13.4.22

"Smutek i rozkosz" - Meg Mason (przekład Mateusz Borowski)

"Smutek i rozkosz" - Meg Mason (przekład Mateusz Borowski)
"– Jak się wtedy czujesz, Martho?
– Jakbym poszła do kina w ciągu dnia, a po wyjściu zszokowało mnie to, że w międzyczasie się ściemniło. Jakbym stała nieruchomo i nagle spadła ze schodów, ale nie wiedziała, kto mnie zepchnął, bo nikogo za mną nie ma. Jakbym wchodząc do metra, zobaczyła błękitne niebo, a wyszła podczas ulewy"

Martha, bohaterka książki Meg Mason odkąd sięga pamięcią, czuje, że coś jest z nią nie w porządku. Wiele razy próbowała "wziąć się w garść", jednak mimo starań, jej życie w cieniu choroby przypomina jazdę kolejką górską – jest nieprzewidywalne oraz pełne wzlotów i upadków. Martha ma czterdzieści lat i dopiero niedawno usłyszała od lekarza prawidłową diagnozę. Właśnie odszedł od niej mąż. Czy na wszystko jest za późno? A może wręcz przeciwnie?

Czasami mówi się, że to właśnie najzabawniejsi ludzie są najsmutniejsi. I odniosłam wrażenie, że to samo można powiedzieć o książce "Smutek i rozkosz". Historia Marthy już od pierwszych stron ujmuje słodko-gorzkim klimatem – jest jednocześnie czuła, przenikliwa, mroczna i zabawna, i co najważniejsze, mówi o niezwykle trudnych i bolesnych sprawach z lekkością, ironią i humorem, nie tracąc przy tym na autentyczności. "Smutek i rozkosz" przypomina intymny pamiętnik kobiety, która balansuje na granicy zwykłego życia i destrukcyjnej choroby, przedzierając się niestrudzenie przez gąszcz radości i smutku, słodyczy i goryczy, światła i mroku – co istotne, przez wiele lat bez prawidłowej diagnozy, za to z ciężkim bagażem lęków, niepewności, błądzenia i frustracji. Historia stworzona przez Meg Mason zakorzeniona jest głęboko w londyńskich realiach, doprawiona brytyjskim humorem i cudownie współczesna w swojej lekkości i przenikliwości. Napisana w narracji pierwszoosobowej umiejętnie eksploruje kwestie dotyczące rodziny, związków, miłości, macierzyństwa, a wszystko to w kontekście choroby psychicznej oraz jej wpływu nie tylko na życie, osobowość i relacje bohaterki, ale też bliskich jej osób – rodziców, siostrę i męża. Marthę poznajemy na różnych etapach, co pozwala zyskać szerszy kontekst. Jej życie jest nieuporządkowane i chaotyczne, podobnie jak historia jej choroby – emocjonalny rollercoaster walki, akceptacji, smutku i nadziei, również w ujęciu bliskich jej osób (dryfowanie między cierpliwym wsparciem, a sfrustrowaną irytacją). Meg Mason zadbała o detale, i choć nadała całości lekką, błyskotliwą i pokrzepiającą formę, bardzo dobrze uchwyciła powagę wiodącego motywu – blaski i cienie choroby psychicznej. "Smutek i rozkosz" to przenikliwa i poruszająca powieść, którą czyta się jednym tchem i która angażuje emocjonalnie. O długiej drodze do zrozumienia siebie i swoich bliskich, podejmowaniu decyzji, czasami z niewłaściwych powodów, dążeniu do poznania odpowiedzi, wewnętrznej walce, przebaczeniu, odkupieniu i nadziei. O skomplikowanych relacjach i rozdźwięku między życiem jakiego pragniemy, a jakie prowadzimy. O prawdach i kłamstwach, poczuciu niedopasowania oraz murach, które budujemy wokół siebie.

W książce Meg Mason łzy wzruszenia, smutku i śmiechu przeplatają się ze sobą, a czasami mieszają, gdy życie odsłania wszystkie swoje barwy. To nie jest śmieszna powieść, wręcz przeciwnie – szczera, autentyczna i łamiąca serce, ale doprawiona ciepłą ironią, zabawnym komentarzem i nadzieją, która niczym promienie słońca przebijające się przez ciemne chmury pomaga przetrwać najtrudniejsze momenty. Lubię i polecam, warto.






* Współpraca barterowa z Wydawnictwem Znak.


Tytuł oryginalny: Sorrow and Bliss
Przekład: Mateusz Borowski
Wydawnictwo: Znak Literanova
Data wydania: 13 kwietnia 2022
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 384
Moja ocena: 5/6


10.4.22

"Życie Violette" – Valérie Perrin (przekład Wojciech Gilewski)

"Życie Violette" – Valérie Perrin (przekład Wojciech Gilewski)

"Zamykam dziennik Iréne z ciężkim sercem. Tak jak zamyka się powieść, w której się człowiek zakochał. Powieść przyjaciela, z którą trudno się rozstać, bo chce się ją mieć przy sobie, pod ręką". I ja też zamknęłam książkę Valérie Perrin z mieszanką smutku, radości i tęsknoty. Koniec niezwykłej podróży. Czas pożegnania, tym razem wyjątkowo trudny. Przeczytałam ostatnie zdanie i zamknęłam oczy. I zobaczyłam – zaciemnione cmentarne alejki, skapujące do filiżanki łzy bezgranicznego szczęścia i równie bezgranicznego smutku oraz płomienie, które zamieniają wszystko w proch. I usłyszałam – śpiew cykad, stukot przejeżdżających pociągów, melodię love me tender, love me true oraz wyszeptane słowa nagrobnych epitafiów, które mają zaklinać czas. I poczułam – w nozdrzach duszny i słodki zapach białych lilii i mahoniowego drewna, na wargach kryształki soli, w płucach morską bryzę, a w ustach smak dobrze schłodzonego, różowego wina i jaśminowej herbaty z miodem. Bo "Życie Violette" to książka utkana z zapachów, smaków i obrazów. Z emocji, drżenia serca, wspomnień, pragnień i życiowych doświadczeń – tych które uskrzydlają i tych, które swoim ciężarem przygniatają do ziemi. To książka, która staje się ważna i bliska – niezapomniana. Uśmiecham się szeroko, pisząc te słowa, bo moje pierwsze wrażenia z lektury "Życia Violette" nie zapowiadały tak wielkiego zachwytu. Pogrzeby, śmierć, nagrobki i kobieta, dozorczyni cmentarza... Jest w tym coś przygnębiającego – coś, co ożywia lęki przed stratą, odejściem i wiecznością. Ale Valérie Perrin swoją przepiękną, czułą i liryczną prozą sprawiła, że historia Violette rozkwitła, "jak kwiaty, którym zmienia się wodę". Autorka bierze czytelnika delikatnie za rękę i prowadzi go z wrażliwością i empatią przez zwykłą codzienność na granicy życia i śmierci, snując jednocześnie intymną opowieść o kobiecie, która, choć doświadczyła wielkiego bólu, rozczarowań i smutku, znajduje w sobie siłę, by iść naprzód. Violette troskliwie opiekuje się małym francuskim cmentarzem – pielęgnuje kwiaty, uprawia warzywny ogródek i pociesza pogrążonych w smutku żałobników – ukojenie znajduje w codziennej ciszy i samotności, a radość – w zwykłych, małych rzeczach. Violette bez wątpienia ma bolesną przeszłość. Ale czy ma również szansę na szczęśliwą przyszłość? Historia zmarłych kochanków niespodziewanie ożywia serce kobiety...

W książce Valérie Perrin splatają się ze sobą szczęście i tragedia, przeszłość i teraźniejszość, życie i śmierć oraz miłość i zdrada. Blisko zmarłych Violette latami uczy się oswajać cierpienie, patrzeć na życie z innej perspektywy i cieszyć się małymi rzeczami. Bo choć ta  powieść dotyka trudnych i bolesnych tematów, bywa smutna, wzruszająca i  melancholijna, w gruncie rzeczy działa pokrzepiająco, przynosi nadzieję i ukojenie. Valérie Perrin wypełniła historię Violette czułością, mądrością i światłem. Jej piękna proza z łatwością dociera do serca – potrafi poruszyć do głębi, wycisnąć z oczu łzy, odebrać oddech i wprawić w zadumę. Oferuje też czytelnikowi całą gamę refleksji i własnych, osobistych interpretacji.

"Mówić o Tobie to przedłużać Twe istnienie; niczego nie powiedzieć znaczyłoby o Tobie zapomnieć"

"Życie Violette" to opowieść o silnych więzach łączących żywych i umarłych, poszukiwaniu prawdy, próbie pogodzenia się z przeszłością i nowych początkach. O kruchości ludzkiego istnienia, radości z małych rzeczy i nieustającej nadziei w sercu. O odwadze, wytrwałości, oswajaniu samotności, bólu i... życia, które potrafi niespodziewanie dawać i odbierać. Subtelna a intensywna, smutna a pokrzepiająca, oryginalna a tak bardzo autentyczna i pełna przeróżnych odcieni ludzkiego życia. Zostanie ze mną na długo. Gorąco polecam.








* Współpraca barterowa z Wydawnictwem Albatros.



Tytuł oryginalny: Changer l'eau des fleurs
Przekład: Wojciech Gilewski
Wydawnictwo: Albatros
Data wydania: 23 marca 2022
Oprawa: zintegrowana
Liczba stron: 480
Moja ocena: 6/6

Copyright © w ogrodzie liter , Blogger