"Los jest kapryśny, a szczęście nie trwa wiecznie"
"Wierzą, że każde drzewo figowe ocalone przed burzą to czyjeś ocalone wspomnienie"
"Rodzinne traumy są jak gęsta, przeźroczysta żywica sącząca się z rozcięcia w korze. Skapują na kolejne pokolenia"
"Los jest kapryśny, a szczęście nie trwa wiecznie"
"Wierzą, że każde drzewo figowe ocalone przed burzą to czyjeś ocalone wspomnienie"
"Rodzinne traumy są jak gęsta, przeźroczysta żywica sącząca się z rozcięcia w korze. Skapują na kolejne pokolenia"
11 000 metrów. W przybliżeniu taką głębokość ma Rów Mariański. Znajduje się w zachodniej części Oceanu Spokojnego i przypomina ogromną bliznę prowadzącą do środka Ziemi – w takim samym stopniu fascynuje, co przeraża. Właśnie tam, gdzie światło słoneczne nigdy nie dociera, żyją niezliczone, wciąż nieodkryte gatunki zwierząt. Dla Pauli, bohaterki książki Jasmin Schreiber, Rów Mariański jest symbolem jej własnego głębokiego i wszechogarniającego żalu i smutku. Od śmierci ukochanego brata kobieta czuje się tak, jakby spadła na samo dno – prosto w ciemność. Jakby nie mogła złapać oddechu i nie była w stanie wydostać się na powierzchnię. Choć minęły już dwa lata życie Pauli nadal stoi w miejscu, a jej żałoba i poczucie straty są tak głębokie jak głęboki jest Rów Mariański.
"Rów Mariański", literacki debiut Jasmin Schreiber, to opowieść o pogrążonej w żałobie młodej biolożce i jej nietypowej podróży – tej rzeczywistej – kamperem w towarzystwie ekscentrycznego staruszka – i tej metaforycznej – w głąb własnego serca.
Czy powieść o umieraniu, stracie i żałobie może być jednocześnie smutna, łamiąca serce, pełna radości i nadziei? Jasmin Schreiber udowadnia, że takie połączenie jest możliwe, i co ważne, wcale nie musi trącać banałem, sztucznością czy zażenowaniem. Zresztą czy tak właśnie nie wygląda nasza codzienność? Czy smutek i szczęście nie kroczą blisko siebie? Czy nie stanowią integralnej części naszego życia? Czy nie balansujemy nieustannie między tymi dwoma stanami?
Jasmin Schreiber o niezwykle trudnych i intymnych tematach – umieraniu i żałobie – pisze z wrażliwością, przenikliwością oraz słodko-gorzką mieszanką refleksji i humoru. Bez moralizatorskiego tonu i banalnych frazesów, ale za to z życiową trafnością i autentycznym zrozumieniem. Autorka wspaniale pokazuje, jak indywidualnym i złożonym doświadczeniem jest śmierć, smutek i żałoba. Że każdy z nas ma prawo przeżywać je na swój własny sposób i że nie istnieje tylko jeden przepis na radzenie sobie z bólem, samotnością, żalem i tęsknotą. W powieści Schreiber i Paula, i Frank stracili ukochaną osobę. To trudne doświadczenie zbliża ich do siebie i sprawia, że rozumieją się lepiej, choć i tak każde z nich przeżywa stratę inaczej. Zresztą bohaterów książki różni (i łączy) wiele – autorka stworzyła niezwykły duet, który śmieszy, wzrusza i rozczula.
Właściwie może się wydawać, że "Rów Mariański" to przede wszystkim opowieść o śmierci i mroku. Jednak nic bardziej mylnego – w książce Schreiber znacznie więcej jest życia i nadziei oraz tego jak je odzyskać, gdy otrzymujemy od losu potężny cios.
"Rów Mariański" przeczytałam jednym tchem, śmiejąc się i płacząc – czasami w tym samym momencie. Ta powieść łamała mi serce, by po chwili przykleić na nie plaster. Otuliła mnie też ciepłem, nadzieją i spokojem. Zaskakujące, że ma w sobie tak dużo smutku i radości, mroku i światła, śmierci i życia – ta słodko-gorzka mieszanka głęboko mnie poruszyła. Jasmin Schreiber pięknie uchwyciła wewnętrzną przemianę bohaterki i sprawiła, że poczułam z nią więź. Doceniam również metaforę Rowu Mariańskiego, elementy biologii morskiej oraz ideę podróży, wokół których autorka zbudowała opowieść.
"Ty byłeś orzeszkiem, ja zaś ochronną łupiną, a odkąd cię nie ma, czuję się pęknięta, pusta w środku i obrabowana"
Książka Jasmin Schreiber bez wątpienia ma urok. Porusza trudne tematy z lekkością, czułością i głębią. To opowieść o miłości i niezwykłej więzi między siostrą i bratem. O kruchości i ulotności życia, smutku, poczuciu winy, stracie i tęsknocie, które przytłaczają i nie pozwalają zaczerpnąć oddechu. O nadziei, długiej drodze do zrozumienia siebie oraz niełatwym procesie gojenia się ran. O przypadkowych spotkaniach i ludziach, którzy stają się dla nas ratunkiem w najtrudniejszych momentach. I o życiu, które ma w sobie przeróżne odcienie, podobnie jak nasze uczucia i emocje.
Pięknie napisany, udany literacki debiut – jednocześnie smutny, refleksyjny, zabawny i pokrzepiający. Przytulam do serca i gorąco polecam. Takie powieści czyta się i poleca z przyjemnością.
* Współpraca barterowa z Wydawnictwem Otwarte.
Tytuł oryginalny: Marianengraben
Przekład: Agnieszka Walczy
Wydawnictwo: Otwarte
Data wydania: 7 września 2022
Oprawa: twarda
Liczba stron: 272
Moja ocena: 5,5/6
Mówi się często, że muzyka, podobnie jak miłość, jest językiem uniwersalnym. Że potrafi zbliżyć do siebie ludzi pochodzących z różnych światów. I że jest w stanie przemówić do każdego, bez wyjątku. W książce Ann Patchett muzyka robi jednak coś znacznie większego – pomaga zrzucić maski i odnaleźć piękno w niespodziewanych momentach, a nawet niepostrzeżenie zaciera granice między dobrem a złem...
Gdzieś w Ameryce Południowej, w domu wiceprezydenta kraju, odbywa się wystawne przyjęcie urodzinowe na cześć ważnego japońskiego biznesmena, miłośnika opery. Wieczór wydaje się doskonały – międzynarodowa śmietanka towarzyska, pyszne jedzenie i hipnotyzujący sopran słynnej operowej śpiewaczki Roxane Coss. Wkrótce niespodziewanie gaśnie światło, a do budynku wdziera się terrorystyczna grupa. Jej uzbrojeni członkowie biorą gości jako zakładników. Godziny zmieniają się w dni, a dni w miesiące. To, co z początku wyglądało na przerażający i tragiczny scenariusz, zaczyna ewoluować w coś zupełnie innego. Między terrorystami a zakładnikami tworzą się relacje i niespodziewane więzi... Czy w takich okolicznościach jest miejsce na piękno, miłość i muzykę?
"Belcanto" Ann Patchett to utkana muzyką i operowym śpiewem elegancka, subtelna i przewrotna powieść, dla której inspiracją stały się prawdziwe wydarzenia z 1996 roku – przejęcie przez terrorystów japońskiej ambasady w Limie. Autorka zestawiła ze sobą grozę porwania, nudę kilkumiesięcznej bezczynności, intymne doświadczenia i powściągliwe emocje – i połączyła to wszystko melodią opery, miłości i piękna oraz niezwykłą harmonią współistnienia.
Ann Patchett nazywana jest często mistrzynią psychologicznego realizmu. I rzeczywiście, szybko okazuje się, że w "Belcanto" nie chodzi wcale o przemoc i terroryzm. Nie chodzi też o politykę. To, co naprawdę się liczy to ludzie – ich reakcje, uczucia i przemyślenia w obliczu niecodziennych wydarzeń, pod wpływem lęku, izolacji i bezradności. Patchett zmusza swoich bohaterów do niełatwej konfrontacji z fundamentalnymi pytaniami. Kim jestem? Czego naprawdę pragnę? Czy jestem szczęśliwy? Co w życiu jest dla mnie ważne?
"Belcanto" to przewrotna opowieść o zacieraniu granic i różnic oraz odkrywaniu nowych doświadczeń poprzez muzykę w zupełnie nieoczekiwanych i niecodziennych okolicznościach. To właśnie wokół pięknego śpiewu Roxane jednoczą się ludzie, których na pozór dzieli niemal wszystko – wiek, płeć, pochodzenie, status społeczny i ekonomiczny, zainteresowania, życiowe doświadczenia i pragnienia. Ann Patchett początkowo portretuje bohaterów książki na zasadzie kontrastów, szczególnie gdy zestawia ze sobą sylwetki terrorystów i zakładników. Z czasem stopniowo buduje skomplikowaną i delikatną sieć powiązań – tworzy relacje, które, wydawać by się mogło, nie mają prawa zaistnieć w podobnych okolicznościach. Czy to przejaw dwustronnego syndromu sztokholmskiego, a może czegoś zupełnie innego – współczucia, człowieczeństwa, potęgi muzyki i miłości? Może w sytuacji ciągłego, długotrwałego zagrożenia i stresu do głosu dochodzą głęboko skrywane uczucia, instynkty i pragnienia? Bohaterowie książki Ann Patchett stopniowo zapominają o dawnym życiu – zaczynają budować wspólnie bezpieczny i przewidywalny świat w czterech ścianach, w przyjemnym odizolowaniu od reszty społeczeństwa, rodziny, codziennych obowiązków i kłopotów. Ich językiem staje się muzyka. Autorka wspaniale oddała ten paradoks – uchwyciła subtelne zmiany zachodzące zarówno w relacjach międzyludzkich jak i w samych bohaterach. Z łatwością przeskakuje między tragedią, terrorem, romantyzmem i humorem, tkając przenikliwą i dość nietypową historię.
W "Belcanto" wiele jest niedopowiedzeń i ukrytych znaczeń, autorefleksyjnych podtekstów. Statyczna fabuła koncentruje się na uczuciach, emocjach, refleksjach, relacjach i więziach. Bywa duszno i klaustrofobiczne, bo "Belcanto" przez bardzo długi czas nie opuszcza pałacowego gmachu.
Ann Patchett potrafi przepięknie pisać. Jej proza jest liryczna i ekspresyjna – rozbrzmiewa i w głowie, i w sercu. Wydaje się, że niczym utalentowany i wprawny muzyk doskonale trafia w dźwięki – każde słowo jest na właściwym miejscu. Jednocześnie mimo tego całego prozatorskiego piękna autorce udaje się uniknąć sentymentalizmu, ckliwości i banału.
"Belcanto" to niespieszna opowieść o miłości, która czasami bywa wytworem przypadku i okoliczności. O silnych międzyludzkich relacjach, które powstają w niecodziennych sytuacjach – w odpowiedzi na zagrożenie lub tragedię. O wezwaniu do wyższej formy istnienia oraz mocy i znaczeniu sztuki. O tym, co łączy i dzieli, o kruchości i sile, które są w każdym z nas oraz o wolności – do bycia tym, kim chcemy, do kochania tego, kogo chcemy i czucia tego, co chcemy. Ta książka po cichu uwodzi, by ostatecznie wstrząsnąć lub pozostawić w melancholijnym zawieszeniu.
W "Belcanto" Ann Patchett opowiada nam słodko-gorzką historię – i robi to z gracją, urokiem i elegancją, w duchu opery. Piękna proza, interesujące studium postaci, płynnie i spokojnie prowadzona narracja... Czytałam z przyjemnością. Po prostu. Może nie porwała mnie tak bardzo jak "Dom Holendrów" ("Belcanto" to zupełnie inna bajka), ale znalazłam w niej jakiś niecodzienny powab i efemeryczny wdzięk, coś hipnotyzującego i melancholijnego, coś co skłoniło mnie do przewracania kolejnych stron. Z uwagi na brak dramatycznego napięcia i statyczną fabułę, "Belcanto" to świetna propozycja dla czytelników, którzy piękno prozy cenią ponad konwencjonalną treść. I dla tych, którzy lubią książki utrzymane w stylu za zamkniętymi drzwiami. Warto przeczytać.
* Współpraca barterowa z Wydawnictwem Znak.
Tytuł oryginalny: Bel Canto
Przekład: Anna Gralak
Wydawnictwo: Znak
Data wydania: 7 września 2022
Oprawa: twarda
Liczba stron: 350
Moja ocena: 5/6








