18.2.22

"Biała elegia" - Han Kang (przekład Justyna Najbar-Miller)

"Biała elegia" - Han Kang (przekład Justyna Najbar-Miller)

Białe były wirujące płatki śniegu. Biała była mgła otulająca miasto. Białe były kostki cukru na spodeczku białej filiżanki. Biały był spływający po świecy wosk. Biała była kartka papieru zanim zapełniły ją słowa. Biała była twarzyczka nowonarodzonej dziewczynki. Biały był kaftan, w który zawinięto jej małe ciało - kaftan, który stał się jej całunem. I biały kolor ma żałobna elegia Han Kang, koreańskiej pisarki - książka balansująca na granicy światła i mroku, niemal wyszeptana, przesiąknięta śmiertelnością.

Miasto zbudowane na ruinach inspiracją dla podróży w głąb własnego serca

"Biała elegia" to głęboko osobiste i intymne studium emocji, pamięci i straty - seria krótkich refleksji, dla których wspólnym mianownikiem są nie tylko różne odcienie bieli, ale przede wszystkim jedno bolesne, rodzinne doświadczenie z przeszłości. Przemierzając zaśnieżone i skąpane we mgle ulice, bohaterka powraca myślami do starszej siostry, która zmarła dwie godziny po narodzeniu - jej milczącej nieobecności i życiu otrzymanym dzięki śmierci. "Biała elegia" płynnie porusza się między "ja" i "ona", a w pewnym momencie zaciera granice i łączy perspektywy. Han Kang dryfuje w przeszłości i teraźniejszości - subtelnie eksploruje zakamarki pamięci i z okrytych mgłą wspomnień wydobywa skrawki dawnych uczuć, pragnień i lęków. Czy można zamienić jedno życie na drugie? Czy istnieją wspomnienia nienaruszone przez mijający czas? Czy pamięć przywraca życie zmarłym?

Ta utkana z wrażliwością książka, choć na pierwszy rzut oka niepozorna, skrywa w sobie wielką moc - słowa trafiają prosto do serca i poruszają najczulsze struny - otulają melancholią, ulotnością, przejmującym smutkiem i nieśmiałą nadzieją. Han Kang stworzyła opowieść o ludzkiej egzystencji, znaczeniu żałoby w kontekście indywidualnym i społecznym oraz o wszystkim tym, co pomiędzy - życiem i śmiercią, starym i nowym, pamięcią i zapomnieniem. O różnych odcieniach smutku, głęboko zakorzenionym, dziedziczonym żalu, pustce i poczuciu winy oraz próbie ukojenia bólu po stracie, która, choć nie była udziałem autorki, odcisnęła na niej swoje piętno.

"Wzięła w nawias rozstania i żałoby. Wydawało jej się, że nigdy więcej się nie roztrzaska, jeśli uwierzy, że nigdy dotąd nie została złamana"

"Biała elegia" wymyka się z tradycyjnych gatunkowych ram i zaskakuje nietypową narracją - liryczną, niejednoznaczną i fragmentaryczną. To dobra propozycja dla czytelników, którzy cenią piękną i refleksyjną prozę ponad konwencjonalną fabułę. Książka Han Kang, jeżeli trafi w naszą wrażliwość, może okazać się satysfakcjonującą lekturą. I tak właśnie było w moim przypadku. Przemówiły do mnie intymność, melancholia i liryzm otulone bielą. Książka Kang sprawiła, że na czas lektury zatrzymały się dla mnie wskazówki zegara, a jednocześnie niespokojnie drgnęły umysł i serce. I aż szkoda, że tak krótko... 140 stron - ledwie oka mgnienie.







* Współpraca barterowa z Wydawnictwem W.A.B.


Tytuł oryginalny: 흰
Przekład: Justyna Najbar-Miller
Wydawnictwo: W.A.B.
Data wydania: 26 stycznia 2022
Oprawa: twarda
Liczba stron: 144
Moja ocena: 5/6

15.2.22

"Nowe początki" - Aleksandra Rak /patronat medialny/

"Nowe początki" - Aleksandra Rak /patronat medialny/

Motyw rodziny w literaturze pięknej i obyczajowej należy do moich ulubionych - i nie tylko moich :) Kwestie tożsamości, pamięci, rodzinnych relacji i ich wpływu na nasze życie niezmiennie cieszą się dużym zainteresowaniem wśród autorów i czytelników. I nic dziwnego, w końcu to jeden z ważniejszych aspektów naszej codzienności. Rodzina jest również wiodącym motywem powieści Aleksandry Rak. W środę, 23 lutego, na księgarskie półki trafi trzecia część serii "Pensjonat na wzgórzu" - serii, która zajmuje w moim czytelniczym sercu szczególne miejsce. Pokochałam historię trzech sióstr, których życiowe ścieżki po wielu latach nieoczekiwanie skrzyżowały się ponownie - w bieszczadzkim domu pełnym słodko-gorzkich wspomnień. "Nowe początki" to kolejne spotkanie z Patrycją, Martyną i Klaudią - tym razem jeszcze bardziej wzruszające i pełne emocji. Trzecia część serii najmocniej przemówiła do mojego serca i zyskała miano ulubionej. To właśnie w niej dochodzi do przełomowych momentów - pożegnania przeszłości i powitania przyszłości - nowego początku.

W pensjonacie na wzgórzu znów wiele się dzieje. Martyna poznaje Bartosza. Początkowo ta znajomość jest pełna napięć, jednak nieoczekiwanie mężczyzna staje się dla niej wsparciem. Patrycja zaczyna rozumieć, że całe życie była podporządkowana matce. Postanawia to zmienić. Klaudia wyjeżdża do Krakowa, aby odszukać Marka i dowiedzieć się, dlaczego wyjechał bez słowa. Tymczasem do Polski z Irlandii przylatuje matka Patrycji i Martyny. Młodsza z sióstr ma do niej wielki żal - kobieta przed laty zostawiła ją i wyjechała za granicę. A to zaledwie wierzchołek góry lodowej zbudowanej z tajemnic, nieprzepracowanych traum, pielęgnowanych latami urazów i skomplikowanych uczuć. Czy siostrom uda się odnaleźć prawdziwą miłość i spokój? Czy wydarzy się coś, co ostatecznie zażegna wszystkie konflikty i scali rodzinę?

Z dużą niecierpliwością czekałam na kontynuację losów Patrycji, Martyny i Klaudii. "Pensjonat na wzgórzu" to seria, która z łatwością angażuje emocjonalnie - bohaterki niepostrzeżenie stają się czytelnikowi bliskie, podobnie zresztą jak ich zmagania. Aleksandra Rak potrafi pięknie pisać o uczuciach, międzyludzkich relacjach, zwykłej codzienności oraz życiu - nieprzewidywalnym, kruchym, pełnym dobrych i złych momentów. Cenię książki autorki za realizm i słodko-gorzki charakter. Zamiast obyczajowego lukru możemy w nich znaleźć przeróżne odcienie życia i autentyczne emocje. "Nowe początki" mają w sobie urok poprzednich części serii, a dodatkowo przynoszą ze sobą jeszcze większą porcję wzruszeń i refleksji. Aleksandra Rak ponownie zabiera nas w Bieszczady i kontynuuje historię sióstr. Każda z nich znalazła się w ważnym życiowym momencie, każda musi zmierzyć się z przeszłością i własnymi uczuciami. W trzeciej części sporo się dzieje, również w siostrzanych i damsko-męskich relacjach. "Nowe początki" wydają się bardziej dynamiczne, ale jednocześnie nie tracą swojego refleksyjnego charakteru - pod pozorną literacką lekkością kryje się wiele ważnych treści.  Aleksandra Rak z wrażliwością porusza kwestie dotyczące rodziny, przeszłości, samotności, traumy, macierzyństwa oraz straty. Pisze o miłości, przyjaźni, przebaczeniu i długiej drodze do szczęścia. "Nowe początki" zachwyciły mnie dojrzałością i przenikliwością spojrzenia na międzyludzkie relacje i wewnętrzne przeżycia. To poruszająca opowieść o sile siostrzanych więzi, znaczeniu rodziny, kruchości życia oraz o miłości, która potrafi podtrzymać nas, gdy upadamy pod ciężarem małych i dużych dramatów. O bolesnej prawdzie, która cenniejsza jest niż najpiękniejsze kłamstwo. O nadziei - bo na zmiany nigdy nie jest za późno. "Nowe początki" wspaniale pokazują, że  dobrze jest mieć przy sobie bliskich, że warto walczyć o marzenia, pokonać lęk i otworzyć się na nowe.

"Jesteśmy jak patchworkowy kocyk, który tworzą niepasujące do siebie elementy. Ale zszyte jedną mocną nicią budują piękną całość. Trwałą, wyjątkową i silną"

Powieść Aleksandry Rak zachwyca dynamiczną fabułą, autentycznymi emocjami, słodko-gorzkim klimatem i ważnym, życiowym przekazem. Autorka stworzyła trzy kobiece portrety - bieszczadzkie siostry, które z pozoru dzieli wiele, ale w rzeczywistości łączy jeszcze więcej. "Pensjonat na wzgórzu" to opowieść o kobietach takich jak my - szukających szczęścia i miłości. Trzecia część złamała mi serce, ale przykleiła też na nie plaster - wzruszyła i otuliła nadzieją. Poczułam, że tym razem Patrycja, Martyna i Klaudia naprawdę zajrzały w głąb swoich serc i odnalazły kierunek. Pięknie napisana książka - tak wiele emocji i refleksji ❤ Przeczytałam jednym tchem i gorąco polecam - całą serię. Warto.


Recenzja pierwszej części ("Niełatwe powroty") Link

Recenzja drugiej części ("Czas wyborów") Link

Wywiad z autorką Link





Za możliwość objęcia książki patronatem medialnym dziękuję Wydawnictwu Dragon.

* Współpraca barterowa z Wydawnictwem Dragon.


Data wydania: 23 lutego 2022
Wydawnictwo: Dragon
Seria: Pensjonat na wzgórzu (część trzecia)
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 320

15.2.22

"Ogród" - Hiroko Oyamada (przekład Anna Wołcyrz)

"Ogród" - Hiroko Oyamada (przekład Anna Wołcyrz)
"Ogród" Hiroko Oyamady, japońskiej pisarki, to zbiór piętnastu opowiadań - niepokojących, dusznych, balansujących na granicy jawy i snu. Pierwsze skrzypce odgrywa w nich natura. 


Subtelna, plastyczna i podszyta niepokojem proza Oyamady absolutnie mnie oczarowała. Czasami jednak towarzyszyło mi poczucie niedosytu - czułam (być może z powodu braku puenty lub niewystarczającej znajomości kontekstu kulturowego), że pod względem metafory, symboliki i przekazu umyka mi coś ważnego. Nie dotyczy to oczywiście wszystkich opowiadań zebranych w antologii - niektóre wydają się łatwiejsze w odbiorze, inne wręcz przeciwnie - bardziej wymagające. Wszystkie jednak wyróżnia udane połączenie świata natury i świata człowieka. Hiroko Oyamada potrafi zbudować literacką rzeczywistość z detali. "Ogród" to zapach wilgotnej gleby, kwitnące pajęcze lilie i włochate pszczoły. To barwy, zapachy i smaki zamknięte w literach, wyrazach i zdaniach. Natura w książce Oyamady nie tylko towarzyszy człowiekowi, ale wręcz ingeruje w jego życie - jest elementem kultury i tradycji, lekiem, zwiastunem szczęścia lub złym omenem, a często też projekcją głęboko skrywanych odczuć i emocji. Na tle pulsującej i żywej przyrody autorka snuje opowieść o absurdach codziennego życia, labiryncie presji, zobowiązań i norm społecznych, małżeństwie, rodzicielstwie, samotności, młodości i starości. O poczuciu wyobcowania, przemijaniu, tłumionych uczuciach i goryczy rozczarowań. Każde opowiadanie ma w sobie coś niepokojącego i cierpkiego, czasami surrealistycznego i onirycznego - jakiś rodzaj lepkiej mgły otulającej zdania. Wydaje się jakby Oyamada subtelnie zrywała maski - obnażała ludzkie zachowania, lęki, nieporadność i przyzwyczajenia. Bo "Ogród" to również słodko-gorzkie spojrzenie na współczesny świat i międzyludzkie relacje. 


"Wbiegałem na wzgórze, gdy tylko nadarzyła się okazja, i spoglądałem w dół na ogród, na przerzedzające się fale ludzi i zwierzęta wielkości zabawek. Oddychałem głęboko. A więc wróciłem. Nie, może nigdy nie opuściłem tego ogrodu, może cały czas biegałem w kółko między klatkami. Byłem małym chłopcem i szukałem rzadkiego okazu małpy w czarno-białe łaty, z długim ogonem, zadartym nosem i okrągłymi jak spodki oczami"

Dla mnie ciekawe literackie doświadczenie. I powiew świeżości, bo takiej prozy wciąż nie zdarza mi się czytać zbyt często. Polecam.





Tytuł oryginalny: 庭
Przekład: Anna Wołcyrz
Wydawnictwo: Tajfuny
Data wydania: 5 maja 2021
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 232
Moja ocena: 4,5/6

10.2.22

"Siostrzane Dzwony" - Lars Mytting (przekład Karolina Drozdowska) /przedpremierowo/

"Siostrzane Dzwony" - Lars Mytting (przekład Karolina Drozdowska) /przedpremierowo/
Dawno, dawno temu, w małej norweskiej wiosce Butangen otoczonej skalistymi pagórkami, gęstymi lasami i głębokimi wodami jeziora Løsnesvatnet przyszły na świat Halfrid i Gunhild Hekne - bliźniaczki zrośnięte od bioder w dół. Dziewczynki wyróżniały się nie tylko wyglądem, ale też wyjątkowym talentem. Tkane przez nie gobeliny zapierały dech w piersi - były piękne, zagadkowe i kryły w sobie tajemną wiedzę. Gdy ziemska wędrówka bliźniaczek dobiegła końca, ich pogrążony w żałobie ojciec nakazał odlać dwa kościelne dzwony - otrzymały miano Siostrzanych Dzwonów. Ich silny ton wybrzmiewał echem między skałami, docierał w głąb ludzkich serc. Dzwony ostrzegały przed niebezpieczeństwem, witały nowonarodzonych, żegnały zmarłych, przynosiły nadzieję i pociechę. Wisiały bezpiecznie na kościelnej wieży aż do roku 1880. Roku, który przyniósł wielkie zmiany - dla Siostrzanych Dzwonów, kościoła, mieszkańców Butangen i pewnej młodej dziewczyny z rodu Hekne.


Lars Mytting, podobnie jak bliźniaczki, utkał wyjątkowy gobelin, ale zamiast nici wykorzystał słowa. "Siostrzane Dzwony" to przepięknie napisana opowieść, w której ciasno splatają się ze sobą miłość, natura, wiara, sztuka i przeznaczenie. Autor podarował nam owianą skandynawskim chłodem historię, w której nordyckie wierzenia i religia chrześcijańska, tradycja i nowoczesność oraz poczucie obowiązku i pragnienie wolności ścierają się ze sobą nie tylko w duchowej przestrzeni słupowego kościoła, ale też w sercach mieszkańców wioski. Akcja powieści rozgrywa się w momencie, gdy do Butangen wkracza powiew zmian. Nie wszyscy chcą je zaakceptować, ale nikt nie jest w stanie ich zatrzymać. 

W "Siostrzanych Dzwonach" krzyżują się ze sobą ścieżki młodego i zdeterminowanego pastora, silnej i odważnej dziewczyny z rodu Hekne oraz utalentowanego drezdeńskiego architekta, dając początek poruszającej historii rozgrywającej się w cieniu słupowego kościoła i przy dźwiękach mitycznych Siostrzanych Dzwonów. Powieść zwraca uwagę piękną prozą - bogatą w symbolikę, a jednocześnie silnie osadzoną w prawdziwym życiu - ludzkich dramatach i chwilach szczęścia, ciężkiej pracy w rytmie pór roku, pokoleniowym dziedzictwie, biedzie, przesądach i tradycji. Lars Mytting, budując opowieść wokół kościoła słupowego i legendy Siostrzanych Dzwonów, rzuca światło na okres christianizacji Norwegii. Z literacką czułością opowiada o architekturze, sztuce i naturze, łącząc je z losami bohaterów książki. Jest w tych opisach coś wyjątkowego - autor ma niezwykły gawędziarski talent. Doskonale odmalowuje nie tylko dziewiętnastowieczną codzienność mieszkańców małej wioski, ale też z przenikliwością zagląda do ich serc - serc pełnych wiary, dumy, siły, a czasami trwogi, złości i zazdrości. Książkę wyróżnia głębokie zrozumienie, wiedza i trafność spostrzeżeń w połączeniu z literacką wyobraźnią i pisarskim kunsztem autora.
 

Książka Larsa Mytting to literatura, w której można się rozsmakować - zachwycić wyjątkowym nordyckim klimatem, pięknym stylem pisania oraz sugestywnymi opisami (można niemal poczuć zapach drewna i usłyszeć bicie dzwonów). Co ciekawe, choć książka ma w sobie liryczny spokój, jednocześnie trzyma w napięciu - znajdziemy w niej suspens, nieoczekiwane zwroty akcji i wiele skomplikowanych ludzkich ścieżek naznaczonych miłością, stratą, trudnymi wyborami, pragnieniami, pasją, udręczeniem i rozpaczą - aż do momentu, gdy opowieść zatoczy koło. 

"Siostrzane Dzwony" Larsa Myttinga to literacka perła dopracowana językowo (polski przekład - Karolina Drozdowska) i wizualnie (projekt okładki - Eliza Luty) - urzekająca podróż i udany początek trylogii. Będę z niecierpliwością czekać na kolejne części. Gorąco polecam, szczególnie miłośnikom literatury pięknej i skandynawskiej.






* Współpraca barterowa z Wydawnictwem Otwarte.


Tytuł oryginalny: Søsterklokkene
Przekład: Karolina Drozdowska
Wydawnictwo: Orwarte
Data wydania: 23 lutego 2022
Oprawa: twarda
Liczba stron: 480
Moja ocena: 6/6


Copyright © w ogrodzie liter , Blogger