3.2.23

"Platerówki? Boże Broń!" – Olga Wiechnik

"Platerówki? Boże Broń!" – Olga Wiechnik
Były sanitariuszkami, łączniczkami, tłumaczkami i kurierkami. Działały w konspiracji, prowadziły tajne nauczanie, kolportowały prasę, pracowały w wywiadzie, skakały ze spadochronem, uczestniczyły w akcjach dywersyjnych, wykonywały wyroki śmierci i kierowały wojskowymi ciężarówkami. Uczestniczyły w powstaniu warszawskim, walczyły z bronią w ręku zarówno w regularnych formacjach za granicą, jak i w oddziałach partyzanckich w kraju. W ramach Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie działały w szeregach Pomocniczych Służb Kobiet, a w Wojsku Polskim tworzyły samodzielny batalion.


O kobietach i roli jaką odegrały podczas drugiej wojny światowej w ostatnich latach mówi się coraz więcej, częściej i chętniej. I dobrze, chociaż wydaje się, że to wciąż za mało – bo dużo jest jeszcze do opowiedzenia, tym bardziej że kobiece doświadczenia wojenne nie są monolitem – składają się na nie przeróżne historie. Olga Wiechnik, dziennikarka, redaktorka, pisarka i autorka "Posełek", ponownie przygląda się kobiecym życiorysom, tym razem opowiadając o wojennych i powojennych losach żołnierek 1 Samodzielnego Batalionu Kobiecego im. Emilii Plater. Platerówki, bo tak właśnie nazywano pełniące w nim służbę kobiety, w większości pochodziły ze wschodnich terenów przedwojennej Polski i stamtąd też w latach 1940-1941 zostały deportowane w głąb ZSRR. Dla młodych dziewcząt zsyłka na Sybir oznaczała głód, zimno, choroby, śmierć bliskich oraz ciężką pracę ponad siły m.in. w kopalniach i przy wyrębie lasów. Szansą na wyrwanie się z syberyjskiego piekła, przetrwanie, a może i nawet powrót do Polski okazała się ogłoszona w 1941 roku "amnestia" dla obywateli polskich i związana z nią możliwość wstąpienia do formowanej na terenie ZSRR armii gen. Władysława Andersa. Nie wszystkie Polki zdołały jednak dotrzeć na czas – zatrzymał je tyfus, nakaz pracy w kołchozach, trudy dalekiej podróży. Część z nich postanowiła wyruszyć do Sielc nad Oką, by dołączyć do formowanej tam w 1943 roku 1 Polskiej Dywizji Piechoty im. Tadeusza Kościuszki – formacji wojska polskiego podległego władzom sowieckim i pod dowództwem płk. Zygmunta Berlinga. Początkowo nie przewidywano tworzenia osobnego kobiecego oddziału liniowego (ochotniczki miały dołączyć do męskich jednostek lub zasilić służby pomocnicze). Ponieważ jednak ilość przybywających do Sielc kobiet wykraczała znacznie poza wstępne szacunki i nie było możliwości ich odesłania, zdecydowano o powołaniu 1 Samodzielnego Batalionu Kobiecego im. Emilii Plater – jedynej takiej formacji w historii polskiego wojska.

"Idą, bo muszą. Idą, bo chcą. Idą, bo mogą. Z duszą na ramieniu, jak na skrzydłach. Pełne obaw, nadziei, nieufności, radości, wrogości i ekscytacji"

Publikacja Olgi Wiechnik to rzetelny i wnikliwy reportaż historyczny ukazujący losy Platerówek – od deportacji w głąb ZSRR i walkę o przetrwanie, przez wstąpienie i służbę w armii, aż po demobilizację, powrót do Polski i lata powojenne. W pierwszej części książki autorka odtwarza skrupulatnie szlak bojowy Platerówek – towarzyszy im m.in. pod Lenino, na Smoleńszczyźnie i Wołyniu, w Warszawie i Berlinie. Poznajemy młode kobiety, które po wyczerpującym szkoleniu trafiają na front, pełniąc służbę wartowniczą lub walcząc na pierwszej linii – noszą moździerze, rzucają granatami, obsługują cekaemy i dowodzą męskimi jednostkami. Trafiają też do ogarniętej powstańczą walką Warszawy – przerzucają broń, strzegą magazynów i fabryk, rozminowują teren, pilnują łączności. Druga część książki to trudny moment zakończenia wojny i pozornego przejścia w stan pokoju. Wiele Platerówek trafiło na tzw. Ziemie Odzyskane (Kresy Wschodnie po 1945 roku znalazły się poza granicami Polski i powrót w rodzinne strony okazał się niemożliwy). Olga Wiechnik wspomina m.in. o próbach rozpoczęcia "normalnego" życia rodzinnego i zawodowego, o radzeniu sobie z traumą, kwestiach pamięci i prawdy. Reportaż uzupełniony jest czarno-białymi fotografiami oraz fragmentami listów, wspomnień i raportów.


"Marysia Gielarowska siedzi w swoim okopie na metr trzydzieści, w wodzie do kostek.
Hena Mańkowska pierwszy raz widzi rannego człowieka.
Aniela Krzywoń, która spłonęła, broniąc dokumentów sztabowych, zostaje pośmiertnie odznaczona.
Lucyna Hertz dociera do Polski na spadochronie, a w czasie powstania warszawskiego traci obie nogi, a wkrótce też i życie.
Anna Borkowska służy w brygadzie saperów rozminowujących Warszawę.
Emilia Gierczak po przełamaniu Wału Pomorskiego ginie od kuli, która trafia ją w skroń.
Gienia Augustyn po wojnie rodzi syna i w wydziale rusznikarskim liczy naboje.
Irena Sztachelska po wojnie pracuje w Ministerstwie Zdrowia i przewodniczy Lidze Kobiet.
Michalina Hubaj podstawówkę kończy w wieku czterdziestu czterech lat, a Eugenia Tomczak maturę robi w tym samym roku, co jej najmłodszy syn. (...)"

Platerówki – cóż za silne, odważne kobiety! Zastanawiam się, jak to możliwe, że tak niewiele dotychczas o nich słyszałam. Olga Wiechnik wykonała wspaniałą pracę. Reportaż ściera z ich życiorysów niemal osiemdziesięcioletni kurz i wydobywa je na światło dzienne, by każdy z nas mógł przeczytać o kobietach-żołnierkach, które w latach drugiej wojny światowej z determinacją walczyły o siebie, swoich bliskich, ojczyznę i powrót do Polski. Niełatwo czytać o ich skomplikowanych losach – bo nie jest to historia z cyklu długo i szczęśliwie. Wspomnienia z syberyjskiego zesłania ściskają za gardło, podobnie zresztą jak relacja z walki na froncie oraz opisy płonącej Warszawy i zrujnowanego wojną kraju. Reportaż Olgi Wiechnik uświadamia, jak wielką tragedią był konflikt zbrojny, jak wiele ludzkich żyć pochłonął i jak wiele życiorysów na zawsze odmienił. I w tym morzu dramatu są one – żołnierki 1 Samodzielnego Batalionu Kobiecego im. Emilii Plater – młode dziewczyny, które siłą zmuszono do porzucenia rodzinnych domów i szkół na Kresach, które musiały szybko dorosnąć i wziąć na siebie odpowiedzialność za bliskich, a później też chwycić za broń, by marzenie o przetrwaniu i powrocie do Polski mogło się spełnić. Jest w tym reportażu, obok kobiecej odwagi, niezłomności i siły, sporo cierpienia, tragedii i goryczy. I w gruncie rzeczy też smutku, bo Platerówki stały się narzędziem rozgrywek sowieckiego okupanta, a w powojennej Polsce, o którą walczyły, spotkały się z niechęcią, odrzuceniem, a nawet poniżaniem i skandalicznym zniesławieniem. Tymczasem kobiety-żołnierki 1 Samodzielnego Batalionu Kobiecego im. Emilii Plater, jak mówi w książce profesor Kałwa, "rozwalają system, rozwalają patriarchat" – burzą stereotypy i nie wpasowują się w typowe kobiece ramy wyznaczone społecznie i kulturowo. Reportaż Olgi Wiechnik to fascynująca herstoria – o kobietach, o wojnie widzianej oczami kobiet, o kobiecej solidarności i podziałach, niezłomnej naturze, sile i słabościach. Autorka ożywiła w książce Platerówki – przybliżyła je nam, zwykłym czytelnikom. I co ważne, doskonale osadziła ich losy w kontekście historycznym. Publikacja Olgi Wiechnik łączy w sobie świetną narrację i język trafiający do każdego odbiorcy z rzetelną historyczną wiedzą i reporterską wnikliwością. 

Znakomity reportaż, niezwykle ważny, zarówno z kobiecego, jak i historycznego punktu widzenia. Całkowicie zatraciłam się w tej opowieści. Doceniam – i za przedstawienie losów Platerówek, i za kontekst historyczny. Takiej dobrej literatury faktu chcę czytać jak najwięcej. I polecam wszystkim, nie tylko kobietom oraz miłośnikom historii i reportażu.














* Współpraca barterowa z Wydawnictwem Poznańskie.

Data wydania: 25 stycznia 2023
Wydawnictwo: Poznańskie
Oprawa: Zintegrowana
Liczba stron: 304
Moja ocena: 5,5/6


29.1.23

"Latarnik" – Aleksandra Rak

"Latarnik" – Aleksandra Rak
Czy warto rozdrapywać stare rany i czy przeszłość może być kluczem do teraźniejszości? Jak odnaleźć drogę do samego siebie na wzburzonych wodach życia? I czy koleje naszego losu to jedynie kwestia przypadku?


Czy wierzysz w anioły? Takie pytanie nieraz słyszą bohaterowie nowej książki Aleksandry Rak. Można powiedzieć, że dla wielu osób to właśnie jedna z nich, pielęgniarka Oliwia "o oczach głębokich jak morze oraz głosie czułym i łagodnym jak lekki podmuch wiatru", jest aniołem, a przynajmniej była – aż do chwili gdy jej ukochana matka odeszła po długiej chorobie. Pogrążona w żalu i smutku dziewczyna postanawia porzucić swoje dotychczasowe życie – odejść z pracy, zerwać zaręczyny i wyjechać do nadmorskich Płotek, o których jej matka tajemniczo wspomniała w ostatnim liście do córki. Oliwia pragnie odnaleźć jej rodzinę i dowiedzieć się więcej. Ale czy wyjazd to rzeczywiście tylko chęć poznania przeszłości i szansa, by choć jeszcze przez chwilę czuć obecność zmarłej matki? A może wręcz przeciwnie – próba ucieczki przed bólem, tęsknotą, życiem i samą sobą? Jedno jest pewne – pojawienie się Oliwii w małej i spokojnej nadmorskiej miejscowości wywoła niemałe zamieszanie wśród mieszkańców. Czy dziewczyna będzie w stanie nawiązać z nimi więź i odnaleźć klucz do przeszłości? Dokąd zaprowadzą ją słowa matki, szum morza oraz tajemnicza legenda o latarni morskiej i jej strażniku? "Latarnik" Aleksandry Rak to pierwsza część nowego cyklu zatytułowanego "Szept anioła" – klimatyczna i chwytająca za serce opowieść o rodzinnych tajemnicach, bolesnej stracie, ludzkiej życzliwości i niełatwych kolejach losu.

"Można się od tego uzależnić. (...) Zapachu, widoku, smaku soli na ustach i kojącego szumu. Albo od obezwładniającej ciszy w nocy, gdy czujesz się samotny jak nigdy wcześniej"

Aleksandra Rak stworzyła w książce absolutnie wyjątkowy klimat – nie tylko osadziła fabułę w nadmorskiej miejscowości, ale wręcz ożywiła Bałtyk. Morze naturalnie przenika każdą stronę "Latarnika" – jest obecne w szumie fal, chłodnych podmuchach wiatru, chrzęście piasku pod stopami i bezkresnym horyzoncie, a także w rodzinnych tajemnicach, burzliwych uczuciach i zagadkowej przeszłości. Pokochałam nadmorską scenerię oraz motyw latarni morskiej i latarnika, który nadaje historii aurę tajemniczości. I bardzo polubiłam sposób, w jaki Aleksandra Rak buduje fabularną rzeczywistość – z dbałością o detale i "z duszą" – nadaje charakter zarówno postaciom, jak i miejscom i przedmiotom. W "Latarniku" możemy znaleźć przytulny nadmorski dom, pewien wzruszający list, mruczącego na kolanach kota, przepyszne ciasto śliwkowe i znacznie więcej. Najwspanialsze, że te wszystkie elementy idealnie komponują się z fabułą i nie stanowią jedynie narzędzia do zapełnienia stron jak ma to miejsce w niektórych powieściach obyczajowych. Czytelnik wyraźnie czuje, że "Latarnik" to przemyślana i dopracowana książka – warsztat pisarski autorki wspaniale się rozwija.


"Bo muszle skrywają w sobie szepty, schowane tam głęboko przez wiatr"

Cenię powieści Aleksandry Rak za życiowy realizm – i "Latarnik" nie różni się pod tym względem od pozostałych książek autorki. Nie ma w nim miejsca na lukier – jest za to wielobarwna mozaika przeróżnych charakterów, prawdziwe życie oraz autentyczne emocje i ludzkie zmagania. Poznajemy nie tylko Oliwię, ale też mieszkańców Płotek: Bogusię, która po wypadku samochodowym porusza się na wózku; Eleonorę, starszą kobietę, która po śmierci męża czuje się bardzo samotna, choć nie chce tego przyznać nawet przed samą sobą; Daniela i Dawida, dwóch braci, którzy skrywają w sercach poczucie winy i niespełnione marzenia; Lucynę, sekretarkę wójta i największą plotkarę w miasteczku oraz młodziutką Sonię, córkę alkoholika, która nie potrafi odnaleźć właściwej drogi. Wydaje się, że każdy z nich potrzebuje pomocnej dłoni... Aleksandra Rak z wrażliwością zagłębia się w niełatwe międzyludzkie relacje i trudne kwestie dotyczące m.in. rodziny, choroby, przemocy domowej, samotności, straty, poczucia własnej wartości, miłości i przyjaźni. Opowiada o zwykłym życiu i zwykłych ludziach – takich jak my – którzy popełniają błędy, bywają zagubieni, tracą nadzieję, zmagają się z własnymi słabościami i lękami. W "Latarniku" łzy smutku i radości mieszają się z nadzieją, są wzloty i upadki, bolesne i pokrzepiające momenty. Historie bohaterów przeplatają się, tworząc jedną poruszającą opowieść, którą poznaje się jednym tchem i z ogromnym zainteresowaniem. Dużo emocji i refleksji – "Latarnik" to nieodkładalna książka.

O czym szumi morze...

Książka Aleksandry Rak urzekła mnie wyjątkowym klimatem, życiowym realizmem i literacką dojrzałością. Absolutnie pięknie napisana – z wrażliwością i czułością – liryczna, nostalgiczna, pełna mądrych i poruszających słów. Ma w sobie dużo smutku, ale jeszcze więcej nadziei, ciepła i dobrej energii – otula i przywraca wiarę. To opowieść o bolesnej stracie i próbie zmierzenia się z żałobą, smutkiem i tęsknotą. O aniołach, co prawda bez skrzydeł i aureoli, lecz z dobrym sercem, empatią i życzliwością – są wśród nas, gotowi wysłuchać i podać pomocną dłoń. O tym, że czasami odnaleźć siebie możemy dopiero wtedy, gdy naprawdę się zgubimy. I o ludziach, którzy pojawiają się w naszym życiu w odpowiednim czasie – i zmieniają je na zawsze.

Wspaniała powieść! Z niecierpliwością czekam na kontynuację i gorąco polecam. Wsłuchajcie się w historię wyszeptaną przez morze – niech trafi wprost do waszych serc.













* Współpraca barterowa z Wydawnictwem Flow.

Data wydania: 25 stycznia 2023
Wydawnictwo: Flow
Cykl: Szept anioła (tom pierwszy)
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 384
Moja ocena: 5,5/6


24.1.23

"Włoska balerina" – Kristy Cambron (przekład Dominika Chylińska)

"Włoska balerina" – Kristy Cambron (przekład Dominika Chylińska)
"Całą tę historię zachowam w tajemnicy, dopóki nie będziesz gotowa, aby ją wyjawić"

Rok 1943. Losy utalentowanej primabaleriny, wojskowego sanitariusza i małej żydowskiej dziewczynki krzyżują się pewnego dnia w rzymskim szpitalu tuż pod czujnym okiem niemieckiego okupanta...

Lata współczesne. Dwie rodziny i dwa różne kontynenty. Stare listy i niepozorna dziecięca walizka. Bolesna strata i zagadka z przeszłości.


Kristy Cambron zabiera czytelników w fascynującą podróż w czasie – umiejętnie splata przeszłość i teraźniejszość w jedną chwytającą za serce opowieść. "Włoska balerina" to kilka linii czasowych, dopracowane historyczne tło oraz wiele interesujących motywów i lokalizacji – od bombardowanego Londynu i baletowych scen Coventry Garden, przez rozległe sady amerykańskiego stanu Indiana, aż po słoneczne włoskie ogrody, szpitalne sale oraz ogarnięte wojną rzymskie uliczki. Kristy Cambron po raz kolejny stworzyła powieść inspirowaną prawdziwymi wydarzeniami, tym razem nawiązując do wojennej historii Włoch – działań podejmowanych przez personel rzymskiego szpitala bonifratrów i zakonników kościoła San Giovanni Calibita w celu ratowania ludności żydowskiej m.in. w okresie masowych deportacji z getta. Niezwykle cenię sposób, w jaki Cambron ożywia przeszłość – to zawsze wyjątkowa szansa na poznanie nowych perspektyw i nieznanych fragmentów historii – prawdziwa gratka dla miłośników książek z gatunku historical fiction.


"W tym właśnie zawiera się potężna moc historii. Przypominać. Uczyć. Zobaczyć i zrozumieć ludzkie doświadczenia oczami innych. I, mam nadzieję, dać punkt oparcia dla empatii, by rosła w naszych własnych sercach" – Kristy Cambron

"Włoska balerina" łączy losy kobiet i mężczyzn, którzy ryzykując własne życie, walczyli o wolność, godność i lepszy świat. Kristy Cambron z wrażliwością pisze o ich zmaganiach, uczuciach i trudnych wyborach – kreśli przejmujące portrety rozdartych wojną ludzi na tle burzliwych wydarzeń. Ale "Włoska balerina" zachwyca nie tylko interesującymi postaciami i dopracowanym historycznym tłem, ale też trzymającą w napięciu i misternie utkaną fabułą, pełnym emocji wątkiem romantycznym, wzruszającym przesłaniem oraz przepiękną prozą. To wspaniały pean na cześć ludzkiego hartu ducha – pokrzepiająca i inspirująca opowieść, która pokazuje, że dobro, piękno, miłość i nadzieja są w stanie rozświetlić mrok oraz przeciwstawić się złu i nienawiści. Że są uczucia i wartości, o które trzeba i należy walczyć. I że jedno ocalone istnienie to triumf życia nad śmiercią. Czytając ostatnie strony, zalała mnie fala ogromnych emocji – smutku, wdzięczności i nadziei – byłam jednym wielkim wzruszeniem. Magia Kristy Cambron. Pokochałam i gorąco polecam.














* Współpraca barterowa z Wydawnictwem Znak.

Tytuł oryginalny: The Italian Ballerina
Przekład: Dominika Chylińska
Data wydania: 25 stycznia 2023
Wydawnictwo: Znak
Oprawa: miękka
Liczba stron: 432
Moja ocena: 5/6

22.1.23

"Muzyka nocy" – Jojo Moyes (przekład Monika Bukowska)

"Muzyka nocy" – Jojo Moyes (przekład Monika Bukowska)
Co tworzy dom? Ściany, podłogi, dach, okna i drzwi? Ulubiony fotel, osobiste drobiazgi, regały pełne książek i oprawione w ramki zdjęcia na nocnym stoliku? A może dom to ludzie – osoby bliskie naszemu sercu? Może to ich śmiech, łzy, marzenia i wspomnienia tworzą miejsce, które nazywamy domem? Czy każde cztery ściany mogą stać się naszym azylem – bezpiecznym schronieniem?


Szczęśliwy i uporządkowany świat skrzypaczki Isabel rozpada się na kawałki z chwilą, gdy w wypadku samochodowym ginie jej mąż. Kobieta traci nie tylko ukochanego mężczyznę, ale też londyński dom – wspólnie z dziećmi musi przeprowadzić się na wieś do posiadłości otrzymanej w spadku po dalekim krewnym. Dom położony jest niemal na odludziu i wymaga gruntownego remontu. Czy Isabel będzie w stanie zawalczyć o siebie i swoją rodzinę? Czy stary, odziedziczony budynek stanie się ich prawdziwym domem?

Jojo Moyes to dla mnie gwarancja dobrej literatury obyczajowej. Motyw przewodni wydaje się nieco wyświechtany – ot, kolejna historia o kobiecie, która znalazła się na życiowym zakręcie i która musi zmierzyć się z przeciwnościami losu. Cała magia tkwi jednak w literackim talencie Moyes. Niewiele pisarek potrafi tworzyć tak ciepłe i ludzkie opowieści, jednocześnie zabawne i refleksyjne. "Muzyka nocy" również ma ten szczególny urok – rozśmiesza do łez, niepostrzeżenie wciąga i angażuje, a ostatecznie otula nadzieją i przynosi czytelniczy spokój. Lubię humor Moyes, jej wrażliwość, trafne i przenikliwe spojrzenie oraz błyskotliwe pióro. Po raz kolejny stworzyła dynamiczną (i początkowo nieco irytującą;) kobiecą postać, która przechodzi wewnętrzną przemianę – odkrywa w sobie siłę i determinację. W powieści znajdziemy klimat angielskiej wsi, naturalne dialogi, ciekawych bohaterów pierwszo- i drugoplanowych, sporo wzlotów i upadków, przeróżnych emocji – i znacznie więcej.


"Muzyka nocy" utkana jest z melodii skrzypiec i melodii serca. To opowieść o mierzeniu się ze stratą, macierzyństwie, miłości, samotności, obsesji i zdradzie. O zderzeniu pasji z prozą życia, bolesnej prawdzie, nowych początkach i walce o szczęście swoje i bliskich. O muzyce, która wypełnia duszę i dodaje odwagi, by mierzyć się z trudną rzeczywistością – i pomaga otworzyć serce na drugiego człowieka.

Jak dobrze, że jest Jojo Moyes – z "Muzyką nocy" miło spędziłam weekend. Właśnie takiej książki potrzebowałam – najlepsze guilty pleasure. Warto.



















* Współpraca barterowa z Wydawnictwem Znak.

Tytuł oryginalny: Night Music
Przekład: Monika Bukowska
Wydawnictwo: Znak
Data wydania: 11 stycznia 2023
Oprawa: miękka
Liczba stron: 448
Moja ocena: 5/6

20.1.23

"Zima lwów" – Stefania Auci (przekład Tomasz Kwiecień) /przedpremierowo/

"Zima lwów" – Stefania Auci (przekład Tomasz Kwiecień) /przedpremierowo/
Miłość? Rodzina? Bogactwo i prestiż? Spełnianie marzeń? Czym jest szczęście? Ciepłym promieniem słońca w pochmurny dzień? Krótkim uśmiechem losu pośród morza smutku, goryczy i porażki?

Ignazziddu Florio wie, czym jest szczęście, a przynajmniej tak mu się wydaje. Ten beztroski młody mężczyzna urodzony w bogatej i szanowanej rodzinie ma wszystko, czego zapragnie – pieniądze, możliwości, a wkrótce też piękną żonę – i bierze z życia tylko to, co najlepsze. Ignazziddu zupełnie nie przypomina swojego obowiązkowego i pracowitego ojca, Ignazia seniora, który poświęcił dla Domu Florio wszystko – czas, zdrowie, a nawet miłość i osobiste szczęście. Ale los bywa przewrotny. Gdy Ignazio umiera w wieku zaledwie pięćdziesięciu lat, Ignazziddu, jako najstarszy syn, musi stanąć na czele imperium Florio i wziąć odpowiedzialność nie tylko za swoich bliskich, ale też za rodzinny biznes i setki pracowników. Czy młody mężczyzna odnajdzie w sobie siłę charakteru, determinację i wizjonerstwo ojca, dziadka i pradziadka, by kontynuować dzieło rodu Florio?


W "Zimie lwów" Stefania Auci kontynuuje wielopokoleniową opowieść o losach sycylijskiego rodu Florio – jednej z najbogatszych włoskich rodzin. Floriowie przez lata budowali swoje gospodarcze imperium – począwszy od 1799 roku, gdy bracia Paolo i Ignazio wyemigrowali z Bagnary Calabria, osiedlili się w Palermo i otworzyli sklep z przyprawami, aż po działalność w różnych gałęziach przemysłu (połów tuńczyka, wino Marsala, żegluga, tekstylia, porcelana, stocznie, hotele oraz motoryzacja). Dom Florio wniósł ogromny wkład w rozwój i dziedzictwo Sycylii, m.in. dając zatrudnienie mieszkańcom wyspy i prowadząc ożywione życie kulturalno-społecze. W latach świetności nazwisko Florio symbolizowało bogactwo, szacunek i prestiż, a członkowie rodu mieli wpływy nie tylko w przemyśle, ale również w polityce. Stefania Auci postanowiła ożywić historię tej sycyliskiej rodziny, tworząc dwutomową sagę. "Zima lwów" obejmuje okres od 1868 roku do połowy XX wieku i, podobnie jak pierwsza część serii, zachwyca rozmachem. Auci zawsze podkreśla, że napisała powieść – jej saga to doskonały przykład wartościowej beletrystyki opartej na prawdziwej historii. W książce prywatne i zawodowe losy Floriów płynnie łączą się z burzliwymi dziejami Sycylii i całych Włoch. "Zima lwów" to intrygująca i porywająca opowieść o władzy, bogactwie, miłości i zdradzie. To wielopokoleniowy cykl narodzin i śmierci, wzlotów i upadków, radości i smutku. Historia wielkich marzeń, ciężkiej pracy, niebywałego sukcesu i bolesnego upadku – przewrotnego losu, który daje i odbiera.

"Sycylijczycy zawsze to rozumieli: morze szanuje tylko tych, którzy jemu okazują szacunek. Jest hojne, daje ryby i sól, wydyma wiatrem żagle, ofiaruje koral na klejnoty dla świętych i królów. Ale jest też kapryśne i w każdej chwili może gwałtownie odebrać swoje dary"

Zachwycająca jest historyczno-sycylijska oprawa książki Auci – autorka wykonała staranny reaserch i zadbała o detale (zresztą jak sama przyznaje, praca nad powieścią zajęła jej niemal sześć lat). Wyraźnie czuć ducha minionych lat – w opisach codziennego życia, społecznych nastrojach oraz w historycznych, geograficznych i politycznych akcentach. Auci w fascynujący sposób zagłębia się w kwestie związane z działalnością rodu Florio – opowiada o ciężkiej pracy, pasji, odpowiedzialności, wyzwaniach, sukcesach i porażkach. Przewracając kolejne strony, poznajemy nie tylko skomplikowane losy rodziny Florio, ale też burzliwą historię Sycylii i całych Włoch. Widzimy jak Palermo rozkwita w swoich dobrych latach oraz upada w gorszych, doświadczając społecznych i ekonomicznych zawirowań. Sycylia w książce Auci tętni życiem i pełna jest obrazów, smaków i zapachów. To złote wschody słońca, morska bryza, labirynty wąskich uliczek, dźwięk kościelnych dzwonów oraz zapach ryb, jaśminu i kwiatów pomarańczy. To zderzenie bogactwa i biedy oraz tradycji i nowoczesności. Auci przenosi czytelników w czasie i przestrzeni – "Zima lwów" bez wątpienia zachwyci nie tylko miłośników rodzinnych sag, ale również fanów powieści historycznych.


"Prawdziwym przekleństwem szczęścia jest nieuświadomienie sobie, kiedy się go doświadcza. W chwili, gdy uzmysławiasz sobie, że byłeś szczęśliwy, pozostaje ci tylko echo"

"Zima lwów" stanowi idealną scenografię dla fascynujących postaci męskich i kobiecych. Auci portretuje mężów, ojców i synów pracujących na chwałę Domu Florio oraz ich żony, matki i córki doświadczające radości i smutków rodzinnego życia. Czasami wydaje się, że członków tej sycyliskiej rodziny łączy jedynie nazwisko. Auci stworzyła wiele złożonych, nieoczywistych i wyróżniających się osobowości. Towarzyszenie im w życiowej podróży na przestrzeni wielu lat i obserwowanie, w jaki sposób się zmieniają pod wpływem szczęścia, dramatów i niełatwych okoliczności to prawdziwa czytelnicza przyjemność. Ich zmagania angażują emocjonalnie i skłaniają do refleksji. W "Zimie lwów" splatają się ze sobą miłość i poświęcenie, wielka namiętność, zdrada, intryga i śmierć. Są rozstania i powroty oraz blaski i cienie małżeństwa i macierzyństwa. Każdy z bohaterów szuka swojej własnej drogi balansując między poczuciem obowiązku a pragnieniami. 

"Zima lwów" to napisana z wdziękiem i talentem oraz wspaniale wkomponowana w kontekst historyczny opowieść o metaforycznej zimie wielkiego sycylijskiego rodu Florio. Dramatyczna, angażująca i niezwykle ciekawa lektura – o miłościach i namiętnościach, które nie stanowią antidotum na pustkę, poczucie winy i tęsknotę. O tym, jak to jest mieć wszystko i wszystko tracić. O nazwisku i rodzinnym dziedzictwie, które ciążą i przygniatają, o pokoleniowych zmianach, błędnych decyzjach i ich druzgocących konsekwencjach.

Często zdarza się, że kontynuacja nie spełnia oczekiwań – przynosi czytelnikom rozczarowanie. W przypadku rodzinnej sagi Stefanii Auci jest zupełnie inaczej. To właśnie "Zima lwów" zachwyca bardziej. Wspaniała książka! Czytajcie – zabierze was w wyjątkową włoską podróż. Polecam.







* "Sycylijskie lwy" (pierwsza część sagi)






* Współpraca barterowa z Wydawnictwem W.A.B.

Tytuł oryginalny: L'inverno dei leoni
Przekład: Tomasz Kwiecień
Wydawnictwo: W.A.B.
Data wydania: 8 lutego 2023
Oprawa: twarda
Liczba stron: 784
Moja ocena: 5/6

17.1.23

"Tajemnica Lost Lake" – Jacqueline West (przekład Maria Jaszczurowska) /przedpremierowo/

"Tajemnica Lost Lake" – Jacqueline West (przekład Maria Jaszczurowska) /przedpremierowo/
"Pewnego razu były sobie dwie siostry, które wszystko robiły wspólnie. Ale tylko jedna z nich zniknęła"

Kiedy jedenastoletnia Fiona Crane, siedząc na podłodze między regałami w bibliotece Chisholm Memorial, przeczytała te słowa, poczuła dreszczyk emocji. Książka, którą trzymała w dłoniach wyglądała na starą – nie miała bibiotecznego stempla, była oprawiona w ciemnozieloną skórę, a na okładce nad szkicem przedstawiającym mroczny las widniał wytłoczony napis "Zaginiona". To był początek niecodziennej przygody... Wkrótce dziewczynka odkrywa, że opowieść o siostrach sprzed niemal stu lat splata się z prawdziwym życiem, a na pozór senne miasteczko Lost Lake może skrywać niepokojącą tajemnicę. "Zaginiona" pojawia się i znika, podobnie zresztą jak kolejne jej rozdziały. Ale przecież książki nie piszą się same i nie wędrują też same po bibiotekach, domach i ulicach... A może jednak? Fiona będzie musiała zmierzyć się z zagadką z przeszłości. Czy przezwycięży lęk i odkryje prawdę? Dokąd zaprowadzi ją opowieść o Hazel i Pearl, dwóch nierozłącznych siostrach?


Dwie siostry, stara biblioteka, zagadka z przeszłości i przedziwna książka. Czy potrzeba czegoś więcej? Dodajmy jeszcze odrobinę mroku i sporą garść pisarskiego talentu Jacqueline West, a otrzymamy absolutnie czarującą powieść. "Tajemnica Lost Lake" to udane połączenie przygody, tajemnicy i kryminału z wątkami paranormalnymi w wersji odpowiedniej dla młodszego czytelnika. Jacqueline West miała wspaniały pomysł na młodzieżową historię z dreszczykiem, a efekt końcowy zachwyca. Pokochałam szkatułkową konstrukcję książki. To "historia w historii", bo poznajemy nie tylko jedenastoletnią dziewczynkę, która przeprowadza się do Lost Lake i podąża tropem nierozwiązanej tajemnicy sprzed lat, ale też dwie siostry z bogatej rodziny, których życie pewnego dnia zmienia się na zawsze. Te dwa światy biegną w książce West równolegle i coraz bardziej przenikają się ze sobą aż do zaskakującego zakończenia. Autorka zdołała zachować balans między tym co lekkie, codzienne i dobrze znane, a tym co mroczne, tajemnicze i niebezpieczne. Napięcie fabularne koncentruje się wokół zagadki zniknięcia, tajemniczej książki i... duchów, które będąc jednocześnie w przeszłości i teraźniejszości, spajają historię. Szybsze bicie serca gwarantowane.

"Opowieści to dziwne istoty. Są jak zawartość zapieczętowanej skrzynki zakopanej w ziemi – istnieją tylko w umysłach ludzi, którzy o nich pamiętają"


"Tajemnicę Lost Lake" można czytać jako trzymającą w napięciu przygodę z dreszczykiem. Ale to nie wszystko – książka Jacqueline West ma do zaoferowania znacznie więcej. Z Fioną, główną bohaterką, łatwo się utożsamiać. Dziewcznka przeprowadziła się właśnie do nowego miasta – musiała porzucić dawne życie i przyjaciół, co nieuchronnie wiąże się z tęsknotą i poczuciem osamotnienia. Jacqueline West porusza kwestie dotyczące siostrzanej więzi i relacji. Fiona często ma wrażenie bycia w cieniu swojej starszej utalentowanej siostry Arden. Niezwykle ciekawe są paralele między Fioną i Arden z teraźniejszości, a Hazel i Pearl z przeszłości. "Tajemnica Lost Lake" opowiada o silnej, ale burzliwej siostrzanej więzi. O lojalności, poczuciu winy, nieporozumieniach i napięciach, przebaczeniu innym i samemu sobie. O pamięci, prawdzie i wydarzeniach, które potrafią na zawsze odmienić bieg życia. I o przeszłości, która jest częścią teraźniejszości. Książka West to doskonała czytelnicza rozrywka z mądrym przekazem, która rozbudza ciekawość i uczy – pięknie napisana, przystępna, pomysłowa i pokrzepiająca. W jednym momencie siedziałam z Fioną w przytulnej bibliotece, a chwilę później pędziłam z Hazel i Pearl przez gęsty las. Nieodkładalna książka! 

Cóż... Nie mogłam wymarzyć sobie czytelniczo lepszego początku roku. Świetna książka dla młodszych i starszych czytelników, a szczególnie dla miłośników bibliotek, zagadek z przeszłości i duchów. Gorąco polecam.













* Współpraca barterowa z Wydawnictwem Literackie.

Tytuł oryginalny: Long Lost
Przekład: Maria Jaszczurowska
Wydawnictwo: Literackie
Data wydania: 25 stycznia 2023
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 256
Moja ocena: 5,5/6


11.1.23

"Powiedziała, że nie żałuje" – Tommi Kinnunen (przekład Sebastian Musielak)

"Powiedziała, że nie żałuje" – Tommi Kinnunen (przekład Sebastian Musielak)
Co począć, gdy lęk przed śmiercią zamienia się w lęk przed życiem? Czy po zakończeniu wojny można po prostu wrócić do tego, co było kiedyś – wtopić się ponownie w krajobraz, podjąć na nowo to, co zostało porzucone? Wrócić do domu, uściskać bliskich, oddzielić przeszłość grubą kreską i zapomnieć? Czy kasza i maliny będą smakować tak samo? Czy emocje będą te same? Czy oczy będą widzieć w lustrze to co kiedyś? Niby ta sama twarz, a jednak inna. Bo przecież świat się zmienił. I człowiek również... I czy w ogóle jest jeszcze jakiś dom? Czy jest jakieś jutro?


Kiedy na początku września 1944 Finowie zawarli rozejm z ZSRR, rozpoczęła się tzw. "wojna lapońska" trwająca do kwietnia 1945 roku. Oznaczało to kres obecności III Rzeszy w Finlandii, a dla wielu również koniec koegzystencji fińskiej ludności cywilnej z niemieckimi żołnierzami. Wycofujący się do Norwegii Niemcy siali spustoszenie – niemal cała Laponia została wówczas zrównana z ziemią. Po roku 1945 czas drugiej wojny światowej stał się tematem tabu – przykryła go warstwa milczenia i zapomnienia, tym bardziej że do wielu spraw bezpieczniej było się nie przyznawać. Spalone domy, zniszczenia, mogiły poległych i fizyczne blizny – tego nie dało się ukryć. Jednak to, co najbardziej bolesne skrywane było często głęboko w sercu. 

Wojna lapońska, a właściwie jej druzgocące konsekwencje stały się literackim tłem dla książki Tommi Kinnunena, fińskiego pisarza i nauczyciela. "Powiedziała, że nie żałuje" (tłum. Sebastian Musielak) wychodzi jednak poza dobrze znane i utarte schematy. Kinnunen nie opisuje konfliktu zbrojnego, lecz przedstawia wojnę oczami kobiet – Finek, które po kapitulacji Niemiec wracały pieszo z Norwegii do porzuconych domów w Finlandii – i spotykały się z nienawiścią i społecznym ostracyzmem. Ciekawe zatem jest nie tylko historyczne tło i kobieca perspektywa, ale również kwestie dotyczące moralności, współudziału oraz odpowiedzialności indywidualnej i zbiorowej. W książce Kinnunena kobieca siła, poczucie winy, trudne decyzje, niepewność jutra i przypadkowość losu splatają się ze sobą tworząc przejmującą opowieść drogi. Pięć kobiet odbywa powojenną wędrówkę: dosłownie – przemierzając zrównaną z ziemią Laponię; metaforycznie – zaglądając w głąb własnego serca; i w szerszym kontekście – przechodząc z czasów wojny do czasu pokoju. Nadzieja i lęk mieszają się ze sobą, a dawne życie wydaje się jednocześnie bliskie i dalekie, znajome i obce. Co czeka na bohaterki książki Kinnunena w ich rodzinnych stronach? Nowy początek, a może tylko wstyd, hańba, nienawiść i przymusowe milczenie?


Bo łatwiej kogoś potępić zamiast spróbować zrozumieć. Bo łatwiej milczeć, niż powiedzieć prawdę. Bo łatwiej odejść, niż wrócić...

Książka Tommi Kinnunena jest bez wątpienia jedną z ciekawszych powieści drogi jakie miałam okazję poznać. Wspaniale rezonuje – i to na wielu różnych płaszczyznach. W wymiarze uniwersalnym "Powiedziała, że nie żałuje" to przenikliwe spojrzenie na wojnę z perspektywy kobiet. Tommi Kinnunen opowiada o tym, co wojna robi z człowiekiem – w jaki sposób go naznacza, zmienia i okalecza oraz zmusza do przesuwania granic – emocjonalnych i moralnych. Widzimy kobiety, które, z różnych powodów, podejmowały decyzje, nie zawsze słuszne i akceptowane społecznie. "Powiedziała, że nie żałuje" to również próba konfrontacji z ważnym pytaniem: "Dlaczego mężczyzn usprawiedliwia się rozkazami z góry, a kobiety obarcza odpowiedzialnością indywidualną?". Kobiety, chcąc lub nie chcąc, stały się częścią wojennej machiny – autor pokazuje, że warto i należy poznać kobiecy punk widzenia. W wymiarze indywidualnym, Kinnunen umiejętnie porusza się po grząskim gruncie – z wrażliwością i przenikliwością podejmuje kwestie dotyczące moralności i egzystencjalnych rozterek. I co ważne, tworzy niezwykle interesujące kobiece portrety – złożone i pełne niuansów. Poznajemy pięć kobiet, które różni wiele, ale łączy wspólne doświadczenie: widmo hańby, pogardy i społecznego ostracyzmu oraz niełatwa piesza wędrówka przez zniszczoną Laponię. Kinnunen doskonale zagłębia się w ich świat wewnętrzny – mieszankę lęku i nadziei, skomplikowane emocje, wątpliwości, motywy postępowania i wspomnienia. Między kobietami zawiązuje się wymuszona okolicznościami nietrwała więź, a wędrówka ostatecznie zmienia je na zawsze – dla niektórych staje się drogą ku wolności i niezależności. Może nawet szansą, by w końcu wyrwać się z dawnego życia i podążyć za własnymi pragnieniami. Akcja książki rozgrywa się na przełomie zimy i wiosny, co również nabiera symbolicznego znaczenia. Nie sposób nie zachwycić się realistyczną prozą Kinnunena, w której płynnie przenikają się ze sobą skandynawska natura i świat wewnętrzny kobiet.

"Niektóre wizje były całkiem wyraźne: w jednej kobieta siedzi na poboczu i patrzy na znikające za zakrętem plecy pozostałych, w drugiej wszystkie widzą znajome krajobrazy, ale jeszcze ich nie rozpoznają. Inne obrazy były znów nieostre i bardziej przypominały wrażenia zmysłowe: połyskująca w słońcu tafla jeziora i oślepiająco zielony las. Smród ze spalonych domów, smak jęczmiennego podpłomyka. To, jak czuć pod dłonią dopiero odrastające włosy"

"Powiedziała, że nie żałuje" to pięknie napisana i wartościowa książka, która otwiera i rozum, i serce – bez moralizowania, a z dużą dozą literackiego talentu i psychologicznej przenikliwości oraz ludzkiej wrażliwości i otwartości. To kobieca opowieść o utraconej ojczyźnie i tożsamości, trudnych powrotach i niepewności jutra. A dla mnie również o różnych odcieniach samotności – egzystencjalnych wątpliwościach, przypadkowości losu i próbie przejęcia nad nim kontroli – nadania kierunku swojemu życiu. Tommi Kinnunen dotyka niezagojonych ran – wojny, której widmo czai się nadal w podświadomości kolejnych pokoleń. I oddaje głos kobietom – "tym, które po powrocie do domów z wojny wolały już do śmierci nigdy nikomu nie mówić o pewnym etapie swojego życia". Warto poznać ich historie. Wspaniała książka – pozostawia wiele miejsca na własne przemyślenia. Zostanie ze mną dłużej (i z pewnością trafi na listę ulubieńców 2023). Polecam.
















* Współpraca barterowa z Wydawnictwem Poznańskie.

Tytuł oryginalny: Ei kertonut katuvansa
Przekład: Sebastian Musielak
Wydawnictwo: Poznańskie
Seria: Seria Dzieł Pisarzy Skandynawskich
Data wydania: 11 stycznia 2023
Oprawa: twarda
Liczba stron: 320
Moja ocena: 5,5/6

29.12.22

"Wiem, dlaczego w klatce śpiewa ptak" i "Zgromadźcie się w imię moje" – Maya Angelou (przekład Elżbieta Janota)

"Wiem, dlaczego w klatce śpiewa ptak" i "Zgromadźcie się w imię moje" – Maya Angelou (przekład Elżbieta Janota)
"O ile już samo dorastanie jest dla czarnej dziewczynki z Południa czymś bolesnym, o tyle świadomość, że nie jest to nawet jej miejsce, to rdza na brzytwie zagrażającej gardłu. Niepotrzebna obraza"

Miała zaledwie trzy lata, gdy wspólnie z bratem przybyła do małego miasteczka Stamps w amerykańskim stanie Arkansas. I w ten sposób podzieliła los tysięcy czarnoskórych dzieci, które samotnie podróżowały przez kraj krążąc między rodzicami a bliskimi lub dalszymi krewnymi. Życie Marguerite już od najwcześniejszych lat naznaczone było porzuceniem, wykorzenieniem oraz poczuciem braku stabilności i bezpieczeństwa. Ogromną część dzieciństwa i dorastania spędziła w drodze między Stamps, St. Louis, San Francisco, Oakland i Los Angeles – przekazywana z rąk do rąk między babcią, matką, ojcem i członkami rodziny. I nie była pewna, dokąd przynależy, gdzie tak naprawdę jest jej dom oraz gdzie i jak powinna stworzyć dom dla siebie i rodziny, którą w przyszłości miała założyć. Mała Marguerite pragnęła wyglądać jak jedna z białych niebieskookich dziewczynek, które w jej marzeniach reprezentowały to, co na świecie dobre. Sama mówiła o sobie, że jest "dużą murzynką z kudłatymi czarnymi włosami, chudymi nogami i szparą między zębami, w której zmieściłby się ołówek numer dwa". Wkrótce zrozumiała jednak, że to nie jej czarne kręcone włosy stanowią problem, lecz rasowe podziały. Życie nieraz odwracało się do niej plecami i próbowało podciąć jej skrzydła – Ameryka lat. 30. i 40. XX wieku z segregacją rasową, uprzedzeniami, rasizmem, seksizmem i patriarchalnym społeczeństwem nie była przyjaznym miejscem dla czarnoskórej dziewczyny. Ale Marguerite Johnson nie zamierzała się poddawać...


"Wiem, dlaczego w klatce śpiewa ptak" i "Zgromadźcie się w imię moje" to dwie pierwsze części autobiograficznej serii Mai Angelou, afroamerykańskiej poetki, pisarki, reżyserki i aktywistki. Po raz pierwszy zostały wydane w USA w 1969 i 1974 roku. Minęły lata, a mimo to wspomnienia Angelou wciąż są uznawane za współczesny literacki klasyk – nadal rezonują, inspirują, wzbudzają emocje, kontrowersje i dyskusje. "Wiem, dlaczego w klatce śpiewa ptak" przedstawia losy Mai od 3 do 16 roku życia. "Zgromadźcie się w imię moje" stanowi jej bezpośrednią, trzyletnią kontynuację. Na tle rasowych napięć Ameryki lat 30. i 40. XX wieku Maya Angelou konfrontuje się z własnym niełatwym dzieciństwem i dorastaniem. Widzimy bohaterkę, która z małej dziewczynki, zagubionej i nieśmiałej, zmienia się w młodą, nieustępliwą kobietę – matkę walczącą o lepsze życie dla siebie i swojego syna. Ale wraz z mijającymi latami zmienia się nie tylko Maya, ale także wyzwania, które stawia przed nią życie. Angelou podejmuje w książkach kwestie dotyczące rodziny, dojrzewania, samotności, miłości i seksualności, edukacji, przemocy i biedy. Opowiada, jak wyglądało dorastanie na Południu wśród dyskryminacji, ignorancji i podziałów – pisze o indywidualnych i społecznych ograniczeniach, słowach, które budowały mosty lub mury, nienawiści, która rodziła nienawiść oraz o brutalnie odebranej niewinności i konieczności szybkiego dorastania. "Wiem, dlaczego w klatce śpiewa ptak" i "Zgromadźcie się w imię moje" to również refleksja na temat tożsamości, godności, rozwoju i samooceny. Angelou przedstawia wydarzenia głosem zgodnym z ówczesnymi realiami, więc całość wydaje się jeszcze bardziej wiarygodna – niczym intymny dziennik sprzed lat. Zwykłe codzienne radości i smutki przeplatają się z ważnymi (często mrocznymi) momentami, które mniej lub bardziej kształtują Mayę. Książki Angelou na pierwszy rzut oka wydają się dość fragmentaryczne (co zresztą dobrze koresponduje z chaosem, który panował wówczas w życiu Mai), ale z czasem elementy wskakują na właściwe miejsca, tworząc spójny i przejmujący obraz. Proza Angelou ma slodko-gorzki smak, podobnie jak jej wspomnienia. Autorka nie próbuje wzbudzić współczucia niepotrzebnym melodramatyzmem – bez nadmiernej literackiej elokwencji i bez ubarwiania rzeczywistości odmalowuje autentyczne doświadczenia i surowe realia życia osób dyskryminowanych i marginalizowanych. W książkach humor, lekkość, cierpka autoironia i rozbrajająca szczerość mieszają się z tym, co bolesne, traumatyczne i brutalne. 

"Okropnie było być Murzynką i nie mieć żadnej kontroli nad swoim życiem. Okrutnie być młodą i już wytrenowaną w siedzeniu cicho i słuchaniu zarzutów stawianych mojemu kolorowi bez żadnych szans na obronę"

Siła autobiograficznej serii Angelou tkwi nie tylko w przejmującej indywidualnej historii jednej kobiety – jej intymne wspomnienia to coś znacznie więcej. "Wiem, dlaczego w klatce śpiewa ptak" i "Zgromadźcie się w imię moje" to opowieść na wskroś ludzka, autentyczna i – co znamienne – równie osobista co uniwersalna. Niezwykle ważny jest kontekst społeczny i kulturowy tych książek – tematyka rasizmu, seksizmu i uprzedzeń – ale nie mniej istotne są zmagania samej Angelou jako czarnoskórej kobiety i przede wszystkim człowieka. Bo jak wiele jesteśmy w stanie przetrwać? Ile razy jesteśmy w stanie podnosić się z kolan? Poznając historię Angelou, nie sposób uniknąć podobnych pytań. Młoda Maya jest inteligentna i zdeterminowana, ale nie doskonała – bywa naiwna i lekkomyślna, popełnia błędy i podejmuje niewłaściwe decyzje, które przynoszą poważne konsekwencje (młodzieńcze ryzyko i beztroska nakładają się tutaj z koniecznością wzięcia odpowiedzialności za siebie i dziecko). Ale bez wątpienia wyróżnia się odpornością i hartem ducha, i to jest coś, co, mimo traumy i smutku, działa na czytelnika pokrzepiająco.


"Wiem, dlaczego w klatce śpiewa ptak" i "Zgromadźcie się w imię moje" to bezpretensjonalnie szczera, głęboko osobista, autentyczna, jednocześnie tragiczna i pełna nadziei opowieść o dorastaniu, wytyczaniu własnej ścieżki, próbie przejęcia kontroli nad swoim losem – wyrwania się z biedy i przeciwstawieniu się dyskryminacji. O moralnych dylematach, niełatwych rodzinnych relacjach, radzeniu sobie z traumą, sile charakteru i bezkompromisowej indywidualności. I o mocy literatury, która nie tylko stanowi ucieczkę i terapię, ale też dodaje odwagi i siły.

Z autobiografii Angelou wyłania się portret młodej dziewczyny z niezwykłą różnorodnością doświadczeń, zarówno tych uskrzydlających jak i dewastujących – poznajemy wojowniczkę, która musiała zmierzyć się z trudnymi realiami epoki i wieloma przeciwnościami. Książki Angelou to cenna lekcja – uświadamiają, jak druzgocące są przejawy dyskryminacji. Doświadczanie jej z powodu tego, kim jesteśmy, to ogromna tragedia. 

Dużo emocji i jeszcze więcej refleksji – manifest odwagi i wolności na przekór dyskryminacji płciowej i rasowej oraz ponadczasowy głos, jednocześnie smutny i budujący. Bez wątpienia postać i historia, które warto poznać. Jak Marguerite Johnson stanie się Mayą Angelou? Jestem bardzo ciekawa i czekam na kolejne części tej autobiograficznej serii. Polecam.













* Współpraca barterowa z Wydawnictwem Relacja.

Tytuł oryginalny: I know why the caged bird sings
Gather together in my name
Przekład: Elżbieta Janota
Data wydania: 1 czerwca 2022 i 7 grudnia 2022
Wydawnictwo: Relacja
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 320 (pierwsza część)
240 (druga część)
Moja ocena: 5/6



25.12.22

"Lunia i Modigliani" – Sylwia Zientek

"Lunia i Modigliani" – Sylwia Zientek
"Namaluję twoje oczy, kiedy poznam twoją duszę"

Krzywe linie malowane mocną czarną kreską, wąskie, nieprzeniknione twarze, nienaturalnie wydłużone szyje, mocno zarysowane nosy, minimalistyczne tła, brak perspektywy. I te oczy... puste, wypełnione jedynie błękitem lub czernią. Obrazów Modiglianiego nie można pomylić z żadnymi innymi pracami. Ten włoski malarz miał swój własny indywidualny styl. I choć obecnie obrazy artysty osiągają zawrotne ceny, za życia Modiglianiego niewielu potrafiło docenić jego talent. Nieraz wówczas pytano: "Dlaczego ci ludzie na obrazach są tacy płascy? Dlaczego są tacy odcięci od realnego świata? I skąd te przerażające puste oczodoły?". A Modigliani odpowiadał niezmiennie, że jego postaci widzą – widzą naprawdę. Podobno malarz miał niezwykły dar – potrafił zbliżyć się i zajrzeć w duszę swoich modelek i modeli, dotrzeć do tego, co bolesne, głęboko ukryte. Wzbudzał kontrowersje, a nawet zgorszenie swoimi odważnymi aktami. I cieszył się dużym powodzeniem wśród kobiet. Nic dziwnego – był przystojny, elokwentny, wykształcony. Ale miał też mroczne strony – szukał pocieszenia w kieliszku, bywał ekscentryczny, awanturniczy i porywczy, niezainteresowany stabilizacją i zwykłym życiem. Przez pracownię Modiglianiego w mieszkaniu marszanda Leopolda Zborowskiego przewinęło się wiele modelek. Jedna z nich, młoda polska emigrantka Lunia Czechowska, stała się jego muzą i powierniczką – wytworzyła się między nimi intymna, mocna więź. I właśnie o tej niezwykłej relacji między malarzem i modelką opowiada nowa powieść Sylwii Zientek, autorki bestsellerowych "Polek na Montparnassie".


"Lunia i Modigliani" to oparta na faktach powieść o jednej z najbarwniejszych postaci paryskiej bohemy pierwszych dekad XX wieku oraz o ubogiej i nieśmiałej emigrantce, która przeistacza się w modelkę, muzę i powiernicę. Ścieżki Luni i Modiglianiego krzyżują się pewnego dnia w słynnej paryskiej kawiarni La Rotonde – ten moment, choć niepozorny, na zawsze odmienia ich życie. Sylwia Zientek odmalowuje ich burzliwe losy na tle barwnych, lecz bez wątpienia niełatwych czasów – przenosi czytelników do francuskiej stolicy lat 1916-1920. We wspomnieniach Luni Czechowskiej poznajemy Paryż pełen skrajności – z jednej strony tętniący życiem świat sztuki i awangardy, a z drugiej – miasto ogarnięte lękiem wobec toczącej się w Europie Wielkiej Wojny. Sylwia Zientek prowadzi czytelników przez ciemne zaułki, pchle targi, ogrody, muzea i ciasne apartamenty. I co ważne, kreśli niezwykle fascynujący obraz Montparnassu – dzielnicy paryskiej bohemy. To właśnie tam wolność, bunt, indywidualizm i artyzm splatały się ciasno z biedą, alkoholizmem i hulaszczym trybem życia. I również tam, w La Rotonde, ulubionej kawiarni polskich emigrantów, toczyły się ożywione dyskusje, wznoszone były toasty, zawierane znajomości i uśmierzane tęsknoty – za ojczyzną, sukcesem i lepszym życiem. Sylwia Zientek stworzyła wyjątkowe ramy dla historii Luni i Modiglianiego. Widać w tej powieści dużą wiedzę, staranność i dbałość o detale. Autorka uchwyciła charakter ówczesnych czasów, łącząc realia życia paryskiej bohemy z indywidualnymi losami kobiety i mężczyzny – mistrza i jego muzy. "Lunia i Modigliani" to opowieść o ludziach, którzy pragnęli żyć na własnych zasadach – historia wielkiej sztuki, miłości, pasji i tragizmu, a także zagubienia, wewnętrznych zmagań i brutalnego zderzenia zwykłej codzienności z artystycznym uniesieniem. Zachwyca mnie sposób, w jaki autorka połączyła fakty i elementy biografii Modiglianiego z literacką fikcją. Dzięki Sylwii Zientek mamy okazję niejako przeniknąć do świata malarza – poczuć silne emocje, zatracić się w sztuce, doświadczyć chwil uniesienia i osobistych dramatów. Powieść zwraca uwagę trafnością spojrzenia, subtelnością i intymnością. Autorka bardzo dobrze uchwyciła niuanse, zarówno skomplikowanej osobowości Modiglianiego, jak i nieoczywistej relacji między nim a Lunią Czechowską. Ich więź utkana jest z wielu, często skrajnych uczuć – i bez wątpienia pozostawia czytelnikowi miejsce na własne refleksje. 


"Każdy chce być kimś, będąc po prostu sobą"

Pokochałam piękną, liryczną prozę Sylwii Zientek. Jej powieść ma urok – doskonale oddaje, zarówno prozatorsko, jak i fabularnie artystyczną atmosferę. Z łatwością porwał mnie ten barwny, ale często też tragiczny świat, w którym czuje się więcej, widzi się więcej i przeżywa wszystko mocniej. Z przyjemnością czytałam opisy dotyczące malarstwa i procesu twórczego – to prawdziwa gratka dla miłośników sztuki. Sylwia Zientek prowadzi opowieść niespiesznie, z uwagą, koncentrując się na rozwoju postaci i ich relacji.

"Ciekawi mnie akt tworzenie. Rysunek, koncepcja, nakładanie farb, efekt końcowy. Pusty kawałek płótna naciągnięty na prostą ramę, który po kilkunastu godzinach czy dniach staje się czymś unikatowym – jedynym na świecie obrazem danego człowieka, który zastyga w czasie, ale też poddaje się upływowi czasu"

Niebanalna, kameralna i pasjonująca opowieść napisana z wrażliwością, bogata w interesujące detale i ducha minionych lat – o miłości, przyjaźni, sztuce, samotności i cierpieniu. O niejednoznacznych i skomplikowanych międzyludzkich relacjach, konflikcie serca i rozumu, nieukojonej tęsknocie i tłumionej namiętności. 

Od przeczytania ostatniej strony minęły już dni, a powieść Sylwii Zientek wciąż rozbudza moją wyobraźnię – nadal czuję zapach farby, widzę przed oczami paryskie uliczki i wracam myślami do Modiglianiego i Luni – dwojga rozbitków, wrażliwych dusz, walczących o marzenia w artystycznym świecie. Cudna książka. I świetna okazja, żeby poznać życie i twórczość tego charyzmatycznego malarza Gorąco polecam.












* Współpraca barterowa z Wydawnictwem Agora

Data wydania: 26 października 2022
Wydawnictwo: Agora
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 544
Moja ocena: 5,5/6

14.12.22

"Północ w Everwood" – M. A. Kuzniar (przekład Małgorzata Stefaniuk)

"Północ w Everwood" – M. A. Kuzniar (przekład Małgorzata Stefaniuk)
Uważaj czego sobie życzysz...

Nottingham, 1906 rok. Dwudziestoletnia Marietta Stelle kocha taniec i marzy o karierze baletnicy. Niestety rodzice stworzyli dla swojej córki zupełnie inny plan – Marietta po Bożym Narodzeniu ma porzucić taniec i jak przystało na młodą damę z dobrego domu wyjść za mąż i poświęcić się życiu rodzinnemu. Tym bardziej że na horyzoncie pojawia się idealny kandydat na małżonka – doktor Drosselmeier, bogaty wynalazca i twórca innowacyjnych dziecięcych zabawek. Jego obecność nieoczekiwanie wnosi w życie Marietty odrobinę magii i... grozy. Wkrótce dziewczyna trafia do zupełnie innego, przedziwnego świata, równie pięknego co niebezpiecznego. Jej marzenie o tańcu ma szansę się spełnić. Ale czy magia zimowego Everwood rzeczywiście przyniesie ze sobą tylko szczęście i wolność?


Chatki z piernika z lukrowanymi dachami, marcepanowe mosty, bladoróżowe cukrowe myszki, bułeczki w kształcie bałwanków, miniaturowe renifery ciągnące sanie, pałac z lodu i mrożonego cukru, powietrze przesycone zapachem goździków, czekolady i pomarańczy... Magia, prawdziwa magia. M.A. Kuzniar postanowiła stworzyć własną wersję Hoffmannowskiego "Dziadka do orzechów", historii, która zainspirowała m.in. Piotra Czajkowskiego, autora jednego z najsłynniejszych baletów. "Północ w Everwood" to przepełniona magią opowieść dla dorosłych – urzekająca, baśniowa i doprawiona nutą grozy – w nowej odświeżającej odsłonie. Autorka na kanwie hoffmanowskiej historii wyczarowała (sic!) niezwykłą zimową scenerię, ożywiła postacie i połączyła zręcznie elementy magiczne z bożonarodzeniowymi akcentami i miłością do baletu. 

Warto wspomnieć, że postać Marietty ma subtelny feministyczny wydźwięk – to bohaterka, która wymyka się ze sztywnych ram i wspaniale ewoluuje na kartach książki – dojrzewa i poznaje samą siebie. M.A. Kuzniar zadbała nie tylko o piękne opakowanie – zachwycającą historyczno-magiczną scenerię, trzymającą w napięciu fabułę i liryczną prozę – ale też o mądry przekaz. "Północ w Everwood" to opowieść o sile kobiecej przyjaźni, pierwszej miłości i zderzeniu dobra ze złem. O pasji, marzeniach, determinacji, pokonywaniu słabości, wierze we własne możliwości i odwadze podążania własną ścieżką. O znaczeniu wolności i niezależności.


Inspirująca, tajemnicza, odrobinę mroczna i romantyczna, i bez wątpienia zimowa i magiczna – taka właśnie jest powieść M.A. Kuzniar. Ogromną radość sprawiły mi obecne w książce znane i lubiane elementy hoffmanowskiego "Dziadka do orzechów" w nowej odsłonie. Z przyjemnością chłonęłam atmosferę Everwood (M.A. Kuzniar wspaniale przełamała słodycz odrobiną mroku i niepokoju) i zachwycałam się prozą autorki. Prawdziwy popis literackiej fantazji! Myślę, że otrzymaliśmy książkę, do której wielu z nas będzie chętnie zaglądać w przedświątecznym czasie. 

Więc kubek gorącej czekolady w jedną dłoń, "Północ w Everwood" w drugą – i wybierzcie się w niezwykłą podróż do zimowej krainy. Przemawia do uczuć i wyobraźni – można poczuć magię. Polecam. 












* Współpraca barterowa z Wydawnictwem Albatros

Tytuł oryginalny: Midnight in Everwood
Przekład: Małgorzata Stefaniuk
Wydawnictwo: Albatros
Data wydania: 9 listopada 2022
Oprawa: zintegrowana
Liczba stron: 414
Moja ocena: 5/6

1.12.22

"Dziś zanucę ci kolędę" – Joanna Szarańska

"Dziś zanucę ci kolędę" – Joanna Szarańska
Wyobraźcie sobie grupę kolędników przemierzających zaśnieżone uliczki – za kolorową gwiazdą i z dobrą nowiną w sercach. Pukają do drzwi, przynoszą nadzieję, otuchę i radość. Każdy dom i każda rodzina ma swoją własną historię. Jak brzmi wasza? Którą kolędę chcielibyście usłyszeć?


Zawsze z niecierpliwością czekam na nową książkę Joanny Szarańskiej. I po raz kolejny było warto. "Dziś zanucę ci kolędę" to pięknie napisana powieść – dojrzała, życiowa, a przy tym jednocześnie lekka i refleksyjna. Wiele razy miałam łzy w oczach. Joanna Szarańska jak żadna inna polska autorka literatury obyczajowej potrafi doprowadzić mnie do płaczu najpierw ze śmiechu, a chwilę później z głębokiego wzruszenia. Jest w tej książce coś bardzo ludzkiego – bliskość doświadczeń, uczuć, pragnień. Tych, które często tłumimy, których się obawiamy, które towarzyszą nam w codziennym życiu – dobrych i złych momentach. Joanna Szarańska jest nie tylko wspaniałą obserwatorką codzienności i ludzkich zachowań, ale potrafi też zajrzeć w najgłębsze zakamarki serc.

"Dziś zanucę ci kolędę" ma w sobie ducha świąt – otwiera na drugiego człowieka. Pokazuje, że każdy z nas ma swoją własną historię, czasami bolesną i trudną. Że święta to nie tylko pyszności na wigilijnym stole, pachnąca choinka i prezenty, ale przede wszystkim ludzie. Że niestety czasami najbardziej ranią i zawodzą nas ci, których kochamy. Że zwykła ludzka życzliwość – dobre słowo i ciepły uśmiech – są w stanie przepędzić czarne chmury.


Książka Joanny Szarańskiej dostarczyła mi wielu wzruszeń, otuliła ciepłem i nadzieją. Otrzymaliśmy opowieść o tym, jak kruche jest życie i jak szybko odchodzą bliscy nam ludzie. O samotności, starości, stracie, tęsknocie i codziennym zabieganiu. O tym, jak niosąc radość i pocieszenie innym, sami możemy poczuć szczęście. I o tym, co liczy się najbardziej – miłość, dobro i obecność drugiego człowieka. 

"Dziś zanucę ci kolędę" to wspaniały sposób, żeby opowiedzieć o zwyczaju kolędowania. Bo przecież piękna muzyka płynąca prosto z serca ma wielką moc – ożywia wspomnienia, porusza najczulsze struny i dodaje otuchy... Poczułam magię. Właśnie takie świąteczne historie cenię najbardziej. Gorąco polecam.

PS W książce można znaleźć niespodziankę dla miłośników "Krainy Zeszłorocznych Choinek" :)










* Współpraca barterowa z Wydawnictwem Czwarta Strona.

Data wydania: 26 października 2022
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 360
Moja ocena: 5,5/6
Copyright © w ogrodzie liter , Blogger