20.10.22

"Bogowie tanga" – Carolina de Robertis (przekład Anna Dobrzańska)

"Bogowie tanga" – Carolina de Robertis (przekład Anna Dobrzańska)

"Dźwięki ją zniewalały. Przenikały do kości i sprawiały, że krew krążyła szybciej w żyłach. Nie znała się; nagle przyszło jej do głowy, że nie wie nic, kompletnie nic o świecie. Że nie może nic wiedzieć, skoro nie miała pojęcia, że istnieją takie uczucia, takie dźwięki, taka bezsenność, melodia bogata niczym noc"

Leda pragnęła uciec przed bolesną przeszłością. Argentyna miała być jej ziemią obiecaną – nowym rozdziałem oraz niepowtarzalną szansą na szczęście i lepsze życie. Kiedy jednak po latach oczekiwania i długiej podróży dociera w końcu do zatłoczonego i gorącego Buenos Aires, jej marzenia w jednej chwili roztrzaskują się na milion kawałków. Leda dowiaduje się, że została wdową – bez środków do życia, w obcym mieście i wśród obcych ludzi.  Ratunkiem i drogą do wolności w męskim, brutalnym świecie staje się dla niej miłość do muzyki i stare skrzypce, które przepłynęły z nią Atlantyk. Leda obcina włosy i bandażuje piersi – przemienia się w młodego mężczyznę i dołącza do grupy artystów grających tango. W ten sposób otwiera się przed nią nowy, zakazny świat, równie kuszący co niebezpieczny...

Cóż za barwna, tętniąca życiem i zmysłowa powieść! Książka de Robertis iskrzy – żarem uczuć, dzikością, seksualnością, melodią tanga, namiętności, wolności i buntu. Opowieść o kobiecie, która łamie tabu i podąża za pragnieniami splata się ciasno z realiami życia w Argentynie pierwszych dekad XX wieku. De Robertis ożywia imigranckie slumsy, ciemne zaułki, zatęchłe czynszówki, pełne rozpusty burdele i owiane złą sławą kabarety – świat, który wodzi na pokuszenie, który potrafi uszczęśliwić lub zniszczyć. W powieści zacierają się granice, wszystko jest bardziej intensywne i mocniej działające na wyobraźnię.

Carolina De Robertis podarowała nam opowieść o kobiecej sile i determinacji, o szukaniu swojego miejsca i odkrywaniu siebie – swojej tożsamości i seksualności. O silnym pragnieniu wolności, podążaniu za głosem serca, wielkiej pasji i odwadze – by iść własną drogą na własnych zasadach, nawet za cenę społecznego odrzucenia. "Bogowie tanga" pokazują, że wolność mamy w sobie. Że warto wziąć los w swoje ręce i podążyć za marzeniami.

Liryczna, urzekająca i hipnotyzująca. Niesie czytelnika dźwiękami muzyki i miasta. To piękny pean na cześć kobiecej siły, miłości i argentyńskiego tanga.








* Współpraca barterowa z Wydawnictwem Albatros.


Tytuł oryginalny: The Gods of Tango
Przekład: Anna Dobrzańska
Wydawnictwo: Albatros
Seria: Piąta Strona Świata
Data wydania: 28 września 2022 (wydanie II)
Oprawa: twarda
Liczba stron: 416
Moja ocena: 5/6

19.10.22

"Bieszczadzka kolęda" – Aleksandra Rak /patronat medialny/

"Bieszczadzka kolęda" – Aleksandra Rak /patronat medialny/
Boże Narodzenie. Czas rodzinnych spotkań, bliskości, wzruszeń i radości. To widok migoczących lampek i choinkowego drzewka, zapach pomarańczy i igliwia, smak czerwonego barszczu i pierogów oraz dźwięk kolęd i śmiechu przy rodzinnym stole. To moment zatrzymania w codziennej gonitwie, chwile spokoju i wyciszenia... Brzmi wspaniale, prawda? I właśnie tak miały wyglądać święta Patrycji, Martyny i Klaudii w bieszczadzkim pensjonacie. Ale życie jak to życie – napisało dla nich zupełnie inny scenariusz...


"Los uwielbiał płatać jej figle. Raz po raz przypominał o sobie, o tym, że jest nieprzewidywalny i że nawet najbardziej dopracowany plan może ulec gwałtownej zmianie"

"Bieszczadzka kolęda" to wspaniały prezent od Aleksandry Rak dla miłośników obyczajowej serii "Pensjonat na wzgórzu" – ponowne, czwarte już, spotkanie z Patrycją, Martyną i Klaudią, tym razem w zimowo-świątecznej odsłonie. Przyznam, że bardzo ucieszyła mnie wiadomość o kontynuacji losów sióstr. Z każdą kolejną powieścią bohaterki stają się czytelnikowi bliższe, a ich historia angażuje emocjonalnie coraz bardziej. Trzecia część kończy się niezwykle trudnym i wzruszającym momentem. Aż chce się wtedy zapytać: co dalej...? I właśnie "Bieszczadzka kolęda" dostarcza odpowiedzi. Aleksandra Rak ponownie zabiera nas w urokliwe Bieszczady i snuje opowieść – o skomplikowanych siostrzanych i damsko-męskich relacjach, sile miłości i wsparcia oraz próbie pogodzenia się ze stratą. O małych i dużych bożonarodzeniowych cudach, podążaniu za głosem serca i nadziei na lepszy czas.

Patrycja zarządza przyszpitalnym hotelem, gdzie zajmuje się rodzinami chorych. Poznaje tam Erika – Szweda, którego brat właśnie przeszedł operację po wypadku w górach. Mężczyzna z dnia na dzień coraz bardziej intryguje Patrycję.

Martyna kontynuuje karierę architektki wnętrz, próbując dzielić czas między rodzicielstwo a związek z Bartoszem.

Klaudia prowadzi rodzinny pensjonat. Siostry, zajęte własnym życiem nie dostrzegają, że dzieje się z nią coś złego…

Patrycja, Martyna i Klaudia planują wigilię w pensjonacie na wzgórzu. Czy uda im się spędzić rodzinne święta w gronie najbliższych? Czy ich odbudowana po latach siostrzana więź okaże się wystarczająco silna w obliczu kolejnych trudności?


"Bieszczadzka kolęda" to książka silnie osadzona w realiach codziennego życia, co bez wątpienia stanowi jej ogromną zaletę. Nie otula na siłę bożonarodzeniowym lukrem – wręcz przeciwnie, pokazuje, że świąteczny czas bywa trudny, skomplikowany i często daleki od naszych idealnych, wymarzonych wizji. I co ważne, nie oznacza to wcale, że jest gorszy. Po prostu jak w życiu – nie wszystko zawsze idzie zgodnie z planem. "Bieszczadzka kolęda" pełna jest wzlotów i upadków, łez szczęścia i rozpaczy, śmiechu, momentów smutku i radości. Podobnie jak w przypadku pozostałych części serii pierwsze skrzypce odgrywają w niej emocje, uczucia i międzyludzkie relacje. Między Patrycją, Martyną i Klaudią dzieje się wiele, co w połączeniu z życiowymi perturbacjami oraz napiętą świąteczną atmosferą daje prawdziwą wybuchową mieszankę. Aleksandra Rak z wrażliwością porusza kwestie żałoby, macierzyństwa, choroby, samotności oraz depresji. Jednak mimo niełatwej tematyki, historia sióstr nie przytłacza smutkiem – jest dynamiczna, doprawiona szczyptą humoru i ciepłej ironii oraz dużą dawką zrozumienia – dla naszych ludzkich wad, słabości, potknięć i błądzenia. I ma w sobie nadzieję – pokazuje, że jesteśmy w stanie iść naprzód, mimo przeciwności. Każda z bohaterek książki musi zmierzyć się z własnymi uczuciami, lękami, niespodziankami losu, bolesną przeszłością i niepewną przyszłością. Aleksandra Rak stworzyła autentyczne i barwne portrety – kobiet takich jak my, szukających miłości i szczęścia.

"Być razem, bez tych wszystkich problemów, smutków i wyrzutów. Choć przez chwilę... z tymi, których kochamy"

Lubię serię Aleksandry Rak za realizm, autentyczne emocje i za historię niełatwych siostrzanych relacji we wszystkich życiowych odcieniach. "Bieszczadzka kolęda" nie różni się pod tym względem od pozostałych części cyklu. Znajdziemy w niej dużo emocji, bliskie sercu tematy, dynamiczną fabułę, słodko-gorzki klimat i zimowo-świąteczne akcenty. To pięknie napisana opowieść o drugich szansach, uzdrawiającej sile miłości, znaczeniu rodzinnego wsparcia i nowych początkach. Powieść wywołuje uśmiech, wzrusza i skłania do refleksji. I wspaniale przypomina, że Boże Narodzenie to nie tylko choinka, wigilijny stół i prezenty, lecz przede wszystkim obecność tych, których kochamy. I że dobrze jest mieć wokół siebie bliskich – rodzinę i przyjaciół, zarówno w smutnych jak i radosnych chwilach.

Kolejne udane spotkanie z bohaterkami "Pensjonatu na wzgórzu". Wybierzcie się w zimowe Bieszczady wspólnie z Aleksandrą Rak i poznajcie dalsze losy Patrycji, Martyny i Klaudii. Warto, serdecznie polecam.











Za możliwość objęcia książki patronatem medialnym dziękuję Wydawnictwu Dragon.


Data wydania: 12 października 2022
Wydawnictwo: Dragon
Seria: Pensjonat na wzgórzu (część czwarta)
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 320



15.10.22

"Coraz mniej światła" – Nino Haratischwili (przekład Irena Dębek)

"Coraz mniej światła" – Nino Haratischwili (przekład Irena Dębek)

Urodzona w 1983 roku w Tblisi i mieszkająca od ponad 20 lat w Niemczech Nino Haratischwili, gruzińska reżyserka teatralna, powieścio- i dramatopisarka, autorka bestsellerowej sagi "Ósme życie (dla Brilki)" powraca z nową książką – przejmującą opowieścią o bezwarunkowej przyjaźni silniejszej niż śmierć, dojrzewaniu na tle burzliwej historii Gruzji oraz pokoleniu, któremu podcięto skrzydła tuż u progu dorosłego życia. W "Coraz mniej światła" bezwzględny mrok, chaos i horror postsowieckich czasów splatają się z indywidualnymi losami czterech młodych dziewczyn. To, co wówczas przeżywają i doświadczają, zmienia je i kształtuje. Odtąd przeszłość już zawsze będzie obecna w ich życiu – w postaci słodko-gorzkich wspomnień, niezabliźnionych ran w sercu, nieukojonych tęsknot, powracających wyrzutów sumienia. I w czarno-białych fotografiach – kadrach, w których zatrzymał się czas.

"Stoję jak zahipnotyzowana, nie jestem w stanie ruszyć się z miejsca, a obrazy zaczynają zalewać mi głowę, nie mam wyjścia, muszę poddać się ich nurtowi, nie ma sensu walczyć z czymś, co jest jak żywioł"

Konfrontacja z przeszłością

Bruksela, 2019. Trzy kobiety spotykają się po wielu latach w Centrum Sztuk Pięknych na wystawie fotograficznej ku pamięci słynnej autorki zdjęć – ich zmarłej przyjaciółki. Retrospektywa staje się nie tylko okazją do niezwykłej podróży w przeszłość, ale też do bolesnej konfrontacji ze wspomnieniami, tłumionym latami żalem oraz z przebaczeniem, które tak długo wydawało się niemożliwe. Czarno-białe fotografie ożywiają sceny z dawnego życia oraz uczucia, często te najbardziej intymne i łamiące serce. Bohaterki książki cofają się do lat młodości – wielkich nadziei, pierwszych miłości i rozczarowań, złamanych obietnic, druzgocących strat i roztrzaskanych marzeń. Do Gruzji stojącej u progu burzliwych przemian – chaosu, przemocy i mroku, które wkradły się nie tylko do codziennego życia, ale też do ludzkich snów i serc.

"Coraz mniej światła" to książka monumentalna i napisana z rozmachem – łączy w sobie indywidualne losy i wielką historię. Nino Haratischwili meandruje między współczesną Brukselą, a retrospekcjami – opowieścią, dla której tłem uczyniła swoją ojczyznę – Gruzję lat 80. i 90. ubiegłego stulecia. Z książki wyłania się obraz kraju silnie doświadczonego i podzielonego, uwikłanego w konflikty i staczającego się w chaos, przemoc i walkę o władzę. To Gruzja, która po rozpadzie Związku Radzieckiego zamiast czuć radości z wyzwolenia musi mierzyć się z wojną domową, zamieszkami, aresztowaniami, racjami żywnościowymi i kolejkami po chleb, awariami prądu, korupcją i niepewnością jutra. Nino Haratischwili ukazuje ówczesne realia – rozpad ZSRR i transformację ustrojową ze wschodniej perspektywy. Dzięki autorce czytelnik zanurza się głęboko w gruzińską historię, i co ważne, robi to w sposób naturalny i niewymuszony, płynąc z nurtem fabuły. Bo Gruzja w powieści Haratischwili nie stanowi jedynie tła – staje się niemal jednym z bohaterów. Wciąż przed oczami mam sugestywne opisy Tblisi – mikroświata czterech dorastających dziewczyn. Ich codzienne życie toczy się między drewnianymi balkonami, małym podwórkiem i w czterech ścianach ciasnych mieszkań, na zatłoczonych ulicach i w uczelnianych murach. "Coraz mniej światła" ma w sobie powiew wschodu, postsowiecką spuściznę i gruzińskość, która przenika fabułę. Haratischwili wie, jak ożywić minioną epokę i ducha czasu oraz jak splatać ze sobą ludzkie losy.

Przyjaźń w czasach niepokoju

W zmieniającym się, ogarniętym chaosem, ale też tętniącym życiem Tbilisi dorastają cztery przyjaciółki: spragniona wolności i pełna życia Dina, rozsądna i pragmatyczna Ira, romantyczna Nene, siostrzenica najpotężniejszego przestępcy w Tbilisi, oraz wrażliwa, wychowująca się bez matki Keto. Różni je wiele, ale łączy jeszcze więcej – pragnienie miłości i akceptacji oraz marzenia o lepszym życiu. I przyjaźń, która utrzymuje je na powierzchni i staje się źródłem nadziei w niespokojnych czasach. Nino Haratischwili kreśli głębokie i przejmujące portrety bohaterów, pierwszo- i drugoplanowych. Otacza ich złożoną i skomplikowaną siecią powiązań – rodziny, przyjaciół i wrogów. Towarzyszymy im od późnego beztroskiego dzieciństwa, przez burzliwe dojrzewanie, aż po bolesną dorosłość – w spirali miłości, szczęścia, rozpaczy i cierpienia. Na oczach czytelnika zmienia się Gruzja i zmieniają się Dina, Nene, Ira i Keto. To właśnie oczami tej ostatniej poznajemy wydarzenia i historię ich przyjaźni. Każda z dziewcząt na swój własny sposób próbuje przetrwać i poradzić sobie z grozą codzienności, skomplikowanymi relacjami i losem, który nie jest dla nich łaskawy. "Coraz mniej światła" to opowieść o przyjaźni, miłości, nadziei i śmierci. O walce z przeznaczeniem, młodzieńczym buncie, który przeradza się w okrutną przemoc, przymusowych małżeństwach, wątpliwościach moralnych oraz destrukcyjnym wpływie patriarchatu na miłość, związki i rodzinę. Wiele jest w niej pięknych i tragicznych momentów. Nie sposób nie zachwycić się intensywnością emocji, realizmem, mieszanką mroku i światła – światła, którego choć coraz mniej, nigdy całkowicie nie brakuje.


"Cały ten czas to jedno wielkie stanie w kolejce: po lepszą siebie, po lepszy świat i lepszego Lewana, ale zdaje się, że nigdy nie dotarłam do celu. Dlatego tamtej nocy po raz pierwszy zaczęłam się zastanawiać, czy nie nadszedł już czas, żeby wyjść z tego ogonka"

Nino Haratischwili utkała z detali epicką powieść, krok po kroku rozwijając historię i nadając jej głębi. "Coraz mniej światła" niepostrzeżenie wciąga i staje się bliska. Zwraca uwagę panoramicznym, ale jednocześnie intymnym spojrzeniem, interesującym historycznym tłem, wielowątkową fabułą oraz przejmującym obrazem pokolenia młodych Gruzinów wkraczających w dorosłość w okresie dramatycznych przemian. Nino Haratischwili stworzyła opowieść o miłości aż do bólu, przyjaźni silniejszej niż śmierć, straconych szansach i wielkich nadziejach. O trudnych wyborach i dramatycznych wydarzeniach, które na zawsze odmieniają życie. "Coraz mniej światła" to również wyjątkowy hołd złożony Gruzji, miastu Tbilisi i jego mieszkańcom.

Pięknie napisana powieść, autentyczna, hipnotyzująca i zostawiająca w sercu ślad. Historia, która wzrusza, ogrzewa, porusza do głębi. Taka, którą się żyje i o której myśli się jeszcze długo po przeczytaniu ostatniej strony. Niezapomniana. Nino Haratischwili ma talent – "Coraz mniej światła" to literacka perła. Czytajcie, warto.









* Współpraca barterowa z Wydawnictwem Otwarte.

Tytuł oryginalny: Das mangelnde Licht
Przekład: Irena Dębek
Wydawnictwo: Otwarte
Data wydania: 12 października 2022
Oprawa: twarda
Liczba stron: 768
Moja ocena: 6/6

13.10.22

"Porzucona córka" – Donatella Di Pietrantonio (przekład Lucyna Rodziewicz-Doktór)

"Porzucona córka" – Donatella Di Pietrantonio (przekład Lucyna Rodziewicz-Doktór)
Niektóre historie, na pierwszy rzut oka niepozorne, zwodniczo proste i oszczędne w emocje i słowa, potrafią poruszyć do głębi – uderzyć we właściwe prozatorskie tony. I jedną z nich jest właśnie "Porzucona córka" – introspektywna podróż przez zakamarki dzieciństwa opowiedziana przez dorosłą kobietę głosem trzynastoletniej dziewczynki. W swojej bestsellerowej powieści Donatella Di Pietrantonio, włoska pisarka, eksploruje kwestie fizycznego i emocjonalnego porzucenia, trudnych rodzinnych relacji, macierzyństwa i społecznych nierówności. 


"Gdy miałam trzynaście lat, nie pamiętałam już swojej biologicznej matki. Z trudem wspinałam się po schodach z pękatą walizą i torbą mieszczącą wszystkie buty, jakie posiadałam. Na podeście przywitała mnie woń smażonych potraw i unoszące się w powietrzu oczekiwanie"

Dwukrotnie odrzucona sierota dwóch żyjących matek

Donatella Di Pietrantonio opowiada historię dziewczynki, która niespodziewanie, nagle i bez żadnego wyjaśnienia zostaje po trzynastu latach podrzucona pod drzwi i zwrócona biologicznej rodzinie. Dla bohaterki to moment przełomowy – w zaledwie kilka chwil cały jej dotychczasowy znany i bezpieczny świat rozpada się na kawałki i staje odległym wspomnieniem. Zamiast wygodnego domu nad morzem – ciemne i ciasne mieszkanie na prowincji. Zamiast miejskiego życia i szczęśliwego dzieciństwa jedynaczki – bieda i hałaśliwe rodzeństwo. Czy można mieć dwie matki? Dlaczego dorosłe kobiety przekazują sobie dziecko z rąk do rąk niczym przedmiot? I czy więzy krwi wystarczą, by zbudować rodzinne relacje? Arminuta (z włoskiego "ta, która wróciła"), jak nazwali ją szkolni rówieśnicy, z trudem przyzwyczaja się do nowej rzeczywistości i nie rozumie, z jakiego powodu została odesłana. Porzucenie jest dla niej jak jątrząca się rana w sercu – boli, uwiera i daje o sobie znać w najmniej oczekiwanych momentach. Trzynastolatka nie wie, kim jest i dokąd przynależy. Nie wie też, gdzie kończy się kłamstwo, a zaczyna prawda – musi sama znaleźć odpowiedzi na nurtujące ją pytania. Donatella Di Pietrantonio ukazuje długi proces poszukiwania prawdy, buntu, oswajania i akceptacji losu, stawiania czoła stracie oraz próby przystosowania się do nowych realiów. Podejmuje też tematy związane z macierzyństwem (poczuciem odpowiedzialności, troską i czułością) oraz relacją matka-córka naznaczonej żalem, poczuciem winy, gniewem i miłością. I sercem powieści czyni pogłębiającą się siostrzaną więź – więź, która dla głównej bohaterki staje się kołem ratunkowym i promykiem nadziei. To jeden z piękniejszych aspektów książki.


Można powiedzieć, że "Porzucona córka" jest niezwykła w swojej zwyczajności. Autorka odmalowuje przekrój życia lat 70. ubiegłego wieku – kreśli obraz włoskiej Abruzji pełnej kontrastów i sprzeczności, nieco archaicznej, szorstkiej i doświadczonej trudami codzienności. Głosem bohaterki opowiada o z pozoru nieistotnych epizodach, które z czasem układają się w przejmującą melodię. Donatella Di Pietrantonio nie potrzebuje sentymentalnych opisów i długich psychologicznych monologów – jest w stanie osiągnąć głębię przekazu za pomocą precyzyjnej i sugestywnej prozy skupionej na detalach. To właśnie one, drobne szczegóły, nadają fabule intensywności i emocjonalnej ekspresji. "Porzucona córka", dzięki pierwszoosobowej narracji i dziecięcej perspektywie, ma w sobie intymność, ale jednocześnie skłania do refleksji na temat uniwersalnych uczuć, przeżyć i doświadczeń. Donatella Di Pietrantonio wypełniła historię bohaterami drugoplanowymi, którzy są boleśnie prawdziwi i ludzcy. Oczami nastolatki widzimy dorosłych, którzy popełniają błędy i ulegają słabościom. Którzy mają w sobie dużo samotności, goryczy, rozczarowania i zagubienia. Urzekły mnie włoskie ramy, w które autorka wstawiła historię Arminuty. W "Porzuconej córce" widać paralele do twórczości Eleny Ferrante (nastoletnia przyjaźń, słowna oszczędność, mieszanka surowości i czułości, włoski realizm, edukacja) – i to jest coś, co miłośnicy jej twórczości pokochają – ale jednocześnie czuć, że Donatella Di Pietrantonio miała do opowiedzenia własną historię na swój własny sposób.

"Porzucona córka" to świetnie napisana, realistyczna i autentyczna powieść o porzuceniu, poczuciu braku przynależności, złamanych obietnicach, pustce, tęsknocie, wytrwałości i złożoności rodzinnych relacji. Prosta i na pozór surowa, ale z silnym przekazem, ciekawą, wielowymiarową bohaterką oraz nutą nadziei, empatii i światła w niełatwej i nieco mrocznej codzienności. Urzekająca i nieodkładalna. Koniecznie przeczytajcie, warto.












* Współpraca barterowa z Wydawnictwem Mando.


Tytuł oryginalny: L'Arminuta
Przekład: Lucyna Rodziewicz-Doktór
Wydawnictwo: Mando
Data wydania: 12 października 2022
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 224
Moja ocena: 5,5/6

Copyright © w ogrodzie liter , Blogger