych zasadach – historia wielkiej sztuki, miłości, pasji i tragizmu, a także zagubienia, wewnętrznych zmagań i brutalnego zderzenia zwykłej codzienności z artystycznym uniesieniem. Zachwyca mnie sposób, w jaki autorka połączyła fakty i elementy biografii Modiglianiego z literacką fikcją. Dzięki Sylwii Zientek mamy okazję niejako przeniknąć do świata malarza – poczuć silne emocje, zatracić się w sztuce, doświadczyć chwil uniesienia i osobistych dramatów. Powieść zwraca uwagę trafnością spojrzenia, subtelnością i intymnością. Autorka bardzo dobrze uchwyciła niuanse, zarówno skomplikowanej osobowości Modiglianiego, jak i nieoczywistej relacji między nim a Lunią Czechowską. Ich więź utkana jest z wielu, często skrajnych uczuć – i bez wątpienia pozostawia czytelnikowi miejsce na własne refleksje. 


"Każdy chce być kimś, będąc po prostu sobą"

Pokochałam piękną, liryczną prozę Sylwii Zientek. Jej powieść ma urok – doskonale oddaje, zarówno prozatorsko, jak i fabularnie artystyczną atmosferę. Z łatwością porwał mnie ten barwny, ale często też tragiczny świat, w którym czuje się więcej, widzi się więcej i przeżywa wszystko mocniej. Z przyjemnością czytałam opisy dotyczące malarstwa i procesu twórczego – to prawdziwa gratka dla miłośników sztuki. Sylwia Zientek prowadzi opowieść niespiesznie, z uwagą, koncentrując się na rozwoju postaci i ich relacji.

"Ciekawi mnie akt tworzenie. Rysunek, koncepcja, nakładanie farb, efekt końcowy. Pusty kawałek płótna naciągnięty na prostą ramę, który po kilkunastu godzinach czy dniach staje się czymś unikatowym – jedynym na świecie obrazem danego człowieka, który zastyga w czasie, ale też poddaje się upływowi czasu"

Niebanalna, kameralna i pasjonująca opowieść napisana z wrażliwością, bogata w interesujące detale i ducha minionych lat – o miłości, przyjaźni, sztuce, samotności i cierpieniu. O niejednoznacznych i skomplikowanych międzyludzkich relacjach, konflikcie serca i rozumu, nieukojonej tęsknocie i tłumionej namiętności. 

Od przeczytania ostatniej strony minęły już dni, a powieść Sylwii Zientek wciąż rozbudza moją wyobraźnię – nadal czuję zapach farby, widzę przed oczami paryskie uliczki i wracam myślami do Modiglianiego i Luni – dwojga rozbitków, wrażliwych dusz, walczących o marzenia w artystycznym świecie. Cudna książka. I świetna okazja, żeby poznać życie i twórczość tego charyzmatycznego malarza Gorąco polecam.












* Współpraca barterowa z Wydawnictwem Agora

Data wydania: 26 października 2022
Wydawnictwo: Agora
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 544
Moja ocena: 5,5/6

14.12.22

"Północ w Everwood" – M. A. Kuzniar (przekład Małgorzata Stefaniuk)

"Północ w Everwood" – M. A. Kuzniar (przekład Małgorzata Stefaniuk)
Uważaj czego sobie życzysz...

Nottingham, 1906 rok. Dwudziestoletnia Marietta Stelle kocha taniec i marzy o karierze baletnicy. Niestety rodzice stworzyli dla swojej córki zupełnie inny plan – Marietta po Bożym Narodzeniu ma porzucić taniec i jak przystało na młodą damę z dobrego domu wyjść za mąż i poświęcić się życiu rodzinnemu. Tym bardziej że na horyzoncie pojawia się idealny kandydat na małżonka – doktor Drosselmeier, bogaty wynalazca i twórca innowacyjnych dziecięcych zabawek. Jego obecność nieoczekiwanie wnosi w życie Marietty odrobinę magii i... grozy. Wkrótce dziewczyna trafia do zupełnie innego, przedziwnego świata, równie pięknego co niebezpiecznego. Jej marzenie o tańcu ma szansę się spełnić. Ale czy magia zimowego Everwood rzeczywiście przyniesie ze sobą tylko szczęście i wolność?


Chatki z piernika z lukrowanymi dachami, marcepanowe mosty, bladoróżowe cukrowe myszki, bułeczki w kształcie bałwanków, miniaturowe renifery ciągnące sanie, pałac z lodu i mrożonego cukru, powietrze przesycone zapachem goździków, czekolady i pomarańczy... Magia, prawdziwa magia. M.A. Kuzniar postanowiła stworzyć własną wersję Hoffmannowskiego "Dziadka do orzechów", historii, która zainspirowała m.in. Piotra Czajkowskiego, autora jednego z najsłynniejszych baletów. "Północ w Everwood" to przepełniona magią opowieść dla dorosłych – urzekająca, baśniowa i doprawiona nutą grozy – w nowej odświeżającej odsłonie. Autorka na kanwie hoffmanowskiej historii wyczarowała (sic!) niezwykłą zimową scenerię, ożywiła postacie i połączyła zręcznie elementy magiczne z bożonarodzeniowymi akcentami i miłością do baletu. 

Warto wspomnieć, że postać Marietty ma subtelny feministyczny wydźwięk – to bohaterka, która wymyka się ze sztywnych ram i wspaniale ewoluuje na kartach książki – dojrzewa i poznaje samą siebie. M.A. Kuzniar zadbała nie tylko o piękne opakowanie – zachwycającą historyczno-magiczną scenerię, trzymającą w napięciu fabułę i liryczną prozę – ale też o mądry przekaz. "Północ w Everwood" to opowieść o sile kobiecej przyjaźni, pierwszej miłości i zderzeniu dobra ze złem. O pasji, marzeniach, determinacji, pokonywaniu słabości, wierze we własne możliwości i odwadze podążania własną ścieżką. O znaczeniu wolności i niezależności.


Inspirująca, tajemnicza, odrobinę mroczna i romantyczna, i bez wątpienia zimowa i magiczna – taka właśnie jest powieść M.A. Kuzniar. Ogromną radość sprawiły mi obecne w książce znane i lubiane elementy hoffmanowskiego "Dziadka do orzechów" w nowej odsłonie. Z przyjemnością chłonęłam atmosferę Everwood (M.A. Kuzniar wspaniale przełamała słodycz odrobiną mroku i niepokoju) i zachwycałam się prozą autorki. Prawdziwy popis literackiej fantazji! Myślę, że otrzymaliśmy książkę, do której wielu z nas będzie chętnie zaglądać w przedświątecznym czasie. 

Więc kubek gorącej czekolady w jedną dłoń, "Północ w Everwood" w drugą – i wybierzcie się w niezwykłą podróż do zimowej krainy. Przemawia do uczuć i wyobraźni – można poczuć magię. Polecam. 












* Współpraca barterowa z Wydawnictwem Albatros

Tytuł oryginalny: Midnight in Everwood
Przekład: Małgorzata Stefaniuk
Wydawnictwo: Albatros
Data wydania: 9 listopada 2022
Oprawa: zintegrowana
Liczba stron: 414
Moja ocena: 5/6

1.12.22

"Dziś zanucę ci kolędę" – Joanna Szarańska

"Dziś zanucę ci kolędę" – Joanna Szarańska
Wyobraźcie sobie grupę kolędników przemierzających zaśnieżone uliczki – za kolorową gwiazdą i z dobrą nowiną w sercach. Pukają do drzwi, przynoszą nadzieję, otuchę i radość. Każdy dom i każda rodzina ma swoją własną historię. Jak brzmi wasza? Którą kolędę chcielibyście usłyszeć?


Zawsze z niecierpliwością czekam na nową książkę Joanny Szarańskiej. I po raz kolejny było warto. "Dziś zanucę ci kolędę" to pięknie napisana powieść – dojrzała, życiowa, a przy tym jednocześnie lekka i refleksyjna. Wiele razy miałam łzy w oczach. Joanna Szarańska jak żadna inna polska autorka literatury obyczajowej potrafi doprowadzić mnie do płaczu najpierw ze śmiechu, a chwilę później z głębokiego wzruszenia. Jest w tej książce coś bardzo ludzkiego – bliskość doświadczeń, uczuć, pragnień. Tych, które często tłumimy, których się obawiamy, które towarzyszą nam w codziennym życiu – dobrych i złych momentach. Joanna Szarańska jest nie tylko wspaniałą obserwatorką codzienności i ludzkich zachowań, ale potrafi też zajrzeć w najgłębsze zakamarki serc.

"Dziś zanucę ci kolędę" ma w sobie ducha świąt – otwiera na drugiego człowieka. Pokazuje, że każdy z nas ma swoją własną historię, czasami bolesną i trudną. Że święta to nie tylko pyszności na wigilijnym stole, pachnąca choinka i prezenty, ale przede wszystkim ludzie. Że niestety czasami najbardziej ranią i zawodzą nas ci, których kochamy. Że zwykła ludzka życzliwość – dobre słowo i ciepły uśmiech – są w stanie przepędzić czarne chmury.


Książka Joanny Szarańskiej dostarczyła mi wielu wzruszeń, otuliła ciepłem i nadzieją. Otrzymaliśmy opowieść o tym, jak kruche jest życie i jak szybko odchodzą bliscy nam ludzie. O samotności, starości, stracie, tęsknocie i codziennym zabieganiu. O tym, jak niosąc radość i pocieszenie innym, sami możemy poczuć szczęście. I o tym, co liczy się najbardziej – miłość, dobro i obecność drugiego człowieka. 

"Dziś zanucę ci kolędę" to wspaniały sposób, żeby opowiedzieć o zwyczaju kolędowania. Bo przecież piękna muzyka płynąca prosto z serca ma wielką moc – ożywia wspomnienia, porusza najczulsze struny i dodaje otuchy... Poczułam magię. Właśnie takie świąteczne historie cenię najbardziej. Gorąco polecam.

PS W książce można znaleźć niespodziankę dla miłośników "Krainy Zeszłorocznych Choinek" :)










* Współpraca barterowa z Wydawnictwem Czwarta Strona.

Data wydania: 26 października 2022
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 360
Moja ocena: 5,5/6

24.11.22

"Oko snajperki" – Kate Quinn (przekład Anna Gralak)

"Oko snajperki" – Kate Quinn (przekład Anna Gralak)
Czy kobieta może być żołnierką i bohaterką wojenną? Co więcej, czy ładna i młoda brunetka o ciemnych oczach i miłym uśmiechu, nieco nieśmiała i introwertyczna może być snajperką – wyszkoloną zabójczynią z bilansem ponad trzystu trafień? Ludmiła Pawliczenko, kiedy w 1942 roku pojawiła się w Waszyngtonie u boku pierwszej damy Eleanor Roosevelt, wzbudziła nie tylko wzmożone zainteresowanie i podziw, ale też zazdrość, podejrzliwość, a nawet kpiny – bo nie pasowała do typowych stereotypów. Kobieta snajper? Zamiast dzikiej i bezwzględnej seryjnej morderczyni lub radzieckiej, propagandowej marionetki Amerykanie zobaczyli wówczas zwykłą-niezykłą kobietę o nieprzeciętnych umiejętnościach, bystrą i z poczuciem humoru – bez wątpienia fascynującą. I taka też jest historia Ludmiły Pawilczenko – radzieckiej bohaterki narodowej i najsłynniejszej snajperki świata.


Kate Quinn, amerykańska autorka bestsellerowych powieści historycznych, to niezmiennie gwarancja porywającej literatury – silnych emocji i niebanalnych tematów. Często na bohaterki swoich książek wybiera kobiety, które w niełatwych czasach dokonywały wielkich czynów, łamiąc stereotypy – opowiada o szpiegach, pilotkach samolotów i łamaczkach kodów, albo, tak jak w przypadku nowej powieści, o snajperce i żołnierce. Kate Quinn potrafi zachwycić realistyczną historyczną prozą oraz przenikliwymi kobiecymi portretami. Tym razem zabiera czytelników w sam środek burzliwych wojennych czasów i na ich tle odmalowuje poruszająca historię Ludmiły Pawilczenko, radzieckiej strzelczyni wyborowej, samotnej matki, studentki Kijowskiego Uniwersytetu Narodowego.

"W zasypanym śniegiem Kijowie Mila Pawliczenko samotnie wychowuje syna. Marzy o pracy w bibliotece i spokojnym życiu. Jej plany przerywa wybuch wojny. Mila zaciąga się do armii. Ze spokojnej dziewczyny przeobraża się w śmiertelnie niebezpieczną łowczynię nazistów. Pierwsze celne strzały, niezliczeni wrogowie, sroga zima i… rosnąca sława. W krótkim czasie staje się bohaterką narodową i najsłynniejszą snajperką świata. Wyrwana z krwawych pól bitewnych frontu wschodniego trafia do Ameryki. Czy odnajdzie się w blasku reflektorów u boku pierwszej damy Eleanor Roosevelt? Nieoczekiwana przyjaźń i jeszcze bardziej nieoczekiwany romans sprawiają, że Mila żyje chwilą. W pobliżu czai się jednak śmiertelne niebezpieczeństwo. Już wkrótce będzie musiała ponownie stoczyć walkę z własnymi demonami w najbardziej niebezpiecznym pojedynku życia" (opis wydawcy)

Kobieta w szeregach armii

"Oko snajperki" to powieść oparta na prawdziwych wydarzeniach. Kate Quinn, korzystając ze źródeł historycznych, stworzyła fabularyzowaną opowieść, w której fakty i elementy biograficzne łączą się z beletrystyczną fikcją. Autorka prowadzi fabułę w dwóch liniach czasowych. Poznajemy Ludmiłę Pawliczenko, młodą matkę, studentkę historii i asystentkę naukową w bibliotece odeskiej tuż przed atakiem III Rzeszy na Związek Radziecki – śledzimy jej losy od momentu wstąpienia do Armii Czerwonej, przez walkę na froncie wschodnim i awans w wojskowej hierarchii aż po dyplomatyczną misję w USA. Kate Quinn umiejętnie przeplata rozdziały dotyczące wojennych losów Ludmiły z fragmentami opisującymi jej wizytę w Stanach Zjednoczonych. Powieść zwraca uwagę ciekawą kobiecą perspektywą – mamy okazję spojrzeć na wojnę oczami kobiety. Ludmiła w szeregach Armii Czerwonej, a zatem w środowisku zdominowanym przez mężczyzn, musiała mierzyć się z wieloma wyzwaniami – nieustannie udowadniać swoją wartość jako żołnierki i strzelczyni. Nieraz bywała lekceważona, podobnie jak jej umiejętności, doświadczenie i dokonania. Pod tym względem "Oko snajperki" to niezwykle inspirująca opowieść o kobiecej sile, wytrwałości, determinacji i niezależności na tle brutalnej wojennej rzeczywistości. Kate Quinn, podobnie jak w przypadku pozostałych powieści, zadbała o historyczne detale. Realistyczne opisy codzienności na froncie silnie działają na wyobraźnię – autorka potrafi ożywić nie tylko postaci i emocje, ale też miejsca i realia ówczesnych czasów. W interesujący sposób zostały w tej powieści przedstawione światopoglądowe różnice między USA i ZSRR. Ponieważ Kate Quinn oddaje głos Ludmile Pawliczenko, "Oko snajperki" przypomina fabularyzowany pamiętnik, który czyta się jednym tchem z niesłabnącym zainteresowaniem.


"Nie spudłować". Tylko tyle czy aż tyle?

W jaki sposób zwykła młoda studentka historii stała się bezwzględną snajperką? I czy jedno musi przeczyć drugiemu? Kate Quinn stworzyła intrygujący kobiecy portret pełen sprzeczności i niuansów. Postać Ludmiły Pawliczenko ma w sobie psychologiczną głębię i niejednokrotnie zaskakuje czytelnika. Poznajemy nie tylko precyzyjną i uważną czerwonoarmistkę z bronią w ręku, która tropi w ciemności swoje ofiary, ale też troskliwą matkę, czułą kochankę, książkowego mola i łagodną, choć bez wątpienia charyzmatyczną i zdeterminowaną kobietę. Kate Quinn doskonale połączyła ze sobą te cechy i stworzyła postać fascynującą i wzbudzającą sympatię. Beletrystyczne ujęcie pozwala zajrzeć nam za kulisy – poznać świat wewnętrzny Ludmiły, jej uczucia, zmagania, pragnienia i motywacje. "Oko snajperki" pokazuje długą drogę, jaką bohaterka książki przebyła od zwykłej dziewczyny do najsłynniejszej snajperki. Niezwykle ciekawe są fragmenty dotyczące snajperskiej działalności – można odnieść wrażenie, że opowiada o tym sama Ludmiła, a nie Kate Quinn. Warstwy sensacyjna i historyczna powieści silnie wiążą się z elementami psychologicznymi, rzucając światło na wątpliwości moralne, skomplikowane emocje oraz wpływ wojny na osobowość człowieka. Wojenny świat Ludmiły pełen śmierci, krwi i brutalności wymagał od niej opanowania, odwagi i poświęcenia. Ale w środku wciąż była tą samą żywiołową dziewczyną, która z ekscytacją opowiadała o swojej naukowej rozprawie i która snuła plany o lepszej przyszłości dla siebie i swojego syna.

"To jest jednak mój sekret, sekret snajperki, i zabiorę go do grobu"

Kate Quinn nie pisze banalnych powieści. Po raz kolejny stworzyła angażującą i trzymającą w napięciu historię, tym razem o odważnej, wymykającej się stereotypom i tajemniczej snajperce. Książka Kate Quinn to ciekawa biografia doprawiona literacką fikcją, dynamiczna fabuła z zagadkową intrygą, polityczne i społeczne akcenty, interesujące i złożone postaci oraz wielka historia i groza wojenna w tle. Otrzymaliśmy opowieść o kobiecej determinacji i wytrwałości, skomplikowanych ludzkich losach, poświęceniu, miłości i konfrontacji ze śmiercią. O traumie, trudnych wyborach, bolesnych pożegnaniach i przesuwaniu emocjonalnych granic. O walce nie tylko z wrogiem, ale też z przeznaczeniem i o własną niezależność. Niejednoznaczna powieść o niejednoznacznej postaci – warto przeczytać. Polecam.














* Współpraca barterowa z Wydawnictwem Mando.

Tytuł oryginalny: The Diamond Eye
Przekład: Anna Gralak
Wydawnictwo: Mando
Data wydania: 9 listopada 2022
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 480
Moja ocena: 5/6

17.11.22

"Kraina marzeń" – Nicholas Sparks (przekład Magdalena Słysz)

"Kraina marzeń" – Nicholas Sparks (przekład Magdalena Słysz)

Marzenia. Małe i duże, zwykłe i niezwykłe. Każdy z nas o czymś marzy. Każdy z nas czegoś pragnie. Niektóre marzenia wydają się bliskie – tuż na wyciągnięcie ręki. Inne wręcz przeciwnie – majaczą daleko na horyzoncie i mamy wrażenie, że nigdy się nie spełnią. Ale czym byłoby nasze życie bez marzeń? Czy zawsze warto o nie walczyć? I jak wiele można dla nich poświęcić?

Colby Mills, wkraczając w dorosłość, zrezygnował ze swoich marzeń. Ważniejsze okazały się troska o najbliższych i poczucie odpowiedzialności – za rodzinę i rodzinny biznes. Wydaje się, że mężczyzna pogodził się z losem i polubił życie, które dla siebie wybrał. Kiedy jednak podczas urlopu na Florydzie spotyka Morgana Lee, utalentowaną absolwentkę studiów wokalnych i aspirującą artystkę, w jego sercu budzą się dawno uśpione pragnienia...

Tymczasem setki kilometrów dalej Beverly, matka siedmioletniego chłopca, ucieka przed przemocowym mężem i robi wszystko, by zapewnić bezpieczeństwo synowi.

"Przypomniałem sobie, co Paige powiedziała kiedyś o miłości i cierpieniu – że to dwie strony tej samej monety"

"Kraina marzeń", nowa powieść Nicholasa Sparksa, to słodko-gorzka mieszanka romansu i rodzinnego dramatu. Autor łączy ze sobą opowieść o burzliwych losach matki siedmioletniego chłopca oraz poruszającą historię mężczyzny i kobiety, których ścieżki niespodziewanie krzyżują się za sprawą przeznaczenia, marzeń i wspólnej muzycznej pasji. I co ważne, Sparks łączy te dwie linie fabularne w sposób przewrotny, zaskakujący i dla wielu czytelników zupełnie niespodziewany. I niech was nie zmyli cukierkowa, różowa okładka. W "Krainie marzeń" nie brakuje autentycznych i często bolesnych momentów – w powieści przeplatają się ze sobą łzy szczęścia i rozpaczy, ludzkie dramaty i wątpliwości, okruchy nadziei i łamiące serce rozczarowania. Historia Beverly to prawdziwy rollercoaster emocji – wzbudza dreszcz niepokoju i trzyma w napięciu. Powiedziałabym nawet, że ma w sobie echa bestsellerowej "Bezpiecznej przystani" (ang. "Safe heaven"), choć Sparks postanowił tym razem podążyć w zupełnie innym kierunku (cóż za plot twist!). Z kolei opowieść o Colbym i Morgan dostarcza czytelnikowi romantycznych uniesień w rytm gitarowego brzmienia i nastrojowego wokalu. Autor z charakterystyczną dla siebie wrażliwością porusza trudne i bolesne tematy związane m.in. z chorobą, śmiercią i domową przemocą. Bo "Kraina marzeń" to nie tylko powieść o miłości i marzeniach, ale też o straconych szansach, walce z własnymi demonami i rozdarciu między poczuciem odpowiedzialności a pragnieniem podążania za głosem serca. O tym, jak wiele jesteśmy w stanie zaryzykować i poświęcić oraz jak trudne bywa odcięcie się od przeszłości.

"Kraina marzeń" nie wzruszyła mnie do łez, ale bez wątpienia poruszyła i skłoniła do refleksji. Nową powieść Sparksa przeczytałam jednym tchem (szczególnie rozdziały dotyczące losów Beverly). Pokochałam towarzyszący lekturze dreszczyk emocji, pomysł na fabułę i genialny plot twist, który niemal wywraca opowieść do góry nogami. Warto przeczytać.









* Współpraca barterowa z Wydawnictwem Albatros


Tytuł oryginalny: Dreamland
Przekład: Magdalena Słysz
Wydawnictwo: Albatros
Data wydania: 26 października 2022
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 416
Moja ocena: 5/6

14.11.22

"Kozioł ofiarny" – Daphne du Maurier (przekład Magdalena Słysz)

"Kozioł ofiarny" – Daphne du Maurier (przekład Magdalena Słysz)

Czy kiedykolwiek miałeś dość swojego życia? Czy kiedykolwiek pragnąłeś od niego uciec albo zamienić się z kimś miejscami – wejść w czyjeś buty i pożyć choć przez chwilę cudzym życiem?

John i Jean spotykają się przypadkowo w dworcowej kawiarni na francuskiej prowincji. Pierwszy z nich jest angielskim profesorem i kawalerem pogrążonym w smutku – dręczy go poczucie życiowej porażki, pustki i braku sensu. Drugi z kolei jest francuskim hrabią, głową rodziny oraz właścicielem dużej posiadłości i upadającego biznesu. Jean w przeciwieństwie do Johna marzy o chwili wytchnienia, beztroski i samotności. Zewnętrzne podobieństwo obu mężczyzn jest zaskakujące – wyglądają jak sobowtóry. Krótka rozmowa doprawiona alkoholem staje się początkiem niebezpiecznej gry. Jean znika, a John przyjmuje jego tożsamość...

"Nie codziennie człowiek spotyka samego siebie"

Daphne du Maurier potrafiła tworzyć w książkach wyjątkowy klimat – duszny, niepokojący i niejednoznaczny. I to jest właśnie ten aspekt jej twórczości, który lubię i cenię najbardziej. "Kozioł ofiarny" nie różni się pod tym względem od pozostałych powieści autorki, choć z pewnością znacznie więcej jest w nim tajemnicy i napięcia niż grozy i gotyckiego dreszczyku. Daphne du Maurier umiejętnie bawi się konwencją zamiany tożsamości – z charakterystyczną przenikliwością eksploruje kwestie podwójnego "ja", moralności, nieprzewidywalności i ciemnej strony ludzkiej osobowości, złożoności międzyludzkich relacji oraz odpowiedzialności za podejmowane wybory. "Kozioł ofiarny" zwraca uwagę nie tylko interesującą scenerią – mroczną i niepokojącą – ale też psychologiczną głębią, ukrytą symboliką i piękną prozą. Nie ulega wątpliwości, że Daphne du Maurier była wspaniałą obserwatorką ludzkich zachowań i potrafiła wykorzystać tę umiejętność w swojej twórczości. W książce przeplatają się ze sobą chciwość, wewnętrzne dylematy, żądze i pragnienia, zgubne emocje, strata, przemiana oraz prawda i kłamstwo. Całość przypomina przewrotną i niebezpieczną grę pozorów, w której stawką jest nie tylko nowa tożsamość, ale też ludzkie życie. Wrażenie niepewności i niepokoju przenosi się na czytelnika – czuć, że coś złego czai się w mroku. "Kozioł ofiarny" uświadamia, jak łatwo możemy stracić kontrolę nad własnym życiem. Że to co najbardziej przerażające może kryć się w naszych własnych sercach i umysłach. I że ludzki los bywa przewrotny – nie gwarantuje nam wcale szczęśliwego zakończenia.

Mroczna, niepokojąca powieść z suspensem, przenikliwym studium postaci, doprawiona nutą surrealizmu i tajemnicy. Must read dla fanów twórczości Daphne du Maurier (i nie tylko).










* Współpraca barterowa z Wydawnictwem Albatros.

Tytuł oryginalny: The scapegoat
Przekład: Magdalena Słysz
Wydawnictwo: Albatros
Seria: butikowa
Data wydania: 12 października 2022
Oprawa: twarda z obwolutą
Liczba stron: 414
Moja ocena: 5/6

7.11.22

"Listy Noel" – Richard Paul Evans (przekład Hanna de Broekere) /Recenzja ambasadorska/

"Listy Noel" – Richard Paul Evans (przekład Hanna de Broekere) /Recenzja ambasadorska/
Jak wielką moc ma przebaczenie? Czy prawda wyzwala? I czy może być za późno – na pojednanie, miłość i nowy początek?

Kiedy Noel, redaktorka nowojorskiego wydawnictwa, dowiaduje się, że jej ojciec jest poważnie chory, postanawia wrócić do rodzinnego miasta. Niestety przyjeżdża zbyt późno. Wkrótce okazuje się, że straciła nie tylko ojca, ale też pracę – jej ostrożnie poskładany po rozwodzie świat znów rozstrzaskuje się na milion kawałków. Kobieta musi zmierzyć się z bolesną przeszłością i wspomnieniami o zmarłym ojcu, z którym przestała utrzymywać relacje wiele lat temu. Z założenia krótka wizyta w rodzinnych stronach przeradza się w zupełnie nowe życie. A to nie koniec niespodzianek. Noel zaczyna otrzymywać tajemnicze listy. Kto jest ich autorem? Czy Noel odkryje prawdę i odnajdzie szczęście?


Richard Paul Evans po raz kolejny podarował czytelnikom poruszającą, refleksyjną i otulającą historię w zimowo-świątecznym klimacie. Powiedziałabym nawet, że "Listy Noel" mają w sobie echa dickensonowskiej "Opowieści wigilijnej", bo okres bożonarodzeniowy staje się dla głównej bohaterki momentem przełomowym – przebudzeniem i nowym początkiem. Noel musi przebyć długą i bolesną drogę – do prawdy, przebaczenia, wewnętrznego spokoju i szczęścia. W książce Evansa dużo jest smutku i łez, ale jeszcze więcej miłości, ciepła i nadziei. Historia Noel to cenna lekcja życia, która porusza najdelikatniejsze struny serca i skłania do refleksji. Za każdym razem zachwyca mnie z jak wielką czułością, wrażliwością i życiową mądrością Richard Paul Evans pisze o uczuciach, zmaganiach i skomplikowanych ludzkich losach. Magia "Listów Noel" nie tkwi jedynie w bożonarodzeniowej oprawie, ale przede wszystkim w pięknym przesłaniu, które tak wspaniale wpisuje się w ideę świąt. To opowieść o konfrontacji z przeszłością i poczuciem winy, o kruchości życia i bolesnej stracie, długiej drodze do prawdy, która wyzwala oraz o przebaczeniu innym i samemu sobie. O miłości silniejszej niż śmierć oraz nadziei na lepszy czas. "Listy Noel" pokazują, że to, co z pozoru wydaje się końcem, w rzeczywistości może być nowym początkiem. Że każdy z nas zasługuje na miłość. I że nigdy nie jest za późno, nawet jeśli wydaje nam się inaczej. Na tle burzliwej i niełatwej podróży w głąb samego siebie oraz osobistego przebudzenia, Evans wyeksponował to, co najważniejsze (nie tylko w okresie świątecznym) – dobro, miłość, bezinteresowna pomoc, życzliwość i przebaczenie.


"Listy Noel" to powieść charakterystyczna dla twórczości Evansa – słodko-gorzka, z pozoru prosta i lekka, ale głęboko ludzka i refleksyjna. I może też dla wielu czytelników przewidywalna i spokojna fabularnie – ale m.in. te elementy sprawiają, że powieści autora są tak ciepłe i otulające. Bardzo to lubię – idealny świąteczny comfort reading. W powieści znajdziemy też wiele akcentów, które ucieszą miłośników książek – wystarczy wspomnieć o urokliwej księgarni ojca Noel :) 

Wzruszyłam się. Poczułam w sercu ciepło. Książka do przytulenia – w okresie świątecznym i nie tylko. Gorąco polecam.










* Współpraca ambasadorska z Wydawnictwem Znak.


Tytuł oryginalny: The Noel Letters
Przekład: Hanna de Broekere
Wydawnictwo: Znak
Cykl: Seria z Noel (część czwarta)
Data wydania: 9 listopada 2022
Oprawa: miękka
Liczba stron: 352


5.11.22

"Krótko i szczęśliwie. Historie późnych miłości" – Agata Romaniuk

"Krótko i szczęśliwie. Historie późnych miłości" – Agata Romaniuk
Miłość. O miłości powiedziano już wiele. O miłości napisano, a nawet wyśpiewano już wiele. Odmieniamy ją przez wszystkie przypadki. Bywa słodka, zwariowana, gwałtowna i sentymentalna, albo wręcz przeciwnie – cierpliwa, stateczna i głęboka. Zdarza się, że przychodzi niespodziewanie i nie pyta o pozwolenie. Na krótko, na długo – czasami na zawsze. Raz szczęśliwa i spełniona, innym razem bolesna i tragiczna. Potrafi złamać serce albo uskrzydlić – sprawić, że wszystko nabiera sensu. Właśnie ona. Najważniejsza. Miłość.



Agata Romaniuk, pisarka i reporterka, potrafi pisać o miłość. Bez względu na to, czy zagląda do uczuciowego świata kobiet i mężczyzn z dalekiego Omanu ("Z miłości? To współczuję"), czy kreśli przejmujący portret utalentowanej skrzypaczki kochającej muzykę ("Proste równoległe"), jest w stanie uchwycić subtelne tony oraz stworzyć przenikliwą opowieść – autentyczną, ludzką, poruszającą i umysł, i serce. "Krótko i szczęśliwie" to również książka o miłości, ale niebanalna, bo jej motywem przewodnim jest miłość dojrzała – taka, która przychodzi późno, jesienią życia, czasami nawet na ostatniej prostej. Na reportaż Agaty Romaniuk składa się jedenaście zwykłych-niezwykłych historii ludzi, którzy kochali krótko i szczęśliwie. Do których miłość przyszła po wielu długich latach, gdy już zupełnie się jej nie spodziewali. Którzy znaleźli w sobie odwagę, by powiedzieć miłości "tak" – mimo wątpliwości, przeszkód, ludzkiej ciekawości i niechęci. Bo we współczesnym świecie, w którym tony nadaje kultura instant oraz kult młodości i piękności, niełatwo czasem podążać za głosem serca. Publikacja Agaty Romaniuk przybliża czytelnikom świat uczuciowy osób starszych – miłość, seksualność, potrzebę bliskości i czułości – a zatem coś, o czym zwykle nie mówi się otwarcie. Dlaczego? Bo nie wypada? Bo wstyd? Bo kochać i trzymać się za ręce mogą tylko młodzi? Bo namiętność, pożądanie i seks mają limit wieku? "Krótko i szczęśliwie" łamie schematy i przypomina, że każdy zasługuje na miłość niezależnie od wieku. To reportaż, który wychodzi poza tradycyjne ramy, bo nie eksploruje tematu wyświechtanej pierwszej miłości, lecz zagłębia się w kwestie miłości ostatniej. I owa finalność, również w kontekście ziemskiej wędrówki, wybrzmiewa w historiach bohaterów mocno – w towarzystwie przemijania i kruchości życia. 

"Krótko i szczęśliwie" to m.in. historia utalentowanej pianistki, która zagubiła się w labiryncie własnego umysłu. Historia Tadeusza, który przestał mówić po śmierci żony. Historia miłosnego trójkąta – Lusi, Mańka i Ryśka – i ich "poliamorii". Historia kobiety i mężczyzny, których połączyło ogłoszenie w gazecie z działu "Randki dla miłośników książek". Historia Wiesławy, która "wybrała ciało Zdzisława zamiast ciała Chrystusa". Bohaterowie reportażu Agaty Romaniuk kochają romantycznie i dojrzale. W ich słodko-gorzkich opowieściach szczęście, ekscytacja, radość z obecności ukochanego człowieka, troska, potrzeba czułości i bliskości oraz namiętność i pożądanie splatają się ciasno z prawdziwym życiem – codziennością, chorobą, samotnością, żałobą, lękiem i śmiercią. Kochają. Czasami długo, czasami krótko – ale szczęśliwie.


Reportaż Agaty Romaniuk, choć na pierwszy rzut oka niepozorny, ma ogromną moc – trafia prosto do serca i skłania do refleksji. Autorka zdołała uniknąć sentymentalnych tonów – publikacja jest autentyczna, intymna i tak bardzo ludzka. Wzbudziła we mnie wiele przeróżnych uczuć, od uśmiechu aż po smutek. Dostarczyła też wielu wzruszeń i otuliła nadzieją. Bo "Krótko i szczęśliwie" przypomina, jak kruche i ulotne jest życie. Że ludzie, których kochamy odchodzą, a wraz z nimi odchodzi cząstka nas samych. Że nie wolno tracić nadziei – bo miłość może odnaleźć nas w najmniej oczekiwanym momencie, nawet w ostatnich latach życia. Że miłość nie ma limitu wieku i że wspólne "krótko" może być bardzo szczęśliwe. I że nigdy nie jest za późno.

Wspaniale napisany, wartościowy i dojrzały reportaż przemawiający do czytelnika na wielu różnych poziomach. Mogłabym czytać i czytać. Gorąco polecam.









* Współpraca barterowa z Wydawnictwem Poznańskie.


Data wydania: 12 października 2022
Wydawnictwo: Poznańskie
Seria: Reporterska
Oprawa: zintegrowana
Liczba stron: 200
Moja ocena: 5,5/6

20.10.22

"Bogowie tanga" – Carolina de Robertis (przekład Anna Dobrzańska)

"Bogowie tanga" – Carolina de Robertis (przekład Anna Dobrzańska)

"Dźwięki ją zniewalały. Przenikały do kości i sprawiały, że krew krążyła szybciej w żyłach. Nie znała się; nagle przyszło jej do głowy, że nie wie nic, kompletnie nic o świecie. Że nie może nic wiedzieć, skoro nie miała pojęcia, że istnieją takie uczucia, takie dźwięki, taka bezsenność, melodia bogata niczym noc"

Leda pragnęła uciec przed bolesną przeszłością. Argentyna miała być jej ziemią obiecaną – nowym rozdziałem oraz niepowtarzalną szansą na szczęście i lepsze życie. Kiedy jednak po latach oczekiwania i długiej podróży dociera w końcu do zatłoczonego i gorącego Buenos Aires, jej marzenia w jednej chwili roztrzaskują się na milion kawałków. Leda dowiaduje się, że została wdową – bez środków do życia, w obcym mieście i wśród obcych ludzi.  Ratunkiem i drogą do wolności w męskim, brutalnym świecie staje się dla niej miłość do muzyki i stare skrzypce, które przepłynęły z nią Atlantyk. Leda obcina włosy i bandażuje piersi – przemienia się w młodego mężczyznę i dołącza do grupy artystów grających tango. W ten sposób otwiera się przed nią nowy, zakazny świat, równie kuszący co niebezpieczny...

Cóż za barwna, tętniąca życiem i zmysłowa powieść! Książka de Robertis iskrzy – żarem uczuć, dzikością, seksualnością, melodią tanga, namiętności, wolności i buntu. Opowieść o kobiecie, która łamie tabu i podąża za pragnieniami splata się ciasno z realiami życia w Argentynie pierwszych dekad XX wieku. De Robertis ożywia imigranckie slumsy, ciemne zaułki, zatęchłe czynszówki, pełne rozpusty burdele i owiane złą sławą kabarety – świat, który wodzi na pokuszenie, który potrafi uszczęśliwić lub zniszczyć. W powieści zacierają się granice, wszystko jest bardziej intensywne i mocniej działające na wyobraźnię.

Carolina De Robertis podarowała nam opowieść o kobiecej sile i determinacji, o szukaniu swojego miejsca i odkrywaniu siebie – swojej tożsamości i seksualności. O silnym pragnieniu wolności, podążaniu za głosem serca, wielkiej pasji i odwadze – by iść własną drogą na własnych zasadach, nawet za cenę społecznego odrzucenia. "Bogowie tanga" pokazują, że wolność mamy w sobie. Że warto wziąć los w swoje ręce i podążyć za marzeniami.

Liryczna, urzekająca i hipnotyzująca. Niesie czytelnika dźwiękami muzyki i miasta. To piękny pean na cześć kobiecej siły, miłości i argentyńskiego tanga.








* Współpraca barterowa z Wydawnictwem Albatros.


Tytuł oryginalny: The Gods of Tango
Przekład: Anna Dobrzańska
Wydawnictwo: Albatros
Seria: Piąta Strona Świata
Data wydania: 28 września 2022 (wydanie II)
Oprawa: twarda
Liczba stron: 416
Moja ocena: 5/6

19.10.22

"Bieszczadzka kolęda" – Aleksandra Rak /patronat medialny/

"Bieszczadzka kolęda" – Aleksandra Rak /patronat medialny/
Boże Narodzenie. Czas rodzinnych spotkań, bliskości, wzruszeń i radości. To widok migoczących lampek i choinkowego drzewka, zapach pomarańczy i igliwia, smak czerwonego barszczu i pierogów oraz dźwięk kolęd i śmiechu przy rodzinnym stole. To moment zatrzymania w codziennej gonitwie, chwile spokoju i wyciszenia... Brzmi wspaniale, prawda? I właśnie tak miały wyglądać święta Patrycji, Martyny i Klaudii w bieszczadzkim pensjonacie. Ale życie jak to życie – napisało dla nich zupełnie inny scenariusz...


"Los uwielbiał płatać jej figle. Raz po raz przypominał o sobie, o tym, że jest nieprzewidywalny i że nawet najbardziej dopracowany plan może ulec gwałtownej zmianie"

"Bieszczadzka kolęda" to wspaniały prezent od Aleksandry Rak dla miłośników obyczajowej serii "Pensjonat na wzgórzu" – ponowne, czwarte już, spotkanie z Patrycją, Martyną i Klaudią, tym razem w zimowo-świątecznej odsłonie. Przyznam, że bardzo ucieszyła mnie wiadomość o kontynuacji losów sióstr. Z każdą kolejną powieścią bohaterki stają się czytelnikowi bliższe, a ich historia angażuje emocjonalnie coraz bardziej. Trzecia część kończy się niezwykle trudnym i wzruszającym momentem. Aż chce się wtedy zapytać: co dalej...? I właśnie "Bieszczadzka kolęda" dostarcza odpowiedzi. Aleksandra Rak ponownie zabiera nas w urokliwe Bieszczady i snuje opowieść – o skomplikowanych siostrzanych i damsko-męskich relacjach, sile miłości i wsparcia oraz próbie pogodzenia się ze stratą. O małych i dużych bożonarodzeniowych cudach, podążaniu za głosem serca i nadziei na lepszy czas.

Patrycja zarządza przyszpitalnym hotelem, gdzie zajmuje się rodzinami chorych. Poznaje tam Erika – Szweda, którego brat właśnie przeszedł operację po wypadku w górach. Mężczyzna z dnia na dzień coraz bardziej intryguje Patrycję.

Martyna kontynuuje karierę architektki wnętrz, próbując dzielić czas między rodzicielstwo a związek z Bartoszem.

Klaudia prowadzi rodzinny pensjonat. Siostry, zajęte własnym życiem nie dostrzegają, że dzieje się z nią coś złego…

Patrycja, Martyna i Klaudia planują wigilię w pensjonacie na wzgórzu. Czy uda im się spędzić rodzinne święta w gronie najbliższych? Czy ich odbudowana po latach siostrzana więź okaże się wystarczająco silna w obliczu kolejnych trudności?


"Bieszczadzka kolęda" to książka silnie osadzona w realiach codziennego życia, co bez wątpienia stanowi jej ogromną zaletę. Nie otula na siłę bożonarodzeniowym lukrem – wręcz przeciwnie, pokazuje, że świąteczny czas bywa trudny, skomplikowany i często daleki od naszych idealnych, wymarzonych wizji. I co ważne, nie oznacza to wcale, że jest gorszy. Po prostu jak w życiu – nie wszystko zawsze idzie zgodnie z planem. "Bieszczadzka kolęda" pełna jest wzlotów i upadków, łez szczęścia i rozpaczy, śmiechu, momentów smutku i radości. Podobnie jak w przypadku pozostałych części serii pierwsze skrzypce odgrywają w niej emocje, uczucia i międzyludzkie relacje. Między Patrycją, Martyną i Klaudią dzieje się wiele, co w połączeniu z życiowymi perturbacjami oraz napiętą świąteczną atmosferą daje prawdziwą wybuchową mieszankę. Aleksandra Rak z wrażliwością porusza kwestie żałoby, macierzyństwa, choroby, samotności oraz depresji. Jednak mimo niełatwej tematyki, historia sióstr nie przytłacza smutkiem – jest dynamiczna, doprawiona szczyptą humoru i ciepłej ironii oraz dużą dawką zrozumienia – dla naszych ludzkich wad, słabości, potknięć i błądzenia. I ma w sobie nadzieję – pokazuje, że jesteśmy w stanie iść naprzód, mimo przeciwności. Każda z bohaterek książki musi zmierzyć się z własnymi uczuciami, lękami, niespodziankami losu, bolesną przeszłością i niepewną przyszłością. Aleksandra Rak stworzyła autentyczne i barwne portrety – kobiet takich jak my, szukających miłości i szczęścia.

"Być razem, bez tych wszystkich problemów, smutków i wyrzutów. Choć przez chwilę... z tymi, których kochamy"

Lubię serię Aleksandry Rak za realizm, autentyczne emocje i za historię niełatwych siostrzanych relacji we wszystkich życiowych odcieniach. "Bieszczadzka kolęda" nie różni się pod tym względem od pozostałych części cyklu. Znajdziemy w niej dużo emocji, bliskie sercu tematy, dynamiczną fabułę, słodko-gorzki klimat i zimowo-świąteczne akcenty. To pięknie napisana opowieść o drugich szansach, uzdrawiającej sile miłości, znaczeniu rodzinnego wsparcia i nowych początkach. Powieść wywołuje uśmiech, wzrusza i skłania do refleksji. I wspaniale przypomina, że Boże Narodzenie to nie tylko choinka, wigilijny stół i prezenty, lecz przede wszystkim obecność tych, których kochamy. I że dobrze jest mieć wokół siebie bliskich – rodzinę i przyjaciół, zarówno w smutnych jak i radosnych chwilach.

Kolejne udane spotkanie z bohaterkami "Pensjonatu na wzgórzu". Wybierzcie się w zimowe Bieszczady wspólnie z Aleksandrą Rak i poznajcie dalsze losy Patrycji, Martyny i Klaudii. Warto, serdecznie polecam.











Za możliwość objęcia książki patronatem medialnym dziękuję Wydawnictwu Dragon.


Data wydania: 12 października 2022
Wydawnictwo: Dragon
Seria: Pensjonat na wzgórzu (część czwarta)
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 320



15.10.22

"Coraz mniej światła" – Nino Haratischwili (przekład Irena Dębek)

"Coraz mniej światła" – Nino Haratischwili (przekład Irena Dębek)

Urodzona w 1983 roku w Tblisi i mieszkająca od ponad 20 lat w Niemczech Nino Haratischwili, gruzińska reżyserka teatralna, powieścio- i dramatopisarka, autorka bestsellerowej sagi "Ósme życie (dla Brilki)" powraca z nową książką – przejmującą opowieścią o bezwarunkowej przyjaźni silniejszej niż śmierć, dojrzewaniu na tle burzliwej historii Gruzji oraz pokoleniu, któremu podcięto skrzydła tuż u progu dorosłego życia. W "Coraz mniej światła" bezwzględny mrok, chaos i horror postsowieckich czasów splatają się z indywidualnymi losami czterech młodych dziewczyn. To, co wówczas przeżywają i doświadczają, zmienia je i kształtuje. Odtąd przeszłość już zawsze będzie obecna w ich życiu – w postaci słodko-gorzkich wspomnień, niezabliźnionych ran w sercu, nieukojonych tęsknot, powracających wyrzutów sumienia. I w czarno-białych fotografiach – kadrach, w których zatrzymał się czas.

"Stoję jak zahipnotyzowana, nie jestem w stanie ruszyć się z miejsca, a obrazy zaczynają zalewać mi głowę, nie mam wyjścia, muszę poddać się ich nurtowi, nie ma sensu walczyć z czymś, co jest jak żywioł"

Konfrontacja z przeszłością

Bruksela, 2019. Trzy kobiety spotykają się po wielu latach w Centrum Sztuk Pięknych na wystawie fotograficznej ku pamięci słynnej autorki zdjęć – ich zmarłej przyjaciółki. Retrospektywa staje się nie tylko okazją do niezwykłej podróży w przeszłość, ale też do bolesnej konfrontacji ze wspomnieniami, tłumionym latami żalem oraz z przebaczeniem, które tak długo wydawało się niemożliwe. Czarno-białe fotografie ożywiają sceny z dawnego życia oraz uczucia, często te najbardziej intymne i łamiące serce. Bohaterki książki cofają się do lat młodości – wielkich nadziei, pierwszych miłości i rozczarowań, złamanych obietnic, druzgocących strat i roztrzaskanych marzeń. Do Gruzji stojącej u progu burzliwych przemian – chaosu, przemocy i mroku, które wkradły się nie tylko do codziennego życia, ale też do ludzkich snów i serc.

"Coraz mniej światła" to książka monumentalna i napisana z rozmachem – łączy w sobie indywidualne losy i wielką historię. Nino Haratischwili meandruje między współczesną Brukselą, a retrospekcjami – opowieścią, dla której tłem uczyniła swoją ojczyznę – Gruzję lat 80. i 90. ubiegłego stulecia. Z książki wyłania się obraz kraju silnie doświadczonego i podzielonego, uwikłanego w konflikty i staczającego się w chaos, przemoc i walkę o władzę. To Gruzja, która po rozpadzie Związku Radzieckiego zamiast czuć radości z wyzwolenia musi mierzyć się z wojną domową, zamieszkami, aresztowaniami, racjami żywnościowymi i kolejkami po chleb, awariami prądu, korupcją i niepewnością jutra. Nino Haratischwili ukazuje ówczesne realia – rozpad ZSRR i transformację ustrojową ze wschodniej perspektywy. Dzięki autorce czytelnik zanurza się głęboko w gruzińską historię, i co ważne, robi to w sposób naturalny i niewymuszony, płynąc z nurtem fabuły. Bo Gruzja w powieści Haratischwili nie stanowi jedynie tła – staje się niemal jednym z bohaterów. Wciąż przed oczami mam sugestywne opisy Tblisi – mikroświata czterech dorastających dziewczyn. Ich codzienne życie toczy się między drewnianymi balkonami, małym podwórkiem i w czterech ścianach ciasnych mieszkań, na zatłoczonych ulicach i w uczelnianych murach. "Coraz mniej światła" ma w sobie powiew wschodu, postsowiecką spuściznę i gruzińskość, która przenika fabułę. Haratischwili wie, jak ożywić minioną epokę i ducha czasu oraz jak splatać ze sobą ludzkie losy.

Przyjaźń w czasach niepokoju

W zmieniającym się, ogarniętym chaosem, ale też tętniącym życiem Tbilisi dorastają cztery przyjaciółki: spragniona wolności i pełna życia Dina, rozsądna i pragmatyczna Ira, romantyczna Nene, siostrzenica najpotężniejszego przestępcy w Tbilisi, oraz wrażliwa, wychowująca się bez matki Keto. Różni je wiele, ale łączy jeszcze więcej – pragnienie miłości i akceptacji oraz marzenia o lepszym życiu. I przyjaźń, która utrzymuje je na powierzchni i staje się źródłem nadziei w niespokojnych czasach. Nino Haratischwili kreśli głębokie i przejmujące portrety bohaterów, pierwszo- i drugoplanowych. Otacza ich złożoną i skomplikowaną siecią powiązań – rodziny, przyjaciół i wrogów. Towarzyszymy im od późnego beztroskiego dzieciństwa, przez burzliwe dojrzewanie, aż po bolesną dorosłość – w spirali miłości, szczęścia, rozpaczy i cierpienia. Na oczach czytelnika zmienia się Gruzja i zmieniają się Dina, Nene, Ira i Keto. To właśnie oczami tej ostatniej poznajemy wydarzenia i historię ich przyjaźni. Każda z dziewcząt na swój własny sposób próbuje przetrwać i poradzić sobie z grozą codzienności, skomplikowanymi relacjami i losem, który nie jest dla nich łaskawy. "Coraz mniej światła" to opowieść o przyjaźni, miłości, nadziei i śmierci. O walce z przeznaczeniem, młodzieńczym buncie, który przeradza się w okrutną przemoc, przymusowych małżeństwach, wątpliwościach moralnych oraz destrukcyjnym wpływie patriarchatu na miłość, związki i rodzinę. Wiele jest w niej pięknych i tragicznych momentów. Nie sposób nie zachwycić się intensywnością emocji, realizmem, mieszanką mroku i światła – światła, którego choć coraz mniej, nigdy całkowicie nie brakuje.


"Cały ten czas to jedno wielkie stanie w kolejce: po lepszą siebie, po lepszy świat i lepszego Lewana, ale zdaje się, że nigdy nie dotarłam do celu. Dlatego tamtej nocy po raz pierwszy zaczęłam się zastanawiać, czy nie nadszedł już czas, żeby wyjść z tego ogonka"

Nino Haratischwili utkała z detali epicką powieść, krok po kroku rozwijając historię i nadając jej głębi. "Coraz mniej światła" niepostrzeżenie wciąga i staje się bliska. Zwraca uwagę panoramicznym, ale jednocześnie intymnym spojrzeniem, interesującym historycznym tłem, wielowątkową fabułą oraz przejmującym obrazem pokolenia młodych Gruzinów wkraczających w dorosłość w okresie dramatycznych przemian. Nino Haratischwili stworzyła opowieść o miłości aż do bólu, przyjaźni silniejszej niż śmierć, straconych szansach i wielkich nadziejach. O trudnych wyborach i dramatycznych wydarzeniach, które na zawsze odmieniają życie. "Coraz mniej światła" to również wyjątkowy hołd złożony Gruzji, miastu Tbilisi i jego mieszkańcom.

Pięknie napisana powieść, autentyczna, hipnotyzująca i zostawiająca w sercu ślad. Historia, która wzrusza, ogrzewa, porusza do głębi. Taka, którą się żyje i o której myśli się jeszcze długo po przeczytaniu ostatniej strony. Niezapomniana. Nino Haratischwili ma talent – "Coraz mniej światła" to literacka perła. Czytajcie, warto.









* Współpraca barterowa z Wydawnictwem Otwarte.

Tytuł oryginalny: Das mangelnde Licht
Przekład: Irena Dębek
Wydawnictwo: Otwarte
Data wydania: 12 października 2022
Oprawa: twarda
Liczba stron: 768
Moja ocena: 6/6

13.10.22

"Porzucona córka" – Donatella Di Pietrantonio (przekład Lucyna Rodziewicz-Doktór)

"Porzucona córka" – Donatella Di Pietrantonio (przekład Lucyna Rodziewicz-Doktór)
Niektóre historie, na pierwszy rzut oka niepozorne, zwodniczo proste i oszczędne w emocje i słowa, potrafią poruszyć do głębi – uderzyć we właściwe prozatorskie tony. I jedną z nich jest właśnie "Porzucona córka" – introspektywna podróż przez zakamarki dzieciństwa opowiedziana przez dorosłą kobietę głosem trzynastoletniej dziewczynki. W swojej bestsellerowej powieści Donatella Di Pietrantonio, włoska pisarka, eksploruje kwestie fizycznego i emocjonalnego porzucenia, trudnych rodzinnych relacji, macierzyństwa i społecznych nierówności. 


"Gdy miałam trzynaście lat, nie pamiętałam już swojej biologicznej matki. Z trudem wspinałam się po schodach z pękatą walizą i torbą mieszczącą wszystkie buty, jakie posiadałam. Na podeście przywitała mnie woń smażonych potraw i unoszące się w powietrzu oczekiwanie"

Dwukrotnie odrzucona sierota dwóch żyjących matek

Donatella Di Pietrantonio opowiada historię dziewczynki, która niespodziewanie, nagle i bez żadnego wyjaśnienia zostaje po trzynastu latach podrzucona pod drzwi i zwrócona biologicznej rodzinie. Dla bohaterki to moment przełomowy – w zaledwie kilka chwil cały jej dotychczasowy znany i bezpieczny świat rozpada się na kawałki i staje odległym wspomnieniem. Zamiast wygodnego domu nad morzem – ciemne i ciasne mieszkanie na prowincji. Zamiast miejskiego życia i szczęśliwego dzieciństwa jedynaczki – bieda i hałaśliwe rodzeństwo. Czy można mieć dwie matki? Dlaczego dorosłe kobiety przekazują sobie dziecko z rąk do rąk niczym przedmiot? I czy więzy krwi wystarczą, by zbudować rodzinne relacje? Arminuta (z włoskiego "ta, która wróciła"), jak nazwali ją szkolni rówieśnicy, z trudem przyzwyczaja się do nowej rzeczywistości i nie rozumie, z jakiego powodu została odesłana. Porzucenie jest dla niej jak jątrząca się rana w sercu – boli, uwiera i daje o sobie znać w najmniej oczekiwanych momentach. Trzynastolatka nie wie, kim jest i dokąd przynależy. Nie wie też, gdzie kończy się kłamstwo, a zaczyna prawda – musi sama znaleźć odpowiedzi na nurtujące ją pytania. Donatella Di Pietrantonio ukazuje długi proces poszukiwania prawdy, buntu, oswajania i akceptacji losu, stawiania czoła stracie oraz próby przystosowania się do nowych realiów. Podejmuje też tematy związane z macierzyństwem (poczuciem odpowiedzialności, troską i czułością) oraz relacją matka-córka naznaczonej żalem, poczuciem winy, gniewem i miłością. I sercem powieści czyni pogłębiającą się siostrzaną więź – więź, która dla głównej bohaterki staje się kołem ratunkowym i promykiem nadziei. To jeden z piękniejszych aspektów książki.


Można powiedzieć, że "Porzucona córka" jest niezwykła w swojej zwyczajności. Autorka odmalowuje przekrój życia lat 70. ubiegłego wieku – kreśli obraz włoskiej Abruzji pełnej kontrastów i sprzeczności, nieco archaicznej, szorstkiej i doświadczonej trudami codzienności. Głosem bohaterki opowiada o z pozoru nieistotnych epizodach, które z czasem układają się w przejmującą melodię. Donatella Di Pietrantonio nie potrzebuje sentymentalnych opisów i długich psychologicznych monologów – jest w stanie osiągnąć głębię przekazu za pomocą precyzyjnej i sugestywnej prozy skupionej na detalach. To właśnie one, drobne szczegóły, nadają fabule intensywności i emocjonalnej ekspresji. "Porzucona córka", dzięki pierwszoosobowej narracji i dziecięcej perspektywie, ma w sobie intymność, ale jednocześnie skłania do refleksji na temat uniwersalnych uczuć, przeżyć i doświadczeń. Donatella Di Pietrantonio wypełniła historię bohaterami drugoplanowymi, którzy są boleśnie prawdziwi i ludzcy. Oczami nastolatki widzimy dorosłych, którzy popełniają błędy i ulegają słabościom. Którzy mają w sobie dużo samotności, goryczy, rozczarowania i zagubienia. Urzekły mnie włoskie ramy, w które autorka wstawiła historię Arminuty. W "Porzuconej córce" widać paralele do twórczości Eleny Ferrante (nastoletnia przyjaźń, słowna oszczędność, mieszanka surowości i czułości, włoski realizm, edukacja) – i to jest coś, co miłośnicy jej twórczości pokochają – ale jednocześnie czuć, że Donatella Di Pietrantonio miała do opowiedzenia własną historię na swój własny sposób.

"Porzucona córka" to świetnie napisana, realistyczna i autentyczna powieść o porzuceniu, poczuciu braku przynależności, złamanych obietnicach, pustce, tęsknocie, wytrwałości i złożoności rodzinnych relacji. Prosta i na pozór surowa, ale z silnym przekazem, ciekawą, wielowymiarową bohaterką oraz nutą nadziei, empatii i światła w niełatwej i nieco mrocznej codzienności. Urzekająca i nieodkładalna. Koniecznie przeczytajcie, warto.












* Współpraca barterowa z Wydawnictwem Mando.


Tytuł oryginalny: L'Arminuta
Przekład: Lucyna Rodziewicz-Doktór
Wydawnictwo: Mando
Data wydania: 12 października 2022
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 224
Moja ocena: 5,5/6

Copyright © w ogrodzie liter , Blogger