10.4.23

"Córka z Włoch" – Soraya Lane (przekład Anna Esden-Tempska)

"Córka z Włoch" – Soraya Lane (przekład Anna Esden-Tempska)
"Do tej pory nie wierzyła w przeznaczenie. Ale może coś takiego istnieje"

Powieść Sorai Lane po brzegi wypełniona jest włoskim la dolce vita. To łyk porannej filiżanki espresso i słodycz saccottini al cioccolato, widok toskańskich winnic i połyskującej tafli jeziora Como. To urokliwy Piemont i tętniący życiem Mediolan z jedną z największych operowych scen – La Scalą. To ciepłe promienie słońca, małe, codzienne przyjemności, niespieszne chwile i długie rozmowy. To pasja, rodzinne tradycje i podążanie za głosem serca. Lily, bohaterka książki Sorai Lane, doświadcza uroków włoskiego życia – kobieta opuszcza Londyn i trafia do toskańskiej winnicy z tradycjami, by jako asystentka winiarza zdobywać doświadczenie pod okiem najlepszych. Włochy odmieniają Lily – stają się nie tylko zawodowym spełnieniem marzeń, ale też nieoczekiwaną szansą na miłość i... rozwiązanie rodzinnej zagadki z przeszłości. Jakie tajemnice skrywa małe pudełko, które Lily otrzymała w Londynie? Co łączyło jej babcię z przytułkiem dla niezamężnych matek oraz mediolańską La Scalą? I czy odkrywając rodzinne korzenie, można odnaleźć drogę do samego siebie?



"Jej babka zmarła, kiedy ona była nastolatką, ponad dziesięć lat temu. Na widok jej imienia i nazwiska przebiegł ją dziwny dreszcz. Uwielbiała babcię, która była najlepszą, najbardziej kochającą kobietą, jaką znała"

"Córka z Włoch" to niezwykle urokliwa powieść – ciepła, romantyczna i wzruszająca. Soraya Lane prowadzi fabułę w dwóch liniach czasowych, płynnie splatając ze sobą losy dwóch kobiet – młodej winiarki i utalentowanej włoskiej baleriny. Lily i Estee dzielą dziesięciolecia, ale łączą siła charakteru i podobne rozterki. I jedna, i druga mierzy się ze stratą, rodzinnymi sekretami, porywami serca oraz przeciwnościami losu. Soraya Lane zabiera czytelników w podróż przez czarujące zakątki Toskanii, Piemontu i jeziora Como, zatłoczone londyńskie ulice, zachwycające sceny La Scali i Covent Garden Theatre, i odkrywa tajniki winiarstwa, baletu i cukiernictwa. Absolutnie pokochałam włoską scenerię. Autorka pięknie opowiada o rodzinnej tradycji, pasji i celebracji życia w iście włoskim stylu. I w ciekawy sposób łączy ze sobą przeszłość i teraźniejszość – bo o ile toskańska historia Lily to ciepły i przytulny comfort read, o tyle burzliwe losy Estee rozgrywające się w latach 30. i 40. ubiegłego wieku wywołują moc wzruszeń i szybsze bicie serca. Poznajemy opowieść o uczuciu dwojga młodych ludzi gotowych poświęcić wszystko, by móc iść przez życie wspólnie. O odwadze podążania za marzeniami i głosem serca, odkrywaniu siebie, bolesnych rozstaniach i nieoczekiwanych powrotach. O miłości, nadziei, przebaczeniu, druzgocących stratach i niełatwej drodze do szczęścia.


Ciepła, niespieszna, romantyczna – obiecujący początek nowej serii oraz literacka przyjemność dla miłośników powieści obyczajowych w stylu Lucindy Riley, Victorii Hislop i Santy Montefiore (choć oczywiście nie jest to Lucinda Riley, to trzeba podkreślić ;). Sprawi, że zakochacie się we Włoszech (o ile jeszcze jakimś cudem nie ulegliście ich czarowi;). Miło spędziłam czas i czekam na kontynuację ("Córka z Kuby" już w sierpniu).
















* Współpraca barterowa z Wydawnictwem Albatros.

Tytuł oryginalny: The Italian Daughter
Przekład: Anna Esden-Tempska
Wydawnictwo: Albatros
Seria: Utracone córki (tom pierwszy)
Data wydania: 8 marca 2023
Oprawa: zintegrowana
Liczba stron: 352
Moja ocena: 5/6

4.4.23

"Samoszacunek" – Toni Morrison (przekład Kaja Gucio)

"Samoszacunek" – Toni Morrison (przekład Kaja Gucio)
"Umieramy. Być może to właśnie stanowi sens życia. Ale tworzymy język. Być może to jest miarą naszego życia"

Ten cytat pochodzi z wykładu, który Toni Morrison, amerykańska powieściopisarka i eseistka, wygłosiła w 1993 roku w Sztokholmie odbierając Nagrodę Nobla w dziedzinie literatury. Została wyróżniona przez Akademię Szwedzką "za powieści charakteryzujące się wizjonerską siłą i poetyckim stylem, ożywiające istotne elementy amerykańskiej rzeczywistości". Toni Morrison głęboko wierzyła w moc słów i w swoich tekstach często zwracała uwagę na istotną rolę pisarek/pisarzy ("[ich] życie i twórczość nie są darem dla ludzkości; stanowią element niezbędny do jej istnienia"). I rzeczywiście – proza Morrison, inteligentna, odważna, przenikliwa i liryczna, pełna współczucia i zrozumienia, miała i wciąż ma ogromną moc. 




"Samoszacunek" to zbiór przemówień, esejów i medytacji Toni Morrison – książka, która doskonale pokazuje, jak wspaniałą mówczynią była, jak błyskotliwy był jej umysł i jak znakomicie posługiwała się słowem. W czterdziestu czterech tekstach Morrison podejmuje tematy dotyczące m.in. praw człowieka, rasy, płci, podziałów – koncentruje się na kobietach, cudzoziemcach, osobach czarnych i marginalizowanych. Przygląda się też kwestiom globalizacji, wojny, religii, feminizmu, pamięci, samotności i akceptacji oraz roli sztuki i sile języka. Od modlitwy za ofiary zamachu 11 września, przez hołd dla Martina Luthera Kinga, piękny i przejmujący tekst ku pamięci przyjaciela Jamesa Baldwina oraz wspomniany już wykład noblowski, aż po komentarze na temat jej własnej twórczości.


Wspaniałe, jak wciąż aktualne są to teksty (a niektóre pochodzą z lat 70. ubiegłego wieku). Czytałam niespiesznie, z uwagą – i słowa Morrison skłoniły mnie do wielu przemyśleń. To literatura z wyższej półki – spotkanie z wielkim, odważnym umysłem i wrażliwym sercem oraz bogactwo ważnych treści przedstawionych silnym głosem pierwszej czarnoskórej laureatki Literackiej Nagrody Nobla. Must read dla miłośników twórczości Toni Morrison (i nie tylko). Z niecierpliwością czekam na nowe wydanie "Umiłowanej" od Wydawnictwa Poznańskiego.










Tytuł oryginalny: The Source of Self-Regard
Przekład: Kaja Gucio
Wydawnictwo: Poznańskie
Data wydania: 22 marca 2023
Oprawa: twarda
Liczba stron: 496

3.4.23

"Opowieść sióstr" – Donatella Di Pietrantonio (przekład Lucyna Rodziewicz-Doktór)

"Opowieść sióstr" – Donatella Di Pietrantonio (przekład Lucyna Rodziewicz-Doktór)
Arminuta i Adriana. Dwie siostry. Niegdyś małe dziewczynki pozbawione matczynej miłości wychowywane w biedzie i traumie. Teraz dorosłe kobiety próbujące ułożyć sobie życie na przekór rodzinnemu dziedzictwu. Arminuta, starsza o trzy lata, to spokojna, skryta intelektualistka, żona i wykładowczyni włoskiej literatury. Adriana to jej przeciwieństwo – buntownicza, impulsywna młoda matka, która przynosi ze sobą chaos. Różni je wiele, ale łączy jeszcze więcej – pochodzenie i więzy krwi, siostrzana miłość oraz poczucie porzucenia, które noszą w sobie. Przez lata zbliżają się do siebie i oddalają – ich skomplikowana relacja podszyta jest niewypowiedzianym żalem, przemilczanymi słowami i gorzką prawdą, przed którą nie sposób dłużej uciekać. Czy konfrontacja z bolesną przeszłością może pomóc naprawić teraźniejszość? W którym momencie miłość przestaje umacniać, a staje się jedynie ciężarem?


Donatella Di Pietrantonio powraca z kontynuacją "Porzuconej córki" i ponownie, z wrażliwością i czułością, wprowadza czytelników w świat burzliwych rodzinnych relacji, intymnych uczuć i głęboko skrywanych tajemnic. Sercem nowej książki autorka uczyniła nierozerwalną siostrzaną więź poddawaną próbie na przestrzeni lat. Powieść utrzymana jest w mrocznym, dusznym klimacie – przesiąknięta życiowym realizmem, goryczą rozczarowań i międzyludzkich relacji. Donatella Di Pietrantonio podąża śladem traumy, bólu, dramatu i straty, ale zawsze, gdzieś na peryferiach, pozostawia iskierkę nadziei – wątłe światło, które delikatnie rozprasza ciemność. Autorka za pomocą precyzyjnej, jednocześnie surowej i lirycznej prozy tworzy mocne, działające na wyobraźnię obrazy. I potrafi przekazać intensywność uczuć, często tych najtrudniejszych. Urok książek Di Pietrantonio tkwi w prozatorskiej prostocie, psychologicznej i emocjonalnej głębi oraz włoskim realizmie. "Opowieść sióstr" to Abruzja pełna zapachów, smaków i obrazów – urokliwa Pescara i tętniąca życiem rybacka dzielnica Borgo Sud. To złożone kobiece portrety i autentyczne relacje, które z łatwością przemawiają do serca i umysłu. Di Pietrantonio w subtelny sposób wykorzystuje retrospekcje – buduje mosty między teraźniejszością a przeszłością, gubi czytelnika w labiryncie myśli i wspomnień, przeskakuje w czasie i tworzy fabularne napięcie. "Opowieść sióstr" ma w sobie intymność uczuć i doświadczeń oraz uniwersalność przekazu.

"Byłyśmy córkami bez żadnej matki. Nadal jesteśmy i na zawsze zostaniemy dwójką uciekinierek"



Krótka, ale intensywna i poruszająca opowieść utkana z miłości, bólu i dramatu. Może i nie tak wspaniała jak "Porzucona córka", ale wciąż bardzo dobra. O rozliczeniu z przeszłością, doświadczeniu straty i porzucenia, silnej siostrzanej więzi, małżeństwie i macierzyństwie. Pokochałam mroczny, dysfunkcyjny klimat powieści Di Pietrantonio i jej subtelną, oszczędną prozę. Warto przeczytać.


















* Współpraca barterowa z Wydawnictwem Mando.

Tytuł oryginalny: Borgo Sud
Przekład: Lucyna Rodziewicz-Doktór
Wydawnictwo: Mando
Data wydania: 22 marca 2023
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 232
Moja ocena: 5/6

26.3.23

"Małe przyjemności" – Clare Chambers (przekład Magdalena Sommer)

"Małe przyjemności" – Clare Chambers (przekład Magdalena Sommer)
Czy potrafimy cieszyć się drobiazgami? Gdzie tkwi sekret szczęśliwego życia?

Świat Jean Swinney, czterdziestoletniej dziennikarki pracującej w lokalnej gazecie, nie jest kolorowy. Kobieta nie ma męża ani dzieci, mieszka na przedmieściach Londynu, a codzienność upływa jej pod znakiem obowiązków i rutyny – redagowania porad domowych, załatwiania sprawunków i opieki nad humorzastą matką. Tłumiąc swoje marzenia i tęsknoty, Jean znajduje ukojenie w małych przyjemnościach – "pierwszym porannym papierosie, kieliszku sherry przed niedzielnym lunchem, nowej książce z biblioteki, stosie świeżego prania pachnącego latem, ozdobnej papeterii i ogrodzie przykrytym śniegiem". To właśnie one pomagają oswoić samotność, nudę i gorycz rozczarowań. Wkrótce los daje Jean szansę na prawdziwe szczęście – na miłość, przyjaźń i spełnienie. Dokąd zaprowadzi ją dziennikarskie śledztwo i głos serca?


"Małe przyjemności" Clare Chambers to powieść niezwykła w swojej zwyczajności i prostocie – ciepła, subtelna i pełna współczucia. Jej urok tkwi w niespiesznej narracji, czułej prozie, odrobinie humoru, emocjonalnej bliskości i przenikliwej życiowej refleksji. Historia samotnej kobiety uwięzionej w bezbarwnej codzienności, balansującej między poczuciem obowiązku i odpowiedzialności a pragnieniem miłości, szczęścia i niezależności z łatwością przemówiła do mojego serca. Pokochałam troskę i wrażliwość, z jakimi Chambers zbudowała postać Jean – niezwykle sympatycznej bohaterki, z którą nietrudno nawiązać czytelnikowi więź. Choć motyw przewodni fabuły (dziennikarskie śledztwo dotyczące rzekomego niepokalanego poczęcia, a ściślej mówiąc przypadku partenogenezy) wydaje się nieco absurdalny, w rzeczywistości stanowi on jedynie punkt wyjścia do poruszającej i chwytającej za serce opowieści o różnych odcieniach miłości i macierzyństwa, samotności, tęsknocie, trudnych wyborach i rozdarciu między głosem serca a rozumu. Chambers subtelnie utkała "Małe przyjemności" z drobiazgów, doznań, uczuć i brytyjskich akcentów (ożywiła realia lat 50. XX wieku i angielskie hrabstwo Kent). To pięknie napisana powieść o kruchości istnienia i ulotności czasu oraz przewrotnym losie, który daje i odbiera. O miłości, na którą nigdy nie jest za późno oraz odwadze w otwieraniu się na to, co nowe i niespodziewane. Historia Jean to również wspaniały pean na cześć celebracji życia w jego przeróżnych odcieniach – inspirująca, słodko-gorzka opowieść, która daje nadzieję, że to, co najlepsze wciąż jest przed nami i że warto walczyć o szczęście. Przypomina też, jak ważna jest chwila obecna, tu i teraz, a także umiejętność cieszenia się małymi rzeczami. Że bywa ciężko – każdy z nas nosi w sobie jakiś smutek – ale nie jesteśmy sami, a szczęście może przyjść do nas w najmniej oczekiwanym momencie.


Brytyjski urok, emocjonalna podróż przez zakamarki kobiecego serca, ciepło i prostota – powieść, która w nieoczekiwany sposób jednocześnie otula i łamie serce. Jestem przekonana, że dla wielu (podobnie zresztą jak i dla mnie) stanie się tytułową małą przyjemnością – literacką chwilą dobroci. Polecam!
















* Współpraca barterowa z Wydawnictwem Znak.

Tytuł oryginalny: Small Pleasures
Przekład: Magdalena Sommer
Wydawnictwo: Znak
Data wydania: 22 marca 2023
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 384
Moja ocena: 5/6

17.3.23

"Wielki krąg" – Maggie Shipstead (przekład Justyn Hunia) /przedpremierowo/

"Wielki krąg" – Maggie Shipstead (przekład Justyn Hunia) /przedpremierowo/
W latach 20. i 30. XX wieku nastąpił ogromny postęp w dziedzinie lotnictwa. Amerykanin Charles Lindbergh dokonał pierwszego samodzielnego transatlantyckiego lotu, a kilka lat później w 1932 roku wyczyn ten powtórzyła Amelia Earhart – i udowodniła tym samym, że pilotowanie samolotów oraz rekordy lotnictwa nie są zarezerwowane wyłącznie dla mężczyzn. Zresztą wystarczy też wspomnieć o Amy Johnson, angielskiej pilotce, która w 1930 roku jako pierwsza kobieta wykonała lot z Wielkiej Brytanii do Australii. I Earhart, i Johnson przecierały szlaki w lotnictwie – i nie tylko one. Odważnych i utalentowanych kobiet, które z powodzeniem realizowały swoje podniebne marzenia było znacznie więcej. Maggie Shipstead w "Wielkim kręgu" nawiązuje do historii kobiecego lotnictwa – tworzy fikcyjną bohaterkę, która robi wszystko, by móc latać, bo tylko między chmurami czuje, że naprawdę żyje. Jednak jej losy zaczynają się i kończą tragicznie. Kilkumiesięczna Marian Graves na pokładzie tonącego statku traci matkę i ojca i wraz z bratem bliźniakiem trafia do Montany pod opiekę wuja, niespełnionego artysty. Wiele lat później jej życie zatacza krąg – kobieta wraz ze swoim nawigatorem ginie wśród surowych i nieprzyjaznych wód Antarktydy. W 1950 roku Marian pragnęła zrobić coś, czego nikt wcześniej nie dokonał – przelecieć dookoła świata z północy na południe, nad biegunami. Podjęła próbę. Ostatni wpis z jej dziennika pochodzi z 4 marca, gdzieś z okolic Lodowca Szelfowego Rossa. To właśnie tam, wśród białej pustki i ciszy, ślad się urywa – "nieustraszona dama przestworzy" zaginęła na zawsze.


Zaginięcie na Antarktydzie – czy to aby nie za duży spojler? Bynajmniej, bo w książce Maggie Shipstead od tragicznego początku i końca ważniejsza jest sama życiowa droga Marian Graves – od małej dziewczynki, która śni o lataniu, przez młodą kobietę, która uparcie dąży do spełnienia podniebnych marzeń, aż po znakomitą pilotkę, która podejmuje największe ryzyko, by móc doświadczyć czegoś niezwykłego. "Wielki krąg" to ambitna i epicka powieść, nie tylko z uwagi na spore gabaryty (aż 760 stron), ale też literacki i historyczny rozmach. Maggie Shipstead splata ze sobą dwie osie czasu i dwie życiowe ścieżki. Poznajemy burzliwe losy Marian Graves od 1914 aż po 1950 rok, a także współczesną historię młodej aktorki Hollywood Hadley Baxter, która otrzymuje główną rolę w filmie opowiadającym o tajemniczym zaginięciu pilotki nad wodami Antarktydy. Te dwie kobiety, na pierwszy rzut oka tak różne i oddalone od siebie o dziesiątki lat i kilometrów, spotykają się na kartach powieści Shipstead – w walce o wolność, niezależność, marzenia i samą siebie.

"Wielki krąg" już od pierwszych stron wzbija się wysoko i utrzymuje ten pułap, z małymi wahaniami, aż do poruszającego i zaskakującego zakończenia. Maggie Shipstead stworzyła powieść bogatą w historyczne i geograficzne detale, pełną przeróżnych wątków i postaci oraz w fabułę, która rozciąga się na przestrzeni wielu dekad. Bez dwóch zdań zachwycił mnie ten literacki rozmach, bo z pewnością nie było łatwo z tylu różnych elementów zbudować spójną całość. Imponujące, jak skomplikowane życiorysy bohaterów "Wielkiego kręgu" wtapiają się naturalnie w amerykańską scenerię, historię lotnictwa, ważne wydarzenia i zwykłą codzienność. Maggie Shipstead doskonale uchwyciła proporcje, łącząc intymne, osobiste zmagania postaci z fascynującą podróżą w czasie. Można odnieść wrażenie, że "Wielki krąg" to po części powieść historyczna, a po części przygodowa. Z każdą kolejną przeczytaną stroną coraz bardziej doceniałam, jak niespiesznie toczy się fabuła i jak postaci zmieniają się wraz z upływającym czasem – niczym w kronice życia. Maggie Shipstead prowadzi czytelników przez dzikie tereny amerykańskiego stanu Montana czasów prohibicji, surowe krajobrazy Alaski, białe lodowce Antarktydy, bombardowany w czasie II wojny światowej Londyn i przez jaśniejący blichtrem Hollywood. Przez lotnicze hangary, małżeńskie sypialnie, na pokłady statków - i co ważne, w przestworza – w błękit nieba, w chmury, nad ocean. "Wielki krąg" to inspirująca opowieść o pasji, która "podrywa do lotu", dodaje skrzydeł, jest niczym zew wolności, coś, czemu nie sposób się oprzeć. Miłość do latania kształtuje życie Marian Graves i jest jej jedyną stałą w zmieniającej się rzeczywistości. Z przyjemnością chłonęłam tę pasję, poznawałam tajniki pilotowania, czułam wiatr we włosach, wolność i adrenalinę. Shipstead świetnie odmalowała realia kobiecego lotnictwa – Marian musi pokonać wiele przeszkód w męskim świecie, by móc podążyć za swoim marzeniem. Zresztą to niezwykle ciekawa, wielowymiarowa postać – jednocześnie krucha i silna, czuła i surowa, odważna, wytrwała oraz wychodząca poza tradycyjne role i ramy ówczesnych czasów. Jej zmagania, wewnętrzne rozterki i trudne wybory śledzi się z dużym zainteresowaniem. Portret pilotki Marian Graves jest barwny i wiarygodny – można niemal uwierzyć, że taka osoba istniała naprawdę. Ożywienie historii z przeszłości to ogromny sukces Maggie Shipstead – linia narracyjna dotycząca Marian świeci znacznie większym blaskiem niż współczesna hollywodzka opowieść z Hadley w roli głównej.


"Po co w ogóle ruszać w podróż? Nie mam na to odpowiedzi poza pewnością, że muszę to zrobić"

Historyczny, geograficzny i narracyjny rozmach, dbałość o detale i kalejdoskop ludzkich losów w połączeniu z tajemnicą, feministycznym akcentem, pasją, silną potrzebą wolności i kobiecą determinacją – to właśnie "Wielki krąg" Maggie Shipstead. Epicka powieść pełna miłości, namiętności i przyjaźni, bolesnych rozstań i powrotów, skomplikowanych międzyludzkich relacji, traumy, walki o życie i marzenia. Jest ryzyko i niebezpieczeństwo, szczęście i wolność, odkrywanie własnej tożsamości, a także cierpienie i łamiące serce straty. W tym intensywnym świecie spędza się tak dużo czasu, że niełatwo go opuścić wraz z ostatnią stroną. Piękna powieść o tym, jak kształtujemy swój los i jak wiele skrywamy w sobie – historię, którą znamy tylko my sami. O tym, jak ważne są podążanie za marzeniami i odwaga bycia sobą. 

Wspaniałe, jak bardzo "Wielki krąg" rezonował z moimi emocjami i jaką przyjemność sprawiła mi literacka podróż w przeszłość. Warto przeczytać, polecam.
















* Współpraca barterowa z Wydawnictwem Znak.

Tytuł oryginalny: Great Circle
Przekład: Justyn Hunia
Wydawnictwo: Znak
Data wydania: 22 marca 2023
Oprawa: twarda
Liczba stron: 768
Moja ocena: 5/6

13.3.23

"Doktórka od familoków" – Magdalena Majcher

"Doktórka od familoków" – Magdalena Majcher
Lata 70. XX wieku. Na pierwszy rzut oka mogło się wydawać, że familoki czyli robotnicze bloki mieszkalne w Szopienicach, jednej z dzielnic Katowic, nieustannie otulała gęsta mgła. W rzeczywistości jednak był to dym – zwisający nisko, szary, gryzący dym, który pokrywał podwórka, przenikał do gleby i wciskał się do mieszkań. Dzieci żyły w przekonaniu, że tak właśnie wygląda powietrze, a dorośli przywykli do widoku dymiących kominów. Huta ołowiu była ich żywicielką – dawała pracę i dach nad głową. Niestety okazało się, że była też ich trucicielką. Ale o tym w PRL-owskiej Polsce nie wolno było wspominać – prawda nie wpisywała się w narzucaną przez władze wizję gospodarczego sukcesu i społecznego dobrobytu. Znalazła się jednak osoba, dla której zdrowie i życie dzieci było ważniejsze. Doktor Jolanta Wadowska-Król, pediatra, dobrze znała swoich podopiecznych i lokalną społeczność. Kiedy pojawiło się podejrzenie, że przyczyną dziecięcych problemów zdrowotnych może być zatrucie ołowiem, lekarka nie tylko nie wycofała się, lecz kontynuowała badania – i stanęła do walki o zdrowie i życie małych pacjentów. Za dążenie do prawdy i rzetelne wykonywanie swojej pracy poniosła konsekwencje.


"Gdy tak szły w stronę ulic biegnących bezpośrednio przy hucie, krajobraz zmieniał się coraz bardziej. Zieleń niknęła w oczach, aż w końcu nie zostało z niej nic. Tylko czerń poprzetykana gdzieniegdzie szarością i czerwienią cegieł, z których zbudowane były okoliczne familoki"

"Doktórka od familoków" to bez wątpienia jedna z ważniejszych powieści, nie tylko z uwagi na poruszaną tematykę, ale też postać wyjątkowej kobiety – lekarki, która uratowała życie szopienickich dzieci i wykazała się przy tym niezwykłą odwagą, determinacją, profesjonalizmem i empatią. Magdalena Majcher stworzyła powieść inspirowaną prawdziwymi wydarzeniami – opowiada o epidemii ołowicy, "znikających dzieciach", "śląskim Czarnobylu" oraz niełatwej walce Jolanty Wadowskiej-Król. W książce przeplatają się ze soba dwie fabularne perspektywy – historię poznajemy z punktu widzenia lekarki oraz Heleny, żony i matki dzieci, u których stwierdzono zatrucie ołowiem. Magdalena Majcher zabiera czytelników w sam środek wydarzeń – do lat 70. ubiegłego wieku, ciasnych izb familoków, za mury huty ołowiu, na szopienickie ulice i przydomowe podwórka oraz do lekarskich gabinetów. Wszystkie te miejsca ożywają, podobnie zresztą jak postaci, ówczesne realia i emocje, które towarzyszyły Wadowskiej-Król i rodzinom dotkniętym tragedią. "Doktórka od familoków" to obraz rodzinnego życia i zwykłej codzienności w robotniczej dzielnicy, w cieniu huty. To poczucie wspólnoty, śląskie tradycje, małżeńskie wzloty i upadki, rodzicielskie zmagania, a także ciężka praca, bieda i trudne warunki bytowe. To rzeczywistość, w którą niespodziewanie wkrada się lęk o zdrowie i życie dzieci oraz pogłębiające się rozdarcie między koniecznością utrzymania pracy a zapewnieniem bezpieczeństwa rodzinie. Magdalena Majcher doskonale oddała charakter szopienickiej dzielnicy oraz odmalowała realia życia jej mieszkańców. Przedstawiła też z literacką przenikliwością i wrażliwością zmagania rodzin, ich problemy, odczucia, nadzieje. Z zainteresowaniem czytałam o Jolancie Wadowskiej-Król – lekarce z powołania, ale też wrażliwej, mądrej, skromnej i zaradnej kobiecie, która mimo obaw i gróźb poważnych konsekwencji, postanowiła zachować się tak jak trzeba.


"W każdej chwili do drzwi mojego gabinetu mogła zapukać milicja i aresztować mnie za podburzanie ludu i niszczenie socjalistycznej gospodarki, ale liczyli się dla mnie tylko moi mali pacjenci"

"Doktórka od familoków" to poruszająca powieść, która zachwyca realizmem i którą czyta się jednym tchem. Ma w sobie dużo smutku, bo sytuacja szopienickich rodzin, a szczególnie dzieci nie była łatwa, ale jednocześnie przynosi nadzieję i inspiruje – przypomina, że na świecie są ludzie, którzy wykonują swoją pracę z pasją i dla których drugi człowiek jest najważniejszy. Takich historii potrzebujemy.

W "Doktórce od familoków" Magdalena Majcher przybliża jedną z ważniejszych i tragiczniejszych kart historii Katowic – wspaniale, że mamy okazję ją poznać. Świadomość, że powieść inspirowana jest prawdziwymi wydarzeniami nadaje jej szczególnego znaczenia. Zresztą dla wielu z nas to obraz Katowic, jakiego nie znamy – miasto z dawnych lat w zupełnie innej odsłonie – co stanowi jeden z wielu walorów tej książki. Autorka podarowała nam opowieść o sile miłości i rodziny, walce o prawdę i ludzkie życie. O odwadze i determinacji, ale też cenie, jaką trzeba zapłacić za działanie w zgodzie ze swoim sumieniem i wyznawanymi wartościami. Czytałam z ogromnym zainteresowaniem i gorąco polecam, warto.















* Współpraca barterowa z Wydawnictwem W.A.B. 

Data wydania: 8 marca 2023
Wydawnictwo: W.A.B.
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 304
Moja ocena: 5,5/6

11.3.23

"Nikt o tym nie mówi" – Patricia Lockwood (przekład Dorota Konowrocka-Sawa) /przedpremierowo/

"Nikt o tym nie mówi" – Patricia Lockwood (przekład Dorota Konowrocka-Sawa) /przedpremierowo/
"Nikt o tym nie mówi" to dla mnie ogromne zaskoczenie, i nie tylko ze względu na treść, ale też formę, bo Patricia Lockwood eksperymentuje i wychodzi poza utarte schematy, czym wzbudza skrajnie różne reakcje – i polaryzuje czytelników. Autorka w swoim powieściowym debiucie pochyla się nad naturą mediów społecznościowych, m.in. ich wpływem na międzyludzkie relacje oraz miejscem człowieka w kontakcie ze światem tweetów, memów, algorytmów, polubień i ciągłego skrolowania.


Patricia Lockwood zbudowała tekst na zasadzie kontrastu – podzieliła powieść na dwie części – literackie "przed i po" – bo granicę wyznacza dramatyczna wiadomość, którą bohaterka książki otrzymuje od matki. W pierwszej części podążamy śladem internetowej celebrytki, która publikuje treści w miejscu zwanym "portalem" – podróżuje i przemawia na konferencjach, zatracając się coraz bardziej w nierealnym świecie mediów społecznościowych. W drugiej części życie bohaterki przybiera nieoczekiwany obrót, gdy staje się ona świadkiem i uczestnikiem rodzinnego dramatu – jej siostra rodzi dziewczynkę z rzadką i potencjalnie śmiertelną wadą genetyczną. I tym samym kobieta po wielu latach zostaje ponownie wciągnięta w wir prawdziwego życia z jego smutkami, wątpliwościami, intensywnością uczuć i przeróżnymi barwami.

Odniosłam wrażenie, że "Nikt o tym nie mówi" to dwie powieści w jednej, choć niezupełnie tak właśnie jest. Części tej książki różnią się wyraźnie nastrojem – bo pierwsza z nich układa się w trywialny, chaotyczny strumień świadomości utrzymany w lekkim i zabawnym stylu; natomiast druga, autofikcyjna (bo oparta na prawdziwych doświadczeniach Lockwood), zamienia banalność i śmiech w głęboki smutek i refleksyjność – i jest w stanie wzruszyć do łez. To wyraźny kontrast, choć nie jedyny – na pozór dwie części różnią się nie tylko temperaturą i ciężarem emocji i poruszanych kwestii, ale też spojrzeniem na media społecznościowe. Lockwood uwidacznia przepaść między życiem online i prawdziwym, podkreślając jednocześnie, że te dwie rzeczywistości nieustannie przenikają się we współczesnym świecie i nie można już temu zapobiec.

"Nikt o tym nie mówi" zwraca uwagę nietypową formą – fragmentaryczną, poszarpaną, chaotyczną – co przypomina krótkie internetowe wpisy. W pierwszej części owe "tweety", choć pewnie z założenia sarkastyczne i zabawne, ułożyły się dla mnie w trywialny i w gruncie rzeczy zbędny potok spostrzeżeń i ciekawostek (jak w internecie, gdy ważne i wartościowe treści toną w morzu banału). I choć rozumiem zamysł autorki, by przedstawić treść na zasadzie kontrastu i naświetlić internetowe absurdy – ogarnęło mnie znużenie i obojętność. Powieść zaczęła dla mnie istnieć wraz z początkiem drugiej części – bardziej emocjonalnej, refleksyjnej i życiowej. Nic nieznaczące wpisy nabrały głębi – zmieniły się w poruszającą, słodko-gorzką opowieść o rodzinnym dramacie, miłości, żalu, kruchości istnienia, stracie i smutku. Doceniam więc oryginalny pomysł Lockwood, ale wolałabym jednak, żeby dwie części tej książki lepiej ze sobą korespondowały.


Tam, gdzie zmierza współczesny świat

Czy warto tworzyć w internecie równoległe życie? Czy zatracając się w świecie iluzji, nie tracimy tego, co najważniejsze? Czy media społecznościowe odbierają nam umiejętność prawdziwej interakcji z innymi ludźmi i czy paradoksalnie nie pogłębiają naszej samotności i poczucia izolacji? "Nikt o tym nie mówi" to opowieść o tym, jak media społecznościowe kształtują naszą rzeczywistość, jak wpływają na nasze życie i międzyludzkie relacje (a czasami nawet przejmują kontrolę). Książka Lockwood uświadamia, że nie sposób patrzeć na rzeczywistość online w kategoriach czarno-białe – wszystko jest znacznie bardziej skomplikowane i zniuansowane niż może się wydawać. 

"Nikt o tym nie mówi" to książka, którą albo się kocha albo nienawidzi; albo z przyjemnością pochłania kolejne słowa albo porzuca w poczuciu niezrozumienia i obojętności.

Czytałam z przyjemnością drugą część – i mocno mnie poruszyła. Ciekawe wydały mi się fragmentaryczna struktura (bo lubię niebanalne książki) i socialmedialna tematyka. Ale w stosunku do całości to odrobinę za mało. Ważne kwestie i interesująca społeczna analiza współczesnych zjawisk – bez wątpienia skłania do refleksji – choć w formie, która niezupełnie do mnie przemówiła.














* Współpraca barterowa z Wydawnictwem W.A.B.

Tytuł oryginalny: No One is Talking About This
Przekład: Dorota Konowrocka-Sawa
Wydawnictwo: W.A.B.
Data wydania: 22 marca 2023
Oprawa: twarda
Liczba stron: 256
Moja ocena: 3,5/6

9.3.23

"Łączniczka" – Magda Knedler

"Łączniczka" – Magda Knedler
"W czasie pokoju można sobie być odważnym, można sobie wyobrazić różne rzeczy i myśleć, że się wszystko wie. Ale tak naprawdę się nie wie, tak naprawdę wie się dopiero w chwili, w której drży ziemia, jęczą mury kamienic, dzwonią szyby w oknach"

1 września 1939. Dzień, który zmienił wszystko. Dzień, który podzielił życie na przed i po. I dał początek miesiącom i latom ciężkiej próby – zmusił do walki o przeżycie, wolność i godność oraz siłą wtłoczył w rzeczywistość pełną lęku, niepewności i straty. Druga wojna światowa odebrała ludziom wiele, również młodym – tym, którzy znaleźli się u progu dorosłości. Odebrała im marzenia, dom i bliskich, szansę na szczęśliwą przyszłość. Odebrała im młodość, a często też i życie. I wśród tych młodych ludzi była ona, Anna Smoleńska, twórczyni Znaku Polski Walczącej, bohaterka książki Magdy Knedler.


Niezwykle cenię powieści, które przywracają pamięć o wyjątkowych kobietach – ich odwadze, determinacji, bezinteresownej pomocy i prawdziwym człowieczeństwie w najmroczniejszych czasach. Przez lata gloryfikowano konspiracyjną, i często bardziej spektakularną działalność mężczyzn, jednocześnie spychając w cień wojenne dokonania kobiet. A historia Anny Smoleńskiej doskonale uświadamia, że bohaterstwo nie ma płci i że okupacyjna "praca u podstaw" znaczyła równie wiele, co brawurowe akcje. Magda Knedler opowiada o wojennych losach dwudziestodwuletniej harcerki Szarych Szeregów, łączniczki, studentki historii sztuki Uniwersytetu Warszawskiego i twórczyni słynnej kotwicy – symbolu oporu i wspólnoty. Anna pochodziła z profesorskiej rodziny – rodziny silnych i wykształconych kobiet: wykładowczyń, biolożek, prawniczek. Podczas okupacji działała w Pogotowiu Harcerek, opiekowała się dziećmi i młodzieżą, zajmowała edukacją. Ukończyła kurs łączności, brała udział w akcjach tzw. Małego Sabotażu, kolportowała prasę i dostarczała rodzinom aresztowanych grypsy z Pawiaka. Robiła wiele, mimo zmęczenia i lęku – dla dobra innych. I jednocześnie toczyła swoją własną osobistą walkę. W książce Magdy Knedler poznajemy nie tylko zaangażowaną bohaterkę o wielkim sercu, dla której liczy się przede wszystkim pomoc innym, ale też niepewną, zamkniętą w sobie młodą kobietę, która zawsze usuwa się w cień. Anna ma krótkie włosy, nie przepada za sukienkami i nie chodzi na potańcówki. Z trudnością nawiązuje znajomości i nie lubi rozmawiać. Czuje wyraźnie swoje wyobcowanie i próbuje przełamywać słabości, lecz nie jest to łatwe, szczególnie w niepewnych wojennych realiach. Zresztą, może to właśnie w tej "inności" tkwi jej urok i siła?

"Łączniczka" to doskonały przykład wartościowej beletrystyki historycznej. Magda Knedler z wnikliwością odmalowuje losy Anny Smoleńskiej i osadza je w wojennej i obozowej rzeczywistości. Dojrzała i realistyczna narracja dotycząca życia w okupowanej Warszawie płynnie splata się z intymnym portretem młodej kobiety, która w obliczu dramatycznych wydarzeń nie pozostaje bierna i ryzykując życie angażuje się w konspiracyjną działalność. Powieść Magdy Knedler wyróżnia rzetelność i dbałość o historyczne detale. I to bez wątpienia jeden z elementów, który w twórczości autorki cenię szczególnie. Każda jej książka to gwarancja doskonałej jakości – połączenia starannego researchu, literackiego talentu i szacunku dla podejmowanego tematu. W "Łączniczce" Magda Knedler wspaniale oddała charakter ówczesnych czasów, ożywiła wojenną stolicę, blaski i cienie życia pod okupacją, co ważne bez egzaltacji i sztucznego dramatyzmu, lecz z dużą dawką literackiej świadomości. Ze smutkiem czytałam o pogarszających się warunkach, aresztowaniach, egzekucjach. O biedzie, niepewności jutra i łamiących serce rozstaniach. Jednocześnie z podziwem i uznaniem przyglądałam się zaangażowaniu i poświęceniu Anny, a także wielu innych młodych kobiet i mężczyzn (w powieści pojawia się m.in. Tadeusz Zawadzki "Zośka"). Magda Knedler poprzez historię Anny przedstawia zmagania całego pokolenia – ich odwagę, determinację i patriotyzm, a także lęk, wątpliwości i zagubienie. Bez patosu, ale z wrażliwością i zrozumieniem. Proza Magdy Knedler działa na wyobraźnię i emocje, bo Anna z łatwością staje się bliska – nie jako imię i nazwisko w podręczniku historii, lecz jako człowiek z krwi i kości – zwykła dziewczyna, która dokonała wielkich czynów. Zresztą "Łączniczka", mimo całego tragizmu i smutku, to w dużej mierze inspirująca opowieść – o miłości, przyjaźni, wzajemnej trosce i solidarności w obliczu wspólnego celu, a także wierze i nadziei na przekór złu, nienawiści i śmierci, które przyniosła ze sobą wojna.


Powieść Magdy Knedler wywołała we mnie wiele emocji. Po przeczytaniu ostatniej strony czułam się tak, jakbym zostawiła w świecie Anny kawałek własnego serca. Otrzymaliśmy pięknie napisaną i historycznie rzetelną opowieść (co w przypadku beletrystyki wojennej jest niezwykle ważne) o dramatycznych czasach i kobiecym heroizmie, przede wszystkim przejawiającym się w trosce o drugiego człowieka i wspólne dobro – heroizmie tak bardzo potrzebnym, ale pozostającym w cieniu – cichym i niewidocznym. "Łączniczka" rzuca światło na rolę kobiet, a tym samym dopełnia obraz wojennego bohaterstwa, patriotyzmu i odwagi. Pokazuje też, że są wartości, o które warto i należy walczyć – zawsze. I że dobro, które okazujemy innym ma znaczenie – każdy, najdrobniejszy nawet gest.

Historia Anny Smoleńskiej złamała mi serce. Czułam ogromny smutek, bo jak w wielu podobnych przypadkach, jej życie skończyło się zbyt szybko i w tragicznych okolicznościach. Ale czułam też szacunek i podziw dla jej niezłomnej postawy oraz sympatię – dla Anny jako osoby. 

Kolejna znakomita powieść Magdy Knedler. Takiej dobrej literatury potrzebujemy. Gorąco polecam.















* Współpraca barterowa z Wydawnictwem Mando.

Data wydania: 1 marca 2023
Wydawnictwo: Mando
Oprawa: twarda
Liczba stron: 368
Moja ocena: 6/6

7.3.23

"Wiosenna noc / Zamek z lodu" – Tarjei Vesaas (przekład Maria Gołębiewska-Bijak) /przedpremierowo/

"Wiosenna noc / Zamek z lodu" – Tarjei Vesaas (przekład Maria Gołębiewska-Bijak) /przedpremierowo/
Realistyczna baśń? A może prawdziwe życie z nutą magicznego realizmu?

Osobliwa, fascynująca i nieoczywista – właśnie taka jest dla mnie książka Tarjeia Vesaasa, norweskiego pisarza. Tym razem seria skandynawska powiększyła się o klasykę literatury w nowym tłumaczeniu Marii Gołębiewskiej-Bijak. "Wiosenna noc/Zamek z lodu" to dwie oniryczne opowieści, w których magiczna siła natury splata się z dorastaniem, miłością, przyjaźnią, życiem i śmiercią.


"Czternastoletni Hallstein wraz z siostrą zostają sami w domu. Kiedy do ich drzwi puka rodzina szukająca noclegu, rodzeństwo nie spodziewa się, że będzie to dla nich noc, gdy zmierzą się z doświadczeniem śmierci i narodzin. Noc, w trakcie której nikt nie pójdzie spać.

Jedenastoletnia Siss poznaje nieśmiałą Unn. Dziewczynka próbuje zaprzyjaźnić się z nową koleżanką, lecz ich relację gwałtownie przerywa zniknięcie Unn. Radość Siss zostaje zburzona przez ból wywołany stratą, zwłaszcza że wszystkie ślady prowadzą do tajemniczego lodowego zamku" (opis wydawcy)

Te dwie, z pozoru proste historie, pod wpływem symbolicznej i lirycznej prozy autora zmieniają się w niezwykłą literacką podróż na granicy jawy i snu. Oczarował mnie oryginalny nastrój – niepokojący, klaustrofobiczny i oniryczny – oraz sposób, w jaki Tarjei Vesaas połączył warstwę psychologiczną z norweską przyrodą i zjawiskami atmosferycznymi. Opisy natury są absolutnie genialne – piękne prozatosko i nieustannie podszyte czymś tajemniczym i metafizycznym. Wiosna i zima – światło i mrok, ciepło i chłód, nadzieja i smutek. Pierwsza powieść Vesaasa to ciepły deszcz, gęstwina traw, zapach ziół, wilgotność i rozkwit. Druga z kolei przynosi ze sobą przenikliwe zimno, śnieżnobiałą ciszę i lodową pustkę. Piękno, które przyciąga, jednocześnie zachwyca i przeraża. Piękno, które czasami staje się śmiertelną pułapką. Natura subtelnie i dwuznacznie przenika świat wewnętrzny bohaterów – zestraja się z ich stanem emocjonalnym, jest wskazówką, ostrzeżeniem i milczącym świadkiem wydarzeń. Wiele można wyczytać między wersami, ale trzeba zejść z utartych literackich ścieżek. Bo Vesaas nie mówi wprost – przekaz się rozmywa, dwuznaczność dezorientuje, a niedopowiedzenia pozostawiają miejsce na własne przemyślenia i domysły. Jeżeli czytelnik rozsmakuje się w tym nieoczywistym i onirycznym świecie, nie będzie mu łatwo go opuścić. Proza Vesaasa ma hipnotyzujący urok, andersenowską baśniowość i psychologiczną przenikliwość. Krótkie frazy i wieloznaczne dialogi pogłębiają niepokój i klaustrofobiczny nastrój, a to, co najważniejsze, często pozostaje niewypowiedziane – i przebija się do świadomości czytelnika przeróżnymi drogami.


Dwie nieoczywiste historie

Vesaas z subtelnością zagłębia się w ludzką psychikę i zanurza czytelnika w kłębowisku nieoczywistych myśli i dialogów. Wydarzenia poznajemy z punktu widzenia nastoletnich bohaterów – czujemy, wręcz namacalnie, ich ekscytację, smutek i fascynację. Hallstein i jego siostra zostają wplątani w sieć skomplikowanych relacji rodzinnych – i przeżywają niezapomnianą wiosenną noc. Z kolei Siss w "Zamku z lodu" doświadcza prawdopodobnie najtragiczniejszej zimy w swoim życiu. Vesaas pokazuje, jak niespodziewane i niepozorne wydarzenia stają się punktem zwrotnym – odmieniają, czasami na zawsze. I w jednej, i drugiej powieści życie przeplata się ze śmiercią, a bohaterowie mierzą się z tym, co graniczne, przełomowe. "Zamek z lodu" pod względem fabularnym wydaje się znacznie bardziej przystępny. Vesaas stworzył poruszającą, jednocześnie smutną i pokrzepiającą opowieść o przyjaźni dwóch jedenastoletnich dziewczynek. Przyjaźni intensywnej i silnie emocjonalnej, choć krótkiej – bo ich więź nie zdążyła w pełni rozkwitnąć. To również historia samotności, straty i lojalności, a także nastoletniego przebudzenia, ukrytych pragnień oraz triumfu życia nad śmiercią. "Wiosenna noc" przypomina z kolei skomplikowaną układankę – oniryczny rodzinny dramat, który pęcznieje od nadmiaru tajemnic, domysłów i niewypowiedzianych słów. Vesaas opowiada o silnej fascynacji drugim człowiekiem, młodzieńczym zakochaniu, skomplikowanych rodzinnych relacjach oraz wolności i zniewoleniu.

Nad powieściami Vesaasa unosi się aura niezwykłości – czułam ją wyraźnie od pierwszej aż do ostatniej strony, podobnie zresztą jak dziwne przyciąganie, napięcie i niepokój, momentami irytująco namacalne, bez konkretnych odpowiedzi i możliwości ucieczki. I choć nieraz potykałam się o krótkie dialogowe frazy i gubiłam w gąszczu niedomówień (szczególnie podczas czytania "Wiosennej nocy"), spotkanie z twórczością Vesaasa było dla mnie przyjemnością – i zupełnie nowym literackim doświadczeniem. Pozostaję pod urokiem tej oryginalnej i intensywnej prozy. Emocje, które we mnie wywołała, zostaną ze mną dłużej.


Jeżeli macie ochotę poznać ponadczasową klasykę literatury skandynawskiej i szukacie czegoś osobliwego i oryginalnego – warto. Polecam!

















* Współpraca barterowa z Wydawnictwem Poznańskie.

Tytuł oryginalny: Vårnatt/Is-slottet
Przekład: Maria Gołębiewska-Bijak
Wydawnictwo: Poznańskie
Seria: Seria Dzieł Pisarzy Skandynawskich
Data wydania: 8 marca 2023
Oprawa: twarda
Liczba stron: 400
Moja ocena: 5/6

4.3.23

"Pony" – R.J. Palacio (przekład Maria Olejniczak-Skarsgard)

"Pony" – R.J. Palacio (przekład Maria Olejniczak-Skarsgard)
"Miłość to podróż bez końca"

R.J. Palacio, autorka bestsellerowej książki o Auggiem Pullmanie, tytułowym "Cudownym chłopaku", potrafi pięknie pisać o miłości – o różnych jej formach i odcieniach. Bez względu na to, czy wspomina o miłości romantycznej, rodzicielskiej, koleżeńskiej, czy o miłości do przyrody, zwierząt i świata, zawsze jest w stanie uchwycić subtelnie to, co najważniejsze i najcenniejsze. Miłość to również jeden z motywów przewodnich jej nowej książki – historii o chłopcu, który rusza w podróż, by odnaleźć swojego ukochanego ojca. W "Ponym" miłość wykracza poza granice wyznaczone przez rozum, staje się drogą, siłą napędową i ocaleniem – przed złem, lękiem i samotnością.


R.J. Palacio zabrała mnie w wyjątkową podróż. Akcja książki rozgrywa się w Ameryce lat 60. XIX wieku, tuż przed wybuchem wojny secesyjnej. "Pony" to udane połączenie literatury młodzieżowej i przygodowej z westernową/preriową scenerią, realizmem magicznym i historią o dorastaniu. Palacio opowiada o długiej i niebezpiecznej podróży dwunastoletniego Silasa – chłopiec postanawia ruszyć śladem ojca, którego nieznani jeźdźcy wywieźli w nieznane. Silasowi towarzyszy najlepszy przyjaciel (którego widzi i słyszy tylko on sam), a także tajemniczy konik. 

Naprawdę wiele dzieje się w tej książce, i to nie tylko na poziomie fabularnym, ale też emocjonalnym. Silas odbywa podróż zarówno dosłownie, przedzierając się przez lasy, równiny, rwące potoki, jak i metaforycznie – w głąb własnego serca. I ta podróż na zawsze go odmienia, podobnie zresztą jak koleje jego losu. Palacio z czułością i wrażliwością pisze o relacji ojca z synem, o przyjaźni, lojalności, zaufaniu i odwadze. "Pony" to blaski i cienie dorastania, pokonywanie lęków i słabości, droga do poznania siebie oraz próba pogodzenia się ze stratą. Jestem zachwycona głębią przekazu i emocji – w historii Silasa kryje się wiele słodko-gorzkich i życiowych refleksji. Zresztą to ogromna moc książek Palacio – są mądre, atrakcyjne fabularnie i bardzo poruszające, doskonałe zarówno dla młodzieży, jak i starszych czytelników.

 

"Pony" ma w sobie sporo smutku – bo porusza kwestie śmierci, tęsknoty, duchowości, lęku i samotności – ale też ogromną porcję ciepła, nadziei i ukojenia. Pokazuje, że nie jesteśmy sami i że możemy być szczęśliwi, nawet jeśli czujemy, że wszystko stracone. Że miłość i dobro mają ogromną moc – są naszym drogowskazem i ratunkiem. Palacio podarowała nam trzymającą w napięciu, rozczulającą i kojącą opowieść – przemówiła do mojego serca (i wzruszyła). 

Duchy, strzelaniny, dagerotypowe zdjęcia i oczywiście to, co najważniejsze: historia miłości, przyjaźni i dorastania. Wspaniała powieść!


PS I tylko spójrzcie na wydanie – "Pony" ma farbowane brzegi :)















* Współpraca barterowa z Wydawnictwem Albatros.

Tytuł oryginalny: Pony
Przekład: Maria Olejniczak-Skarsgard
Wydawnictwo: Albatros
Data wydania: 22 lutego 2023
Oprawa: zintegrowana
Liczba stron: 304
Moja ocena: 5/6




2.3.23

"Jedna kropla deszczu" – Joanna Szarańska

"Jedna kropla deszczu" – Joanna Szarańska
Gdy tracimy ukochaną osobę, tracimy też cząstkę siebie...


Łzy w oczach, ściśnięte gardło. I jeszcze to przyjemne ciepło w sercu doprawione odrobiną nostalgii... Chyba nie potrzeba lepszej rekomendacji. Bo kiedy powieść dostarcza tak wielu emocji, kiedy porusza najczulsze struny i skłania do refleksji i kiedy książkowe postaci stają się bliskie, to znaczy, że trafiliśmy na coś wyjątkowego. Joanna Szarańska po raz kolejny oczarowała mnie życiową i wartościową historią, w której pierwsze skrzypce odgrywają ludzie – ich uczucia, relacje i... wspomnienia, bo tym razem autorka zabiera czytelników w sentymentalną podróż pełną miłości, tęsknoty i wzruszeń. "Jedna kropla deszczu" to chwytająca za serce opowieść, w której bolesna strata i żałoba idą w parze ze wsparciem i troską. Berenika po 50 latach wspólnego życia musi pożegnać ukochanego męża. Śmierć Jana pogrąża ją w głębokim smutku. Jedynym oparciem w tym trudnym czasie jest dla niej wnuczka. Ewa postanawia zabrać babcię w podróż, którą Berenika planowała z Janem – śladem ich miłości. Wspomnienia prowadzą je przez ulice urokliwych miasteczek, leśne ścieżki i tatrzańskie szlaki. Wspólna wyprawa jeszcze bardziej zbliża do siebie babcię i wnuczkę – staje się plastrem na złamane serce, a także szansą, by zajrzeć w głąb siebie.


Joanna Szarańska pięknie pisze o miłości i stracie – z wrażliwością i czułością. Sposób, w jaki Berenika mierzy się z odejściem ukochanego męża, jednocześnie wzbudza smutek i ciepło. Subtelne sceny, liryczna i empatyczna proza oraz życiowa refleksja ukryte na kartach książki – to wszystko sprawia, że "Jedna kropla deszczu" z łatwością znajduje drogę do czytelniczego serca. Miłość i strata – dwa potężne uczucia, z których utkana jest historia Bereniki i Ewy. Miłość małżeńska oparta na solidnych fundamentach – przyjaźni i wzajemnej trosce. Piękna, ale niepozbawiona trudnych i bolesnych momentów – często właśnie o takiej miłości marzymy. I jest jeszcze miłość babci i wnuczki – rozczulająca międzypokoleniowa więź, która otuliła mnie i ogrzała. W powieści Joanny Szarańskiej przeszłość przeplata się z teraźniejszością – słodko-gorzkie wspomnienia przenikają fabułę i układają się w życiową i mądrą historię.

"Jedna kropla deszczu" przypomina jak ulotne i kruche jest życie. Że warto walczyć o miłość i marzenia – kochać i być kochanym. To opowieść o sile rodzinnego wsparcia i troski, żałobie oraz próbie pogodzenia się ze stratą. Wzrusza, otula nadzieją i przywołuje wspomnienia (pomyślałam o mojej babci – letnich wakacjach, cieście drożdżowym i kubku kakao:). Przytulam do serca i gorąco polecam. Taką Joannę Szarańską lubię najbardziej.














* Współpraca barterowa z Wydawnictwem Czwarta Strona.

Data wydania: 22 lutego 2023
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 308
Moja ocena: 5,5/6
Copyright © w ogrodzie liter , Blogger